
Jeżeli w tym roku cokolwiek warto kupić, to właśnie nowy monitor. To, jak dużo obecnie można dostać za niewielkie pieniądze, zwyczajnie szokuje. Koorui G2711P to propozycja dla graczy, ale czy jest to model godny polecenia?
Płatna współpraca z x-kom
Jeżeli uniesienie brwi powoduje u was już sama nazwa producenta, to spieszę wyjaśnić, że Koorui to nowa marka dużego chińskiego (a jakżeby inaczej) producenta HKC, który od 25 lat zajmuje się produkcją wyświetlaczy. Samo Koorui istnieje od 2021 roku, ale na nasz rynek zawitało w dopiero w ubiegłym roku – trzeba jednak przyznać, że jest to prawdziwe wejście smoka. Dziś testowany monitor Koorui G2711P dostępny jest w cenie 499 zł razem z dwuletnią gwarancją producenta. Mając na uwadze, że mówimy o panelu IPS o przekątnej 27” z rozdzielczością FHD i z odświeżaniem na poziomie 200 Hz, to praktycznie nie ma on obecnie konkurencji. Oczywiście sama specyfikacja nie czyni z niego dobrego monitora, zatem zapraszam do testu, abyście sami mogli przekonać się, czy faktycznie jest wart tej, jakże niewygórowanej, ceny.
Postawiony na biurku prezentuje się dobrze
Monitor zapakowano w karton, który dobrze zabezpiecza zawartość na czas podróży przez pół świata. Natomiast pierwsze optymalizacje kosztowe dostrzegamy już podczas składania podstawy i mocowania jej do urządzenia. Stopka została wykonana w całości z plastiku i do nogi mocowana jest na, również plastikowy, zatrzask. Cała podstawa waży niespełna 400 g, a jedyny metalowy element to zawias wsuwany w obudowę panelu. Regulować można zatem tylko pochylenie (w dosyć standardowym zakresie od 5 st. w dół po 22 st. w górę), co w dzisiejszych czasach uznaję za rezultat poniżej oczekiwań w kontekście ergonomii. Nie ma tu też żadnego przepustu na przewody.

W zestawie dostajemy tylko jeden kabel HDMI.


Podstawka nie zajmuje przesadnie dużo miejsca na blacie – 27 x 21 cm.
Całość konstrukcji jest też podatna na “drganie” – do tego stopnia, że monitor potrafi lekko trząść się wówczas, gdy intensywnie piszemy na klawiaturze… W grach to nie przeszkadza, ale w codziennym użytkowaniu bywa irytujące. O tyle dobrze, że mamy też możliwość zastosowania uchwytu w ramach standardu VESA 100 x 100, ale też trudno oczekiwać, aby w przypadku monitora w tej cenie ktoś dodatkowo chciał wydawać 100–150 zł na porządne ramię. Jakość spasowania plastików, jak i sam design monitora nie wzbudza moich zastrzeżeń, a nawet przyznam, że czerwony dekor z tyłu dodaje charakteru i Koorui G2711P dobrze prezentuje się postawiony na biurku.
Lepszy taki zakres regulacji niż całkowity jej brak…


Design nie jest przesadnie agresywny, ale też od razu widać, że to monitor dla graczy.
Ramki po bokach i na górze mają po 2 mm szerokości, natomiast aktywna część matrycy zaczyna się 7 mm od fizycznej krawędzi monitora. To sprawia, że wyświetlacz wygląda nowocześnie również od przodu. Pod dolną krawędzią (ta ma 18 mm wysokości) po prawej stronie umieszczono bardzo delikatnie świecącą białą diodę, która informuje nas o tym, że monitor jest aktywny. Zasilacz jest zewnętrzny; ten dołączony w zestawie ma adekwatnie dobraną moc 45 W (monitor pobiera od 9 W do 38 W, w zależności od jasności). Łączna długość przewodów pozwala odsunąć monitor o 2,7 m od kontaktu.

Brak prowadnicy na przewody oznacza, że zwisają one luzem pod monitorem.


