Samsung Galaxy S26 Ultra - recenzja. Ma swoje mocne strony, ale liczyłem na więcej
Smartfony

Samsung Galaxy S26 Ultra - recenzja. Ma swoje mocne strony, ale liczyłem na więcej

przeczytasz w 16 min.

Piszę tę recenzję w połowie marca i już teraz wiem, że Samsung Galaxy S26 Ultra nie zostanie moim ulubionym smartfonem tego roku. Choć nie brakuje mu naprawdę mocnych atutów, z których najważniejszym jest Privacy Display.

Coraz trudniej jest mi oprzeć się wrażeniu, że Samsung pracując nad nowymi smartfonami zerka wyłącznie w stronę Apple’a i Google’a, kompletnie ignorując coraz silniejszą konkurencję z Chin. Choć w tej generacji Koreańczycy przynajmniej nie skupili się wyłącznie na AI i odpalili sprzętową bombę. 

 

Privacy Display w Samsungu Galaxy S26 Ultra to killer-feature, ale nie obyło się bez kompromisów

Samsung Galaxy S26 Ultra to pierwszy smartfon z wbudowanym trybem prywatyzującym. W przeciwieństwie do tradycyjnych folii prywatyzujących, które pogarszają kąty widzenia permanentnie, rozwiązanie Samsunga jest zintegrowane z oprogramowaniem, więc można je w każdej chwili włączyć lub wyłączyć. 

Jak to działa? Ekran Galaxy S26 Ultra składa się z dwóch rodzajów pikseli. Piksele standardowe emitują światło w pełnym zakresie 180 stopni, a piksele z filtrem kierują światło prostopadle do wyświetlacza, ograniczając widoczność dla osób patrzących z boku.

W trybie standardowym telefon korzysta z obu grup pikseli, zapewniając obraz najwyższej jakości. Po aktywacji trybu prywatnego oprogramowanie wyłącza standardowe piksele, pozostawiając jedynie te o wąskim kącie emisji. Dzięki temu osobie siedzącej obok trudniej będzie odczytać zawartość ekranu. Zostało to jednak okupione trzema kompromisami. 

Privacy Display wyłączone (po lewej) i włączone (po prawej)

Po pierwsze - ostrość obrazu. W trybie Privacy Display oprogramowanie dosłownie wygasza połowę pikseli, więc obraz staje się delikatnie poszarpany. W mojej ocenie nie jest to efekt bardzo inwazyjny, ale spadek ostrości da się dostrzec gołym okiem. 

Privacy Display wyłączone (po lewej) i włączone (po prawej)

Po drugie - jasność. Po wygaszeniu połowy pikseli obraz staje się ciemniejszy, ale jest to problematyczne głównie w ostrym świetle słonecznym, gdy panel nie jest w stanie osiągnąć swojej maksymalnej jasności. 

Po trzecie - kąty widzenia. Nawet gdy funkcja Privacy Display jest wyłączona, to pełny zakres emisji światła ma tylko połowa pikseli. W efekcie panel Galaxy S26 Ultra przez cały czas charakteryzuje się nieco mniejszą jasnością pod kątem w porównaniu do klasycznych ekranów OLED. 

A jak spisuje się Privacy Display w codziennym użytkowaniu? Bardzo dobrze, choć nie zapewnia 100-procentowej prywatności. 

Przede wszystkim trzeba pamiętać, że ekran nie jest kompletnie niewidoczny pod kątem, a jedynie znacznie ciemniejszy. Realna użyteczność tej funkcji uzależniona jest od otoczenia, jasności ekranu i rodzaju przeglądanych treści. 

Z reguły po włączeniu Privacy Display mogę nawet pod dużym kątem rozpoznać interfejs wyświetlonej aplikacji, ale mam duże trudności z odczytaniem tekstu. Rozmowa o sprawach służbowych na czacie przy osobie siedzącej obok? Raczej bez problemu. Oglądanie w miejscu publicznym materiałów dla dorosłych? Niekoniecznie dobry pomysł. 

