• benchmark.pl
  • Gry
  • Star Wars: Battlefront – z nową nadzieją w starą trylogię
Gry

Przez okopy do gwiazd

z dnia

Solo w duecie

Na początek rzućmy okiem na tryby dostępne dla gry jednoosobowej lub dwuosobowej. Poza mapami wchodzącymi w skład szkolenia z podstawowych umiejętności przydatnych w grze, do naszej dyspozycji zostają oddane Bitwy oraz Przetrwanie. Ten ostatni tryb jest szczególnie udany, bo choć posługuje się ograną formułą odpierania „fal” przeciwników, to czyni z niej trzymający w napięciu majstersztyk. 

Inaczej sprawy się mają, kiedy mówimy o bitwach. Tutaj brakuje jakiegokolwiek suspensu, a sama nazwa jest wysoce myląca, bo oferowane nam potyczki przypominają raczej bijatykę w jednej ze spelun Mos Eisley, niż pełnowymiarowe konfrontacje. Również warunki zwycięstwa pozostawiają wiele do życzenia, jako że ograniczają się jedynie do zabicia określonej liczby wrogów i zebrania po nich wirujących w powietrzu żetonów. Można więc odnieść wrażenie, że potraktowano tę opcję gry nieco po macoszemu.

Star Wars: Battlefront - Dath Vader atakuje

To nie są droidy, których szukamy

Tryby dostępne w pełnowymiarowej sieciowej rozgrywce można w zasadzie podzielić na dwie grupy różniące się skalą potyczki, w której bierzemy udział. Supremacja oraz Atak AT-AT to oczywiście wielkie bitwy z udziałem pojazdów, bohaterów i mnóstwa szeregowych żołnierzy, w których wciela się aż do czterdziestu graczy jednocześnie. Ale poza tym mamy do dyspozycji także Potyczkę, Ładunek, Eskadrę, Pogoń za droidami, Strefę zrzutu, jak również Bohaterów i złoczyńców oraz Łowy na bohatera.

Star Wars: Battlefront - Luke Skywalker w natarciu

 

Z całego pakietu bitew na mniejszą skalę tylko kilka trybów jest wartych uwagi. Powietrzne starcia Eskadry przypominają nie tyle symulator myśliwców, co roju much próbujących dopchać się do... wiadomego przedmiotu ich pragnienia. Ładunek jest klasyczną do bólu, ale też całkiem przyjemną wariacją na temat przejmowania flagi, a Potyczka to znany i lubiany drużynowy deathmatch. Z kolei tryb Pogoń za droidami zadziwia swoim surrealizmem, bo jacy żołnierze o zdrowych zmysłach biegaliby po mapie jak kot z pęcherzem za paroma kolebiącymi się na krzywych nóżkach sobowtórami niszczarek do papieru? W zasadzie większe emocje budzi jedynie Strefa Zrzutu, w której dwie drużyny przejmują, a następnie bronią, spadających z nieba kapsuł. 

Star Wars: Battlefront - Strefa Zrzutu

Dwa ostatnie tryby – nie licząc Supremacji i Ataku AT-AT -  to Łowy na bohatera oraz Bohaterowie i Złoczyńcy. Oba pozwalają na wcielenie się w jednego lub kilku bohaterów i konfrontację z innymi głównymi postaciami filmowej sagi albo też z oddziałami zwyczajnych piechurów. Te dwa warianty także dostarczają niezwykle ciekawej zabawy, choć jest to przyjemność krótkotrwała, bo już po kilku zaliczonych partiach do rozgrywki wdziera się monotonia.

Historia lubi się powtarzać

Czas jednak pomówić o tym, na co wszyscy od dawna ostrzą sobie zęby, a więc o trybach Supremacji oraz Ataku AT-AT. Zarówno w jednym, jak i w drugim przypadku mamy do czynienia z tymi samymi mapami, na których pojawia się identyczna liczba czterdziestu graczy. Różnica dotyczy jedynie celów starcia. I tak w przypadku Supremacji mamy do czynienia z formułą, która w innych tytułach pojawia się przeważnie pod nazwą Dominacji. Krótko mówiąc, chodzi o znane i lubiane przejmowanie kontroli nad wyznaczonymi na planszy punktami. I tyle!

Star Wars: Battlefront - wybuch granatu na Endor

Inaczej sprawy się mają w przypadku Ataku AT-AT. Można powiedzieć, że to tryb autorski twórców Star Wars: Battlefront. W grę wchodzi stosunkowo złożona procedura, której oś stanowią kroczące przez planszę machiny AT-AT. Na Imperium spoczywa odpowiedzialność za ich ochronę, a na Rebelii za ich zniszczenie. I choć samo to rozwiązanie staje się już po kilku rozegranych meczach dosyć przejrzyste, a jednocześnie niezwykle ciekawe, budzi jedną moją wątpliwość.

Jak łatwo można zauważyć, jest to swoistego rodzaju zapożyczenie z filmowej bitwy o Hoth. I nie ma w tym niczego złego! Ale dlaczego na księżycu Endora starcie dotyczy dokładnie tego samego? Czy nie można było stworzyć unikalnych celów dla każdej z planet? Bo przecież pamiętamy dobrze z Powrotu Jedi, że w kontekście leśnego księżyca planety Endor w żadnym razie nie chodziło o zniszczenie kroczących między drzewami AT-AT.

Star Wars: Battlefront - AT-ST pod kontrolą

W związku z tym mamy czasami wrażenie, że nie tyle uczestniczymy w różnych potyczkach znanych ze starej trylogii, ale że w kółko bierzemy udział w bitwie o Hoth przeniesionej żywcem albo do lasu, albo na pustynię, albo też na wulkaniczne pustkowie. Szkoda, że nie urozmaicono rozgrywki stworzeniem unikalnych celów dla każdej mapy.

Jednak poza tym drobnym zastrzeżeniem, trzeba przyznać, że Atak AT-AT jest niesamowicie wciągającym trybem, który pozwala poczuć na własnej skórze dreszcz „nowej przygody”. Można się zagubić w tych jakże klimatycznych okolicznościach, gdzie nad lodową pustynią śmigają X-Wingi, a znad pustynnej wydmy wzbija się w powietrze bezwzględny Boba Fett.

Star Wars: Battlefront - Boba Fett i atak z powietrza