Laptopy

Kamera, dostępne porty

Nad ekranem umieszczono bardzo przydatne urządzenie w postaci ładnie wkomponowanej kamery internetowej iSight, obok której znalazły się mikrofon i czujnik oświetlenia. Tuż pod ekranem udało się wycisnąć trochę miejsca na głośnik mono.

Łatwo było wymienić co Air ma na pokładzie, ale żeby wskazać z czego został okrojony wymienię te porty, które znajdują się na wyposażeniu nieco większych notebooków i które zdążyły przyzwyczaić użytkowników do swojej obecności. Zatem MacBook Air został pozbawiony portu Ethernet - Apple uznała, że wystarczy Wi-Fi. Wprawdzie można nabyć zewnętrzny adapter USB-Ethernet co rozwiązuje problem podłączenia się do przewodowej sieci. Obsługiwane przez niego prędkości to 10 i 100 MBit/s. Zabrakło obsługi dla standardu gigabitowego, ale to naturalne ponieważ USB 2.0 ograniczone jest do 480 Mbit/s. Opisany adapter działa jedynie z MacBookiem Air, ale nie ma co żałować bo przecież pozostali członkowie rodziny MacBook mają na pokładzie port Ethernet. Co charakterystyczne to to, że po dłuższym czasie wytężonego transferu, lubi się on nieco zagrzać. Temperatura jednak nie przekracza przykrego poziomu, tak więc na pewno nikt poparzony nie zostanie. W ramach bezprzewodowej łączności Air zaprzyjaźni się ze wszystkim co nadaje w standardach a/b/g i n.

Nie ma tu również wejścia audio, modemu, czy portu IrDA. Zabrakło również złącza dokującego, co więcej, nawet bateria zainstalowana jest na stałe. To ostatnie rozwiązanie jest chyba największym utrapieniem Aira. Rozumiem, że można zrezygnować z mnogości portów, ale nie z wymiennej baterii. To tak jakby w samochodzie zastosować przymocowane na stałe koła. Gdy ujdzie z nich powietrze, pozostanie nam tylko laweta i poszukiwanie kompresora. Wprawdzie na rynku dostępne są urządzenia, które są w stanie nie tyle podładować Aira, bo to ponoć naruszałoby patenty Apple, ale za pomocą portu USB zapewnić dawkę prądu i tym samym odwlec rozładowanie wewnętrznej baterii w czasie, ale po co tak komplikować sobie życie? Ha, a to po to, by móc powiedzieć, że małe jest piękne. Niestety gdy już zdecydujemy się na użycie zewnętrznych źródeł zasilania podłączanych przez USB, wówczas można zapomnieć o skorzystaniu z jakiegokolwiek innego zewnętrznego urządzenia. Air wyposażono również w port podczerwieni, ale w tym przypadku służy on jedynie do odbierania sygnałów od pilocika, za który niestety trzeba dodatkowo zapłacić ponieważ firma zrezygnowała z darmowego dołączania go do zestawu. Przy takiej cenie notebooka to po prostu nie przystoi. Dobrze, że nie kupuje się osobno zasilacza.

Minimalizacja w przypadku Aira jest wszechobecna. Zdecydowano się nawet na zastosowanie złącza mico-DVI, które jest jeszcze mniejsze niż mini-DVI znane z innych MacBooków. W zestawie znalazły się dwie przejściówki, DVI i VGA. Oba działają bez zarzutu.

MacBook Air został wyposażony w odświeżoną wersję rewelacyjnego patentu znanego jako Magsafe. Jest to złącze ładowarki, które przylega do komputera dzięki sile magnetycznej. To genialne rozwiązanie, które w razie zaczepienia o kabel np. nogą zapobiega przed ewentualnym ściągnięciem cennego nabytku z powierzchni, na której stoi. W nowej wersji kabel przypina się do obudowy pod kątem 90 stopni, dzięki czemu łatwiej można go schować pod Airem. Niestety mimo że poprzednie ładowarki pasują do nowego formatu, niestety nie będą one specjalnie użyteczne ponieważ gniazdo zostało tu zainstalowane pod kątem, w związku z czym wypina się po postawieniu Aira na płaskiej powierzchni.