Siłę działania Privacy Display można zwiększyć, włączając w ustawieniach tryb Maksymalnej ochrony prywatności. Powoduje on znaczne obniżenie kontrastu, dzięki czemu ekran oglądany pod kątem staje się prawie całkowicie nieczytelny, ale kosztem jakości obrazu. Po aktywacji tego trybu czerń staje się szara, a kolory wyraźnie tracą na intensywności. 

Opcje konfiguracji Privacy Display w Galaxy S26 Ultra są bardzo rozbudowane. Można ograniczyć kąty widzenia tylko w konkretnych aplikacjach, podczas wpisywania haseł albo wyłącznie w obszarze powiadomień. Ta ostatnia możliwość wydaje mi się szczególnie praktyczna — gdy oglądam serial w pociągu, nie potrzebuję przyciemniać całego ekranu. Wystarczy, że osoby siedzące obok nie widzą moich przychodzących wiadomości.

Jeśli ktoś ceni sobie prywatność i często korzysta z telefonu w miejscach publicznych, to uważam, że dla tej jednej funkcji warto rozważyć przesiadkę na Galaxy S26 Ultra. Privacy Display może nie gwarantuje pełnej ochrony, ale i tak żaden inny smartfon nie ma do tego trybu podjazdu. 

Ekran Samsunga Galaxy S26 Ultra jest solidny, ale nie najlepszy z możliwych

Wyjąwszy Privacy Display, ekran Galaxy S26 Ultra sam w sobie jest solidny. Jego największy atut to wysoka jasność, która zapewnia dobrą czytelność w świetle słonecznym. Zwłaszcza że Samsung ponownie zastosował warstwę antyrefleksyjną, choć nie jest ona tak mocna jak w ubiegłorocznym S25 Ultra. 

W dalszym ciągu jest to jednak panel 8-bitowy, podczas gdy chińska konkurencja od lat stosuje 10-bitowe, często dostarczane zresztą przez Samsung Display. Dla większości użytkowników nie będzie to problem, ale trzeba mieć świadomość, że sporo smartfonów jest w stanie wygenerować 64 razy więcej kolorów, a tym samym płynniejsze gradienty. 

Wyświetlacz Galaxy S26 Ultra ma też relatywnie niską częstotliwość przyciemniania 480 Hz, mimo że na rynku nie brakuje już telefonów z PWM na poziomie 1920, 2160 czy nawet 4320 Hz. Dla mnie nie jest to problem, ale część osób odczuwa w związku z niską częstotliwością migotania dyskomfort, zmęczenie oczu czy nawet bóle głowy. 

Samsung Galaxy S26, S26+ i S26 Ultra

Bardzo dobrze spisują się za to wbudowane głośniki, bo dźwięk jest głośny, czysty i głęboki. Wciąż nie tak basowy jak w iPhone’ach, ale niewiele brakuje. 

Samsung Galaxy S26 Ultra najbardziej zaskoczył mnie swoją baterią

Galaxy S26 Ultra ma akumulator o pojemności 5000 mAh, czyli takiej, jaką miały… wszystkie wcześniejsze smartfony z linii Ultra. Wliczając w to Galaxy S20 Ultra z 2020 roku. 

Ten technologiczny zastój boli tym bardziej, że chińska konkurencja coraz śmielej eksperymentuje z akumulatorami krzemowo-węglowymi. Konkurencyjny Xiaomi 17 Ultra ma baterię 6000 mAh, do OnePlusa 15 trafiło ogniwo 7300 mAh, a OPPO Find X9 ProHonor Magic 8 Pro mogą się poszczycić akumulatorem 7500 mAh. A to i tak nic w porównaniu z tym, co dzieje się w samych Chinach, gdzie kilka relatywnie smukłych smartfonów przekroczyło już barierę 10 000 mAh. 

