
Panda i pomarańczowy pasek. HUAWEI WATCH FIT 5 Pro a codzienność
Pomarańczowy smartwatch spędził na moim nadgarstku dwa tygodnie. Był ze mną na każdym spacerze, informował mnie, że za długo siedzę przy biurku, mierzył mój sen i kładł się ze mną spać. I muszę przyznać, że wywiązał się ze swojej roli całkiem dobrze. Z malutkimi "ale".
Redakcja oceniała już HUAWEI WATCH FIT 5 oraz HUAWEI WATCH FIT Pro, który to też znalazł się na moim nadgarstku. I faktycznie, muszę się zgodzić z moimi kolegami, bo jest to całkowicie interesujący smartwatch - a piszę to z perspektywy osoby, która rzadko jest fanką gadżetów i sprzętów, które nie wydają mi się niezbędne do codziennego użytkowania.
Tak jest ze smartwatchami: uważam je za ciekawy gadżet, ale niekoniecznie niezbędny w moim życiu. Nie uprawiam sportu profesjonalnie, nie potrzebuję stałego dostępu do powiadomień, nie potrzebuję regularnie kontrolować swoich funkcji życiowych. Mimo wszystko jednak lubię wiedzieć, co dzieje się z moim organizmem i dowiadywać się nowych rzeczy o sobie (jest ktoś, kto tego nie lubi?). Smartwatch dlatego wydał się mi ciekawą nowinką; zastanawiałam się tylko, czy polubimy się na dłuższą metę. No i się polubiliśmy.
Ładna tarcza, "nie" dla paska
Upraszczając: zegarek jest ładny. Design jest nowoczesny, tarcza skradła moje serce - wygląda estetycznie nawet na moim niezbyt dużym nadgarstku, który jest prawie jej wielkości. Pasek jest wygodny, nie odbija się, skóra się nie poci. O gustach się nie dyskutuje, ale... Nylonowy pasek dostępny jest wyłącznie w pomarańczowym ombre i zdecydowanie uważam, że przydałby się bardziej stonowany kolor. Jestem również ciekawa, jak ten pasek będzie wyglądał po dłuższym użytkowaniu, gdyż w moim przypadku widać po dwóch tygodniach lekką zmianę w kolorze w miejscu, w którym pasek zaginał się.
Nie mogę za to narzekać na wytrzymałość zegarka i to zarówno pod kątem wytrzymałości baterii i obudowy. Smartwatch ładuje się szybko, w ciągu ok. godziny, a do tego wytrzymuje na pełnym ładowaniu ponad tydzień. Nie znalazła się na nim również żadna ryska ani zadrapanie.
Wyspałam się
To, na co jednak zwracałam największą uwagę podczas testowania to to, jak zegarek poradzi sobie z badaniem mojego snu. Producent deklaruje, że smartwatch sam analizuje strukturę i stabilność snu (fazy głęboką, płytką i REM), a także oddech i tętno w nocy. Huawei informuje też, że dla nowych użytkowników "uczenie się" algorytmu trwa ok. dwa tygodnie od skonfigurowania zegarka.
Faktycznie, im dłużej nosiłam zegarek, tym miałam wrażenie, że znacznie lepiej radzi sobie z odczytywaniem tego, o której godzinie zasnęłam. Na początku smartwatch potrafił informować mnie, że zasnęłam ok. godzinę od położenia się spać, co na pewno nie miało miejsca. Z czasem faktycznie zegarek zaczął znacznie lepiej oceniać, o której godzinie udało mi się zasnąć. Tę funkcję oceniam znacznie na plus.
Ciekawie wyglądała również analiza snu oraz jego faz. Po pierwsze, graficzny wykres wyglądał po prostu ładnie i interesująco. Po drugie, faktycznie analiza ta pomogła mi ocenić, dlaczego w niektórych dniach jestem bardziej zmęczona po ośmiu godzinach snu niż byłam poprzedniego dnia po siedmiu i pół godzinach. A po trzecie, idea tego, że mogę dokładnie zobaczyć swój sen w liczbach bardzo zachęcała mnie do chodzenia spać o przyzwoitych porach. Po czwarte - chyba mogę uznać, że wiem, ile powinnam spać.
