Gry

Experience 112, czyli zabawa w podglądacza

Maciej Piotrowski | Redaktor serwisu benchmark.pl
Dyskutuj z nami

Od kilku lat gatunek klasycznych gier przygodowych próbuje odzyskać dawno utraconą popularność. Przed pojawieniem się trójwymiarowej grafiki twórcy tego typu gier skupiali się przede wszystkim na połą

Od kilku lat gatunek klasycznych gier przygodowych próbuje odzyskać dawno utraconą popularność. Przed pojawieniem się trójwymiarowej grafiki twórcy tego typu gier skupiali się przede wszystkim na połączeniu doskonałej fabuły ze świetnym klimatem. Taki zabieg wpływał znacząco na grywalność tychże produkcji. Większość starszych wyjadaczy przygodówkowych pamięta zapewne kultowe już tytuły LucasArts takie jak Full Throttle, The Dig czy seria Secret of Monkey Island, które do dziś są niedoścignionym wzorem dobrze skomponowanej gry przygodowej.

Wskutek ewolucji technologicznej jaka miała miejsce w dziedzinie komputerów i sposobu wyświetlania przez nie grafiki, twórcy gier odeszli od klasycznych przygodówek na rzecz produkcji bardziej zręcznościowych, w których fabuła i zagadki odgrywały drugorzędną role. Co jakiś czas pojawiają się jednak tytuły, które próbują powtórnie wzniecić zainteresowanie tego typu grami. Problemem jest jednak ich dość wąski zakres odbiorców co w obecnych czasach rządzonych przez pieniądz potrafi być barierą nie do przebicia. Dlatego producenci gier starają się łączyć elementy różnych gatunków i dodając nowe rozwiązania, tworzyć w ten sposób coś niepowtarzalnego, coś co mogłoby zainteresować większą liczbę graczy. Jedną z takich gier jest właśnie Experience112, którą przyszło mi dla Was recenzować. Produkcja ta zdobyła już kilka prestiżowych nagród i okrzyknięta została jedną z najoryginalniejszych gier 2007 roku. Fakt ten był też jednym z tych czynników, który jak magnes przyciągnął mnie do tego tytułu.

Niestety przyjemność odkrywania tajemnic Experience 112 przysłoniły mi liczne problemy techniczne gry tj. masakryczne zwolnienia czy niespodziewane wyrzucanie do systemu, które dość skutecznie zniechęcały mnie do dalszej zabawy. Przyznam szczerze, że pod koniec klnąc jak szewc przymuszałem się do jej ukończenia, bo ilość piętrzących się problemów zwiększała się z minuty na minutę. Koniec końców grę ukończyłem. Czy było warto? Czy jej zawartość skutecznie przysłania zauważone niedoróbki? O tym wszystkim przeczytacie poniżej.


Zawiłości fabularne

Już pierwsze minuty gry zwiastują niezwykle tajemniczą zagadkę, której odkrycie będzie stanowić nie lada wyzwanie. Oto bowiem widzimy pokryty rdzą tankowiec. Ot, niepozorny wrak dożywający swoich ostatnich dni w niewielkiej, opuszczonej zatoczce. Nikt nie podejrzewałby, że skrywa on mroczną tajemnice i że przeznaczenie tego statku było zupełnie inne. Siadając do gry nie mamy pojęcia, iż tak naprawdę, to nie my będziemy głównym jej bohaterem. Co gorsza rolę tę przyjmuje postać, na którą nie mamy zbyt dużego wpływu. A wszystko przez to, iż nasze zadanie podczas całej rozgrywki, z racji przebywania w kabinie monitoringu statku ogranicza się do zarządzania całym jego systemem bezpieczeństwa. Stąd też, przy użyciu jednej z kamer dostrzegamy leżącą w zatęchłej, zarośniętej kabinie kobietę podłączoną do kroplówki. Jest nią nasza bohaterka - Lea Nichols. Budząc się nie pamięta ona gdzie się znajduje ani co tu robi.

Naszym zadaniem jest pomóc bohaterce w rozwikłaniu tajemnicy wydarzeń, które rozegrały się na statku. Jest to tym trudniejsze, kiedy okazuje się, że spała ona kilkadziesiąt lat, a część śladów w tym czasie uległa zatarciu. Lea powoli, dzięki naszej pomocy przypomina sobie, że tankowiec był tak naprawdę bazą doświadczalną. Prowadzone tam były badania nad niezwykłą substancją - wodorotlenkiem oksydryny, która mogła opóźniać starzenie, a także stać się lekarstwem na raka i inne poważne schorzenia.

W miarę posuwania się fabuły do przodu dowiadujemy się skąd wziął się ten dziwny specyfik, jakie jest jego pochodzenie i do czego tak naprawdę miał służyć. Dodatkowo poznajemy wcześniejsze losy naszej bohaterki, która jak się okazuje brała udział w badaniach nad zagadkową substancją i zastosowaniu jej na żywych obiektach - ochotnikach. Jeden z nich, oznaczony numerem 112 najbardziej zapadł jej w pamięć. Tajemnica, której rozwikłanie stanowi nasz cel jest z nim ściśle powiązana. Na tym poprzestanę wgłębianie się w tajniki fabuły, aby nie zepsuć zabawy tym, którzy zdecydują się poświęcić swój czas na opisywaną grę? Dość powiedzieć, że to tylko wstęp do tej niezwykłej przygody.