Ciekawostki

Lądowanie Philae na komecie z problemami - próbnik odbił się od powierzchni [AKT.]

Karol Żebruń | Redaktor serwisu benchmark.pl
29 komentarzy Dyskutuj z nami

Mamy pierwsze zdjęcia wykonane z powierzchni komety. Sytuacja lądownika na razie jest jednak nieciekawa.

Centrum kontroli lotów ESA

AKTUALIZACJA: 14.11.2014: W ciągu ostatniej doby niektóre instrumenty na pokładzie Philae zostały uruchomione. Wśród nich MUPUS, spektrometr APXS, a także wiertło z instrumentu SD2. Trwa wyścig z czasem i decyzjami, gdyż wspomniane urządzenia są bardzo ważne dla powodzenia badań powierzchni komety, a zarazem dość energożerne (zwłaszcza wiertło). Nieumiejętne ich użycie może natychmiast rozładować akumulatory. Zrezygnowano również z użycia harpunów. Teraz czekamy na pierwsze wyniki badań.

NEWS: 13.11.2014: W środę około godziny 16:30 CET (potwierdzenie na Ziemię dotarło pół godziny później) na powierzchni komety 67P/Czuriumow-Gierasimienko osiadł próbnik Philae, który niespełna 7 godzin wcześniej odłączył się od sondy Rosetta. Piszemy jednak o tym dopiero dzisiaj. Dlaczego? Po trosze ze względu na sceptycyzm, który kazał nam tym razem kierować się maksymą - dopóki nie zobaczę, nie uwierzę. A właśnie dopiero przed kilkoma godzinami udostępnione zostały pierwsze zdjęcia wykonane przez kamery próbnika Philae na powierzchni komety. To bardzo duży sukces nauki, ale niestety są też powody do zmartwień.

Aż 10 lat oczekiwania na finał, choć całkiem długi, bo potrwa on ponad rok, to nawet dla astronomów bardzo długo. Nic więc dziwnego, że transmisja z lądowania była przekazywana na bieżąco. A ryzyko było spore. Lądowanie na ciele o bardzo niewielkiej grawitacji, na którym wystarczy mocno rzucić kamieniem by opuścił powierzchnię, to trudne zadanie. Porażka na oczach miliardów nie byłaby wskazana. Dlatego zespół odpowiedzialny za skonstruowanie Philae, przedsięwziął specjalne kroki. Po pierwsze lądownik wyposażono w harpuny, które miały wbić się w powierzchnię komety (wiele zależało od tego jak twarda będzie ta powłoka), a także dodatkowy silniczek zainstalowany u góry, który po włączeniu miał miedzy innymi "dociążyć" lądownik tak by odpowiednio mocno wbił się w kometarny grunt.


Gdyby wszystko poszło po myśli... Philae ląduje.

Nad pełnym sukcesem - wczoraj bezsprzecznym, zbierają się czarne chmury. Chwile grozy, zapewne w umysłach kontrolerów lotu bardziej spotęgowane niż u głodnych informacji internautów, wywołał wspomniany silniczek, który nie zadziałał i lądownik opadał na powierzchnię komety swobodnie. Po odebraniu komunikatu z powierzchni, euforia powróciła, jednak nie na długo.


Zdjęcie wykonane w trakcie lądowania - powierzchnia komety widziana z odległości 40 metrów

Lądowanie na komecie odbyło się nie raz, a trzy razy - ostatecznie o 18:32 CET. Philae bowiem nie osiadł pewnie za pierwszym razem i stracił kontakt z powierzchnią. Następnie, jak to określono odbił się wznosząc na wysokość kilometra, zanim ostatecznie zakotwiczył się w komecie. Skąd to wiemy? Sugerują to dane telemetryczne, a także zdjęcia przesłane z sondy, które pokazują, że miejsce lądowania to nie spodziewana Agilkia. Kontrolerzy lotu pracowali w pocie czoła by określić gdzie ostatecznie wylądował Philae.


Bliżej wylądować się nie da - zdjęcie z powierzchni

Powiecie, odbijał się od powierzchni, to pewnie uległ zniszczeniu. Na szczęście przy takim ciele niebieskim jak kometa, pojęcia odbijania się nie należy rozumieć tak groźnie jak odbijania się od powierzchni Ziemi, a nawet Marsa (co w dramatyczny sposób ukazuje film Czerwona Planeta). Choć zdjęcia i dane z Philae, pokazują, że próbnikowi raczej nic poważnego się nie stało, to niestety jego położenie względem powierzchni jest nieprawidłowe.


Pierwsze zdjęcie panoramiczne z powierzchni - mocno nieprzetworzone. Nałożona pozycja próbnika.

Co dalej? Dziś miał nastąpić wielki dzień dla polskich naukowców, gdyż do pracy miał zabrać się instrument MUPUS. Przypomnimy, że to wielozadaniowy eksperyment, którego jednym z celów jest badanie struktury i własności termiczno-elektrycznych powierzchni komety. Właśnie w celu pomiarów temperatury w warszawskim Centrum Badań Kosmicznych opracowano specjalnie utwardzany młotek (techniką azotowania i nawęglania jarzeniowego, nowatorską jak na pierwsze lata XXI wieku, gdy instrument powstawał) wyposażony w 40-centymetrowy pręt, który ma zagłębić się w powierzchni komety.

