• benchmark.pl
  • Gry
  • Surviving the Aftermath – próbowaliśmy nie usnąć w trakcie tej odbudowy ludzkości. Nie jest łatwo
Surviving the Aftermath – próbowaliśmy nie usnąć w trakcie tej odbudowy ludzkości. Nie jest łatwo
Gry

Surviving the Aftermath – próbowaliśmy nie usnąć w trakcie tej odbudowy ludzkości. Nie jest łatwo

przeczytasz w 5 min.

City Buildery to gry, które dają nam poczucie magicznej więzi z wirtualnymi ludźmi, stawiającymi naszą przyszłą osadę bądź kolonię. Czy w Surviving the Aftermath poczujemy się podobnie? Na to i na inne pytania znajdziecie odpowiedzi w naszej recenzji.

ocena redakcji:
  • 2,5/5

Koniec roku dla fanów gatunku gier strategicznych był nieco bardziej łaskawy jak jego pierwsza połowa. W sierpniu pojawił się Humankind, będący poważnym konkurentem serii Cywilizacja, a w listopadzie otrzymaliśmy od dawna wyczekiwane Age of Empires 4. Surviving the Aftrermath różni się od wyżej wspominanych gier przede wszystkim tym, że skupia się na budowie jednej małej osady i jej dalszym rozwoju. Wydaje się to prostsze od decydowania o losie całego narodu. Gdyby dodać do tego jeszcze zgrabnie poprowadzoną fabułę moglibyśmy uzyskać całkiem niezłą grę.

Firma Paradox jest specjalistą od tak zwanych city builderów, to zaś może dawać nam nadzieję na całkiem solidną produkcję. W 2018 roku firma to wydała, całkiem nieźle ocenioną grę Survivng Mars. Na pierwszy rzut oka można byłoby pomyśleć, że Surviving the Aftermath to w pewnym sensie kontynuacja, ale nic bardziej mylnego. To osobna produkcja, w której po prostu sięgnięto po podobne nazewnictwo. Pytanie tylko po co? Skoro twórcy nie potrafili wymyślić bardziej oryginalnego tytułu to czy byli w stanie stworzyć oryginalną rozgrywkę? A przynamniej taką, która nie byłaby tylko pustą kalką poprzedniczki? I tego właśnie dowiecie się z naszej recenzji Surviving the Aftermath.

Budując miasta na szczątkach cywilizacji

Surviving the Aftermath stawia nas w roli zarządcy nowo powstałej osady w świecie dotkniętym apokalipsą. Zanim rozpoczniemy swoją przygodę czeka nas tu spersonalizowanie wielu aspektów rozgrywki. Przyjdzie nam wybrać jak wielu kolonistów będziemy gościć na samym początku, jak często będą nas nawiedzać katastrofy, na jakim terenie będziemy budować nasz dom, a nawet wybierać nazwę i herb osady. Oczywiście, całość naszych wyborów wpłynie na procentową skalę trudności rozgrywki.

Kiedy już decydujemy jak bardzo pod górkę mamy mieć zostaniemy przeniesieni od razu na mapę naszego pierwszego obozu. Naszym zadaniem będzie na starcie zbudowanie obozowiska oraz wystrzelenie flary, aby powiadomić pierwszych osadników o tym, że znaleźliśmy miejsce pod budowę osady.  Już od samego początku, zanim powiadomimy przyszłych mieszkańców, musimy zwrócić uwagę na to, gdzie zbudujemy obóz.

Surviving the Aftermath - woda

Trzeba przecież zapewnić kolonistom dostęp do wody, surowców takich jak jedzenie czy drewno, ale także unikać zanieczyszczeń mogących powodować radiację i inne choroby. Już od pierwszego wyboru zależy czy nasi mieszkańcy nie zmutują lub nie umrą z pragnienia. To jednak nie jedyne niebezpieczeństwa, jakie czyhają na nas w Surviving the Aftermath. Nasze osada może bowiem zostać najechana przez bandytów czy dzikie zwierzęta – musimy więc zapewnić jej także ochronę budując strażnice i szkoląc ludzi, aby regularnie patrolowali ulice.

