Gry

Nie wszystko złoto, co się świeci

Niestety, kiedy już początkowy zachwyt Spore opadnie, do gry powoli i systematycznie zaczyna wkradać się monotonia i nuda. Kolejne fazy życia naszej istoty tylko pozornie oferują nowe możliwości i tak naprawdę ciągle sprowadzają się do wykonywania w kółko tych samych rzeczy w lekko odświeżonej formie. W fazie plemiennej znów musimy albo podbić wszystkich sąsiadów, albo nawiązać z nimi sojusz poprzez przynoszenie im prezentów. Można też zaskarbić sobie ich przyjaźń grając żądane przez nich melodie przy użyciu trzech różnych instrumentów. Podobnie jest w fazie cywilizacyjnej, gdzie sojusz zawiązać można poprzez wręczanie gotówki, prawienie komplementów, czy po prostu przez podbicie wroga naszego przyszłego sojusznika. Jedyne, co się tak naprawdę zmienia to narzędzia, jakie gra oddaje do naszej dyspozycji, ale również tutaj nie za bardzo jest się z czego cieszyć.

Spore w późniejszych fazach stara się aspirować do miana strategii, ale co z tego, skoro nawet nie może próbować konkurować ze swoimi kuzynami. Już w fazie plemiennej zauważymy, że grą rządzi zasada trójek. Do wyboru są trzy rodzaje broni, trzy rodzaje budynków z instrumentami i trzy sposoby na zbieranie żywności. Niestety ta tendencja utrzymywać się już będzie przez resztę gry. Nasza cywilizacja walczyć, nawracać lub handlować będzie mogła przy pomocy trzech rodzajów jednostek (lądowych, wodnych, powietrznych). W mieście zbudować będzie można tylko trzy rodzaje budynków (zakład pracy, rozrywka, budynek mieszkalny) i tak dalej. To wszystko zbyt mało aby chciało się pozostać przy monitorze na dłużej. Po pierwszej godzinie gry w każdej fazie widzieliśmy już właściwie wszystko, co Spore może nam zaoferować i nie zostaniemy już zaskoczeni.

Przysłowiowym gwoździem do trumny jest zaś wychwalany wcześniej edytor. W fazie cywilizacyjnej poleganie na nim dochodzi już właściwie do absurdu. Zaprojektować musimy wszystko, od ratusza miejskiego po nasze jednostki bojowe i mundury. I choć pozornie może wydawać się to ciekawe, to w praktyce jest niesamowicie wręcz frustrujące. Na pierwszy rzut oka widać, że edytor jest przystosowany przede wszystkim do kreacji stwora. Kiedy w grę wchodzi projektowanie budynków nie radzi sobie już tak dobrze. Wiele elementów po prostu do siebie nie pasuje i trzeba się bardzo namęczyć, aby osiągnąć zamierzony efekt. Podobnie jest z projektowaniem ubioru dla naszego gatunku. W moim przypadku dopasowanie jakiegokolwiek nakrycia głowy czy naramienników do postury stwora, po prostu graniczyło z cudem. Szczęśliwie gra pozostawia nam możliwość wyboru gotowego już projektu (Sporepedia) i  zastosowania go w naszej kampanii. Całe szczęście, bo oszczędza to mniej cierpliwym masę frustracji.