Spore - od zarodnika po władcę Wszechświata

Spore swoją premierą otwiera czwarty i jeśli chodzi o gry komputerowe najbardziej owocny kwartał roku. Ciężko przejść obok tego tytułu obojętnie, zwłaszcza, że już kilka miesięcy przed swoją premierą zgromadził przed monitorami ponad milion graczy, co udało mu się za sprawą wypuszczonego osobno edytora stworów. Choć staram się takimi statystykami nie sugerować, mimo wszystko trudno mi opanować entuzjazm z jakim wkładam teraz grę do mojego napędu DVD.

Sprawy techniczne

Image

Spore swoją premierą otwiera czwarty i jeśli chodzi o gry komputerowe najbardziej owocny kwartał roku. Ciężko przejść obok tego tytułu obojętnie, zwłaszcza, że już kilka miesięcy przed swoją premierą zgromadził przed monitorami ponad milion graczy, co udało mu się za sprawą wypuszczonego osobno edytora stworów. Choć staram się takimi statystykami nie sugerować, mimo wszystko trudno mi opanować entuzjazm z jakim wkładam teraz grę do mojego napędu DVD. W końcu nie często pod kontrole gracza oddany zostaje cały wszechświat, którego rozwojem pokierować można od samych początków ewolucji.


DLA CIEBIE
Cyfrowy Polak - Wykluczenie cyfrowe

Jakby tego było mało, Spore trafia do mnie niemal równocześnie z premierą światową, co jest naprawdę bardzo miłą odmianą (wszyscy przecież pamiętamy jak długo czekaliśmy na Assassin's Creed czy Mass Effect).

Pełny tytuł Spore
Gatunek: Symulator/Strategia
Ranking PEGI: 12+
Wersja językowa: Polska kinowa (napisy) lub oryginalna angielska
 Producent: Maxis
 Wydawca: Eletronic Arts Inc.
 Dystrybucja w Polsce: Eletronic Arts Polska
 Wymagania sprzętowe: Procesor P4 2,0 GHz lub równoważny, 512 MB RAM lub więcej (768 w przypadku Visty), karta graficzna z 128MB pamięci Video RAM i obsługą Pixel Shader 2.0, 6 GB wolnego miejsca na dysku, Windows XP/Vista, połączenie z Internetem
Image

Sprawy techniczne

Zacznijmy od tego co najpierw rzuca się w oczy, czyli wydania i tłumaczenia. Spore ukazał się na naszym rynku niemal równocześnie z premierą światową, co uważam za ogromny plus. Wynika to głównie z tego, że dystrybucją na terenie Polski zajęło się samo EA, a nie jak to z reguły bywa, jeden z naszych rodzimych wydawców. Obcięło to więc problem przygotowywania tłumaczenia po premierze samej gry i oczekiwania aż zostanie ono zaimplementowane. W efekcie Sporem radować się możemy wraz z naszymi zagranicznymi sąsiadami.

Cieszy również fakt, że koncern EA zdecydował się udostępnić nam zarówno polskie, kinowe tłumaczenie, jak i oryginalną wersję angielską, co dla wielu graczy jest przecież ogromnym atutem. Niestety, po raz kolejny, co już zupełnie przestaje mnie dziwić, zaserwowano nam przekład, któremu daleko do perfekcji. Tłumaczenie jest, co prawda w większości przypadków poprawne i zrozumiałe, ale nie postarano się zbytnio by było przyjemne w odbiorze. Zdania w grze są często toporne, sztucznie skomplikowane i przeładowane zbyt dużą ilością informacji co utrudnia czytanie.

Co gorsza, nie raz zdarza się, że wyświetlany na ekranie tekst sprawia wrażenie nie pasującej do siebie budowli z klocków. To przyimek jest nie taki, to forma czasownika nie zgadzała się z resztą zdania, a z upływem czasu człowiek coraz bardziej zastanawia się, czy rzeczywiście tekst tłumaczyła żywa istota czy jakaś maszyna. Co jak co, ale wpadki tego pokroju nie powinny znaleźć się w produkcji tych rozmiarów. Zwłaszcza, że Eletronic Arts to ogromny koncern, a nie jakaś mała kilkuosobowa firma.