Surviving the Aftermath - ustalanie poziomu trudności

Stalkerzy i zbieracze

Cała mechanika w grze kręci się właściwie dookoła kilku rzeczy. Po pierwsze - zbieranie surowców. Te możemy podzielić na zasoby pierwotne oraz wtórne. Już tłumaczę o co mi chodzi – surowce pierwotne to takie które nie wymagają dodatkowych badań – na przykład owoce czy deski. Wystarczy zbudować odpowiedni budynek na przykład skład żywności, wyznaczyć terytorium, gdzie będzie zbierana żywność... i gotowe. No prawie gotowe, bo musimy uważnie śledzić co jakiś czas czy nie wyczerpały się zasoby – wtedy po prostu przenosimy obszar zbierania w kolejne miejsce.

Surowce wtórne to z kolei takie, które potrzebują specjalnych badań, aby je można było produkować. Najprostszym przykładem jest blacha, którą zanim zaczniemy wytwarzać potrzebuje badania związanego z obróbką metalu. Aby nasi mieszkańcy mogli wynaleźć taką technologię niezbędne są punkty nauki – a te możemy uzyskać wysyłając naszych specjalistów na mapę świata.

Surviving the Aftermath - walka
Surviving the Aftermath - skład

A skoro już o eksploracji mowa – to druga rzecz, wokół której kręci się mechanika Surviving the Aftermath. Aby specjaliści mogli opuścić kolonię musimy zbudować bramę. Wiem, brzmi to trochę dziwnie, no ale twórcy gry najwyraźniej uznali, że kultura to rzecz święta. Nasi stalkerzy wychodzą więc na poszukiwanie surowców dopiero gdy ktoś otworzy im drzwi. Jak już trafimy na mapę świata całość przypomina nieco rozwiązanie z cywilizacji.  Naszym zadaniem jest odkrywanie nowych obszarów, pozyskiwanie punktów badań oraz walka z bandytami. Czasami uda nam się znaleźć jakieś auto i dzięki temu będziemy mogli poruszać się szybciej po mapie.

Sporadycznie pojawiają się też przed nami jakieś mniej lub bardziej ważne wydarzenia. Na przykład nagle dostajemy komunikat, że mieszkańcy mają do nas jakąś sprawę do rozsądzenia. Ktoś ukradł z magazynu 20 desek. Okazało się, że to dzieci z naszej osady postanowiły zbudować sobie domek na drzewie. Naszym zadaniem jest podjęcie decyzji czy odzyskamy deski i rozbierzmy konstrukcję czy zostawimy to dzieciakom. No i niby fajnie, że pojawia się tu jakaś decyzyjność – tylko jej skutki są tak mało widoczne, że praktycznie mogłoby jej nie być.

Surviving the Aftermath - mapa okolicy
Surviving the Aftermath - decyzje

Mechanika, na której można połamać zęby

Surviving the Aftermath zmaga się niestety z kilkoma błędami. Po pierwsze Paradox postanowił znowu całą rozgrywkę oprzeć na mechanizmie sandboxa. Nie znajdziemy tutaj pełnoprawnej kampanii, pojawiają się za to sporadycznie jakieś misje w stylu „zniszcz 4 obozy bandytów” lub „odkryj 3 sektory dookoła swojej osady” – ale są one mało znaczące i po prostu nudne.

Druga sprawa – niby mamy tu jakiś samouczek, ale są to tylko drobne podpowiedzi. W Surviving the Aftermath nie uświadczmy, jak w niektórych grach, solidnego kierowania nas przez pierwsze załóżmy 20 minut, aby łatwiej było zrozumieć mechanikę rozgrywki. Zapomnijcie. To z kolei prowadzi do tego, że bardzo łatwo możemy popełnić tragiczny w skutkach błąd już na samym początku zabawy, co oznacza konieczność rozpoczęcia wszystkiego od początku.

Przykład? Nasz samouczek po odpaleniu gry mówi - „zbuduj schronienia dla osadników”. OK, liczymy - mamy 12 osadników, a więc potrzeba nam dwóch budynków mieszkalnych. Szybko je stawiamy, ale wtedy pada komunikat – „zabrakło wody, kolonista umarł”. No to wchodzimy w menu budowy, zaznaczamy „buduj studnie” i dostajemy komunikat „za mało desek”. No dobra, trzeba działać szybko. Rozbieram więc jedno schronienie i buduję kolonię. Niestety, w tym czasie kolejny osadnik umarł z pragnienia, a inni z wyziębienia, bo nie mieli gdzie spać. Nie minęło pół godziny, a większość moich ludzi zmarła. Pech?

