• benchmark.pl
  • Gry
  • Life is Strange: Dark Room – wybory gracza są najważniejsze
Life is Strange: Dark Room – wybory gracza są najważniejsze
Gry

Life is Strange: Dark Room – wybory gracza są najważniejsze

Marta Kozownicka | Redaktor serwisu benchmark.pl
Autor: Marta Kozownicka
3 komentarze Dyskutuj z nami

Robi się gęsto – to już prawie koniec serii „Life is Strange”. Zbliżamy się więc do źródła dziwnych zdarzeń, mających miejsce w Arcadia Bay. Zainteresowani?

marketplace
Ocena benchmark.pl
  • 4,5/5
Plusy

ciekawy styl graficzny; bardzo dobra oprawa muzyczna; interfejs; solidne podwaliny kolejnych odcinków; dużo interesujących bohaterów; brak niepotrzebnych dłużyzn; serialowy klimat….

Minusy

… z nieco drażniącym efektem „ale o co właściwie tu chodzi?”; włosy, włosy, włosy!; zbliżenia na przedmioty; dziwna twarz dyrektora szkoły

A w dzisiejszej recenzji Life is Strange – brak recenzji

Zacznę bardzo prosto – tak naprawdę nie da się napisać recenzji czwartego, przedostatniego odcinka „Life is Strange”, gry studia Dontnod. Głównie dlatego, że zabrnęliśmy już w fabule tak daleko, że zdradzenie nawet najmniejszego jej elementu mogłoby doprowadzić do wrzucenia do pokoju bomby z napisem „spoiler!”. Przygodówki tego typu opierają się głównie na narracji, na snuciu opowieści i stawianiu gracza przez paskudnymi wyborami, żeby potem nie mógł spać po nocach i chodził struty przez cały tydzień. 

Life is Strange Episode 4 - recenzja

Nie chcę nikomu zabierać tej przyjemności i odnosić się do tego, co naknociła Max w poprzednich odcinkach. Zamiast tego chcę zabrać się za recenzję od innej strony, czyli ruszyć nieco to, co jest rdzeniem i istotą tej gry, jako że pisanie o konkretach wydaje się niemożliwe bez psucia komuś zabawy. 

Life is Strange Episode 4 - screen z gry

„W poprzednich odcinkach...”

Zaczęło się sielsko i przyjemnie – Max Caulfield była zwykłą uczennicą w szkole artystycznej Blackwell Academy. Miała krąg bliskich znajomych, ktoś tam się nawet w niej podkochiwał, ktoś jej nie znosił, ot, zwyczajne życie. A tu nagle klops, bo jakimś cudem Max nauczyła się cofać czas, tak od ręki. Jak każda nastolatka, pewnie by nieco spanikowała chcąc jak najszybciej o całej sprawie zapomnieć, ale pech chciał, że w tym samym momencie zaczęły się dziać dziwne rzeczy. Takie tam, z narkotykami, szykanowaniem czy zabójczym tornadem niszczącym miasto. Nic wielkiego. A ponieważ Max to heroina rodem z antyku, nie pozostała obojętna i postanowiła wziąć sprawy w swoje ręce. 

Life is Strange Episode 4 - scena z gry

„Wybieram telefon do przyjaciela”

Czwarty epizod „Life is Strange”, zatytułowany „Dark Room”, kontynuuje ciekawy, kreskówkowy styl graficzny, obdarowuje gracza jeszcze większą ilością przyjemnej, hipsterskiej muzyki i – co już jest typowe dla serii – zasypuje go nawiązaniami do popkultury. Przede wszystkim jednak jest integralnym elementem gry i to takim, w którym powoli zaczynają nabierać sensu wszystkie wątki.

Life is Strange Episode 4 - gra

W ciągu czterech wydanych odcinków „Life is Strange” byliśmy świadkami naprawdę wielu dziwnych rzeczy, których nie powstydziłby się sam Lynch. Z mniej inwazyjnych spoilerów mogę wymienić jedynie zaginięcie uczennicy, włamanie do szkoły, śledzenie upierdliwego kolegi czy konflikt z miejscowym dilerem prochów. Nasza bohaterka zostaje uwikłana w mnóstwo splątanych ze sobą sytuacji, ale Max ma w zanadrzu kombinowanie z czasem, co nieco ułatwia jej beznadziejne zadanie rozwiązywania kupy problemów. Dzięki cofaniu wskazówek może spróbować skierować los w korzystnym (a przynajmniej korzystniejszym) kierunku. 

Life is Strange Episode 4 - recenzja

I choć początkowo system zmieniania czasu wydawał mi się zabiegiem dla oszustów jadących całe życie na kodach – teraz nabiera on sensu. Wielokrotnie natkniemy się tu na takie wybory, których nie da się załatwić ot tak, wciskając jeden z przycisków i zapominając o sprawie. Poznanie nawet tych krótkodystansowych konsekwencji naszych decyzji nieco ułatwia ogarnięcie się z tym wszystkim, choć rzadko jest kolorowo. Bo co z tego, że doniesiemy na kolegę, któremu daleko do normalności, skoro ochraniany przez bogatego ojca ma immunitet na wyrzucenie ze szkoły? A jeśli tego nie zrobimy, spotkamy się z ogólną pogardą i niechęcią ze strony uczniów, nie mówiąc o tym, że kolega może być niebezpieczny. I jak tu żyć, panie premierze? 