Tym razem jednak Samsung przeszedł sam siebie jeśli chodzi o wykorzystanie dostępnych zasobów, bo Galaxy S26 Ultra na tych swoich skromnych 5000 mAh działa jak prawdziwy maratończyk. Już ubiegłoroczny S25 Ultra wypadał na tym polu solidnie, a w tym roku jest jeszcze lepiej. Energooszczędny ekran, nowy czip i dobra optymalizacja działają cuda, dzięki czemu flagowiec Samsunga nie ma się czego wstydzić nawet na tle smartfonów ze sporo większymi akumulatorami. 

Podczas testów trafił mi się naprawdę intensywny dzień, kiedy to Galaxy S26 Ultra zaliczył m.in. dwugodzinną podróż pociągiem (gdy smartfon musi walczyć o zasięg i przełączać się między nadajnikami), 30-minutową wideorozmowę i kilka serii fotograficznych. Flagowiec wytrzymał od wczesnego rana do późnego wieczora i wyciągnął 6 godzin na ekranie w sieci komórkowej, co jest zaskakująco dobrym wynikiem jak na 5000 mAh. Choć oczywiście mogłoby być jeszcze lepiej, gdyby Samsung dodatkowo zastosował jeszcze większą baterię. 

W tej generacji Samsung zwiększył też moc ładowania do 60 W. Korzystając z nieoryginalnej, choć kompatybilnej ładowarki, udało mi się dobić do 75 proc. w 32 minuty, co jest z grubsza zgodne z deklaracjami Samsunga. Pełne ładowanie zajęło u mnie ponad 50 minut, choć wiem, że niektórym udało się zejść poniżej 45. Nie jest to rekord świata, ale z reguły taka prędkość jest dla mnie wystarczająca. 

Galaxy S26 Ultra obsługuje też bezprzewodowe ładowanie 25 W w standardzie Qi2.2 Ready, ale sam w sobie nie ma wbudowanych magnesów, więc korzystanie z magnetycznych ładowarek wymaga nałożenia specjalnego etui. Wielka szkoda, bo przecież magnesy mają wszystkie flagowe iPhone’y z 2020 roku i nowsze, a od niedawna także smartfony z linii Google Pixel 10, przez co Galaxy S26 Ultra odstaje funkcjonalnie od swoich amerykańskich rywali. 

Samsung Galaxy S26 Ultra dostał nowe funkcje AI, ale nie wszystkie udane

Pakiet Galaxy AI został w serii S26 rozbudowany o sporo nowych funkcji. Choć nie wszystkie zrobiły na mnie dobre wrażenie. 

Sztandarowa nowość to Now Nudge, zwana również Szybkim wykonywaniem zadań. Podczas korzystania z komunikatorów sztuczna inteligencja ma analizować zawartość ekranu i dane użytkownika, sugerując konkretne akcje. Gdy np. w wyświetlonej wiadomości zawarta jest data spotkania, Galaxy S26 Ultra powinien sam zasugerować dodanie wydarzenia do kalendarza. Gdy znajomy poprosi o udostępnienie zdjęć z weekendu, smartfon powinien wyświetlić odnośnik do Galerii. 

No właśnie - powinien. Podczas dwutygodniowych testów funkcja Now Nudge zadziałała u mnie raz; gdy znajomy napisał mi na WhatsAppie, że leci do Polski, nad klawiaturą pojawił się… odnośnik do mapy Polski w Mapach Google. I tyle. Próbowałem nawet wymusić działanie wiadomościami z prośbami o zdjęcia, które mam w galerii i wydarzenia, które mam w kalendarzu, ale nic z tego. 