Image

Kolejna sprawa to wydanie, a w tym przypadku podstawowa edycja Spore jakoś nie powala. Lepiej prezentuje się Edycja Kosmiczna (kolekcjonerska), ale po raz kolejny, nie ma w niej nic szczególnie zaskakującego. Jej zawartość jest raczej dość standardowa: przewodnik po grze (czyli bardziej rozbudowana instrukcja), 120 stronicowy artbook, rozkładany plakat, wideoporadnik jak stworzyć dobrego stwora i film o powstawaniu samej gry (te dwa ostatnie z polskimi napisami). Cena tego zestawu oscyluje w granicach stu sześćdziesięciu złotych.

Image

Digital Rights Management - garść spostrzeżeń

Jest jeszcze jedna sprawa związana ze Spore, o której nie można nie wspomnieć, a która dyskwalifikować może grę w oczach potencjalnego kupca: zabezpieczenie przed kopiowaniem. Jak wiele innych tytułów w dzisiejszych czasach, Spore wykorzystuje dość kontrowersyjny system zabezpieczeń SecuROM. Głośno o nim było chociażby w maju, kiedy to EA wraz z premierą Mass Effect chciał wprowadzić dodatkowy, nowy, system uwierzytelniana legalności gry. Program miał samoistnie sprawdzać co dziesięć dni, czy kopia którą posiadamy jest legalna. Pomysł ten, trudno się dziwić, wywołał istną burze sprzeciwów w Internecie, co skłoniło EA do zarzucenia tego pomysłu. Pozostał jednak, o czym rzadko się pisze, równie kontrowersyjny system aktywacji.

Image

Spore, podobnie jak Mass Effect pozwala użytkownikowi na trzykrotną aktywacje gry na trzech różnych konfiguracjach sprzętowych, za co w zamian, nie wymaga obecności płyty w napędzie podczas gry. W przeciwieństwie jednak do Bioshock, nie można odzyskać takiej aktywacji po odinstalowaniu gry z dysku twardego czy też uruchomieniu odpowiedniego programu, a kiedy limit się wyczerpie, gry nie można już uruchomić. Wymagany jest wtedy kontakt z obsługa techniczną EA, która po rozpatrzeniu sprawy, może zdecydować się na przyznanie jeszcze jednej i ostatniej aktywacji. W przeciwnym jednak razie, koniecznym jest zakupienie nowego klucza.

Image

Nie trzeba chyba nikomu tłumaczyć jak bardzo kontrowersyjny jest ten pomysł. Zwłaszcza, że właściwie nie do końca wiadomo jak duża interwencja w naszą maszynę może skłonić system do wykorzystania dodatkowej aktywacji. Może to być reinstalacja systemu, wymiana karty dźwiękowej, a może procesora.

Co gorsza ani na opakowaniu, ani w samej papierowej instrukcji nie znalazłam nawet najmniejszej wzmianki o tego rodzaju ograniczeniu. Wielu więc użytkowników kupi pewnie grę nie zdając sobie w ogóle sprawy z jego istnienia. Bynajmniej nie kwestionuje tego, że zabezpieczanie gier przed piractwem jest potrzebne. Ale prawda jest taka, że to nie piraci ucierpią z powodu takich pomysłów, tylko uczciwi użytkownicy, którzy wydają pieniądze by wspierać naszych ulubionych producentów.

Image

Wszechświat na ekranie monitora

Już od pierwszych minut gry, Spore porywa niesamowitym klimatem, piękną stylistyką i prostym, niemal banalnym do opanowania interfejsem. Naszą długą podróż przez wieki zaczynamy w morzu, jako maleńka, zapewne nie większa niż ziarnko piasku, komórka. Rozwijająca się na jednej z siedmiu różnych planet do wyboru. Przez następne fazy gry wyrosną nam nóżki, przekształcimy swoje ciało aby lepiej oprzeć się drapieżcom w fazie stwora, nauczymy się korzystać z prostych narzędzi w fazie plemienia, zbudujemy niepokonane imperium w fazie cywilizacji i w końcu wyślemy pierwszego stwora w kosmos. Na razie jednak nie mamy więcej niż kilka nanometrów, a wokół aż roi się od przeciwników chętnych do przerobienia nas na miazgę.

