Laptopy

Wyposażenie i ergonomia

Sercem nowego Asusa jest procesor Intel Centrino, który stara się jak może, aby współpracować z systemem Windows Vista Ultimate. No cóż, chyba nikogo nie zaskoczy fakt, że procek taktowany z częstotliwością 1.06GHz nie za bardzo nadaje się na konia pociągowego dla Windowsa Visty. Do tego dochodzi jeszcze problem w postaci 1GB pamięci i kłopoty murowane.

Komputer został wyposażony w odporny na wstrząsy dysk twardy Solid State Disc o pojemności 32GB. Moduł ten jest lżejszy i wydajniejszy od standardowych twardych dysków HDD i pozwala na wykonywanie operacji szybciej, zżuwa przy tym mniej energii i wydłuża czas pracy na baterii. No i co z tego, że wydajniejszy i wsuwa mniej energii. Powiedzcie sami, co można przechować na komputerze mając do dyspozycji tak mało miejsca? Nie dość, że użytkownik ma do zagospodarowania tylko 22GB miejsca, to okazuje się, że producent przewidział na indywidualnie instalowane aplikacje całe imponujące 6,5GB. taa, office plus jeden film, tyle uda nam się tu zapisać. Oczywiście dokumenty należy nosić na przenośnym pendrivie. Krótko pisząc, porażka. Zdecydowanie lepiej skorzystać z konfiguracji przewidującej dysk twardy o odpowiedniej pojemności, nawet za cenę nieco mniejszej wydajności.

Producent informuje, że skrzata wyposażono w matrycę podświetlaną diodami LED, która jest o połowę cieńsza i o jedną trzecią jaśniejsza niż zwykły ekran LCD. Zastosowany system ma zużywać mniej energii i jednocześnie oferować szybszy czas reakcji. Panoramiczny ekran przeciwodblaskowy jest wyposażony w mechanizm Splendid Color Enhancement Engine, który wyświetla żywe kolory i wyraźne szczegóły, tak aby zapewnić jak największy komfort podczas pracy. Rzeczywiście tak jest. Obraz wyświetlany na niezwykle cienkiej matrycy jest bardzo wyraźny, żywy, a kolory intensywne. Szkoda tylko, że jeżeli chcemy zaoszczędzić trochę energii musimy pamiętać, aby stopień podświetlenia matrycy nie był niższy niż 8 procent, ponieważ poniżej tego progu obraz staje się niestabilny. Ta drobna wada nie przeszkadza jednak w niczym. Co więcej, prawdopodobnie gdyby nie skórzane obicie, matryca byłaby jeszcze cieńsza. Inżynierowie Asusa spisali się tu na medal, ponieważ delikatność technologii matryc LED w połączeniu ze skórzanym wiekiem zaowocowało solidną konstrukcją. Nie ma więc obaw, że ekran złamie się w rękach podczas otwierania wieka.

Mimo tak niewielkiego rozmiaru matrycy udało się na niej upchnąć całkiem sporo pikseli. 11.1 calowy ekran ma rozdzielczość WXGA i liczy 1366 x 768 punktów. Wystarcza to do normalnej pracy, ale muszę uprzedzić, że dogadanie się z tak małym komputerkiem wymaga przyzwyczajenia, szczególnie jeżeli wcześniej pracowało się na większych komputerach. Z drugiej strony może to kwestia nawyków. Wystarczy sięgnąć pamięcią w niedaleką przeszłość, żeby przypomnieć sobie jakiej wielkości ekranami raczyli nas producenci jeszcze parę lat temu. Standardem było wówczas 1024 x 768 pikseli, dlatego rozdzielczość WXGA oddaje użytkownikowi sporo miejsca na pulpicie. Na uwagę zasługuje również oprogramowania służące do zarządzania stopniem podświetlenia matrycy i nasyceniem kolorów. Asus Splendid Video Enhancement Technology pozwala na ustawienie jednego z kilku trybów wyświetlania. Są nimi normal, gamma, vivid, theater, soft i własny. Krótko pisząc, matryca U2E to jedna z jego najmocniejszych stron. Jedyne co można jej zarzucić, a właściwie konstruktorom, to to, że nie wykorzystali w pełni przestrzeni przeznaczonej dla matrycy i szeroki otok bardziej przypomina elektroniczną ramkę na zdjęcia niż ekran komputera.

