• benchmark.pl
  • Gry
  • Reżyser Valiant Hearts opuszcza Ubisoft - ma dość tzw. niezależności
Gry

Reżyser Valiant Hearts opuszcza Ubisoft - ma dość tzw. niezależności

Wojciech Kulik | Redaktor serwisu benchmark.pl
4 komentarze Dyskutuj z nami

Szuka projektów, w których stawia się na kreatywność.

Yoan Fanise

Yoan Fanise z Ubisoft Montreal postanowił opuścić swoje studio. Według niego, duża firma ogranicza kreatywność.

Fanise pracował w Ubisofcie prze ostatnie 14 lat. W tym czasie brał udział w projektowaniu takich tytułów jak Assassin’s Creed czy Beyond Good & Evil, a ostatnio był dyrektorem zawartości przy Valiant Hearts

Valiant Hearts było jednym z bardziej nietypowych projektów Ubisoftu w ostatnich latach. Sam producent określał grę jako niezależną. Fanise twierdzi jednak, że w tak ogromnych studiach nie ma mowy o niezależności. Jest ona sztuczna.

Dlatego też Fanise postanowił opuścić studio i skoncentrować się na prawdziwie niezależnych produkcjach. W małych ekipach jest, według niego, znacznie więcej miejsca na kreatywność. A to ta sprawia, że w gry chce się grać i że długo się je pamięta.

Valiant Hearts
Screen z gry Valiant Hearts.

„Widzę przed sobą wiele możliwości, ale potrzebuję jeszcze trochę czasu, aby znaleźć tę najbardziej ekscytującą” – powiedział w rozmowie z Gamasutra. – „Prawdopodobnie wybiorę prawdziwą niezależność po dwóch latach spędzonych na »fałszywej niezależności« przy Valiant Hearts”.

„To była bardzo trudna decyzja. Nigdy nie zapomnę tych 14 lat w Ubisofcie. Miałem to szczęście, tworzyć gry o różnych rozmiarach i z różnych gatunków. Różnorodność gier Ubisoftu to prawdziwa moc tego studia. Beyond Good & Evil miało 30-osobową ekipę, co przełożyło się na jedyny w swoim rodzaju nastrój, a kreatywność miała ogromne znaczenie” – opowiada Fanise. 

Beyond Good & Evil ekipa
Ekipa pracująca nad Beyond Good & Evil.

„Im większa jednak była nasza załoga, tym słabszy był nastrój. 100, 250, 500 ludzi… to było konieczne ze względu na ewolucje techniczną i wymagania AAA. W kwestii kreatywności zaczęło jednak czegoś brakować” – kontynuuje.

„Przemysłowa skala projektów usuwa swego rodzaju bezpośrednie połączenie między ludźmi na różnych stanowiskach. Twoje znaczenie jest ograniczone. Trudno stworzyć wtedy wspólną wizję gotowej gry. W tej skali niemożliwe jest jednak żeby było inaczej” – podsumowuje Yoan Fanise.

I nawet pomimo tego, że Valiant Hearts odniosło sukces – sprzedało się ponad milion egzemplarzy – na tle największych produkcji wypada słabo. Gra niezależna (nawet fałszywie) pozostaje w cieniu, co z pewnością niezbyt dobrze wpływa na samopoczucie projektantów. 

Pozostaje zatem jedynie życzyć mu dalszych sukcesów. Oby więcej było takich gier jak Valiant Hearts.

Źródło: Gamasutra, Develop Online, Kotaku Australia

Komentarze

4
Zaloguj się, aby skomentować
avatar
Dodaj
Komentowanie dostępne jest tylko dla zarejestrowanych użytkowników serwisu.
  • avatar
    Kropeczka
    Nic niezwykłego...
    Poszedł do dużej firmy, wyrobił sobie nazwisko, markę.
    Poznał rynek, zasady nim rządzące, wyrobił kontakty, itd.
    I idzie na swoje...

    Oczywiście musi to robić pod płaszczykiem Robin Hooda - żeby na starcie mieć sympatię potencjalnych klientów...

    Każdy rozsądny robi tak w każdej korporacji, lemingi zaś do końca życia chodzą w kieracie.....
    7
  • avatar
    Konto usunięte
    no i fajnie
    5
  • avatar
    Konto usunięte
    Dobrze mówi.
    4
  • avatar
    Q'bot
    I słusznie uczynił... w Bubisofcie był jedynie mały trybikiem, teraz zawalczy o swoją część rynku
    4