• benchmark.pl
  • Gry
  • Final Fantasy VII Remake – czasami lepiej pozostawić rzeczy nietknięte
Final Fantasy VII Remake – czasami lepiej pozostawić rzeczy nietknięte
Gry

Final Fantasy VII Remake – czasami lepiej pozostawić rzeczy nietknięte

z dnia
Maciej Piotrowski | Redaktor serwisu benchmark.pl
6 komentarzy Dyskutuj z nami

Gdy pięć lat temu oficjalnie ogłoszono Final Fantasy VII Remake wiwatom nie było końca. Dziś, już po premierze gry na PS4, nie wszyscy fani podzielają dawną radość. Zmiany w fabule i zapowiedź kolejnych, nie wiadomo nawet ilu, części nie napawają szczególnym optymizmem.

marketplace
Ocena benchmark.pl
  • 4/5
Plusy

- wciąż nieźle wciągająca historia,; - dla weteranów nostalgiczna podróż w przeszłość,; - ciekawi, dający się polubić bohaterowie,; - fenomenalny klimat,; - nowe, niewidziane dotąd wątki rozbudowujące fabułę,; - niesamowite modele postaci,; - świetnie wyglądające summony,; - rewelacyjnie wyreżyserowane przerywniki filmowe.

Minusy

- dla pamiętających oryginał niektóre zmiany w fabule mogą okazać się trudne do przełknięcia,; - czasami aż zbyt wyraźnie czuć rozciągniętą na siłę rozgrywkę,; - nudne, wciśnięte na siłę zadania poboczne,; - korytarzowe, nijakie lokacje mocno kontrastujące z hubami i poziomem wykonania głównych postaci,; - dynamiczny system walki nie każdemu przypadnie do gustu,; - tak naprawdę to tylko niewielka część oryginalnego Final Fantasty VII.

Final Fantasy VII Remake – recenzja gry

Przyznam szczerze, że długo nie mogłem zabrać się za napisanie tego tekstu. Dla wielu Final Fantasy VII to przecież świętość, a świętości nie można kalać. Szczególnie, gdy po tylu latach próśb i petycji twórcy w końcu posłuchali fanów i postanowili przywrócić światu niezapomniane RPG i jedną z najważniejszych gier w historii elektronicznej rozrywki. Czy w tej sytuacji powinno się więc ich w ogóle krytykować? 

Na pewno trzeba im oddać, że w czasach bicia ze sztancy kolejnych remasterów i remake’ów pokroju Warcraft 3 Reforged czy Resident Evil 3 wykazali się nie lada odwagą zmieniając w grze coś więcej niż tylko oprawę graficzną. Final Fantasy VII Remake to bowiem niemal zupełnie nowa gra. Niby ogólny zarys fabularny jest podobny, ale poprzez potężne rozwinięcie całej masy pomniejszych wątków i wrzucenie na koniec mocnego twista niejeden zagorzały fan oryginału może skończyć z opadniętą szczęką bądź, co gorsze, zawałem serca

Nie wdając się tutaj w szczegóły (nie ma powodu psuć innym zabawy) jedno trzeba koniecznie powiedzieć – dorzucenie tych wszystkich pomniejszych historii i historyjek samo w sobie byłoby nawet niezłe, gdyby nie chęć zrobienia wielogodzinnej gry z niewielkiego wycinka oryginalnego Final Fantasy VII. Pociągnęło to bowiem za sobą lawinę różnych, nie do końca trafionych pomysłów. Niektóre wywołują jedynie uśmiech politowania, ale są i takie, które zdaniem części graczy odzierają ten tytuł z dawnej legendy.

Najbardziej bolesne dla fanów oryginalnego Final Fantasy VII może okazać się… samo przejście Final Fantasy VII Remake. Nowa gra to bowiem skromny wycinek pierwozworu, do tego rozciągnięty do granic możliwości. Coś jak trylogie filmowe Petera Jacksona.

Lubimy to co dobrze znamy, szczególnie w ładnej oprawie

Ach, jak ten nowy Cloud świetnie się prezentuje! Wow, ależ klimat bije z tej pierwszej sceny z Aeris! I jeszcze ta kultowa scena z pociągiem na początku… Ciekawe, ilu z Was podobnie zachwycało się pierwszymi zdjęciami i trailerem Final Fantasy VII Remake. Ale trudno się dziwić, że wszyscy skupili się na grafice, skoro cała reszta wydawała się dość oczywista.

No może poza rozbiciem oryginalnej fabuły na kilka epizodów, co jednak, o dziwo, w całym przedpremierowym szumie często schodziło na dalszy plan. Nawet teraz osoba, która po raz pierwszy zobaczy Final Fantasy VII Remake na półce sklepowej może niekiedy odnieść mylne wrażenie, że oto ma przed sobą pełną grę, w nowej, unowocześnionej wersji, a nie dość skromny wycinek pierwotnej historii.

