Drukarki i skanery

Los Angeles mówi "stop" jednorazowym tuszom. Drukarki pod lupą władz

przeczytasz w 2 min.

Mały plastikowy pojemnik, kilka mililitrów tuszu i jedno kliknięcie "Drukuj”. Mało kto myśli o tym, co dzieje się z wkładem, gdy przestaje być użyteczny. Władze Los Angeles doszły jednak do wniosku, że ignorowanie takich szczegółów ma realne konsekwencje.

Drukarki to jedno z tych urządzeń, które kupujemy raz na kilka lat, a potem… regularnie płacimy dodatkową opłatę w postaci tuszu lub tonera. Spora część popularnych modeli – zarówno atramentowych, jak i laserowych – działa wyłącznie na wkładach jednorazowego użytku. Gdy tusz się kończy, jedyną opcją jest zakup nowego kartridża. Samodzielne napełnianie? Często niemożliwe, bo producenci zabezpieczają swoje urządzenia ograniczeniami prawnymi i technologicznymi. 

Los Angeles mówi jednak: dość. Miasto postanowiło zmierzyć się z tym problemem u źródła.

Nowe prawo, stare śmieci

Rada Miasta Los Angeles przegłosowała rozporządzenie, które może wywrócić rynek drukarek do góry nogami. Zakazano używania jednorazowych wkładów do drukarek, jeśli nie można ich ponownie napełnić albo jeśli nie są objęte oficjalnym programem zwrotu prowadzonym przez producenta. Nowe przepisy muszą jeszcze zostać zatwierdzone, zanim staną się prawem i wejdą w życie. 

W praktyce będą oznaczać jedno: koniec z kartridżami, które po zużyciu nieuchronnie lądują na wysypisku. Miasto jasno stawia sprawę – jeśli dany wkład nie nadaje się do recyklingu lub ponownego użycia, nie ma dla niego miejsca w systemie zgodnym z ideą zero waste. 

Dlaczego tusz to problem środowiskowy? 

Na pierwszy rzut oka wkład do drukarki wydaje się niegroźny. Mały, lekki, wrzucany do kosza. Problem polega na tym, że w rzeczywistości jest on mieszanką plastiku, metalu i chemikaliów. To połączenie sprawia, że ich utylizacja jest wyjątkowo trudna. 

Nawet jeśli miasto zakwalifikuje je jako odpady niebezpieczne, rozkład takich wkładów na wysypisku może trwać setki lat. A ponieważ zostały zaprojektowane z myślą o jednorazowym użyciu, recykling jest bardziej teorią niż praktyką. Właśnie dlatego Los Angeles postanowiło nie „leczyć objawów”, lecz uderzyć w samą przyczynę problemu. 

Nie chodzi o cenę, tylko o sens 

Jak zauważa serwis Tom’s Hardware, wbrew pozorom nowe przepisy nie mają na celu obniżenia kosztów drukowania ani walki z wysokimi cenami tuszu. Większość konsumentów i tak kieruje się głównie ceną samej drukarki, nie myśląc o kosztach eksploatacji. Część producentów zarabia właśnie na materiałach eksploatacyjnych.

Sedno sprawy leży gdzie indziej – w ograniczeniu zbędnych etapów dystrybucji i iluzorycznych programów „ekologicznych”. Bo jeśli sprzedawca odbiera od nas pusty wkład, który następnie i tak trafia na śmietnik, to cała idea recyklingu traci sens. 

Oryginały, podróbki i prawa autorskie 

Rynek tuszy do drukarek to prawdziwy labirynt. Obok oryginalnych produktów funkcjonują zamienniki. Takie wkłady są tańsze, ale zazwyczaj jeszcze mniej przyjazne środowisku – nie nadają się do ponownego napełniania i często naruszają prawa autorskie lub własność intelektualną producentów. 

Nowe prawo w Los Angeles uderza również w ten segment rynku. Jednorazowe wkłady, które łamią prawa własności intelektualnej i nie spełniają standardów środowiskowych, również zostają objęte zakazem.

foto na wejście: Adobe Stock

Cyfrowi bezpieczni Misja AI

Komentarze

0
Zaloguj się, aby skomentować
avatar
Komentowanie dostępne jest tylko dla zarejestrowanych użytkowników serwisu.

    Nie dodano jeszcze komentarzy. Bądź pierwszy!

Witaj!

Niedługo wyłaczymy stare logowanie.
Logowanie będzie możliwe tylko przez 1Login.

Połącz konto już teraz.

Zaloguj przez 1Login