Image

Z tego powodu już na samym początku zabawy musimy zdecydować czy nas przyszły stwór będzie mięsożercą, czy też może roślinożercą. Wpływa to nie tylko na to, jaki rodzaj pokarmu będzie nas interesował, ale właściwie uwarunkowuje dalszy przebieg gry. Mięsożercy oprócz polowania na inne gatunki będą starali się zdominować sąsiadów w fazie plemiennej, a ich cywilizacja będzie miała podłoże militarne. Roślinożercy natomiast, bardziej polegać będą na nawiązywaniu kontaktów z innymi rasami i budowaniu przymierzy w fazie plemiennej. Ich cywilizacja może z kolei obrać drogę gospodarczą lub religijną.

Image

Gra zakłada też możliwość grania wszystkożercą, ale tak naprawdę nie wpływa to znacznie na sposób rozgrywki. Oprócz tego, że mamy do dyspozycji większy wachlarz pokarmów i tak w zależności od okoliczności zostaniemy zakwalifikowani, w dużym skrócie, jako agresor lub dyplomata. Wielka to szkoda, bo decyzja podjęta już na początku, pokutować będzie do samego końca gry. Chociaż w połowie rozgrywki jako mięsożerca miałam ochotę na zmianę taktyki i nawiązywanie kontaktów drogą gospodarczą, nie pozostawiono mi takiej możliwości. Większość moich sąsiadów nastawionych była do mnie agresywnie, co właściwie zmuszało mnie do ciągłej walki.

Image

Przetrwają tylko najsilniejsi

Ważnym, jeśli nie najważniejszym elementem Spore jest wzrost i ewolucja. Nasza mała komórka zbierając określony pokarm, rozłupując kolejne meteoryty czy też polując na przeciwników, otrzymuje nowe elementy i punkty DNA, które po znalezieniu partnera, pozwolą jej na przesunięcie się wyżej w drabinie ewolucji. Wtedy po raz pierwszy przedstawiony nam zostaje osławiony edytor stworów, znany głównie dlatego, że od jakiegoś czasu gościł już na półkach sklepowych w formie interaktywnego dema. Muszę powiedzieć, że bardzo mnie cieszy, że oparłam się pokusie i zdecydowałam na przetestowanie tego wynalazku dopiero w samej grze, efekt naprawdę jest piorunujący. Przy pomocy prostych i wygodnych narzędzi możemy wpływać właściwie na każdy element fizjonomii naszej istoty. Edytor ten, podobnie jak większość narzędzi dostępnych w Spore, jest bardzo intuicyjny i tak prosty w obsłudze, że każdy sobie z nim poradzi. Nawet takiemu antytalenciu jak ja, udało się stworzyć z dość prostych elementów, fajnego i unikatowego potwora.

Image

Warto wspomnieć, że wszystko, co stworzymy w grze, automatycznie zapisywane jest w globalnej bazie danych Spore. Przez co bardzo możliwym jest, że nasza mała kreacja pojawi się gdzieś na jakiejś innej planecie, u jakiegoś innego gracza, po drugiej stronie kraju. Bardzo fajny to pomysł, bo gwarantuje, że pula nowych gatunków nigdy się nie wyczerpie, a z każdą kolejną grą spotkamy coś nowego i wartego uwagi. Bezpośrednią konsekwencją tego pomysłu jest tak zwana Sporepedia, czyli interaktywny katalog wszystkich stworów, planet, układów słonecznych i gwiazd, które nasz gatunek odwiedzi w czasie swojej podróży. To jednak nie koniec, bo założeniu własnego konta, gracz może również publikować własne dzieła w Internecie ku uciesze widzów, jak również wykorzystać projekty innych graczy w swojej kampanii. Wystarczy tylko zapisać wybrany obrazek stwora na dysku i potem zaimportować go do gry. Program wszystkie detale załatwi za nas. Prosta i wygodna obsługa, czyni ze Sporepedii przyjemny dodatek.