Final Fantasy VII Remake - Aeris
Final Fantasy VII Remake - reaktor Mako

Ale przymknijmy na chwilę oko na ten drobny szczegół jakim jest serwowanie legendy w częściach i zadajmy jedno kluczowe pytanie - czy Final Fantasy VII Remake w obecnej formie może się podobać? A jasne, że może. Pierwsze godziny spędzone z tym tytułem to zachwyt za zachwytem. 

A to z łezką w oku podziwiamy niesamowite modele głównych bohaterów, a to znowu dajemy się oczarować nowym, klimatycznym lokacjom Midgaru, widowiskowością starć i filmowym rzutom kamery. Poza tym mamy tu wciąż niezwykłą historię, która potrafi wciągnąć jak bagno, nawet jeśli niektóre rozbudowujące ją wątki wydają się wciśnięte jakby na siłę.

Właściwie jedynym lekkim zgrzytem pośród tych wszystkich początkowych „achów i ochów” może być zmieniony, znacznie bardziej dynamiczny i zręcznościowy system walki. Z czasem idzie się jednak do niego przyzwyczaić, a nawet dostrzec ukrytą w nim głębię. 

Szkoda tylko, że wraz ze coraz lepszym rozumieniem nowych zasad walki dawna nostalgia gdzieś się ulatnia, cudownie klimatyczne lokacje zastępuje szarobura rzeczywistość nijakich korytarzy, a my zamiast zachwytów coraz częściej łapiemy się na szeptaniu pod nosem „a co tu, do licha ciężkiego, się wyprawia?”.

Final Fantasy VII Remake - rozwijanie broni
Final Fantasy VII Remake - walka

Peter Jackson byłby dumny

Nie chodzi już nawet o zmiany fabularne, które pamiętających pierwowzór mogą potężnie zaskoczyć. Ocenić je każdy powinien sam. Mnie osobiście aż tak bardzo one nie zraziły, choć niektóre sceny wydały się pasować tu jak pięść do nosa. Ja wiem, że twórcy bardzo chcieli byśmy polubili niektóre postacie, ale nie jestem przekonany czy ich dziwne gesty i zachowania faktycznie są w stanie wywołać coś więcej niż lekkie zażenowanie. 

Paradoksalnie jednak najbardziej bolesne dla fanów oryginalnego Final Fantasy VII może okazać się… samo przejście gry. Remake rozciągnięto bowiem do granic możliwości. Coś jak trylogie filmowe Petera Jacksona.
Bo choć dalszej do gry pcha nas ciekawość, to jednak i ona ma swoje granice. Szczególnie, gdy zderzamy się ze sztucznie wydłużonymi fragmentami, niewiele wnoszącymi zagadkami środowiskowymi bądź też zadaniami pobocznymi, których jakość woła o pomstę do nieba.

Co gorsze, każda z takich misji ma niby swoje tło fabularne, niewielkie i mało znaczące, ale opatrzone kilkunastoma linijkami tekstu, który przewijając się przez ekran niepotrzebnie „zabiera” czas. Z czasem stawało się to dla mnie coraz bardziej irytujące, także dlatego, że każda kwestia dialogowa potrzebowała na moim PlayStation 4 Pro 2-3 sekund na uruchomienie się (od momentu aktywacji rozmowy).

Final Fantasy VII Remake - ulice Midgaru
Final Fantasy VII Remake - walka motocyklowa

Oczywiście, ktoś powie pewnie teraz, że przecież można podarować sobie zadania poboczne i robić tylko główne. Jasne, że można, ale po pierwsze - jak to zwykle bywa w japońskich erpegach (i nie tylko w nich) unikanie starć to brak punktów doświadczenia, co prędzej czy później da o sobie znać w którymś z trudniejszych wyzwań, a po drugie – w głównym wątku fabularnym też pojawiają się misje, które, delikatnie mówiąc, finezją nie grzeszą.

A to jeszcze nie koniec grzeszków Final Fantasy VII Remake. Gdy oswoimy się już z naprawdę świetnie wykonanymi modelami bohaterów (i summonów) coraz bardziej kłuć nas będzie w oczy kontrast między nimi a napotykanymi po drodze postaciami pobocznymi. Dostrzeżemy też nijakość mijanych po drodze korytarzowych lokacji, które tylko w kilku miejscach mogą faktycznie zmusić nas do zatrzymania się, zrobienia zdjęcia i podziwiania otoczenia. 

Oczywiście, można się zastanawiać czy aby moje oczekiwania nie były zbyt wygórowane. Jakby nie patrzeć to remake gry liczącej sobie już niemal ćwierć wieku. A jednak skoro twórcy z odwagą porwali się na zmienianie legendy, uzupełniając i rozbudowując dawną historię, to równie dobrze mogli zaszaleć także nieco podczas tworzenia nowej, doskonalsze wersji Midgaru.

