Płyty główne

MSI Eclipse SLI (Intel X58) - przegląd płyt głównych dla Intel Core i7

przeczytasz w 4 min.

Trzecią z płyt, na która przyszło mi testować jest MSI Eclipse SLI. MSI zdecydował się dołączyć zewnętrzną kartę wpinaną w port PCI-e x1. Eclipse ma pokryte radiatorami wszystkie ważniejsze komponenty

 Trzecią z płyt, na która przyszło mi dziś rzucać okiem jest MSI Eclipse SLI. Nasz przegląd rozpocznę tradycyjnie, od rozkładu komponentów na laminacie.

 

Podobnie jak w przypadku Asusa, jest w zasadzie idealny. Wszystkie potrzebne gniazda zlokalizowane są przy krawędzi płyty. Dotyczy to zarówno zasilania, jak i portów SATA oraz wyprowadzeń dodatkowych portów na śledziach.

Nieco inaczej niż w testowanych wcześniej płytach wygląda blok gniazd zintegrowanych na płycie. Zdecydowaną większość powierzchni zajmuje tutaj 10 gniazd USB, które można rozbudować o dodatkowe 4 za pomocą śledzi. Nie zabrakło także dwóch gniazdek LAN od kart 1Gbps oraz obowiązkowego portu FireWire. Nie znajdziemy tutaj natomiast żadnego złącza dedykowanego karcie muzycznej. Ponieważ takiej karty nie znajdziemy na płycie głównej! Zamiast tego MSI zdecydował się dołączyć zewnętrzną kartę wpinaną w port PCI-e x1. Oczywiście podobnie jak w P6T także i tutaj znajdziemy na laminacie złącze IDE oraz FDD.

Ilekroć spoglądam na topowe płyty główne, zawsze zastanawiam się jaki procent ich nabywców używa zintegrowanych nań kart dźwiękowych. Wszyscy użytkownicy tego tupu płyt głównych, których znam osobiście w pierwszej kolejności wyłączają zintegrowany kodek, a do slotu wrzucają X-Fi czy innego Xonara. To tak, jak by na płycie przeznaczonej do Tri-Sli integrować kartę graficzną, komu to jest potrzebne? Tym bardzie sie cieszę, że choć jeden producent daje nam możliwość wybóru. Co prawda dołączona przez MSI karta dźwiękowa nie może równać się z tanimi kodekami hd-audio - bazuje bowiem na technologi X-Fi creative, tym niemniej nie jest też topowym rozwiązaniem w klasie kart dźwiękowych. Dzięki temu, jeśli przestanie nam wystarczać możemy ją po prostu odłożyć na półkę. Niektórzy z Was pewnie zdziwią się, dlaczego wyłączona karta na płycie mi przeszkadza? Otóż nie lubię mieć w swoim komputerze komponentów, których nie używam.

Przejdźmy do chłodzenia. Podobnie jak w P6T, Eclipse ma pokryte radiatorami wszystkie ważniejsze komponenty. Jednak chipset nie jest połączony cipłowodem z radiatorem regulatorów napięcia. MSI chwali się, że jego autorski DrMOS jest znacznie chłodniejszy niż chipset płyt głównej, dlatego ich połączenie mogło by go tylko dodatkowo rozgrzać obniżając tym samym potencjał O/C płyty głównej.

 

Skoro jesteśmy już przy DrMOS, to warto przyjrzeć się bliżej temu jakże unikatowemu rozwiązaniu. Układ zasilania na większości płyt głównych jest zbudowany z czterech zasadniczych elementów. Mikroprocesorowego sterownika, tranzystorów mocy oraz cewek. Dodatkowo tranzystory zasilające można podzielić na dwie grupy, górne i dolne. W rozwiązaniu MSI, sterownik oraz tranzystory zostały połączone w jeden zintegrowany układ scalony - nazwany DrMOS. (od Driver MOSFET). Dlatego pojedyncza faza układu zasilania składa się tylko z dwóch elementów, a nie czterech jak w rozwiązaniach konkurencji.

