• benchmark.pl
  • Gry
  • Słaba sprzedaż gier nie jest wynikiem powszechnego piractwa
Gry

Słaba sprzedaż gier nie jest wynikiem powszechnego piractwa

przeczytasz w 0 min.

W dzisiejszych czasach można zauważyć trend, w myśl którego najwięksi wydawcy zwalają winę za słabą sprzedaż gier komputerowych na piractwo. Bardzo wysoko postawieni pracownicy takich firm jak id Software, Epic Game czy Infinity Ward przyłączają się do tego narzekania. Tymczasem gry przeznaczone na konsole bez problemu wygrywają z tytułami wydawanymi na pecety we wszystkich statystykach.

Czy piractwo rzeczywiście leży u podstaw problemu? Brad Wardell, szef indyjskiej firmy Stardock zajmującej się pisaniem oprogramowania i gier jest odmiennego zdania. Ostatnio podzielił się swoimi wnioskami opisując dlaczego w starciu z konsolami producenci gier dla pecetów nie są w stanie utrzymać swojej pozycji na rynku. Jego zdaniem problem nie leży w piractwie, a raczej w tym, że producenci gier "chcą bardziej być jak gwiazdy rocka a nie biznesmeni."

Według Wardella, twórcy gier PC bardziej dbają o wizerunek gier niż skupiają się na samym projektowaniu gier dla graczy. Gry takie jak na przykład Crysis może i otrzymują najwyższe noty, pojawiają się na okładkach gazet, ale tak naprawdę kierowane są do bardzo wąskiego grona. "Każdy kto śledzi rynek gier komputerowych powie wam, że nieporozumieniem jest pisanie gier tylko dla hardcorowych graczy," twierdzi Wardell. "Uważam, że producenci bardzo by się zdziwili gdyby sprawdzili ilu takich graczy jest na rynku. Przecież liczba sprzedanych highendowych kart graficznych nie jest żadną tajemnicą."

Jako dowód na to, że bardziej dostępne tytuły sprzedają się o wiele lepiej Wardell przytacza przykład gier The Sims, czy Sins of a Solar Empire, która jest tanią strategią czasu rzeczywistego. Sprzedała się ona w liczbie 200 000 tylko w pierwszym miesiącu od premiery. Dla porównania Call of Duty 4: Modern Warfare znalazła 383 000 nabywców w kilka miesięcy od wydania. W przeciwieństwie do Call of Duty 4, Sins of a Solar Empire nie skorzystała wcale na rozdmuchanej kampanii reklamowej. Gra nawet nie jest zabezpieczona przed kopiowaniem. Wardell powiedział, że firma Stardock zrezygnowała z takiej formy ochrony ponieważ zdaje sobie sprawę, że "gracze, którzy kupują gry nie lubią takich rozwiązań." Dodaje, że "to nasi klienci ustalają reguły, nie piraci."

Komentarze

0
Zaloguj się, aby skomentować
avatar
Komentowanie dostępne jest tylko dla zarejestrowanych użytkowników serwisu.

    Nie dodano jeszcze komentarzy. Bądź pierwszy!