Image

Trudno właściwie wyjaśnić dlaczego, ale gra niesamowicie wciąga. Przez pierwsze kilka godzin, naprawdę trudno się od tego kolorowego świata oderwać. Biegamy po olbrzymiej planecie, nawiązujemy nowe znajomości czy też doprowadzamy do wyginięcia kolejnych ras, a z każdym działaniem dostajemy coraz to więcej nowych elementów i punktów DNA do wykorzystania w edytorze. Nasz stwór zmienia się, staje się większy, silniejszy, rosną mu dodatkowe kończyny, przekształca swoje odnóża w palczaste, podobne do rąk chwytaki, rosną mu skrzydła. Te działania to nie tylko zmiany kosmetyczne. Każdy nowy element wzbogaca szereg kilku statystyk, które przydać się mogą w interakcjach z innymi gatunkami lub w polowaniu na nie. Zdobne grzywy pomagają w oczarowaniu sąsiadów, podobnie jak niektóre kształty pyska ułatwiają śpiewanie. Stwór z silnymi i długimi nogami będzie lepiej tańczył i biegał, a pazurzaste łapy uczynią z niego idealnego łowcę.

Image

Problemy zaczynają się, kiedy okazuje się, że oprócz tych paru prostych czynności, Spore niewiele ma do zaoferowania w kwestii rozgrywki. Bardzo szybko orientujemy się, że gra zmusza nas do powtarzania w kółko tych samych działań, aż w końcu wypełni się pasek postępu i udostępniona nam zostanie kolejna faza ewolucji. Kolekcjonowanie nowych elementów i zdobywanie znajomych jest interesujące przez pierwsze dwie godziny, kolejne dwie to już ciężka mordęga. Ciągłe świergolenie, piszczenie i tańczenie stworów zaczyna irytować, a bezmyślne atakowanie każdego stwora w okolicy jest po prostu nużące. Nawet edytor powoli traci swój urok, bo choć przyjemnie jest w nim dłubać, to po jakimś czasie zostaniemy zatrzymani przez blokadę. Nasz gatunek można tylko "skomplikować" do pewnego poziomu, a po osiągnięciu tego pułapu już właściwie nie warto z edytora w ogóle korzystać. Powoli zaczynają się uwidoczniać pewne niedociągnięcia tego narzędzia, a z czasem staną się one jeszcze bardziej uciążliwe. 

Nie wszystko złoto, co się świeci

Niestety, kiedy już początkowy zachwyt Spore opadnie, do gry powoli i systematycznie zaczyna wkradać się monotonia i nuda. Kolejne fazy życia naszej istoty tylko pozornie oferują nowe możliwości i tak naprawdę ciągle sprowadzają się do wykonywania w kółko tych samych rzeczy w lekko odświeżonej formie. W fazie plemiennej znów musimy albo podbić wszystkich sąsiadów, albo nawiązać z nimi sojusz poprzez przynoszenie im prezentów. Można też zaskarbić sobie ich przyjaźń grając żądane przez nich melodie przy użyciu trzech różnych instrumentów. Podobnie jest w fazie cywilizacyjnej, gdzie sojusz zawiązać można poprzez wręczanie gotówki, prawienie komplementów, czy po prostu przez podbicie wroga naszego przyszłego sojusznika. Jedyne, co się tak naprawdę zmienia to narzędzia, jakie gra oddaje do naszej dyspozycji, ale również tutaj nie za bardzo jest się z czego cieszyć.

