Wstęp. Mroczna potęga
Rozpoczęta ponad 31 lat temu saga jest obecnie jedną z najbardziej kultowych i rozpoznawalnych produkcji wszechczasów. Opowieść stworzona przez Georga Lucasa cały czas ewoluuje. Dzieje się tak za sprawą pojawiających się książek, komiksów i gier osadzonych w uniwersum Star Wars. Szczególnie te ostatnie cieszą się niesłabnącą popularnością. Trudno się dziwić, bo kto nie chciałby samemu poczuć potęgi Mocy :)
DLA CIEBIECyfrowy Polak - Wykluczenie cyfrowe
Firma LucasArts trzymająca „żelazną ręką” licencje Gwiezdnych Wojen nie dawała ostatnio fanom wielu powodów do radości. Oczywiście na rynku ukazywały się w tym czasie nowe, całkiem niezłe produkcje spod znaku SW jak choćby strategiczne Empire at War czy zręcznościowo-platformowe Lego Star Wars, to jednak trudno nazwać je właściwymi sukcesorami gwiezdnej sagi. Prawdziwi fani wyczekiwali czegoś innego.
Zapowiedź i opublikowana w sieci wersja demonstracyjna nowej gry, której głównym bohaterem jest uczeń Ciemniej Strony, mocno rozbudziły nadzieje graczy na poważniejszą produkcje.
Od premiery Star Wars: The Force Uleashed minęło już trochę czasu. Emocje związane z tym tytułem zdążyły opaść, choć nie na tyle aby nie warto było po niego sięgnąć. „Długa” przerwa świąteczna stała się dla mnie okazją, aby samemu ocenić ostatnie dzieło wewnętrznego studia LucasArts.
Mroczna potęga
Star Wars: The Force Unleashed to dynamiczna gra akcji, której fabuła osadzona została pomiędzy starą a nową trylogią, czyli pomiędzy trzecim a czwartym epizodem. Okres ten jak dotąd pozostaje prawie czystą kartą gwiezdnej epopei (jeśli nie liczyć kilku książek czy komiksów), co daje ogromne i swobodne możliwości adaptacyjne. Twórcy podjęli się trudnego i niebezpiecznego zadania - opowiedzenie jakie wydarzenia bezpośrednio poprzedziły moment powstania rebelii.
Kamera jest za plecami prowadzonej postaci
Głównym bohaterem całej historii jest młody uczeń samego Dartha Vadera znany jako Starkiller. Nie jest to jednak jego prawdziwe imię, które pozostaje zresztą tajemnicą przez całą grę. Warto jednak wiedzieć, że pojawia się ono w książce wydanej w ramach projektu Star Wars The Force Unleashed.
Starkiller
Nasz Bezimienny jest sekretną bronią Vadera, który szkoli go tylko w jednym celu – zabicia Imperatora i przejęciu kontroli nad Imperium. Jednakże w miarę poznawania całej historii opowiadanej nam przez grę możemy dojść do wniosku, że nic nie jest tym czym się wydaje. Dzięki enigmatyczności motywów, którymi kieruje się Vader przy zlecaniu nam poszczególnych zadań fabuła gry zbliża się do przypisanego kanonu Gwiezdnych Wojen. Dzięki temu Darth Vader pozostaje niezwykle zagadkową postacią, której tajemniczość dodaje jej tylko charyzmy.
Vader na Kashyyyk
Misja Darth Vadera pozwala na szybkie zapoznanie się z możliwościami gry
i stanowi przedsmak tego, co czeka nas podczas dalszej zabawy.
Po raz pierwszy w historii komputerowych gier akcji Star Wars: The Force Unleashed daje nam możliwość pokierowania postacią Dartha Vadera. Co prawda dotyczy to jedynie pierwszej, stosunkowo krótkiej misji rozgrywającej się na Kashyyyk – planecie Wookich, ale i to stanowi niezłą gratkę dla fanów gwiezdnej epopei. Tym bardziej, że jak przystało na mistrza Ciemnej Strony Mocy, Vader dysponuje prawdziwie potężnym arsenałem, który w czasie tego krótkiego wycinka gry pozostaje do naszej pełnej dyspozycji.
