
Nintendo, jak i wiele firm działających na amerykańskim rynku, pozywa administrację Trumpa, by odzyskać zwroty za bezprawnie nałożone w 2025 roku cła. Gra toczy się o wielką kwotę i utworzenie precedensu, który pozwoli na odzyskiwanie pieniędzy od rządu USA.
Sąd Najwyższy Stanów Zjednoczonych w lutym zdecydował, żę Donald Trump nie był uprawniony do wdrożenia ceł. Te pojawiły się w amerykańskim handlu w ramach International Emergency Economic Powers Act (IEEPA), które zdaniem najwyższej instancji amerykańskiego sądu nie pozwalało na wdrożenie ceł.
Według orzekających takie wdrożenie ceł mogłoby zostać wprowadzone tylko w ramach decyzji amerykańskiego kongresu, a i tak dotyczyłoby to tylko sytuacji nagłych i radykalnych, jak wojna.
Rola Nintendo nie jest tu bez znaczenia - firma przez pierwsze pół roku odnotowała rekordową sprzedaż konsoli. W pozwie Nintendo wskazuje, że rząd miał już przyznać, iż importerom należy się ponad 200 mld dolarów zwrotów, niezależnie od statusu rozliczenia. Firma obawia się jednak, że część podmiotów może zostać pominięta, jeśli urzędnicy uznają, że po finalizacji uzyskania należności (likwidacji) nie trzeba oddawać pieniędzy. Nintendo importowało towary i płaciło te cła przez 2025 r.
Nintendo i inni oczekują miliardów
Nintendo domaga się rozstrzygnięcia, które zablokuje argument, że likwidacja uniemożliwia zwrot. W skardze firma ostrzega, że bez takiego zakazu - poniesie nieuchronną, nieodwracalną szkodę. W dokumencie podkreśla też: "Wszystkie zlikwidowane zgłoszenia, w tym cła IEEPA, muszą zostać ponownie rozliczone" oraz "Ten Sąd ma uprawnienia do ponownego rozliczenia zgłoszeń objętych cłami IEEPA".
Nintendo chce, by sąd nie tylko przyspieszył zwroty, ale też powstrzymał dalszą likwidację płatności i nakazał ponowne rozliczenie tych już zamkniętych. Spółka nie ujawnia kwoty, o jaką walczy, a Nintendo of America ograniczyło komentarz do krótkiego stanowiska: "Możemy potwierdzić, że złożyliśmy wniosek" - przekazała firma, dodając: "Nie mamy nic więcej do przekazania w tym temacie".

Cła weszły w życie w kwietniu, gdy Nintendo przygotowywało premierę Switch 2. Przedsprzedaż zaliczyła opóźnienia, ale konsola wystartowała zgodnie z planem, a jej cena wyniosła 450 dolarów. W sieci pojawiły się apele: "Obniżcie cenę". Prezes Nintendo of America Doug Bowser mówił, że wzrost ceny nie wynikał bezpośrednio z ceł, ale przyznał: - To wciąż świeży temat; jak wiele firm, aktywnie oceniamy, jaki może być wpływ - w rozmowie z The Verge.
Firma reagowała na cła także w sierpniu, ale wtedy zdecydowała się przede wszystkim na podniesienie cen poprzedniej generacji Nintendo Switch oraz akcesoriów do tej konsoli, za powód podając “warunki rynkowe”. Krytyka amerykańskich klientów mogła pomóc w obaleniu wdrożenia ceł IEEPA, ale może też spowodować, że klienci będą chcieli odzyskać pieniądze.





Komentarze
1z drugiej strony, trafil dziad na dziada. niech się tłuką. co do trampka, on wygrał wyłącznie dlatego, bo jego kontr kandydat był słaby, w dodatku na końcu odpuścił i zrobili zamianę i to na finale kampanii. ona była zbyt łagodna, i nie dawała tego, czego oczekiwało społeczeństwo. a było nim ograniczenie imigracji. tyle że nie w taki sposób jak to zrobił trampek, nasyłając szwadrony śmierci. ciekawe czy pójdzie za to siedzieć pod zarzutem sprawstwa kierowniczego.