Kolejnym bardzo udanym podzespołem U2E jest jego klawiatura. Gdy pierwszy raz usiadłem przed tą kruszyną zastanawiałem się czy moje ręce zmieszczą się na tym pomieszanym alfabecie. Dodam jeszcze gwoli wyjaśnienia, że łapy nie mam jak bochen chleba, ale też używane przeze mnie formy czasownika zdradzają, że kobietą nie jestem. Bardzo się ucieszyłem, gdy okazało się, że nowy Asus wyposażony został w jedną z bardziej przyjemnych klawiatur z jakimi miałem okazję się zetknąć. Palce automatycznie przystosowały się do rozmiaru klawiszy. Mimo że może i są one nieco mniejsze od standardowych spotykanych w innych notebookach, ale mają jedną cechę, która wyróżnia je zdecydowanie, mianowicie ma się wrażenie, że same znajdują właściwe opuszki. Z pewnością żaden użytkownik nie będzie narzekał na brak wygody podczas wpisywania danych, oczywiście pod warunkiem, że ma dłonie mniejsze od Pudziana. Czasem zdarzało mi się pomylić przez przypadek klawisz ctrl z function, ale zwalam to na karb mojego braku zdolności szybkiego przystosowania się do układu klawiatury. Bardzo za to ucieszyło mnie, że klawisze Windows i menu znalazły się w niedalekim sąsiedztwie spacji, przez co ułatwiło mi to obsługę systemu bez konieczności macania myszki. Niestety nie można mieć wszystkiego. W związku z tym, że U2E mierzy niewiele więcej niż zeszyt pierwszoklasisty, konieczne było zrezygnowanie z dedykowanych klawiszy służących do przewijania stron, szybkiego przeskoku na koniec lub początek linii. Szkoda, ponieważ jeżeli ten leciutki i superprzenośny komputer trafi w ręce dziennikarza, pisarza, lub jakiegokolwiek artysty często bawiącego się słowem, szczególnie pisanym, może wymagać od niego sporych umiejętności manualnych. Wspomniane przeze mnie klawisze, a w zasadzie akcje im przypisane można osiągnąć wciskając kombinację klawiszy function i kursorów, nie należy zapominać przy tym o wciśnięciu ctrla, jeśli na przykład zechcemy skoczyć na początek bądź koniec tekstu. Nie ma co z drugiej strony załamywać rąk, wszak do wszystkiego można się przyzwyczaić. Ta kombinacja nie będzie szczególnie trudnym wyzwaniem dla dłoni, ale na pewno będzie wymagać od piszącego skupienia, przynajmniej na początku.

Ciekawie rozwiązano korzystanie z funkcji dostępnych po naciśnięciu kombinacji klawisza function z wieloma innymi na klawiaturze. Niby to nic nowego, ale cieszy i pozwala upewnić się, że udało się osiągnąć kolejny poziom jogi palców. Mam tu na myśli graficzne symbole informujące o wywoływanej przez użytkownika opcji, które pojawiają się na ekranie w chwili naciśnięcia danej kombinacji. Z kolei nie wiem w jakim celu zdublowano na przykład możliwość uruchomienia za pomocą klawiszy różnych trybów oszczędzania energii. Tak jak pisałem wcześniej, dietę energetyczną ustalamy za pomocą klawisza umieszczonego nad klawiaturą po lewej stronie. Ale, jakby to miało nie wystarczać, Ci, którzy wzniosą się na wyższy stopień panowania nad swoimi palcami, mogą skorzystać z kombinacji klawisza function i spacji. Hmm, tylko po co? Może chodziło o to, aby żaden klawisz nie był nieopisany. Zresztą większość z nich gości przynajmniej kilka znaków. Akurat to dobrze, bo dzięki temu łatwiej odnaleźć to czego szukamy. Brak klawiatury numerycznej obok normalnej nie powinien nikogo dziwić, przecież przy tym rozmiarze komputera musiałaby się ona wysuwać jak tacka napędu, w przeciwnym wypadku Asus wyglądałby raczej jak skórzany futerał na cymbałki. Nawet nosilem kiedyś podobny na znienawidzone lekcje muzyki w szkole podstawowej. Wszak oba te wkłady mają klawisze, ale U2E łatwiej dyrygować palcami niż pałeczkami. Tak naprawdę jedyną rzeczą, no może oprócz paru często wykorzystywanych kombinacji klawiszy, która trochę mi przeszkadzała był brak klawisza del w dolnym rzędzie klawiatury. Zapewne wielu użytkowników znajdzie tę uwagę jako mało merytoryczną ponieważ dowodzi ona tylko tego co już dawno temu próbował przekazać Cyceron pisząc o przyzwyczajeniu i drugiej naturze człowieka.