Final Fantasy VII Remake - hub
Final Fantasy VII Remake - Jessie

No ale „pierwsze koty za płoty, dalej, przy kolejnej części może być tylko lepiej, prawda? Owszem, może. Po tym jednak co zobaczyłem i usłyszałem daleki jestem od hurraoptymizmu. Nie da się zaprzeczyć, że już samo rozciągnięcie niewielkiego wycinka oryginalnego Final Fantasy VII do ponad 40 godzin było nie lada wyczynem, niekoniecznie w pozytywnym tego słowa znaczeniu. A to przecież dopiero początek całej historii. 

Historii, która miała się zamknąć w trylogii, bo o takiej formule przebąkiwano jeszcze w zeszłym roku. No ale to już raczej nieaktualne. Świetne wyniki sprzedażowe Final Fantasy VII Remake na tyle rozzuchwaliły twórców gry, że rozważają podzielenie całości na jeszcze mniejsze kawałki

Na ile dokładnie? Tego jeszcze nie wiadomo. Jednak jak tak dalej pójdzie Square-Enix przebije Petera Jacksona tworząc nowy trend w branży gier – dzielenia remake’ów na nieskończoną liczbę epizodów. No bo skoro ludzie kupują i są zadowoleni to czy jest sens zarzynać kurę znoszącą złote jajka. 

Final Fantasy VII Remake - świetne przerywniki filmowe
Final Fantasy VII Remake - filmowe rzuty kamer

Final Fantasy VII Remake – nostalgia ci wszystko wybaczy, no prawie

Patrząc na entuzjastyczne przyjęcie Final Fantasy VII Remake mocno się zastanawiam - czy naprawdę wystarczy nam tylko wzmianka o powrocie legendy byśmy przestali zwracać uwagę na szczegóły? Ktoś pewnie powie, że bluźnie, że podnoszę rękę na świętość, bo przecież udało się przywrócić legendę i to całkiem w niezłym stylu. Nie oznacza to jednak byśmy bezkrytycznie przyjmowali rozdmuchane obietnice i przyklaskiwali dzieleniu na części wypchane marną zawartością.

Żeby była jasność - Final Fantasy VII Remake nie jest grą złą, ale nie jest też tak dobrą jak można było na to liczyć. Najlepiej bawić się tu będą zapewne Ci, którzy na oczy nie widzieli oryginału. Dla nich wszystko będzie nowe – i niezwykli bohaterowie, i przepełniona widowiskowymi efektami walka, i historia, którą całkiem ładnie skleja się w całość. Gorzej z weteranami, którzy kiedyś w ten tytuł grali. Dla nich Final Fantasy VII Remake może okazać się ciężką do przełknięcia pigułką. A jak Wy odbieracie nową odsłonę Final Fantasy VII Remake?

Final Fantasy VII Remake - zostań w domu

Ocena końcowa Final Fantasy VII Remake:

  • wciąż nieźle wciągająca historia 
  • dla weteranów nostalgiczna podróż w przeszłość
  • ciekawi, dający się polubić bohaterowie
  • fenomenalny klimat
  • nowe, niewidziane dotąd wątki rozbudowujące fabułę
  • niesamowite modele postaci 
  • świetnie wyglądające summony
  • rewelacyjnie wyreżyserowane przerywniki filmowe
     
  • dla pamiętających oryginał niektóre zmiany w fabule mogą okazać się trudne do przełknięcia
  • czasami aż zbyt wyraźnie czuć rozciągniętą na siłę rozgrywkę
  • nudne, wciśnięte na siłę zadania poboczne
  • korytarzowe, nijakie lokacje mocno kontrastujące z hubami i poziomem wykonania głównych postaci
  • dynamiczny system walki nie każdemu przypadnie do gustu
  • tak naprawdę to tylko niewielka część oryginalnego Final Fantasty VII
     
  • Grafika:
     dobry
  • Dźwięk:
     dobry plus
  • Grywalność:
     dobry

Ocena ogólna:

80% 4/5

Grę Final Fantasy VII Remake na potrzeby niniejszej recenzji otrzymaliśmy bezpłatnie od polskiego wydawcy - firmy Cenega S.A.

Oto co jeszcze może Cię zainteresować:

Komentarze

6
Zaloguj się, aby skomentować
avatar
Dodaj
Komentowanie dostępne jest tylko dla zarejestrowanych użytkowników serwisu.
  • avatar
    legolas638
    Niech mi odpowie inteligentnie autor tekstu gdzie niby widział rozciągnięte do niemożliwości Trylogię Jacksona? Czy chodzi może o najlepszą trylogię w historii kina, Władcę Pierścieni? W której dużo rzeczy niestety musiało być usunięte ze względu na zbyt mało czasu ekranowego? Czy może chodzi o Hobbita który był uzupełniony opowiadaniami? Co za bzdurny tekst.