Krokomierz, panda i codzienne wyzwania
Tak jak już pisałam, nie korzystałam ze smartwatcha podczas wygórowanych ćwiczeń sportowych, ale po prostu podczas zwykłych spacerów w ciągu dnia. Przyznam też szczerze, nie mam do czego się przyczepić. Smartwatch sam wykrywał mój spacer i pytał mnie, czy włączyć opcję treningową, o której zapominałam. Podczas spaceru z kolei pokazywał mój puls, informował jaki rodzaj treningu wykonuję, z jaką prędkością pokonuję kilometr i jaki dystans pokonałam całkowicie. Później z kolei oceniał, ile powinnam odpocząć po takim wysiłku.
Zarówno smartwatch, jak i mój telefon pokazywały mniej więcej zbliżone dane odnośnie tego, ile kroków zrobiłam i jaki dystans pokonałam, więc mogę ręczyć, że zegarek faktycznie pokazuje dobre dane i nie przekłamuje. Licznik spalonych kalorii z drugiej strony zostanie dla mnie zagadką, ale podejrzewam, że w tej kategorii HUAWEI WATCH FIT 5 Pro zostawia w tyle mój telefon i podaje znacznie bardziej prawdopodobną liczbę.
Na szczególne wyróżnienie zasługują również system motywacyjny, zbieranie nagród i "trójpodział ruchu", który zachęca do zrobienia odpowiedniej ilości kroków, spalenia kalorii oraz... stania. Tak, zegarek stara się zmienić przyzwyczajenia i zachęcić do przerw w siedzącym trybie życia.
Na sam deser zostawiłam sobie moją ulubioną towarzyszkę - animowaną pandę. Nie dość, że ona sama jest słodka i bardzo elegancko wygląda na tarczy, to i jeszcze naprawdę motywuje do codziennych ćwiczeń i aktywności. Same proponowane ćwiczenia z kolei są łatwe i dość rozwijające, a ponadto różnorodne - od prostych i krótkich zadań rozciągania po rozluźnianie szczęki i masowanie skroni. Przyznam szczerze, będę tęsknić za nimi, zwłaszcza że panda stała się moją towarzyszką tych aktywności. Idea grywalizacji z kolei jest dla mnie jak pułapka - bo wiadomo, że na nią wpadnę.
Miło spędzone dwa tygodnie
Po tych dwóch tygodniach czuję, że tak jak musiałam nauczyć się funkcjonować ze smartwatchem, teraz muszę nauczyć się funkcjonować bez niego. Wydaje mi się, że też udowodniłam sobie, że faktycznie smartwatch jest przydatnym gadżetem, nawet jeśli ktoś używać go będzie tylko do sprawdzania godziny i liczenia kroków. Huawei spisał się na piątkę, oferując smartwatch, który na pewno spodoba się statystycznemu użytkownikowi, który chce, żeby jego zegarek oferował też ciekawe funkcje technologiczne.
Jak dla mnie, to też świetna propozycja dla ludzi, którzy po prostu chcą dowiedzieć się też czegoś o swoim organizmie, kontrolować stan swojego ciała i mieć motywację do uregulowania swojego stylu życia. Czego chcieć więcej? Huawei robi to dobrze.
Produkt do przeprowadzenia testu został użyczony przez firmę Huawei. Firma użyczająca nie miała wpływu na treść ani wyglądu w nią przed publikacją. Jest to niezależna recenzja dziennikarska.
.jpg/330x0x1.jpg)
.jpg/330x0x1.jpg)
.jpg/330x0x1.jpg)
.jpg/330x0x1.jpg)
.jpg/330x0x1.jpg)
.jpg/330x0x1.jpg)




Komentarze
0Nie dodano jeszcze komentarzy. Bądź pierwszy!