Niestety komputer ten ma też i pewne przypadłości, do których nie sposób się przyzwyczaić. Dla mnie osobiście torturą było okiełznanie touchpada. Wydaje mi się, że praca z nim to najgorsze co może spotkać właściciela U2E. Nawet nie chodzi mi tu tyle o precyzję panelu dotykowego, jakość materiałów czy jego klawiszy, ale o możliwość przewijania tekstu, a raczej jej brak. Teoretycznie istnieje, nawet parę razy udało mi się z niej skorzystać, ale niestety nigdy wtedy, gdy tego chciałem. Konieczność przewijania stron internetowych bądź tekstu za pomocą suwaka w oknie lub kursorów jest najzwyczajniej w świecie męcząca. No cóż, nie można mieć wszystkiego. Nie mogę tylko zrozumieć skąd wzięło się takie niedopatrzenie. A może to czysta złośliwość inżyniera, przecież nie ma rzeczy doskonałych, dlaczego zatem miałby nim być touchpad?

W tak mobilnym zestawie nie mogło zabraknąć mikrofonu. Rzeczywiście jest on na pokładzie U2E i potwierdzam, że działa bez zarzutu. Do pełnej komunikacji ze światem potrzebna jest jeszcze kamera internetowa. Takowa też się tu znajduje. Cyklop patrzy dość dokładnym okiem, bo aż 1.3 megapikselowym, dzięki czemu nas rozmówca może zobaczyć czy mamy na przykład śpiocha w oku. Bardzo miło jest przecież zobaczyć bliską osobę trochę większą niż pudełko zapałek bez przykrego efektu pikselozy. Kamera wspomagana jest przez bardzo zmyślne oprogramowanie, nazwane przez Asusa SmartLogon Manager. O co w nim chodzi? Gdy pojawia się ekran logowania do Visty, mamy do wyboru albo tradycyjną metodę, czyli ręczne wpisanie hasła, możemy musnąć czytnik linii papilarnych i tym przekonać system, aby wpuścił nas do środka, albo też, uwaga, popatrzyć w kamerkę i poczekać aż skrzat nas rozpozna. Ta trzecia metoda jest z pewnością najmniej męcząca, ale niestety jeszcze nie działa jak powinna. Dlaczego? Jak łatwo się domyślić, aby U2E wiedział z kim ma do czynienia, trzeba najpierw pozwolić mu zarejestrować twarz. Jeśli więc wykonamy skan wypoczęci i szczęśliwi przy dobrym dziennym oświetleniu, komputer zapamięta właśnie taki nasz obraz. Niestety, jeżeli pierwszą czynnością jaką wykonujecie rano jest logowanie do systemu, mogą pojawić się kłopoty. Może nie u wszystkich, ale nie sądzę, że wyglądacie rano tak jak bohaterowie seriali, którzy budzą się pod kołdrą i wyglądają jakby całą noc czuwali nad nimi styliści. Gwarantuję, że rozczochrana fryzura nie zostanie zaakceptowana przez U2E. Ale niech nikt mi nie zarzuci, że się czepiam. Przecież to chyba dobrze, że Asus dba o higienę użytkowników i tym samym zmusza ich do porannej toalety zanim zasiądą przed ekranem. Gorzej natomiast, jeżeli rejestracja facjaty miała miejsce przy słabszym oświetleniu, ponieważ gdy będziemy logować się w innych warunkach, system może najzwyczajniej dać nam bana. Tak czy siak, gadżet jest bardzo przyjemny i dzięki niemu można poczuć się jak bohater niejednego filmu popularnonaukowego. W małej ramce pojawia się obraz widziany okiem kamery. Gdy tylko wejdziemy w jej kadr, głowa od razu zostaje wzięta na celownik, a proces rozpoznawania rozpoczęty. Jeśli wszystko pójdzie tak jak powinno po kilku sekundach pojawia się pulpit Visty. Jeśli nie, zawsze możemy uciec się do unikatowych odcisków palców, bądź hasła. Moim zdaniem daktyloskopijny system logowania sprawdza się tu zdecydowanie najlepiej. Może nie jest najbardziej bezpieczny, ale z pewnością najbardziej wygodny. Oczywiście nic nie stoi na przeszkodzie, aby korzystać równocześnie z nowatorskiego skanowania twarzy. A nóż Asus przypomni sobie kto jest jego właścicielem i udzieli nam dyspensy od łazienki, tym samym oszczędzając siły potrzebnej na wysunięcie ręki i zweryfikowanie linii papilarnych. Zatem ktoś kto ma tzw. szybki poranny rozruch, nie powinien w ogóle przejmować się logowaniem, przecież tak czy siak znajdzie w sobie dość determinacji, aby zagłębić się w system za pomocą jednej z trzech metod.