Całość obudowy wykonano z tworzywa sztucznego, ale to jest dobrze spasowane.
Panel ze złączami dostępny jest od spodu monitora i, co ciekawe, tutaj nie ma przesadnych cięć budżetowych. Dostępne są dwa złącza HDMI 2.0 i jedno DisplayPort 1.4 – oba bez problemu i bez uciekania się do stratnych kompresji obsłużą pełną rozdzielczość z najwyższym odświeżaniem. Obecne jest też złącze mini jack 3,5 mm do podłączenia słuchawek – wbudowanych głośników niestety w tym modelu nie uświadczymy. Ostatnie złącze służy do podłączenia zasilacza. Jedyne, czego ewentualnie zatem zabrakło, to koncentrator USB, ale realnie w tym segmencie cenowym jego obecność byłaby ogromnym zaskoczeniem.

Złącza są podpisane, co ułatwia wpinanie przewodów “na ślepo”.
Menu ekranowe z funkcjami dla graczy i sterowane joystickiem zaskakują
Aby uruchomić monitor, trzeba przytrzymać jedyny przycisk, który zasadniczo jest też joystickiem do sterowania OSD (menu ekranowym). To istotne zaskoczenie, jako że nawet wiele droższych paneli bywa wyposażonych w tańsze rozwiązanie (niezależne przyciski do sterowania menu). Samo menu jest też odpowiednio nowoczesne i “gamingowo” czerwone. Producent nawet zadał sobie trud przepuszczenia wszystkich opisów przez translator, dzięki czemu można wybrać język polski. Co prawda, występuje kilka kwiatków w tłumaczeniu, ale nie przeszkadzają one przesadnie w konfiguracji panelu.

Menu ekranowe od razu informuje nas o aktywnym trybie wyświetlania – rozdzielczości, odświeżaniu, adaptacyjnej synchronizacji, trybie HDR i wybranym profilu wyświetlania.
Obecne są podstawowe funkcje dla graczy – nakładka z celownikiem (można wybrać jeden z czterech wzorów oraz timer widoczny na ekranie (nazwany “regulatorem”). Można też wybrać podbicie ciemnych obszarów wyświetlanego obrazu, co ułatwia dostrzeganie przeciwników czających się w cieniach. Predefiniowane profile (scenariusze) obrazu uwzględniają też kilka popularnych gatunków gier (FPS/RPG/wyścigi). Poza standardową regulacją jasności, kontrastu i ostrości można też sterować parametrem gamma i balansem bieli, w tym ręcznie regulować każdą ze składowych. Jest również tryb dynamicznego kontrastu.

Scenariusz “Tryb” brzmi tak zagadkowo!
Oczywiście nie ma tu dostępnej technologii NVIDIA G-SYNC Pulsar, zatem trzeba wybierać – albo adaptacyjne odświeżanie, albo tryb stroboskopowy, który obniża czas reakcji MPRT. Tutaj też trzeba się na moment zatrzymać, jako że adaptacyjne odświeżanie na kartach NVIDIA GeForce (G-SYNC Compatible) działa tylko po podłączeniu monitora przez DisplayPort, zatem bez dokupienia takiego przewodu ta funkcja nie będzie dostępna. W przypadku kart graficznych AMD funkcja FreeSync działa niezależnie od wybranego przewodu.