Ze względu na problemy z poprawnym zajęciem pozycji na komecie przez Philae, rozpoczęcie badań odłożono w czasie. A tego jest niewiele, gdyż pierwsza faza pracy lądownika ma potrwać jedynie 64 godziny. Ten czas wyznacza pojemność zastosowanych w lądowniku akumulatorów. Będzie możliwe ich doładowanie, to jednak tylko opcja (początkowo wręcz pewnik, obecnie już nie). Wiele zależy od tego czy w nowym miejscu lądowania, nasłonecznienie jest wystarczająco odpowiednie by baterie słoneczne, którymi obłożony jest Philae zadziałały. A doniesienia są niepokojące, gdyż wskazują, że Philae znajduje się w cieniu pobliskiego krateru co utrudnia doładowywanie akumulatorów. I to niezależnie od pozycji w jakiej znajduje się względem gruntu


Planowane miejsce lądowania i prawdopodobna lokalizacja Philae

Tymczasem Rosetta powoli będzie oddalała się od powierzchni komety, jednak cały czas znajdując się bliżej niż 30 km, tak by nie stracić kontaktu z grawitacją komety. Komunikacja z Ziemią obecnie odbywa się z prędkością 28 kbps (w tym dane telemetryczne do 1-2 kbps). Kontakt z Philae, ze względu na obecny kształt orbity Rosetty, nawiązywany jest w dwóch oknach komunikacyjnych przypadających na 24 godziny (dzień na Philae trwa około 12,4 godziny).

Mimo problemów, udowodniono, że potrafimy prawie z zamkniętymi oczami wylądować na tak niewielkim obiekcie. Przyjrzyjcie się powyższym zdjęciom - pokazują one jak kometa wyglądała na tle innych gwiazd w momencie jej odkrycia w 1959 roku. I gdyby tylko ten silniczek nie zawalił sprawy, a harpuny wystrzeliły (nadal nie wiadomo dlaczego tak się nie stało) to Philae mocno wbiłby się w grunt i... byłoby tak pięknie. Choć i tak jest nieźle, bo jeszcze nigdy nie byliśmy tak blisko komety. I jeszcze tam trochę pozostaniemy.


Jądro komety widziane z odległości 7,7 kilometra z sondy Rosetta

Źródło: ESA

Komentarze

29
Zaloguj się, aby skomentować
avatar
Dodaj
Komentowanie dostępne jest tylko dla zarejestrowanych użytkowników serwisu.
  • avatar
    rafalddd
    Masakra co? Nie ogarniam jak można zaplanować lądowanie na czymś tak małym w przestrzeni, oddalonym o miliardy km, i zapierdzielającym ileś tam tysięcy na godzinę czy tam na sekundę. I jeszcze wyznacza się planowane miejsce gdzie sonda ma wylądować na tym obiekcie ??? Szacun. Dla mnie bajka że oni w ogóle tam trafili. Szkoda tylko że musi to trwać 10 lat!!! Za krótkie jest życie człowieka, będziemy świadkiem tylko kilku takich zdarzeń. Szkoda. Mam nadzieję że dożyjemy lądowania na Marsie człowieka z transmisją na żywo w TV. :))
    9
  • avatar
    Konto usunięte
    Lubię takie newsy!
    7
  • avatar
    Author
    Mam nadzieje, że nigdy nie przyjdzie nam osobiście oglądać komety z tak bliska
    4
  • avatar
    Konto usunięte
    Czapki z glow pnowie, to jest dopiero osogniecie.
    4
  • avatar
    https://www.youtube.com/watch?v=KdhwopvTf18

    Nie ma co narzekać, wiadomo było że łatwo wylądować nie będzie.
    2
  • avatar
    irondick
    Teraz macie dokładnie zobrazowane jak podbija się kosmos z silnikami spalinowymi. Lot do bliskiego obiektu 10 lat. Pirotechniczne fajerwerki zdechły w międzyczasie i nie zadziałały. Dobrze, że nie spuchła elektronika choć nie jestem pewien...
    Zasilanie piętą Achillesa. Tak więc miernota naszej technologii w całej krasie. Jedyny sukces 100% to nawigacja, tu jest się czym pochwalić naukowcom.
    1
  • avatar
    moorell
    "[...] miernota naszej technologii [...]"

    Daj spokój, nieco ponad sto lat temu wzleciał na kilka chwil pierwszy samolot, a tu masz lot który przeleciał na automacie miliony kilometrów i nie jesteś zadowolony?
  • avatar
    Konto usunięte
    Czyli jednym słowem klapa i pieniądze podatników poszły w błoto!
    A tak na poważnie, to zamiast zajmować się takimi bzdurami, bo wszyscy wiemy że życie na ziemi stworzył Bóg! To mogliby przeznaczyć te pieniądze na pomoc biednym i głodującym w Afryce!
    -17
  • avatar
    Konto usunięte
    co to jest "spetycyzm" ? :>