Royal Quest (beta) – prawie jak królewska przygoda
Gry komputerowe

Royal Quest (beta) – prawie jak królewska przygoda

z dnia
Maciej Słaboszewski | Redaktor serwisu benchmark.pl
9 komentarzy Dyskutuj z nami

Na rynku darmowych gier MMORPG trudno się przebić. Royal Quest nie wybija się ponad przeciętność na tle konkurencji, ale zapewne znajdzie swoich amatorów.

Rosyjskie studio Katauri Interactive znane przede wszystkim z bardzo dobrego Kings Bounty: The Legend postanowiło spróbować swoich przy produkcji MMORPG. Tak powstał Royal Quest - tytuł, który miał łączyć najciekawsze pomysły innych gier z tego gatunku. Trzeba przyznać, że kopiowanie się udało, ale realizacja daleka jest od ideału. Niby wszystko tutaj jest, ale produkcji zdecydowanie brakuje tożsamości, czegoś co przyciągnęłoby gracza na dłużej i nie znużyło po kilkunastu godzinach zabawy. Royal Quest zwyczajnie tonie w morzu podobnych tytułów, które oferują więcej, mają ładniejszą oprawę i co ważniejsze są znacznie lepiej pomyślane. Nie oznacza to jednak, że gra jest zła. Po prostu nie wybija się ponad przeciętność. Zacznijmy jednak od początku.

Royal Quest - screen z gry

Będę bohaterem!

Naszą przygodę rozpoczynamy standardowo – od stworzenia herosa. Do wyboru mamy cztery podstawowe klasy: szermierz, złodziej, strzelec i mag. Każda z nich ma dwie podklasy, ale dylemat, którą z nich wybrać czeka nas dopiero po osiągnięciu 20 poziomu doświadczenia. Po określeniu podstawowej specjalizacji możemy zająć się wyglądem naszego bohatera. Do dyspozycji mamy tutaj cztery podstawowe elementy: fryzura, kolorów włosów, skóry oraz twarz. W każdej z tych kategorii jest kilka wariantów, jednak jak na MMORPG to wybór jest dość ubogi. Zabawę rozpoczynamy w wiosce startowej, gdzie czeka na nas kilka prostych zadań mających nauczyć podstaw rozgrywki. Nic szczególnego czy też oryginalnego, ale spełniają one swoje zadanie.

Royal Quest

Po zaliczeniu samouczka wyruszamy w świat z nadzieją na iście królewską przygodę. Niestety oczekiwania, a rzeczywistość w Royal Quest różnią się znacząco od siebie. Wiadomo, że gry tego typu zawierają sporo nudnych misji i pokaźną dawkę tzw. grindu, ale tutaj praktycznie nie ma nic ponad to. Prawie wszystkie zadania sprowadzają się do jednej z czterech kategorii: zanieś, przynieś, pozbieraj lub zabij. Brak większej różnorodności powoduje, że po kilku godzinach grania zamiast mieć ochotę na więcej - marzymy jedynie… o wylogowaniu. Nawet teoretycznie większe wyzwania jak choćby misja związana z wybraniem podklasy okazują się banalnie łatwe i bardzo krótkie.

obrazek z gry Royal Quest

Zdobędę sławę i bogactwo…

Fabuła jest trywialna, ale też niczego niesamowitego nie oczekiwałem. Nie ma co się oszukiwać ten element w grach MMORPG stanowi zazwyczaj jedynie dodatek do właściwej rozgrywki. Nie inaczej jest w Royal Quest. Po kilku dialogach zwyczajnie przechodzimy od razu do podsumowania zadania, skupiając się jedynie na tym, co jest najważniejsze – zdobyciu kolejnego poziomu doświadczenia oraz lepszego oręża. Ten ostatni element został całkiem nieźle pomyślany. Różnorodność poszczególnych części ekwipunku jest relatywnie duża. Dodatkowo istnieje możliwość jego stworzenia od zera za pomocą odpowiedniej receptury oraz niezbędnych składników bądź ulepszenia tego już istniejącego. Nic nowego, ale przynajmniej jest to jakieś urozmaicenie pomiędzy kolejnymi, nudnymi do bólu zadaniami. Warto tutaj wspomnieć o jeszcze jednym ciekawym elemencie - możliwości zdobycia zamku. Oblężenie takowego odbywa się raz w tygodniu i przeznaczone jest dla większych gildii. Jeśli uda się wam go wywalczyć to możecie liczyć na bardzo ciekawe bonusy np. dostęp do specjalnej skrytki czy możliwość walki w unikalnych lochach i na terytorium zamku.