Regulacja “Tom” odnosi się do głośności (z ang. “Volume”).
Specyfikacja testowanego monitora Koorui G2711P
| Przekątna: | 27" |
| Proporcje: | 16:9 |
| Rozdzielczość: | 1920 x 1080 px |
| Czas reakcji: | 1 ms (MPRT) |
| Maksymalne odświeżanie: | 200 Hz |
| Obsługiwane kolory: | 8 bit (16,7 mln) |
| Jasność: | 350 cd/m2 |
| Podświetlenie: | krawędziowe W-LED |
| Kontrast: | 1000:1 |
| Typ matrycy: | FastIPS (matowa) |
| Regulacja ułożenia: | pochylenie 5° w dół i 20° w górę |
| Głośniki: | brak |
| Porty: | 2x HDMI 2.0; 1x DisplayPort 1.4; 1x wyjście na słuchawki (miniJack 3,5 mm) |
| Synchronizacja: | FreeSync |
| HDR: | Display HDR 400 |
| Inne funkcje: | dynamiczny kontrast (ACR); Low Blue Light; LFC; FlickerFree (poza trybem MBR); głębia czerni; Kensington-lock |
| Zakrzywienie matrycy: | brak |
| Kąty widzenia: | 178/178 |
| Podświetlenie RGB: | brak |
| Waga: | 4,1 kg z podstawką |
| Wymiary (szerokość x wysokość x głębokość): | 613 x 472 x 215 mm z podstawką; 613 x 364 x 48 mm bez podstawki |
| Standard VESA: | tak, 75x75 |
| W zestawie dodatkowo: | 1x przewód HDMI |
| Kolor: | czarny |
| Pobór energii: | 0,5 W w spoczynku; 28 W typowo (Klasa 2022 F) |
| Gwarancja: | 2 lata |
| Cena w dniu testu: | 499 zł |
Jakość obrazu w Koorui G2711P wykracza ponad oczekiwania
Omówienie rezultatów testów zacznę od kwestii samego obrazu – matryca, w jaką wyposażono ten monitor, została wykonana w technologii IPS i oferuje 8-bitową głębię kolorów. Sam monitor przyjmuje też sygnał 10 bit (choćby z uwagi na HDR), ale tutaj jednak jest mały haczyk – po wybraniu 10 bit (np. po aktywowaniu HDR), zaczyna już brakować przepustowości w przypadku HDMI i wtedy maksymalne odświeżanie to tylko 120 Hz. Jeżeli dokupimy przewód DisplayPort 1.4, to będzie można używać 10-bitowej głębi również przy maksymalnym odświeżaniu. Wybór panelu IPS zapewnia szereg korzyści ponad panele TN oraz VA, które częściej kojarzone są z tym niższym segmentem. Jedną z nich są kąty widzenia, które są znacznie lepsze - obraz nie traci na jasności oraz nasyceniu barw, gdy patrzymy z boku.

Obraz oglądany nawet pod sporym kątem dalej jest soczysty i jasny.
Testowany model oferuje dosyć niskie zagęszczenie pikseli – 82 DPI typowe dla 27” z rozdzielczością FHD. Sprawia to, że praca z tekstem lub granie w gry, w których trzeba sporo czytać, są nieco bardziej męczące dla oczu niż w przypadku paneli o przekątnej 24” (92 DPI w FHD) lub tych, które w 27” oferują już QHD (109 DPI). W przypadku większości gier nie będzie to jednak bardzo mocno doskwierać, a jednocześnie dostajemy większy obraz przy mniejszym obciążeniu karty graficznej (zatem gra działa szybciej i lepiej wykorzystamy odświeżanie 200 Hz). Tutaj trzeba świadomie wybrać, co będzie najbardziej odpowiednie do naszych potrzeb – Koorui ma w swojej ofercie bliźniacze monitory, ale w konfiguracji 24” FHD oraz 27” QHD – ten pierwszy jest jeszcze o blisko 100 zł tańszy, a za drugi trzeba dać już ponad 700 zł.
Wyniki pomiarów Koorui G2711P w predefiniowanych profilach obrazu (okno 9%)
| Pomiar\Profil (jasność w czasie pomiaru) | Domyślny 100% | sRGB 80% | FPS 80% | RTS 80% |
| Jasność maksymalna (SDR): | 430 cd/m2 | 327 cd/m2 | 336 cd/m2 | 364 cd/m2 |
| Luminacja czerni: | 0,381 cd/m2 | 0,291 cd/m2 | 0,069 cd/m2 | 0,308 cd/m2 |
| Kontrast: | 1129:1 | 1124:1 | 650:1 | 1180:1 |
| Gamma: | 2.11 | 2.18 | 1.69 | 2.15 |
| Punkt bieli: | 6800 K | 6450 K | 7400 K | 6700 K |
| sRGB ΔE*00 (średnia/maks.): | 2.87 / 11.9 | 1.76 / 9.07 | 4.64 / 12.6 | 3.64 / 10.9 |
Jak widać, natywny kontrast bez problemu przebija 1100:1, a w profilu RTS osiągamy nawet 1200:1. Balans bieli jest idealnie neutralny – zwłaszcza w profilu sRGB, który też wykazuje wyśmienitą fabryczną kalibrację. Profil FPS oczywiście przedkłada ułatwienie gry ponad jakość obrazu, ale to akurat dobrze, że profile faktycznie czymś się różnią. Producent chwali się na swojej stronie pokryciem 89% szerokiego gamutu DCI-P3, co okazało się nieco przesadnym optymizmem, ale i tak odczyty na poziomie 83% tego gamutu, przy jednoczesnym 95% pokryciu sRGB, są bardzo dobrym rezultatem w tym segmencie cenowym. W zasadzie jeszcze 2–3 lata temu tego typu odczyty pochwaliłbym w 2–3 razy droższym monitorze!



