Gry

Benchmark po godzinach: Hellgate: London

przeczytasz w 4 min.

Hellgate: London oferuje graczowi kilka ciekawych, nowych pomysłów, niestety w wielu przypadkach to, jak zostały one wykonane pozostawia wiele do życzenia. Na pewno część graczy odrzucą liczne problem

Wydany w Halloween Hellgate: London to pierwsze dziecko młodziutkiego Flagship Studios, firmy założonej w 2003 roku przez byłych pracowników Blizzard North. Ludzi odpowiedzialnych za takie tytuły jak seria Diablo, World of Warcraft i Starcraft, a którzy z powodu pewnych różnic poglądowych, zdecydowali odłączyć się od firmy, z którą spędzili tyle czasu i spróbować własnych sił na rynku gier. Autorzy Hellgate nie kryli szczególnie, że wydają produkt, który stylem gry bardzo będzie przypominał Diablo. Zapewniali jednak jednocześnie, że gra będzie oferowała klimat przypominający Half-Life, pełny trójwymiar oraz rozbudowaną fabułę i szeroki wachlarz zadań. Wywołało to spore oczekiwania graczy, jako że mamy tutaj do czynienia z ludźmi z imponującym stażem. Pytanie tylko, czy twórcom udało się wywiązać ze złożonych obietnic, czy też były one pochopne.


Londyn Anno Domini 2038


Akcja gry ma miejsce w nie dalekiej przyszłości, gdzie z przyczyn nieokreślonych w miastach całego świata zaczęły otwierać się bramy do piekieł. Ziemia szybko została opanowana przez hordy demonów, miasta spalone i zniszczone, ludzie zaś zredukowani do poziomu uchodźców, za wszelką cenę próbujących przetrwać w nowych warunkach. Bohater trafia do stolicy Anglii - Londynu, gdzie wspomóc ma lokalny front w walce z wrogiem. Niegdyś piękne miasto, teraz zostało się areną do zabawy wszelkiego rodzaju piekielnych istot i to właśnie do nas należy pozbycie się ich.

Gra wizualnie przypomina cyberpunk, zrujnowany świat i post apokaliptyczny klimat, jednak korzeniami tkwi tak naprawdę w heroic-fantasy, bo pomimo rozwoju technologicznego, futurystycznej broni i wszechobecnej nauki, ważna rolę odgrywają tutaj religijni wojownicy w służbie dobra, magia natomiast jest na porządku dziennym. Ciekawa to mieszanina stylów, chociaż nie zawsze się sprawdza, bo gra próbuje być jednocześnie w dwóch kompletnie różnych realiach, które czasami słabo współpracują ze sobą.

 

 

Rozpoczynając rozgrywkę wstąpić możemy w szeregi trzech frakcji, z których każda oferuje dwie klasy oraz inny sposób walki (bezpośredni, dystansowy, z wykorzystaniem magii). Są to Templariusze, religijni wojownicy i doświadczeni szermierze. W ich przypadku wcielić możemy się w Mistrza Ostrzy, zadającego jak największe obrażenia i specjalizującego się w dwóch broniach lub Strażnika, który bardziej koncentruje się na pancerzu i najlepiej radzi sobie będąc otoczonym przez wroga. Łowcy to z kolei były personel wojskowy, przeszkolony często jeszcze przed rozpoczęciem całego konfliktu. Oni oferują nam Strzelca - eksperta od broni lub Inżyniera, polegającego w walce bardziej na botach i sondach (taka techniczna wersja Przywoływacza). Ostatnia frakcja to Kabaliści - poszukiwacze wiedzy, czerpiący siłę z mrocznych sztuk. Do wyboru również dwie klasy - Zaklinacze, którzy wykorzystują swoją moc by władać żywiołami oraz Przywoływacze którzy w walce wykorzystują pomoc wezwanych przez siebie demonów.
Razem sześć klas z których każda włada innymi umiejętnościami, czyli nienajgorzej, gra nie odbiega od standardu. W przeciwieństwie do innych tego typu gier, system kreacji bohatera pozwala nam ingerować w wygląd postaci. Możemy wybierać z kilku rodzajów twarzy, włosów i akcesoriów, a także określić kolor skóry, wagę i wzrost bohatera. Choć wyboru nie ma szczególnie dużego, to daje to poczucie pewnej unikalności każdej postaci.