Galaxy AI może teraz także priorytetować i podsumowywać powiadomienia, ale działa to wybiórczo. Czasem na szczycie notyfikacji Galaxy S26 Ultra faktycznie wyświetla u mnie wiadomość z komunikatora wraz ze zwięzłym streszczeniem. Ale bardzo często jako priorytetowe oznaczane są jakieś losowe e-maile ze służbowej skrzynki, które nawet nie są skierowane bezpośrednio do mnie. Nie jest to więc funkcja, na której można specjalnie polegać. 

W domyślnej galerii pojawiła się opcja edytowania zdjęć za pomocą słownych poleceń. To akurat jest bardzo praktyczne i działa imponująco skutecznie. Co prawda podobne rezultaty można uzyskać za pomocą aplikacji Gemini czy ChatGPT, ale zawsze miło, gdy jakaś funkcja nie wymaga sięgania po dodatkowe narzędzia. 

Potencjalnie najciekawszą nowością jest inteligentna poczta głosowa. Gdy użytkownik nie odbierze połączenia, po zdefiniowanym czasie asystent poprosi rozmówcę o pozostawienie nagrania, którego treść wyświetli się na wyświetlaczu. Nagranie zostanie następnie zapisane w pamięci telefonu, razem z transkrypcją i opcjonalnym podsumowaniem. Funkcja ta działa bardzo dobrze, ale podczas testów musiałem zaaranżować rozmowę, bo jeszcze chyba nigdy w życiu nie zdarzyło mi się, by ktoś faktycznie nagrał mi się na pocztę głosową zamiast wysłać wiadomość lub zadzwonić ponownie później. 

Kolejna nowość w serii Galaxy S26 to automatyczne odbieranie połączeń ze spamem przez AI. Gdy na telefon dzwoni numer nieznany lub oznaczony w bazie Hiya jako spam, sztuczna inteligencja może automatycznie odebrać połączenie i poprosić rozmówcę o wskazanie tematu rozmowy, a smartfon w czasie rzeczywistym wyświetli na ekranie transkrypcję. W praktyce jest to jedynie rozszerzenie funkcji, które flagowce Samsunga mają od czasu Galaxy S24. Główna różnica jest taka, że wcześniej transkrypcja była dokonywana po wybraniu opcji na ekranie połączenia przychodzącego, a teraz cały proces można zautomatyzować, ale dla mnie oszczędność jednego kliknięcia nie jest jakimś wielkim killer-feature’em. 

A to wszystko dochodzi do tony już obecnych funkcji AI, które pozwalają na transkrypcję i podsumowywanie nagrań z dyktafonu, tłumaczenie rozmów głosowych i tekstowych w czasie rzeczywistym, redagowanie tekstu, streszczanie stron internetowych czy filtrowanie dźwięku w filmach. Wielki plus za to, że to wszystko działa po polsku. 

Nawet wyjąwszy funkcje AI, uważam, że One UI 8.5 to najbardziej wszechstronne, dopracowane i konfigurowalne oprogramowanie na rynku. Jest to główny powód, dla którego używam smartfonów Samsunga prywatnie, bo na telefonach innych marek zawsze muszę żonglować aplikacjami, by osiągnąć namiastkę tego, co taki Galaxy S26 Ultra robi od razu po wyjęciu z pudełka. 

Unikatową cechą tej serii jest także rysik, który niezmiennie spisuje się wzorowo, choć w tej generacji nie doczekał się żadnych istotnych ulepszeń. Wręcz przeciwnie - nie ma on modułu Bluetooth, który Samsung stosował od czasu Galaxy Note’a 9 aż do S24 Ultra. 

Samsung Galaxy S26 Ultra zaliczył designerski regres

Wzornictwo to kwestia mocno indywidualna, ale osobiście uważam, że szczytem designerskich możliwości Samsunga był Galaxy S24 Ultra, który miał prostokątną bryłę i tytanową oraz delikatnie zaokrągloną ramę. Dzięki temu wyróżniał się z tłumu, dobrze leżał w dłoni i dawał poczucie premium. 

