Drony

Koniec ery prywatnego dronowania?

Wojciech Kulik | Redaktor serwisu benchmark.pl
16 komentarzy Dyskutuj z nami

Firma DJI wprowadza nowy program o nazwie GEO. Jego zadaniem jest blokowanie możliwości latania na wyłączonych terenach.

dron asfalt

DJI to obecnie najważniejszy gracz na rynku dronów. Swoimi ostatnimi poczynaniami może on jednak nieźle zajść za skórę użytkownikom. Dlaczego? Ponieważ zdecydował się na udostępnienie aktualizacji oprogramowania, która wprowadza do systemu urządzeń aplikację o nazwie GEO (Geospatial Environment Online). A ta, choć zwiększa bezpieczeństwo, to niesie ze sobą również spore utrudnienia dla operatorów.

Bazujący na GPS-ie program będzie miał za zadanie uniemożliwić operatorom lot nad strefami zakazanymi (takimi jak elektrownie, więzienia czy lotniska i ich okolice). Poprzez aktualizacje w czasie rzeczywistym niemożliwe będzie również latanie między innymi nad płonącymi lasami (co w przeszłości niejednokrotnie paraliżowało prace strażaków i innych służb ratowniczych) oraz podczas imprez masowych.

Dwie strony medalu

Z jednej strony pomysł wydaje się bardzo dobry. Po pierwsze, faktycznie może pomóc w zapobieganiu wypadków i to tych bardzo niebezpiecznych, do których dochodzi właśnie w strefach zakazanych. Informowanie operatorów o tym, że latają w strefach ograniczonych również jest na plus. Wreszcie chęć uchronienia użytkowników dronów przed koniecznością ponoszenia ewentualnych konsekwencji także zasługuje na uznanie.

DJI GEO weryfikacja

„Operatorzy dronów będą mieć dostęp do bieżących informacji na temat ograniczeń możliwości wykonywania lotów. Wierzymy, że ta aktualizacja naszego systemu pomoże użytkownikom poznać i zrozumieć panujące zasady i pozwoli im podejmować świadome decyzje na temat tego, gdzie latają swoimi dronami” – zapowiada firma DJI.

I tutaj właśnie dochodzimy do drugiej, tej gorszej strony medalu. Otóż nawet żeby móc wykonać lot w strefie ograniczonej (a ta, zdarza się, że obejmuje całe miasta, albo nawet terytorium – przykładem może być strefa o promieniu 50 km na Górnym Śląsku) użytkownik będzie musiał podać swój numer karty płatniczej albo telefonu – aby było jasne kto ponosi odpowiedzialność w przypadku jakiegoś zdarzenia. Ale i na to można by się zgodzić, gdyby nie jeden szczegół. Dostawcą map jest prywatna firma, która do stref ograniczonych może zaliczyć także inne miejsca, na „życzenie”, na przykład, właścicieli terenów.

DJI GEO mapa

Niezadowoleni użytkownicy – będzie ich więcej?

Wypowiedzi na forach wyraźnie dają do zrozumienia, że użytkownicy są bardzo niezadowoleni z wprowadzanych zmian. Twierdzą oni, że to ograniczanie praw nabywców, tym bardziej, że niektóre części świata zostały niemal zupełnie pozbawione stref do latania. Konieczność podawania swoich danych do lotów w ograniczonych strefach budzi z kolei niepokoje związane z prywatnością.

Co więcej, amerykański producent 3D Robotics (3DR) również planuje wprowadzenie podobnego systemu do swoich dronów i chce nawiązać w tym celu współpracę z tym samym zresztą dostawcą map. Wdrożenia podobnych „zabezpieczeń” nie wyklucza także Yuneec.

A może wszystko skończy się dobrze? Pożyjemy – zobaczymy.

Źródło: Digital Trends, RCGroups, DJI Forum

Komentarze

16
Zaloguj się, aby skomentować
avatar
Dodaj
Komentowanie dostępne jest tylko dla zarejestrowanych użytkowników serwisu.
  • avatar
    Konto usunięte
    Ci którzy budują hobbistycznie od podstaw MultiCoptery latają i będą latać bez ograniczeń. Jedynie ograniczy się pewną niewielką grupę ludzi którzy nie wiedzą gdzie odciąć kabelek od GPS-a w DJI .
    4
  • avatar
    dolph
    Skoro to tylko problem oprogramowania, to za chwilę pojawią się patche od ludzi i po kłopocie.
    3
  • avatar
    kitamo
    Mi tam pomysl się podoba. Uwazam ze każdy ma prawo do prywatności.

    Z jednej strony wszyscy piszą że ciagle ich ktoś szpieguje, ale jak ktoś zamierza cos z tym zrobić to już jest afera.

    Latanie dronem nad terenem gdzie sa masowe imprezy także powinno być zakazane - widziałem jak rozbija się inspire 1 i na bank nikt nie chciał by mieć z nim kolizji.
    2
  • avatar
    Snack3rS7X
    Jednym słowem to oprogramowanie sprawia, że użytkownicy dronów przestają być ich właścicielami a jedynie je wypożyczają...coś jak Android przed operacją rootowania, taki swoisty DRM...
    1
  • avatar
    Konto usunięte
    Ciekawe - ladnie to brzmi - aktualizacja w czasie rzeczywistym... To znaczy jak? GPS to jedno - nie wymaga zadnego transferu danych - bazuje na informacji o widocznosci satelitow systemu. Mozna nawet przyjac, ze oprogramowanie zawiera mape z wpisanymi "strefami zakazanymi" - ale jak ma byc zrealizowana ta aktualizacja w czasie rzeczywistym? Skad dron bedzie pobieral dane? WiFi? Siec komorkowa? W jaki sposob?

    Po drugie - ide o zaklad, ze zaraz pojawia sie (o ile juz sie nie pojawily) "odbezpieczone" wersje oprogramowania, pozwalajace latac w dowolnych miejscach...

    I prosze mnie zle nie zrozumiec - nie jestem za tym, zeby kazdy idiota mogl latac nad ruchliwymi ulicami miasta i powodowac potencjalne zagrozenie - chodzi mi o sposob implementacji tych zabezpieczen - zeby jak to zwykle bywa - nie wylac dziecka razem z kapiela...
    1
  • avatar
    Konto usunięte
    Hahaha, co za pompa. Wrzucam drona i kto dojdzie czyj jest dron kiedy lata? I kto ma mnie pytać o numer karty, dron podczas startu? Odpalam kiedy chcę i olewam. Jak coś odwalę to wywalam drona za 500 zł i tyle.
    -3
  • avatar
    artur007
    Drony powinny posiadać wojsko policja i inne służby.
    Bardzo się ciesze jest szansa na cisze i prywatność.