Wizualizacja pokrycia gamutów (od lewej) sRGB, DCI-P3 oraz Adobe RGB
Maksymalna jasność, jaką udało mi się zmierzyć, to 430 nitów dla profilu standardowego przy jasności ustawionej na 100%. W trybie HDR nie odnotowałem więcej niż 390 nitów, ale to i tak bez większego znaczenia – podświetlenie LED w tym przypadku nie ma podziału na strefy (i jest wykonane krawędziowo), co sprawia, że obraz w HDR i tak nie prezentuje się jakkolwiek lepiej niż treści SDR. Panel nie jest też nadzwyczaj równomiernie podświetlony – testowany egzemplarz wykazywał bardzo duże odchylenia blisko lewej krawędzi, ale reszta odczytów też nie była idealna. Ponownie jednak podkreślę, że w tym segmencie to nadal dobre wyniki. W moim egzemplarzu dobrze wypadła też równomierność czerni i nie odnotowałem nadmiernego wyciekania podświetlenia (ale to już mocno zależy od konkretnego egzemplarza).


Raport z badania równomierności podświetlenia – pomiar delta E i delta C

Lekkie wyciekanie podświetlenia przy górnej ramce nie jest widoczne gołym okiem podczas zwykłego użytkowania monitora.
Wysokie odświeżanie robi wrażenie, ale czas reakcji mógłby być szybszy
Naturalnie, skoro mowa o monitorze dla graczy, to nie mniej istotne będzie to, jak szybki i wyraźny obraz jest w stanie zaoferować właśnie podczas gry. Samo odświeżanie na poziomie 200 Hz niesie ze sobą dwie duże korzyści względem monitorów, które w tym segmencie zwykły oferować tylko 75 Hz lub czasem 144 Hz. Przede wszystkim widzimy na ekranie płynniejszą animację – oczywiście pod warunkiem, że nasz PC jest w stanie wykrzesać odpowiednio dużo FPS. Dodatkowo na ekranie zobaczymy bardziej aktualne informacje, co może przełożyć się na to, że szybciej dostrzeżemy przeciwnika niż on nas. Innymi słowy, obniża to input lag i ten faktycznie jest w Koorui G2711P przyzwoicie niski – w przedziale od 6 ms (dla 200 Hz) do 10 ms (dla 60 Hz).


Pomiar opóźnień przetwarzania sygnału (input lag) dla odświeżania 60 Hz (po lewej) i 200 Hz (po prawej)
Fakt, że mamy tu do czynienia z panelem IPS, sprzyja też osiąganiu szybkiego czasu reakcji pikseli (czasu pomiędzy transformacjami piksela w każdym cyklu odświeżania). To aspekt, w którym matryce VA często mocno sobie nie radzą (zwłaszcza w ciemniejszych scenach), co objawia się smużeniem obrazu w ruchu. Jednocześnie trzeba mieć na uwadze, że im wyższe odświeżanie, tym mniej czasu matryca ma na zakończenie transformacji i dla 200 Hz okienko to wynosi zaledwie 5 ms. Niestety Koorui G2711P nie jest aż tak szybki, aby w pełni spożytkować potencjał tak wysokiego odświeżania. W zasadzie nawet przy 144 Hz radziłby sobie umiarkowanie dobrze. Uśredniony czas (dla tolerancji wysokości pięciu wartości RGB) to 7,4 ms. Można ten czas poprawić, aktywując tryb overdrive (przesterowanie) – wtedy uzyskujemy odpowiednio 7,1 ms i 6,7 ms średniego czasu dla trybu Szybki i Najszybszy. Niestety ta funkcja (jak zwykle) generuje overshoot (powidok), choć nie na tyle, aby było to bardzo doskwierające w grach – niemniej jest on widoczny gołym okiem.