Chyba już rozumiecie o co chodzi, nie? Ja, jako stary wyjadacz strategii, w miarę szybko zacząłem ogarniać co zrobić, aby nie kolonia nie upadła, ale podejrzewam, że gracze którzy nie są maniakami tego typu gier szybko zostaną zniechęceni progiem wejścia tu w rozgrywkę.

Surviving the Aftermath - koloniści

Niestety grze nie pomaga też grafika. Jest poprawna i to jedyne co mogę o niej powiedzieć. HUD jest zbyt mało czytelny co powoduje kolejną irytację, a sterowanie zbyt skomplikowane. Kto wpadł na pomysł, że zamiast zaznaczyć osadnika i kazać mu rąbać drzewo, jak to bywa w większości strategii, to musimy pilnować czy nie wyczerpały się zasoby, z miejsca, z którego nasi osadnicy zbierają deski (a można to bardzo łatwo przeoczyć).

Jeżeli doszło do wyczerpania zasobów, a nam udało się to zauważyć to mechanika każe nam kliknąć na budynek i szukać po mapie kolejnego miejsca zbioru, aby tam zaznaczyć pole pozyskania surowca. Całość przypomina denerwujące gry na komórkę, gdzie głównym naszym zajęciem jest bezsensowne klikanie.

Dodatkowo do tego wszystkiego dochodzą jeszcze różne irytujące błędy techniczne. Nie raz zdarzało mi się, że mój osadnik utknął po prostu w drodze do namiotu lekarskiego. Stanął tam i dreptał w miejscu, po czym chwilę później dostałem komunikat o jego śmierci. Dzieje się to dlatego, że my nie możemy wyznaczać ścieżki, po której mają iść nasi osadnicy – możemy ich jedynie obserwować.

Surviving the Aftermath - osada

Surviving the Aftermath – czy warto kupić?

Po pierwsze trzeba zaznaczyć, że produkcja ta kierowana jest tylko dla zagorzałych fanów city builderów. Reszta graczy po prostu albo zanudzi się tu na śmierć, albo odrzuci ich poziom wejścia w rozgrywkę. Masa błędów i bezsensownych mechanik potrafi solidnie zirytować, co w połączeniu z brakiem kampanii fabularnej sprawia, że dość szybko zaczynamy szukać opcji „deinstaluj grę”. Jeśli jednak jesteście fanami gier o budowie miast i lubicie snuć wizję co będzie po końcu świata to poszukajcie jakieś promocji na cyfrową wersję Surviving the Aftermath albo poczekajcie jak stanieje.

Surviving the Aftermath - zwerbuj specjaliste

Opinia o Surviving the Aftermath [PC]

Plusy
  • ładne portrety naszych specjalistów,
  • realność i różnorodność katastrof ekologicznych (opady radiacyjne, susze lub srogie zimy niszczące nasze plony),
  • pomysł na eksplorację mapy,
  • fanom gatunku przypadnie do gustu,
Minusy
  • beznadziejny samouczek,
  • sporo bezsensownych mechanik,
  • wysoki próg wejścia dla osób nie będących zagorzałymi fanami tego rodzaju gier,
  • mało czytelny HUD,
  • brak kampanii fabularnej,
  • spora liczba irytujących błędów i niedoróbek,
  • Grafika:
    • 3.0 / Zadowalająca
  • Dźwięk:
    • 3.0 / Zadowalający
  • Grywalność:
    • 2.0 / Slaba

Ocena końcowa

50% 2.5/5

Komentarze

3
Zaloguj się, aby skomentować
avatar
Komentowanie dostępne jest tylko dla zarejestrowanych użytkowników serwisu.
  • avatar
    maurize
    1
    The Settlers !!!
    • avatar
      gromzjasnegonieba
      1
      Brak samouczka to pozytyw. Nie ma nic gorszego w grach od przymusowego prowadzenia za raczke.
      • avatar
        pawluto
        -1
        Dokładnie - The Settlers - niezapomniana genialna gra.
        Aż dziwne i nieprofesjonalne że nie ma o niej wspomnienia tu ...