Image

Spore w późniejszych fazach stara się aspirować do miana strategii, ale co z tego, skoro nawet nie może próbować konkurować ze swoimi kuzynami. Już w fazie plemiennej zauważymy, że grą rządzi zasada trójek. Do wyboru są trzy rodzaje broni, trzy rodzaje budynków z instrumentami i trzy sposoby na zbieranie żywności. Niestety ta tendencja utrzymywać się już będzie przez resztę gry. Nasza cywilizacja walczyć, nawracać lub handlować będzie mogła przy pomocy trzech rodzajów jednostek (lądowych, wodnych, powietrznych). W mieście zbudować będzie można tylko trzy rodzaje budynków (zakład pracy, rozrywka, budynek mieszkalny) i tak dalej. To wszystko zbyt mało aby chciało się pozostać przy monitorze na dłużej. Po pierwszej godzinie gry w każdej fazie widzieliśmy już właściwie wszystko, co Spore może nam zaoferować i nie zostaniemy już zaskoczeni.

Image

Przysłowiowym gwoździem do trumny jest zaś wychwalany wcześniej edytor. W fazie cywilizacyjnej poleganie na nim dochodzi już właściwie do absurdu. Zaprojektować musimy wszystko, od ratusza miejskiego po nasze jednostki bojowe i mundury. I choć pozornie może wydawać się to ciekawe, to w praktyce jest niesamowicie wręcz frustrujące. Na pierwszy rzut oka widać, że edytor jest przystosowany przede wszystkim do kreacji stwora. Kiedy w grę wchodzi projektowanie budynków nie radzi sobie już tak dobrze. Wiele elementów po prostu do siebie nie pasuje i trzeba się bardzo namęczyć, aby osiągnąć zamierzony efekt. Podobnie jest z projektowaniem ubioru dla naszego gatunku. W moim przypadku dopasowanie jakiegokolwiek nakrycia głowy czy naramienników do postury stwora, po prostu graniczyło z cudem. Szczęśliwie gra pozostawia nam możliwość wyboru gotowego już projektu (Sporepedia) i  zastosowania go w naszej kampanii. Całe szczęście, bo oszczędza to mniej cierpliwym masę frustracji. 

Śmiało podążać tam gdzie nie dotarł jeszcze żaden stwór

Osobny akapit zdecydowałam się poświecić fazie kosmicznej, bo o dziwo nie tylko znacznie odbiega ona od wcześniej prezentowanych faz rozwoju, ale również bezapelacyjnie jest najciekawszym elementem Spore. Szkoda tylko, ze musimy zainwestować aż tyle godzin, żeby przekonać się o tym na własne oczy, a wtedy jest już zdecydowanie zbyt późno by zmienić nasze odczucia w stosunku do gry.

Image

Odnosi się wrażenie ze twórcy stworzyli właściwie dwie różne wersje Spore, tą naziemną, gdzie, co chwilę narzekać możemy na nudę, a która służy jako swoisty zapychacz, oraz tę kosmiczną, która zogniskowała wszystko, co najlepsze w tym projekcie. Faza kosmiczna, to właściwie kombinacja wszystkich znanych konwencji scence-fiction, połączonych w jedną, przyjazną mieszankę. Całość aż kipi od specyficznego humoru, zróżnicowania i ciekawych zadań do wykonania i każdy znajdzie tutaj coś dla siebie. Można, wzorem Hana Solo, skupiać się na sprzedaży znalezionych artefaktów lub niczym Zjednoczona Federacja Planet nawiązywać przymierza, organizować szlaki handlowe i zajmować się terraformowaniem i kolonizacją planet. Dostępna jest też oczywiście droga militarna, dzięki której zbudować można jedno wielkie międzygwiezdne imperium.

Image

Oczywiście, można powiedzieć, że to po raz kolejny, odświeżenie ciągle powtarzających się, tych samych zadań, ale całość podana jest na tyle świeżo, że wraca chęć do gry. Nasze działania wynagradzane są też różnymi odznaczeniami, które odblokowują nowe misje i nowe elementy statku do kupienia. Przez co, warto spędzić trochę czasu aby odkryć całe bogactwo tego, co faza kosmiczna ma do zaoferowania.

Image

Grafika, dźwięk i wydajność

Jeśli chodzi o oprawę audiowizualną, Spore aż kipi urokiem. Piękna gama kolorów, dość pogodna atmosfera i całkiem przyzwoita grafika sprawiają, że gra się przyjemnie. Nie wszystkim oczywiście musi odpowiadać ten specyficzny, cukierkowo-kreskówkowy klimat, ale należy pamiętać, że po pierwsze jest to dzieło twórców The Sims i przez to spodziewać się można dość specyficznej stylistyki. A po drugie, gra kierowana jest również do młodszych użytkowników komputera (stad raczej wyrozumiały ranking PEGI).