Do Asusa U2E dołączone jest eleganckie etui

Tak jak wcześniej pisałem, Asus jest kompletnie wyposażonym komputerem. Mimo że wszystkie gadżety upchnięto w tak niewielkiej kubaturze, znalazło się tu miejsce także na czytnik kart pamięci. Wystarczy powiedzieć o nim, że jest, że działa szybko i bezproblemowo. Właściciel nakarmić go może prawie wszystkim co dostępne jest na rynku. Tak więc możemy mu zaaplikować karty SM, SD, MS i MSPro. Bardzo to wygodne rozwiązanie, czytnik działa bez zarzutu i chętnie zaprzyjaźnił się ze wszystkimi moimi kartami, nawet tymi, które bywają za szybkie dla innych notebooków. Slot został zabezpieczony plastikową zaślepką, więc pylica mu raczej nie grozi. Bardzo miło ze strony inżytnierów, że przewidzieli obsługę dla kilku standardów. Unikniemy dzięki temu konieczności podpinania na przykład aparatu za pomocą kabli.

Dawno temu minęła epoka komputerów niemych. Asus U2E, ze względu na niewielkie rozmiary bardzo sprytnie ukrył swój aparat mowy. Głośniki schowane są nad klawiaturą pod metalową listwą. Oczywiście nie ma co oczekiwać od nich jakości godnej zestawu odsłuchowego, ale jak na taki komputer grają one bardzo przyjemnie. Osobiście uważam, że wysokie tony są nieco zbyt drażniące i z reguły zmniejszałem natężenie dźwięku, aby ograniczyć czasem zbyt świdrujący dźwięk. Niemniej jednak w dalekim hotelu posłuchamy muzyki, pogadamy ze znajomymi przez skype, a także obejrzymy film. Mimo że nie oferują one jakości godnej audiofila spełniają swoje zadanie tak jak powinny, jeśli nawet nie lepiej. Brakuje mi tu tylko pokrętła do regulacji głośności, ale pewnie w tak szczelnie wypełnionej obudowie brakło już dla niego miejsca. Oczywiście każdy szybko przyzwyczai się do skrótów klawiszowych i brak ten będzie raczej niezauważalny.