Life is Strange Episode 4 - recenzja

Wciśnij dowolny przycisk, aby przejść dalej

Niestety oprócz tej magicznej, dziwnej historii, która ciągle świeciła mi gdzieś tabliczką z napisem „Ej! Jestem jak Twin Peaks!”, gracz otrzymuje trochę baboli w postaci wymuszonego gameplayu, tak jak to wyglądało w odcinkach poprzednich. Co prawda tym razem nie musimy szukać butelek, jednak nadal kręcimy się po ciasnym, klaustrofobicznym mieście, zablokowani niewidzialnymi ścianami.

Kiedy Max schodziła z domyślnego toru, zatrzymywała się i mówiła „Nie chcę iść tą drogą”. Jak to, nie chce? To ja, motyla noga, decyduję, gdzie ona chce iść! Rozwiązywanie nudnych zagadek przypomina czasy przygodówek z lat 90., kiedy to do kieszeni o nieskończonej pojemności wrzucało się wszystkie śmieci, bo „może jeszcze się przydadzą”, a gumowa kaczka i sznur do bielizny tworzyły cudowną wędkę, za pomocą której wyjmowaliśmy superważny artefakt. Coś takiego kompletnie wybija z rytmu i jest zdecydowanie najsłabszym elementem każdego odcinka w serii. Znakomita historia zupełnie nie współgra ze sztuczną rozgrywką i wydaje się, jakby zespół odpowiedzialny za scenariusz nie miał żadnego kontaktu z ludźmi zajmującymi się mechaniką samej gry.

Czy to jeszcze gra, czy już może coś innego

Cały czas odczuwam pewien dysonans pomiędzy tym, co jest mechaniką gry, a co jest historią. „Life is Strange” to na pewno wyśmienita opowieść, która zostawia człowieka ze szczęką na podłodze. Z drugiej strony opowieść ta jest przetykana irytującymi wstawkami, które przypominają, że to nadal tylko gra – tak jak to absurdalne szukanie butelek na wysypisku w epizodzie drugim. 

Life is Strange Episode 4 - recenzja

Pamiętam, jak przy okazji recenzji wcześniejszych odcinków pisałam, że „Life is Strange” powinno być serialem. Tytuł odniósłby wtedy znacznie większy sukces, trafiłby do szerszego grona odbiorców, a sama historia przecież by nie ucierpiała. Teraz, kiedy jestem zupełnie na świeżo po 4 odcinkach, już wiem, że to nie jest takie proste. W ciągu tych niepozornych kilku godzin rozgrywki podejmujemy masę najróżniejszych decyzji, które z butami wchodzą w ciąg następnych wydarzeń. To zaś otwiera zupełnie różne scenariusze. Niemożliwym byłoby więc zamknąć historię w jednej nitce fabularnej, kompletnie odcinając gracza od możliwości wyboru, jak ma się zachować Max. 

Life is Strange Episode 4 - recenzja

Nasz wkład jest więc tutaj jednym z elementarnych czynników wpływających na grę. Wydaje się to być oklepaną frazą, ale w przeciwieństwie do innych tytułów tego typu, „Life is Strange” rzeczywiście bazuje na wyborach gracza i to nie tylko pod względem tego, co dzieje się z bohaterami, ale też tego, jak kształtuje się rzeczywistość. I choć chciałabym tutaj dać soczysty, mięsny przykład, z którym spotykamy się już na samym początku odcinka czwartego, i który mnie kompletnie zmiażdżył, to jednak nie popsuję Wam tego doświadczenia. O nie, nie mogę tego zrobić. Może jednak sam ten fakt będzie dla Was zachętą do poświęcenia tych paru godzin, żeby popsuć sobie nieco swoją psychikę. 

Ocena końcowa:

  • niesamowita historia
  • wybory gracza rzeczywiście wpływają na scenariusz
  • tak jak w poprzednich odcinkach świetna strona dźwiękowa i wizualna
  • dużo nawiązań do popkultury
  • ten cliffhanger na końcu!
     
  • ten cliffhanger na końcu!
  • irytujące zagadki
  • niepotrzebne elementy „gry w grze”
Grafika:  dobry plus
Dźwięk:  bardzo dobry
Grywalność:  dostateczny

Ocena ogólna:

80%

Tych, którzy wcześniej nie spotkali się z serią "Life is Strange" gorąco zachęcamy do przeczytania recenzji jej poprzednich odcinków:

Komentarze

3
Zaloguj się, aby skomentować
avatar
Dodaj
Komentowanie dostępne jest tylko dla zarejestrowanych użytkowników serwisu.
  • avatar
    limera1n
    z jednej storny nie mogę się doczekać ostatniej części - z drugiej jak już ją przejdę to gra się skończy... ehh :D
    4
  • avatar
    rafal12322
    Kapitalna gra, czarny koń tego roku. Ehh szkoda że to już ostatni epizod bo grało się wyśmienicie. Powinni robić więcej tego typu gier ;)
    1
  • avatar
    Mendelejew
    Gra ma świetne ujęcia:)
    1