Pamiętajcie o poległych, walczcie dla żywych


To główne motto gry przyświecać ma naszej walce o przetrwanie ludzkiej rasy. Niestety fabuła w Hellgate: London nie została skonstruowana zbyt szczęśliwie. Czasami odnosi się wrażenie, że nie została skonstruowana w ogóle, tylko pozostawiona sama sobie w nadziei, że wszystko jakoś będzie trzymało się razem.
W innych tego typu grach, jak Diablo czy Titan Quest gracz miał jasno wyznaczony cel, wiedział, że walczy ze złem i co musi zrobić, aby to zło pokonać. W Hellgate czasami tego brakuje, niby wiadomo o co walczymy, niby od naszego działania zależy przyszłość ludzkiej rasy, ale nie jest to podkreślone szczególnie dobitnie, czasem wręcz ginie gdzieś w tle. Zamiast tego bohater wiele godzin spędza włócząc się z miejsca na miejsce, wykonując kolejne zadania, a efektów jego pracy próżno czasem szukać.

 

 

Teoretycznie pojawia się zadanie przewodnie, które najpierw wiąże się z uratowaniem pewnego naukowca, potem ze zbieraniem informacji od tajemniczych osobników (nazwijmy ich roboczo "mędrcami"). Ale całemu przedsięwzięciu brakuje ciągłości i spójności. Zadanie raz pojawia się w dzienniku, potem znowu znika, przytłoczone innymi. Czasem bohaterowi przypomina się jak istotne jest zrozumienie przesłania mędrców, innym razem wysłany zostaje do innej bazy, gdzie przez następne kilka godzin realizuje tylko zadania poboczne, które nie wiele maja wspólnego ze sprawą. Nawet przejście z aktu do aktu jest praktycznie niezauważalne z wyjątkiem krótkiego komunikatu pojawiającego się na ekranie, cała fabuła zlewa się w jedną, trudną do odróżnienia całość.

 

 

A skoro już mowa o zadaniach pobocznych, to jest ich w grze mnóstwo, naprawdę ogromna ilość. Tak dużo, że to czasami aż przytłacza. Zlecają nam je liczni bohaterowie niezależni,a  spotkać ich można na opuszczonych stacjach metra. To miejsca, które pełnią w grze rolę baz wypadowych. Można tam wrócić by kupić nowy sprzęt, odnowić zapasy, czy zidentyfikować znalezione przedmioty.
Niestety te zadania w gruncie rzeczy sprowadzają się do wykonywania tych samych i powtarzających się czynności, zabicia bossa, pokonania kilku egzemplarzy danego gatunku demona lub przyniesienia jakiejś części bestii (ręki, nogi, ucha, co kto woli). Być może lepszym pomysłem byłoby zredukowanie liczby zadań na korzyść urozmaicenia tego, co musimy robić. Szkoda też, że postacie, które nam te zadania zalecają, nie wyróżniają się niczym szczególnym. Brakuje ciekawych osobowości, które byłyby dobrym przerywnikiem w nieustającej walce ze złem. Ich egzystencja sprowadza się jedynie do wydawania następnych zadań, a dialogi pisane są lakoniczne i próżno oczekiwać aktora, który by ten tekst w jakiś sposób zagrał nadając postaci wyraz (wszystkie dialogi trzeba czytać). Na palcach jednej ręki policzyć można postacie, które nie są płaskie jak papier i które zapamiętamy na dłużej, zwłaszcza, że bohater zmuszony jest do częstego przemieszczenia się między kolejnymi stacjami metra, więc często spotyka nowych ludzi.
Rozmowę z bohaterami niezależnymi utrudnia jeszcze okno dialogowe, naprawdę nie zostało ono przemyślane. Jest bardzo małe i aby zobaczyć dalszy ciąg "rozmowy" należy wciskać strzałkę w prawo. Przy tak dużej ilości zadań pobocznych, nieustanne klikanie w przycisk dalej robi się okropnie męczące i nużące, zwłaszcza, że ci bohaterowie z reguły nie maja nic ciekawego do powiedzenia i po jakimś czasie po prostu nie chce się tego już czytać.