Tymczasem Galaxy S26 Ultra ma mocno zaokrąglone rogi ekranu i płaską ramę z aluminium, przez co wizualnie zlał się z modelami S26 oraz S26+ i wygląda mało oryginalnie na tle całego rynku. Patrzę na niego, biorę go do ręki i w ogóle nie czuję, że mam do czynienia z flagowcem największego producenta smartfonów z Androidem na świecie, wycenionym na grubo ponad 6000 zł. Trzykrotnie tańszy Nothing Phone (4a) Pro zrobił na mnie większe wrażenie swoim designem. 

Samsung Galaxy S26, S26+ i S26 Ultra

Dla mnie wzornictwo Galaxy S26 Ultra nie jest ani przesadnie atrakcyjne wizualnie, ani praktyczne. Duży ekran w połączeniu z płaskimi ramami sprawia, że telefon nienajlepiej leży w dłoni, a przez mocno wystającą wyspę aparatów telefon buja się na boki na płaskich powierzchniach. Co boli tym bardziej, że mówimy o telefonie z rysikiem, który powinien zapewnić wygodne notowanie i szkicowanie, gdy leży na stole. 

Zmiana kształtu bryły sprawiła, że stylus wylądował w zaokrąglonym rogu obudowy, przez co jego końcówka jest ścięta. O ile w poprzednich generacjach rysik był symetryczny, o tyle teraz powinien być odkładany w określonej pozycji, by zrównał się z linią ramy. Ponadto tak ulokowany rysik kilka razy sam “wkliknął” mi się i wysunął z obudowy, gdy Galaxy S26 Ultra leżał w kieszeni. 

Nie są to jakieś dramatyczne problemy i nie jest tak, że nowego flagowca Samsunga w ogóle nie da się używać, ale osobiście wolałem starsze modele. Plusy? Galaxy S26 Ultra to najcieńszy i najlżejszy smartfon w historii serii Ultra, ale w mojej ocenie różnice na poziomie kilku gramów i ułamków milimetra nie rzucają na kolana. 

Samsung Galaxy S26 Ultra wnosi lekkie poprawki do aparatu, ale konkurencja ucieka

Z tyłu obudowy Galaxy S26 Ultra wylądował:

  • aparat 200 Mpix (1/1,3 cala) z przysłoną f/1,4 i optyczną stabilizacją;
  • aparat 50 Mpix (1/2,55 cala) z przysłoną f/1,9;
  • aparat 10 Mpix (1/3,94) z teleobiektywem 3x i przysłoną f/2,4;
  • aparat 50 Mpix (1/2,52 cala) z teleobiektywem 5x i przysłoną f/2,9. 

W porównaniu z poprzednią generacją Samsung zastosował jaśniejszą optykę w aparacie głównym i tele 5x, dzięki czemu powinien lepiej radzić sobie w trudniejszych warunkach oświetleniowych. I faktycznie - wcześniej smartfony tej marki miały tendencję do masakrowania nocnego nieba szumem i artefaktami oraz gubienia szczegółów w ciemniejszych partiach, ale w Galaxy S26 Ultra problem ten został wyraźnie zniwelowany. 

Galaxy S26 Ultra (po lewej) i Galaxy Z Fold 7 (po prawej)

Galaxy S26 Ultra (po lewej) i Galaxy Z Fold 7 (po prawej)

Efektem ubocznym jaśniejszej optyki są większe trudności z niwelowaniem przepaleń, co widać przede wszystkim podczas fotografowania pod słońce. Szkoda, że Samsung nie zdecydował się na zastosowanie zmiennej przysłony, która przed laty była już przecież obecna w modelach S9 i S10. 

Galaxy S26 Ultra (po lewej) i Galaxy Z Fold 7 (po prawej)

Samsung Galaxy S26 Ultra ma tendencję do robienia nieco jaśniejszych zdjęć niż Galaxy Z Fold 7 (który ma ten sam aparat, co S25 Ultra), ale nie wiem, czy jest to kwestia zmian w optyce, czy bardziej świadoma decyzja programowa. 

