Laptopy

Pierwsze wrażenia

Asus U2E przyciąga wzrok od pierwszego spojrzenia. Jest to jeden z tych komputerów, które robią odpowiednie wrażenie na otoczeniu. W chwili spotkania z właścicielem U2E, uczucie ciekawości użytkowników innych komputerów miesza się z uczuciem zazdrości. Materiały użyte do produkcji tego modelu są najwyższej próby. Skórzane obicie dodaje mu elegancji i sprawia, że notebook należy do grona ekskluzywnych komputerków, z którymi można się "pokazać." W oczy rzuca się cienki ekran, który dzięki zastosowaniu technologii LED, ma grubość zaledwie kilku milimetrów.

Tuż pod ekranem umieszczono stylową ramkę wykonaną z polerowanego metalu. Dzięki niej, gdy U2E jest zamknięty dowiemy się, że model ten należy do skórzanej kolekcji Asusa. Po rozchyleniu matrycy i klawiatury, pod wyświetlaczem odkrywa się delikatna kratka, która skrywa głośniki. W związku z tym, że nie tylko kij ma dwa końce, los ten przypadł i kratce. Po obu jej stronach umieszczono po jednym przycisku. Lewy pozwala na zmianę trybu zarządzania energią, natomiast prawy to włącznik i wyłącznik w jednym. Tapicer poszedł na całość i obił skórą nie tylko zewnętrzną część matrycy. Również otok klawiatury zabezpieczono i uszlachetniono w ten sposób. Artysta tapicer nie miał łatwego zadania, ponieważ w napiętą niczym na afrykańskim tam-tamie skórę wkomponowano panel dotykowy i czytnik linii papilarnych. Trzeba przyznać, że precyzja i jakość spasowania organicznych elementów z zaawansowaną technologią są klasą samą dla siebie.

Na moment przeskoczmy wzrokiem nieco wyżej, czyli na ramkę ekranu. Znajdująca się na jej szerokim szczycie kamera internetowa przypomina oko cyklopa osadzone na wysokim czole. Gdy oglądałem zdjęcia U2E, wydawało mi się, że rozwiązanie w postaci szerokiej ramy kolorowego okna będzie psuło piękny powab tego minikomputera, albo maxikalkulatora. W rzeczywistości wcale tak nie jest, choć pojawia się pytanie dlaczego inżynierowie nie zdecydowali się upchnąć nieco większej matrycy kosztem niewykorzystanej przestrzeni wokół ekranu. Nie ma co się jednak zastanawiać bo i tak się nie dowiemy. Jest jak jest i jest bardzo dobrze.

Wróćmy teraz wzrokiem na bazową część U2E. Sam przód przestrzeni odpowiedzialnej za kontakt z dłońmi zabezpieczono metalową listwą. Grawer postanowił wykorzystać ją jako nośnik informacji. Po bardziej dogłębnym przyjrzeniu się dowiedziałem się, że mam do czynienia z serią U2 Deluxe.

Z przodu po lewej stronie wspomnianej listwy umieszczono pięć migających diod. Bardzo to zmyślne rozwiązanie, ponieważ nawet jeżeli mały Asus odpoczywa z przymkniętym okiem, użytkownik bez problemu dostrzeże co się z nim dzieje. Po pierwsze od razu można zobaczyć, czy przypadkiem U2E nie wyzionął ducha z braku prądu, czy bateria się ładuje, czy WiFi zasysa prąd, czy dysk odpoczywa, czy też czyta coś ciekawego. Dowiemy się także, czy komputer chce, aby tekst wpisywany miał większą wagę i pojawiał się na ekranie w dużym formacie. Trochę na prawo od świecidełek znajduje się część skrzeli, którymi oddychają rozgrzane trzewia mikrusa. Z kolei pod diodową dyskoteką znalazło się miejsce na czytnik kart pamięci.

Lewa ściana Asusa U2E to wymarzone miejsce dla telefonistki starej daty. Tu niczym w telekomunikacyjnej centrali z ubiegłego wieku można wtykać najróżniejsze kable. Zacząć można od eksperymentów z mikrofonem i słuchawkami, nad którymi znalazło się miejsce na karty rozszerzeń w standardzie ExpressCard. Dalej znajduje się bardzo przydatne w erze cyfrowych technologii microDVI. Dzięki niemu prześlemy bezstratnie obraz na przykład do monitora albo projektora. Nieco bliżej tylnej krawędzi znalazły się dwa porty USB 2.0, kratka wentylacyjna, a nad nią suwak włączający moduł sieci bezprzewodowej. Na sam koniec pozostawiono wyjście VGA i gniazdo dla ładowarki.

Z prawej strony umieszczono tylko nagrywarkę DVD, jeden port USB oraz kompletną przewodową komunikację, czyli kartę sieciową i modem.

Tył okupuje sama bateria, więc za bardzo nie ma o czym tu pisać.