W czasie dalszej rozgrywki kierujemy już poczynaniami naszego młodego, bezimiennego bohatera, którego los został przypieczętowany w momencie spotkania „Lorda” na Kashyyyk. Jednak to, co dla niego było początkiem końca, dla nas graczy jest najistotniejszym elementem całej gry decydującym o jej atrakcyjności. Już na starcie zabawy otrzymujemy postać na wskroś owładniętą Ciemną Stroną Mocy, z której możemy dowolnie korzystać. Co więcej, jej potęga jest tak wielka, że może zagrozić samemu Imperatorowi. Tak naprawdę nigdy wcześniej nie było nam dane poczuć potęgi mrocznych nauk Sithów. Aż do teraz…
Specyficzny, agresywny sposób trzymania miecza przez Starkillera, pewnie przejdzie do historii.
Opowieść snuta przez Star Wars: The Force Unleashed co rusz rzuca nas w inny, odległy zakątek galaktyki. Odwiedzimy będącą cmentarzyskiem robotów planetę Raxus Prime, fabrykę myśliwców TIE orbitującą wokół księżyca Nar Shaddaa, niezwykle egzotyczną planetę Felucia, znane nam Miasto w Chmurach unoszące się nad planetą Bespin, czy pierwszą Gwiazdę Śmierci. Lokacje te, a przynajmniej znaczna ich większość, wyglądają niesamowicie dostarczając nam dodatkowych emocji podczas zabawy.
Choć sama rozgrywka jest niezwykle prosta i opiera się na pokonywaniu kolejnych hord przeciwników,
to jednak szalenie wciąga i sprawia naprawdę niezłą frajdę. Walka na Raxus Prime
Nie ma jednak co się oszukiwać – to nie świetnie przygotowane lokacje czy walka na miecze świetle przyciągnęły hordy spragnionych graczy, tylko czysta, niepohamowana siła Ciemnej Strony Mocy. I trudno się dziwić, do naszej dyspozycji zostaje oddany wielki wachlarz ciosów, kombosów czy innych technik wykorzystania mocy. Wszystko to jednak wymagało specjalnej, wyjątkowo spektakularnej oprawy.
Jak blisko Star Wars do Grand Theft Auto IV?
O tym, że Star Wars: The Force Unleashed będzie wykorzystywał osławiony przez Grand Theft Auto IV silnik fizyczny Euphoria, firmy NaturalMotion, było wiadomo już od jakiegoś czasu. To on miał zapewniać grze odpowiednie efekty bezwładności ciał stałych przy wykorzystaniu mocy, a także właściwie dopasowane reakcje przeciwników. Okazuje się jednak, że spece z LucasArts chcąc jeszcze bardziej „dopakować” fizykę w swojej nowej produkcji postawili na połączenie trzech różnych silników fizycznych. Miało to zagwarantować pojawienie się w grze niespotykanych dotąd wcześniej efektów. Czy tak się stało? Trudno jednoznacznie odpowiedzieć na to pytanie.
W grze pojawiają się też niezbyt trudne łamigłówki polegające przede wszystkim na właściwym zastosowaniu Mocy.
Otwieranie drzwi przy użyciu Mocy
Niestety, podobnie jak w przypadku GTAIV także i tu działanie Euphorii, które możemy zaobserwować np. podczas unoszenia przeciwników w powietrze, gdy próbują oni schwycić się czegoś w locie nie zawsze wygląda realistycznie. Czasami wręcz śmieszy, gdy ciskamy jakimś ciężkim przedmiotem w szturmowca, a ten widząc zbliżający się „pocisk” stoi jak kołek. Cóż, czy to nie dla takich sytuacji powstała Euphoria?