Galaxy S26 Ultra (po lewej) i Galaxy Z Fold 7 (po prawej)

Zmiany w obiektywach to jednak trochę mało, by Samsung mógł się równać z chińską konkurencją. Niedawno testowałem vivo X300 Pro i jakość zdjęć zwaliła mnie z nóg, a Galaxy S26 Ultra jest po prostu OK. Smartfon generuje przyjemne w odbiorze fotki, ale bliższe oględziny ujawniają, że jego piętą achillesową wciąż jest wierne odwzorowywanie faktury ubrań, ludzkiej skóry czy włosów, gdy warunki oświetleniowe nie są idealne. 

Jakość zoomu hybrydowego jest w porządku, ale - ponownie - odbiega od tego, do czego zdolne są dzisiejsze chińczyki. Ich kondycja jest zresztą w dużej mierze zasługą Samsunga, który produkuje fantastyczne matryce do teleobiektywów, ale nie korzysta z nich we własnych smartfonach. 

Zoom 0,6x, 1x, 3x, 5x, 10x, 30x i 100x

Wartym odnotowania jest fakt, że wtyczka Camera Assistant pozwala w serii S26 zmienić domyślną rozdzielczość zdjęć z 12 na 24 Mpix. Dzięki temu fotki zajmują nieco więcej miejsca, ale zyskują na szczegółowości. 

Ciekawą nowością w serii Galaxy S26 Ultra jest także tryb blokady horyzontu wideo, który podczas nagrywania filmu niweluje nie tylko ruchy telefonu w górę, w dół i na boki, ale i jego odchylenia. I to bardzo agresywne odchylenia, bo Galaxy S26 może wykonać pełny obrót 360 stopni, a kadr i tak pozostaje wyrównany. Przydatne, gdy chce się np. nagrać wideo biegnąc za psem i trzymając telefon blisko ziemi bez patrzenia w ekran. 

Samsung Galaxy S26 Ultra to ponadto pierwszy smartfon, który otrzymał wsparcie dla kodeka APV, który powstał z myślą o profesjonalnej edycji nagrań wideo i stanowi alternatywę dla formatu Apple ProRes. W teorii fajne dla osób, które oczekują najlepszej możliwej jakości, ale jeśli komuś zależy na najlepszej możliwej jakości, to Galaxy S26 Ultra z uwagi na swój niewyśrubowany aparat niekoniecznie powinien być smartfonem pierwszego wyboru. 

W ogólnym rozrachunku nie jest źle, bo Galaxy S26 Ultra ma potencjał i raczej wystarczy większości osób do codziennego fotografowania, ale pytanie, czy mając nieprzesadnie wysokie wymagania warto rzucać się na flagowca za ponad 6000 zł. 

Do wydajności Samsunga Galaxy S26 Ultra nie mam zastrzeżeń

Wariant Ultra jako jedyny z całej trójki napędzany jest przez Snapdragona 8 Elite Gen 5 dla Galaxy, czyli podkręconą wersję flagowego czipu Qualcomma. Ten w połączeniu z 12 GB RAM-u spisuje się doskonale. Zwłaszcza że nakładka One UI 8.5 jeszcze bardziej zyskała na płynności i responsywności, choć już wcześniej nie było źle. 

Samsung chwali się także przeprojektowaniem komory parowej. I faktycznie Galaxy S26 Ultra nie ma tendencji do przesadnego nagrzewania się. Przez większość czasu nie czuć nawet ciepła, nie wspominając o gorącu. 