Pomiary czasu reakcji GTG w różnych ustawieniach monitora
Ostatecznie jest jeszcze tryb stroboskopowy – funkcja, która blokuje odświeżanie na poziomie stałych 200 Hz i obniża subiektywnie maksymalną jasność do poziomu około 250 nitów (co wynika z wygaszania podświetlenia przez część cyklu odświeżania). Działa poprawnie, a nawet powiedziałbym, że zaskakująco dobrze, mając na uwadze segment, z jakiego pochodzi testowany monitor. Obraz staje się wyraźniejszy w ruchu bez efektu jego rozdwojenia. W grach kompetytywnych zdecydowanie potrafi dać dodatkową przewagę, choć oczywiście na dłuższą metę migotanie obrazu (nawet jeśli niedostrzegalne gołym okiem) będzie męczące dla wzroku. Do tego brak synchronizacji pionowej w grach, w których nie utrzymamy ponad 200 FPS, będzie objawiać się rozrywaniem obrazu (tearing), dlatego na co dzień zalecałbym z tej opcji nie korzystać.


Rozmiar 27” zdecydowanie nie jest optymalny do gier kompetytywnych, ale i tak gra się wyśmienicie. Sporo za to zyskuje w grach symulacyjnych.
Zbyt dobrze wycenione, by było prawdziwe? A jednak!
Przyznam, że do testów Koorui podchodziłem z pewnym dystansem. Z jednej strony byłem świadomy, jak bardzo w ostatnich latach skoczył rozwój monitorów, ale z drugiej strony jest to świeży gracz na polskim rynku monitorów, a sama cena wydawała się niemożliwie niska dla takiej specyfikacji. Miło jednak zaskoczyć się pozytywnie – realnie stwierdzam, że Koorui G2711P zdecydowanie jest wart swojej ceny, zwłaszcza jeżeli szukamy monitora do bardziej casualowego grania, a przez wzrost ceny RAM i innych podzespołów niewiele już nam zostało na peryferia. W tytułach takich jak Cyberpunk 2077, Clair Obscure Expedition 33 czy nawet Doom: The Dark Ages spisywał się bardzo dobrze i gdybym miał na podstawie wrażeń oszacować wartość monitora, to byłaby ona znacznie wyższa niż te 499 zł, za które obecnie jest sprzedawany.

W takich grach Koorui G2711P czuje się najlepiej – tutaj może wykazać się kolorami!
Oczywiście to nadal monitor budżetowy – czuć to przede wszystkim w kwestii ergonomii. Połączenie niskiej rozdzielczości 1080p z przekątną 27” też nie każdemu przypadnie do gustu i ogólnie nie jest to monitor dla tych najbardziej ambitnych graczy ze sceny e-sportowej. Razi też brak przewodu DisplayPort 1.4, bez którego przy 200 Hz limituje się do 8-bitowej głębi kolorów, a użytkownicy kart GeForce nie będą mogli skorzystać z adaptacyjnego odświeżania. To jednak ogólnie drobne mankamenty, mając na uwadze cenę i monitory, z jakimi Koorui G2711P tak naprawdę konkuruje.

Taki ekran to świetna opcja dla graczy posiadających taniego laptopa – zyskujemy szybszy i większy ekran bez obniżania wydajności.
Jeżeli obecna cena poniżej 500 zł utrzyma się dłużej, to Koorui G2711P stanowczo polecam osobom (graczom) szukającym dużego monitora o przyzwoitych osiągach, dobrych kolorach (do tego dobrze skalibrowanym od razu po wyjęciu z pudełka!) i właśnie w dobrej cenie. Jako że mówimy tu o rozdzielczości FHD, to sprawdzi się również w połączeniu ze starszymi PC lub słabszymi laptopami. Dla graczy szukających czegoś jeszcze tańszego pozostaje opcja o przekątnej 24”, która też lepiej sprawdzi się w grach kompetytywnych. Natomiast do bardziej ogólnych zastosowań oraz do połączenia z nowymi PC polecałbym odmianę Koorui G2721P – ten sam model, ale z rozdzielczością 1440p (QHD).
Testowany monitor Koouri G2711P wyróżniamy odznaczeniem:
Warto kupić jeżeli:
- szukamy dużego ekranu do grania w niskiej cenie,
- zależy nam na dobrych kolorach,
- nie używamy komputera do pracy biurowej.
Nie warto kupować jeżeli:
- szukamy monitora do gier e-sportowych,
- istotna jest dla nas ergonomia.
Płatna współpraca z x-kom








Komentarze
0Nie dodano jeszcze komentarzy. Bądź pierwszy!