Takie rozwiązanie jest nie tylko oszczędniejsze, ale także działa lepiej niż konkurencyjne układy bazujące na sztucznie rozmnożonych do 12 czy 16 fazach zasilania. MSI Eclipse SLI została wyposażona w 6 faz zasilających procesor, oraz po dwie niezależnie dla chipsetu oraz pamięci ram - razem 10. Wszystkie oparte o układy DrMOS. Bardzo istotną cechą rozwiązania MSI jest fakt, iż potrafi ono w pełni sprzętowo załączać i wyłączać poszczególne fazy gdy nie są one potrzebne. Całością zawiaduje system APC (Active Phase Switching). Na płycie głównej umieszczono nawet diody LED informujące o stanie poszczególnych faz zasilania - dzięki czemu oszczędzamy energię zasilającą. Zerknijcie na poniższe Video, w dolnej części widać jak przełączają się fazy zasilające procesor podczas startu systemu operacyjnego.

Zapewne większość z Was już zauważyła, że na Eclipse wokół gniazd procesora jest wyjątkowo mało stałych kondensatorów. Dzieje się tak dlatego, że producent postanowił pójść o krok dalej. Zamiast stałych (polimerowych) kondensatorów zdecydował się na swojej płycie użyć jeszcze trwalszych kondensatorów Hi-c Cap (od Higly-conductive polymerized Capacitor).

Do tej pory tego typu kondensatory były wykorzystywane tylko i wyłącznie w płytach głównych przeznaczonych do komputerów przemysłowych, a więc takich od których wymaga się najwyższej jakości zastosowanych komponentów.

Wracając do rozkładu komponentów, warto przyjrzeć się gniazdom rozszerzeń. Na płycie zainstalowano 2 sloty PCI-e x1, 3 sloty PCI-e x16 oraz dwa sloty PCI. Projektanci nie popełnili błędu znanego z opisywanego wyżej Asusa, dlatego do wszystkich slotów PCI-e x16 można zainstalować karty graficzne wymagające dwóch slotów. Potrzebujemy do tego jednak specjalnej, nieco wyższej niż zwykle obudowy, która zapewnia nieco miejsca pod płytą główną. CoolerMaster Stacker jest świetnym przykładem takiej obudowy.

Kolejnym jakże przydatnym elementem dołączonym do płyt MSI jest GreenPower Genie. Urządzenie, które podłączamy jak przejściówkę pomiędzy płytę główną a zasilacz służy do monitorowania poboru prądu przez komponenty zintegrowane na płycie głównej komputera. Dzięki niemu w BIOSie, poza monitoringiem napięć, możemy także odczytać jakim prądem obciążony jest dany potencjał. Świetna sprawa.

 

Opis techniczny zakończę wspominając o module DLED 2. To ten śmieszny niebieski wyświetlacz pokazany na filmiku powyżej. Służy on do wyświetlania kodów diagnostycznych pokazujących się podczas startu komputera. Dzięki nim możemy bardzo szybko zdiagnozować usterkę maszyny. Oczywiście to nie jedyna jego funkcja. Moduł DLED 2 może także służyć do monitoringu napięć zasilających procesor i chipset lub temperatury dowolnie wybranego przez nas elementu komputera - wystarczy, że przyłożymy do niego dołączony do zestawu czujnik. Na zdjęciach widzicie ten moduł zainstalowany na płycie głównej. Niemniej w wydaniu sklepowym będzie można go przełożyć do plastikowej obudowy i wyprowadzić na zewnątrz.

No koniec zostawiłem sobie jeszcze jeden smaczek. Bardzo ciekawy M-Flash, który służy do aktualizacji biosu płyty głównej z poziomu biosu. Niby nic nowego, przecież programy do flashowania biosu mamy zintegrowane w biosie już od dawna. To prawda. Niemniej M-Flash jako pierwszy na rynku umożliwia nam załadowanie biosu... z dysku podłączonego przez USB! Zanim wykonasz aktualizację, będziesz mógł sprawdzić jak działa nowa wersja, bez flashowania. Jak dla mnie rewelacja!