 Galaxy S26Galaxy S26+Galaxy S26 Ultra
EkranAMOLED 6,2 cala,
2340 x 1080 (416 ppi),
1-120 Hz LTPO
AMOLED 6,7 cala,
3120 x 1440 (513 ppi),
1-120 Hz LTPO
AMOLED 6,9 cala,
3120 x 1440 (498 ppi),
1-120 Hz LTPO,
filtr Privacy Display
GłośnikiDolby AtmosDolby AtmosDolby Atmos
CzipExynos 2600,
2 nm
Exynos 2600,
2 nm
 
Snapdragon 8 Elite Gen 5 dla Galaxy,
3 nm
Pamięć RAM12 GB,
LPDDR5X
12 GB,
LPDDR5X
12 GB lub 16 GB,
LPDDR5X
Pamięć na dane256 lub 512 GB,
UFS 4.0
256 lub 512 GB,
UFS 4.0
256, 512 GB lub 1 TB,
UFS 4.0
Aparat główny50 Mpix,
f/1,8,
optyczna stabilizacja
50 Mpix,
f/1,8,
optyczna stabilizacja
200 Mpix,
f/1,4,
optyczna stabilizacja
Aparat UW12 Mpix,
ultraszerokokątny,
f/2,2
12 Mpix,
ultraszerokokątny,
f/2,2
50 Mpix,
ultraszerokokątny,
f/1,9,
tryb makro
Aparat tele 3x10 Mpix,
teleobiektyw 3x,
f/2,4,
optyczna stabilizacja
10 Mpix,
teleobiektyw 3x,
f/2,4,
optyczna stabilizacja
10 Mpix,
teleobiektyw 3x,
f/2,4,
optyczna stabilizacja
Aparat tele 5x--50 Mpix,
teleobiektyw 5x,
f/2,9,
optyczna stabilizacja
Aparat przedni12 Mpix,
f/2,2
12 Mpix,
f/2,2
12 Mpix,
f/2,2
Łączność5G, Wi-Fi 7,
Bluetooth 5.4,
NFC, eSIM
5G, Wi-Fi 7,
Bluetooth 5.4,
NFC, eSIM,
UWB
5G, Wi-Fi 7,
Bluetooth 6.0,
NFC, eSIM,
UWB
Czytnik linii papilarnychw ekranie,
ultradźwiękowy
w ekranie,
ultradźwiękowy
w ekranie,
ultradźwiękowy
Bateria4300 mAh,
ładowanie 25 W,
bezprzewodowe 15 W,
Qi2.2 Ready,
indukcyjne zwrotne
4900 mAh,
ładowanie 45 W,
bezprzewodowe 15 W,
Qi2.2 Ready,
indukcyjne zwrotne
5000 mAh,
ładowanie 60 W,
bezprzewodowe 25 W,
Qi2.2 Ready,
indukcyjne zwrotne
Wymiary149,6 x 71,7 x 7,2 mm158,4 x 75,8 x 7,3 mm163,6 x 78,1 x 7,9 mm
Waga167 g190 g214 g
Android16 z One UI 8.516 z One UI 8.516 z One UI 8.5
OdpornośćIP68,
rama z Armor Aluminium
IP68,
rama z Armor Aluminium
IP68,
rama z Armor Aluminium
Rysik S Pen--tak, bez Bluetooth

Czy warto kupić Samsunga Galaxy S26 Ultra?

Bez wątpienia najmocniejszym atutem Galaxy S26 Ultra jest Privacy Display. To faktycznie coś unikatowego, przydatnego i - biorąc pod uwagę wysoką popularność folii prywatyzujących - pożądanego przez klientów. Inne atuty to solidny pakiet funkcji AI i bezkonkurencyjny rysik. 

Bardzo lubię też nakładkę One UI 8.5, którą uważam za najbardziej wszechstronną na rynku. Pewnie przeciętny użytkownik z wielu funkcji skorzysta tylko raz, z części nigdy, ale ja doceniam to, że smartfon jest gotowy nawet na niszowe scenariusze użycia. Świetnym przykładem jest rysik, który podczas dwutygodniowych testów przydał mi się raz, ale gdy musiałem podpisać dokument, ucieszyłem się, że mam w kieszeni akurat ten telefon. 