Rzucanie szturmowcem
Euphoria nie jest jednak jedyną technologią wykorzystywaną przez The Force Unleashed, gdyż oprócz niej pojawia się tu również bardzo popularny silnik Havoc oraz DMM (Digital Molecular Matter). Ten pierwszy będąc podstawowym silnikiem fizycznym gry odpowiada za wszystkie kolizje, grawitacje i większość występujących w grze Mocy. Jego możliwości i ograniczenia są już w większości znane, gdyż do tej pory korzysta z niego spora liczba gier.
Tymczasem DMM jest dużo bardziej nowatorskim i rozbudowanym narzędziem. Pozwala on na niezwykłe odwzorowanie fizyki obiektów zbudowanych z konkretnego materiału i stosowany jest przede wszystkim do symulowania realistycznie wyglądających zniszczeń. Wszystkim zainteresowanych tą technologią polecam obejrzenie tego filmiku.
Digital Molecular Matter daje złudzenie realności w momencie samego uderzenia i rozpadania się obiektu na części. Niestety poszczególne kawałki obiektu podlegają już zapewne działaniu Havoc’a, gdyż po upadku potrafią przyjąć zupełnie nienaturalną pozycje.
Zniszczenie drzwi przy użyciu Force Push
Nie tak Ciemna Strona Mocy. (wideo 2)
Główne zastrzeżenia mam do warstwy fabularnej gry, która nie wyjaśnia do końca wszystkich zapoczątkowanych wątków, w niektórych momentach wydaje się też wręcz oderwana od wydarzeń znanych nam z czwartej części gwiezdnej sagi. Co prawda fabułę gry uzupełnia i prostuje wydana u naszych sąsiadów „zza oceanu” książka Sean’a Williamsa pod tym samym tytułem, to jednak nie można zakładać, że każdy gracz sięgnie również po powieść tylko po to, aby dowiedzieć się o co tak naprawdę tutaj chodzi.
Główne postacie występujące w grze zostały całkiem nieźle zarysowane choć nie do końca wiadomo co tak naprawdę nimi kieruje i jakie są relacje pomiędzy nimi. Wątki te wyjaśnia wspomniana powyżej książka Seana Williams’a.
Starkiller i Juno
Dobrze, że chociaż sama historia Starkillera w miarę trzyma się przyjętego kanonu. Brakuje tu jednak ukazania jakiegoś ściślejszego powiązania naszego bohatera z innymi występującymi w grze znanymi postaciami takimi jak choćby Bail Organa czy księżniczka Leia. Aktualnie wydają się one pełnić role statystów w całej opowiedzianej historii.
Robot Proxy potrafiący przybierać kształty innych postaci, który towarzyszy nam podczas całej gry to niewątpliwie najciekawsza postać w opisywanego tytułu. Jego główne zadanie polegające na próbie zgładzenia nas w czasie wielu realnych ataków nie przeszkadza mu stanowić wsparcie dla naszego bohatera.
Dla niektórych graczy sporą wadą gry może być stosunkowo krótka rozgrywka. Na średnim poziomie trudności ukończenie najnowszej odsłony gwiezdnej sagi zajmuje kilka wieczorów. Mnie zajęło to jakieś 12 godzin zabawy, a muszę zaznaczyć, że starałem się znaleźć wszystkie poukrywane w grze holocron’y (urządzenia służące zarówno Jedi jak i Sithom do przechowywania danych) będące tutaj czymś w rodzaju bonusów. Niestety gra nie zawiera trybu wieloosobowego, który mógłby w pewien sposób przedłużyć zabawę.
Kolejnym problematycznym elementem gry jest sztuczna inteligencja przeciwników. Podniesienie poziomu trudności gry nie oznacza nagłego przypływu inteligencji naszych adwersarzy, a jedynie zwiększenie mocy ich broni.