…i nie będzie mnie to kosztowało ani złotówki

Royal Quest to produkcja free-to-play. Każdy może więc pobrać klienta i zacząć zabawę. Oczywiście w tym modelu finansowym podstawowym źródłem dochodu dla twórców są mikro-transakcje. Zbalansowanie rozgrywki w takim systemie jest zadaniem niezwykle trudnym i tutaj prawie zawsze jest miejsce na poprawki. W grze oprócz złota funkcjonuje waluta premium, czyli tzw. royale, którą kupujemy za prawdziwą gotówkę. Trudno powiedzieć, jakie będą ceny, bo w wersji beta nie jest ona dostępna. Znane są natomiast bonusy, które można sobie za nią wykupić.

Royal Quest - screen z gry

Jak to zwykle bywa w tego typu grach podstawowym „towarem” jest konto premium, które daje +50% do zdobywanego doświadczenia oraz szansy na łup. Dodatkowo w sklepie znajdują się praktycznie wszystkie możliwe do zdobycia w grze przedmioty jednorazowe np. eliksiry, karty wymagane do ulepszania ekwipunku czy klucze do skrzynek. Nie zabrakło również wierzchowców oraz specjalnych strojów. Z ostatecznym wyrokowaniem na temat wspomnianego balansu wstrzymam się jednak do premiery gry i oficjalnego otwarcia sklepu. Bez poznania konkretnych cen za wirtualną walutę trudno cokolwiek jednoznacznie stwierdzić.

Royal Quest - screen z gry

Widzę Torchlight?

Oprawa wizualna Royal Quest przywodzi na myśl pierwsze Torchlight. Podobieństwo jest uderzające. Ma to jednak swój urok, pod warunkiem, że przepadacie za takimi nieco cukierkowatymi klimatami. Interfejs użytkownika został zaprojektowany poprawnie, wszystko tutaj jest na swoim miejscu, podane w dość minimalistycznej formie, ale spełniającej swoje zadanie. Muzyka zdecydowanie nie przypadła mi do gustu .Po pierwszej, kilkugodzinnej sesji z grą po prostu ją wyłączyłem i prawdopodobnie nigdy więcej jej nie włączę. Powtarzające się w kółko melodie wyjątkowo tutaj irytują, choć naturalnie jest to rzecz gustu.

Pozostaną po mnie pieśni śpiewane w języku ojczystym…

Na osobny akapit zasługuje lokalizacja Royal Quest. Cenega wykonała tutaj kawał dobrej roboty i zdecydowanie jest to jeden z większych atutów tej produkcji. Wszystkie dialogi zostały przełożone z zachowaniem oryginalnego, lekkiego humoru. Nie natrafiłem na żadne błędy, brakujące tłumaczenia czy nawet literówki. Widać wyraźnie, że lokalny dystrybutor porządnie się przyłożył do tego zadania. Można kwestionować dobór słów w konkretnych przypadkach, ale to najczęściej sprowadza się do prywatnych preferencji i w żaden sposób nie wpływa na czytelność danego tekstu.

Royal Quest - screen z gry

…bo zaraz po premierze Wildstar zapomnę o Royal Quest

Royal Quest za całą pewnością nie jest przełomową produkcją. Darmowy MMORPG jakich wiele na rynku, który dodatkowo nie wyróżnia się niczym szczególnym na tle bardzo licznej konkurencji. Większość elementów gry jest wtórna do bólu i powoduje uczucie znużenia po paru(nastu) godzinach zabawy. Zapewne jednak Royal Quest znajdzie swoich amatorów, bo każda tego typu produkcja ich ma. Oczywiście oceniam wersję beta i finalny produkt prawdopodobnie zostanie jeszcze dopracowany, ale na obecną chwilę trudno się tutaj czymś zachwycić. Jeśli więc oczekujecie czegoś świeżego to lepiej poczekajcie na Wildstar lub The Elder Scrolls Online.

Moja ocena:
Grafika:
zadowalający
Dźwięk:
słaby plus
Grywalność:
słaby plus
Ogólna ocena: 
Orientacyjna cena w dniu publikacji testu: darmowa
 

Komentarze

9
Zaloguj się, żeby skomentować
avatar
Dodaj
Komentowanie dostępne jest tylko dla zarejestrowanych użytkowników serwisu.
  • avatar
    Spoko tez czekam na wildstar, ale z tego co widzialem platnosci zas suba to bd troche za wysokie... :/
  • avatar
    Można pograć, nie jest taka zła ;).
  • avatar
    Szkoda czasu na tego typu gry niezależnie kto to wyda.
  • avatar
    klon World of Warcraft,
    -2
  • avatar
    Lineage?
  • avatar
    Ta muzyczka rodem z super-/hipermarketu jest nie do zniesienia... Myślałem, że spadnę z krzesła, kiedy ją usłyszałem :/
  • avatar
    "Royal Quest to produkcja free-to-play. Każdy może więc pobrać klienta i zacząć zabawę."
    Zapomniałeś wspomnieć, że ciągle trwa beta i są na nią zapisy, nie można zatem "pobrać klienta i zacząć zabawę" :<
    Nawet linka do strony gry nie podałeś
  • avatar
    Gra bardzo podobna do Lineage II - ekonomia, ulepszanie broni etc