Plusem są także dobre relacje Samsunga z Google’em, bo bardzo często nowe funkcje Gemini, Circle to Search i innych usług Google’a trafiają w pierwszej kolejności na smartfony z linii Pixel i Galaxy S. 

Pod kilkoma względami Galaxy S26 Ultra zaliczył nawet regres, bo Galaxy S24 Ultra wciąż ma moim zdaniem bardziej dopracowany design i bardziej funkcjonalny rysik, a Galaxy S25 Ultra lepszą warstwę antyrefleksyjną na ekranie. 

Cała reszta jest natomiast po prostu OK, co trochę mnie boli, bo pamiętam czasy, gdy Samsung miał ambicje rozjeżdżania konkurencji na tylu frontach, na ilu tylko się dało. Dziś Samsung produkuje dla chińskich marek lepsze wyświetlacze i lepsze matryce aparatów od tych, z których sam korzysta, więc Galaxy S26 Ultra technologicznie może się ścigać co najwyżej z iPhone’ami czy Pixelami. Jeśli tyle ci wystarczy, będziesz zadowolony, ale chińscy producenci udowadniają dziś, że można lepiej. 

Galaxy S26 Ultra nie jest zły, ale moim smartfonem roku nie zostanie, bo już teraz moim faworytem jest vivo X300 Pro, a producent ten nie zdążył jeszcze nawet pokazać własnego wariantu Ultra. 

Warto kupić, jeśli:

  • zależy ci na prywatności, bo Privacy Display - choć nieidealne - nie ma aktualnie żadnej konkurencji;
  • oczekujesz dopracowanego, wszechstronnego i konfigurowalnego oprogramowania;
  • chcesz mieć dostęp do najlepszych funkcji AI na rynku;
  • liczysz na priorytetowy dostęp do nowych funkcji Google’a;
  • lubisz korzystać z rysika;
  • unikasz chińskich smartfonów, bo Galaxy S26 Ultra na wielu polach wygrywa z tymi spoza Chin. 

Nie warto, jeśli: 

  • szukasz telefonu, który jest technologicznie wyśrubowany;
  • oczekujesz ponadprzeciętnie dobrego stosunku jakości do ceny. 

  • Wyróżnienie "Super Innowacja" - benchmark.pl

Smartfon do przeprowadzenia testu został użyczony przez firmę Samsung. Firma użyczająca nie miała wpływu na treść ani wglądu w nią przed publikacją. Jest to niezależna recenzja dziennikarska.

Komentarze

1
Zaloguj się, aby skomentować
avatar
Komentowanie dostępne jest tylko dla zarejestrowanych użytkowników serwisu.
  • avatar
    Fa_sol
    0
    Ja zamierzam przesiadkę z S22U na S26U. Zastanawiałem się nad konkurencją typu Oppo, Vivo czy Xiaomi ale moje prywatne doświadczenie z dwoma z nich jest negatywne odnośnie użytkowania i gwarancji więc szczerze to wolę sobie odpuścić potencjalne irytacje z tym związane.

    A na przedłużenie umowy abonamentu mam dobrą promocję i za wersję S26U 1TB zapłacę €1300.

    Wiem że to nie jest telefon idealny ale żaden nie jest, a że telefon kupuję raz na X lat to wolę wybrać coś z długim wsparciem.

    Ale nie powiem, "Chińczyki" robią robotę z dodatkowymi obiektywami, tylko szczerze to mi one by się nie przydały bo jak już potrzebuję aparatu na wakacje to mam lustrzankę.

    Witaj!

    Niedługo wyłaczymy stare logowanie.
    Logowanie będzie możliwe tylko przez 1Login.

    Połącz konto już teraz.

    Zaloguj przez 1Login