Każda walka z bossem kończy się sekwencją przycisków, które kolejno musimy nacisnąć w odpowiednim momencie co pokazane jest na ekranie. Są to tzw. Quick Time Events.
Realizacja walk z groźniejszymi przeciwnikami (bossowie) przy wykorzystaniu Quick Time Events ma swoje dobre i złe strony. Dobre są takie, że końcówka walki może być znacznie bardziej imponująca niż to na co pozwalałby zwykły sposób rozgrywki. Złe – po pewnym czasie walka staje się bardzo schematyczna, gdyż znamy już wszystkie możliwe zakończenia i jesteśmy na nie przygotowani.
Do kategorii defektów zaliczyć można mało intuicyjne menu występujące w grze oraz czas potrzebny na załadowanie gry i poszczególnych jej etapów. Co ciekawe wszystkie przejścia do menu poprzedzane są trwającymi po kilkanaście sekund ekranami wczytywania i to nawet w momencie zainstalowaniu gry na dysku konsoli w przypadku Xbox’a 360 (w wersji PS3 efekt ten również występuje).
Wszystkie menu w grze wyglądają dość topornie, wręcz przedpotopowo.
Zdobyte podczas awansu postaci na wyższy poziom doświadczenia punkty możemy spożytkować odblokowując kolejne zdolności pasywne (np. większa odporność na obrażenia), umiejętności korzystania z mocy czy też bardziej efektywne kombosy.
W grze mamy również wpływ na wygląd miecza(kolor kryształu) i jego zdolności specjalne, a także możemy wybrać dowolny kostium dla naszego bohatera (wcześniej odblokowany lub kupiony za pośrednictwem usługi Xbox Live Marketplace lub PSN).
Wszystko razem powoduje, że trudno oprzeć się wrażeniu, że twórcom, pomimo przekładania premiery gry zabrakło czasu na doszlifowanie swojej produkcji
Dźwięk i grafika. Wydajność. Różnice pomiędzy Xbox 360 i PS3 (wideo 3)
Graficznie Star Wars: The Force Unleashed przedstawia się nieźle. Obok świetnie wykonanej i niezwykle szczegółowej postaci głównego bohatera, doskonale przygotowanych lokacji Felucii czy Raxus Prime, napotykamy też na szarobure, monotonne korytarze fabryki TIE Fighter’ów czy Gwiazdy Śmierci. Tekstury ścian czy podłoża tych ostatnich lokacji wydają się być niepokojąco słabe. Takie miejsca zdarzają się w różnych momentach gry, jednak umiejętnie maskowane są poprzez starcia z hordami przeciwników. Nie ma wówczas czasu na przyglądanie się jak to wszystko zostało wykonane.
Szczególnie duże brawa należą się za bardzo dobre projekty poszczególnych scenerii, w których nie brakuje szczegółów wpływających na klimat rozgrywki i znacznie podnoszących jej atrakcyjność.
Twórcom udało się oddać atmosferę znanych nam miejsc. Na zdjęciu – Miasto w Chmurach.
Niezwykle egzotyczny wygląd Felucii – uginające się przed nami rośliny, pękające po dotknięciu grzyby itp.
Felucia
Pomimo sporej złożoności oprawy graficznej, w której czynnie „uczestniczą” trzy opisane powyżej silniki fizyczne, animacja gry pozostaje w miarę płynna i bardzo naturalna. Ewentualne „chrupnięcia” zdarzają się nadzwyczaj rzadko i niezależnie od tego na jakiej platformie gramy.
Nieco gorzej prezentują się przerywniki filmowe opowiadające fabułę The Force Unleashed. Większość z nich wykonana została na silniku gry, dzięki temu nie ma różnic w oprawie graficznej pomiędzy tym co widzimy podczas zabawy. Jedyny zarzut jaki można postawić dotyczy sposobu poruszania się niektórych postaci, a w szczególności bohatera.