Niepodważalną zaletą Spore jest to, że gra nie ma szczególnie wygórowanych wymagań sprzętowych, przez to odpali się na starszych maszynach bez większych problemów. Nie ma jednak nic za darmo, bo niestety Spore zaczyna powoli tracić na uroku, kiedy w grę wchodzą wyższe rozdzielczości. W moim przypadku, grając na 24" monitorze łatwo mogłam zaobserwować pewne dość rażące niedociągnięcia w grafice. Zwłaszcza w późniejszych fazach rozwoju, kiedy kamera zezwala na duże przybliżenia i oddalenia, widać jak wiele detali ginie z powodu błędów i krzaczących się, mało atrakcyjnych tekstur. Przedstawicielom mojego gatunku często, na przykład, znikały nóżki albo, w fazie plemienia, psuła się gama kolorystyczna. Później w fazie cywilizacji coraz bardziej przypominali nieatrakcyjne, poszarpane kukiełki. Brak opcji antyaliasingu wcale w tej sytuacji nie pomaga. Wychwalać należy z kolei animacje, ciężko powiedzieć czy nasze stwory poruszają się naturalnie, bo są to przecież wyimaginowane kreacje i nie ma się punktu odniesienia. Ale przynajmniej robią to przekonywająco i rzeczywiście odnosi się wrażenie, że to żywe, oddychające i całkiem urocze istoty.

Image

Złego słowa nie można też powiedzieć o muzyce. Jest tak samo lekkoduszna i przyjazna jak sam klimat gry. Szkoda tylko, że pojawia się w grze zdecydowanie zbyt rzadko by można się było nią nacieszyć. Przez większość czasu skazani będziemy na wysłuchiwanie dziwnego, prymitywnego języka naszego gatunku, który choć jest naprawdę uroczy, to po kilku godzinach pisków i chichotów może wywołać migrenę. Gdyby grę częściej umilała nam muzyka, zapewne nie było by to takie uciążliwe. Na przyszłość sugerowałabym jednak twórcom aby nie obdarowywali swoich kreacji tak wysokimi i piskliwymi głosikami.

Na koniec jeszcze parę słów o wydajności. Spore, ku mojemu wielkiemu rozczarowaniu, ma wbudowaną blokadę ilości klatek na sekundę. Chociaż większość producentów gier ustawia ją w granicach sześćdziesięciu klatek, to Spore równa wszystko do idealnych trzydziestu. Warto jednak wspomnieć, że w najwyższej dostępnej rozdzielczości, czyli 1680x1050 i wysokich ustawieniach detali, na mojej konfiguracji sprzętu (AMD Athlon 64 X2 6000+ 2x3.0GHz, 4x1GB DDR2 800, nVidia GeForce 8800 GTS 320MB) ilość FPSów nigdy nie spadała poniżej dwudziestu siedmiu klatek na sekundę.

Image

Podsumowanie

W przypadku Spore staram się unikać słowa rozczarowanie, bo pomimo swoich wad, gra mimo wszystko wyróżnia się na tyle innych produkcji tego roku. Twórcom Simsów nie można odmówić pomysłowości, bo świat, który nam zaserwowano jest jedyny w swoim rodzaju. Szkoda tylko, że ten świetny pomysł zmarnowany został w tak nieładny sposób. Spore, pomimo ładnej oprawy audiowizualnej, niestety nie brakuje wad i to takich, które znacznie wpływają na przyjemność z gry. Początkowy zachwyt szybko mija, a potem czeka nas tylko monotonia. Jeśli jednak jesteśmy skłonni przeboleć wymienione wcześniej wady, czeka nas kilka godzin niezobowiązującej i lekkiej rozgrywki.

Wybrane dla Ciebie
NIE WYCHODŹ JESZCZE! MAMY COŚ SPECJALNIE DLA CIEBIE