Leia w przerywniku filmowym
Warstwa dźwiękowa gry została przygotowana po prostu perfekcyjnie. Znakomicie dobrane głosy aktorów, doskonale zrealizowany podkład wszystkich efektów dźwiękowych i świetna ścieżka dźwiękowa autorstwa Marka Griskey’a (odpowiedzialnego wcześniej za projekt Star Wars: Knights of the Old Republic 2). Przedsmak tego co zawiera pełna gra znajdziecie w prezentowanych tutaj filmikach.
Różnice pomiędzy Xbox 360 i PS3
Porównując obie dostępne wersje gry na konsole nowej generacji nie sposób nie zauważyć, że edycja Xbox oferuje lepszej jakości tekstury. Widoczne jest to w szczególności na kostiumach noszonych przez głównego bohatera oraz niektórych rodzajach podłożach.
Kostium - PS3
Kostium 2 - X360
Kostium 2 - PS3
Pierwsza misja - X360
Pierwsza misja - PS3
Edycja przeznaczona na Playstation 3 wyświetla obraz jedynie w rozdzielczości 720p, podczas gdy konsola Microsoftu pozwala na odpalenie gry w rozdzielczości do 1080p. Ucinając w tym miejscu ewentualne komentarze śpieszę wyjaśnić, iż nawet w przypadku upskalowania grafiki przez Xbox’a, całość wygląda na nim znacznie lepiej niż na konsoli Sony.
Raxus - X360
Raxus - PS3
Robot towarowy – X360
Robot towarowy – PS3
Robot na Raxus – X360
Robot na Raxus – PS3
Dodatkowo edycja PS3 wydaje się mieć problemy z atyaliasingiem, choć nie jest to jakoś szczególnie widoczne. Gorzej, że podobnie jak w wielu produkcjach na tę konsole cała scena jest rozmazana i co dziwne, nieco ciemniejsza niż na Xbox’ie 360.
Duszenie - X360
Duszenie - PS3
Walka z Kota - X360
Walka z Kota - PS3
Twarz – X360
Twarz – PS3
Rzut z przodu – X360
Rzut z przodu – PS3
Poza wymienionymi powyżej aspektami obie testowane wersje gry nie wykazują innych znaczących różnic. Efekty cząsteczkowe pojawiające się w grze czy też wszelkie oznaki działania zaimplementowanych tu silników fizycznych na obu konsolach wyglądają bardzo podobnie.
Miotacze – X360
Miotacze – PS3
Vader i brama – X360
Vader i brama – PS3
Na koniec warto zadać pytanie – czy to co możecie zobaczyć na umieszczonych tu zdjęciach i filmach jest na tyle zaawansowane i niezwykłe, że faktycznie przemawia za niemożliwością stworzenia wersji pecetowej gry?
Podsumowanie
Twórcy gry dysponowali doskonałym pomysłem obsadzenia w głównej roli młodego wychowanka „Czarnego” Lorda.
Niecodzienny żart LucasArts ;)
Studio LucasArts postawiło sobie za cel bardzo ambitne zadanie wplecenia historii bezimiennego bohatera w znaną nam już opowieść. Czy im się to udało? Dla ortodoksyjnego fana Gwiezdnej Sagi fabuła gry może stać się wręcz tym elementem, który totalnie pogrzebie całą produkcje. Jest w niej bowiem wiele nieścisłości i absurdów, które nie dają się wyjaśnić i powiązać z istniejącą już epopeją (na odsiecz idzie tutaj książka, jednak i ona nie jest w stanie naprawić niektórych rzeczy).
Pozostali gracze będą jednak bawić się przy Star Wars: The Force Unleashed naprawdę dobrze. Pomimo nierównego wykonania gra ma w sobie to coś, co powoduje, że chce się w nią grać, i to nawet gdy, frustracja spowodowana błędami pracy kamery czy zerową inteligencją przeciwników powoduje u nas złość.... Czy to potęga Ciemnej Strony Mocy? Kto wie ;)