Nauka

Starship w ogniu krytyki. Konkurencja obawia się lotów

przeczytasz w 3 min.

Radość SpaceX z niedawnego sukcesu Starshipa mąci krytyka, która spadła na ten projekt nie tylko ze strony mediów, ale też konkurencji. Do FAA wpłynęły pisma od BlueOrigin i ULA, które obawiają się zbyt dużej swobody SpaceX. Wpłynie ona negatywnie nie tylko na środowisko.

Rywalizacja to dobra rzecz, bo zazwyczaj prowadzi do zwiększenia konkurencyjności technologii i przyśpieszenia ich rozwoju. Gorzej, gdy jej konsekwencją jest doprowadzenie do monopolizacji danej branży, a przynajmniej uprzywilejowania jednego gracza w sposób, który może odbić się na konkurencyjności pozostałych. Do takiej sytuacji zdaniem Blue Origin oraz ULA, czyli konkurencji SpaceX, może dojść w przyszłości jeśli FAA (Federalna Administracja Lotnictwa) spełni wszystkie oczekiwania tej firmy dotyczące lotów rakiety Starship z terenu Centrum Kosmicznego im. Kennedy’ego na Florydzie.

Plany SpaceX są bardziej niż ambitne

Krytyka pod adresem SpaceX zbiegła się w czasie z udanym pierwszym lotem europejskiej rakiety Ariane 6. Tenże lot zakończył się sukcesem, którego świadkami mogliśmy być dzięki polskiej firmie Scanway. Jej kamery zarejestrowały kluczowe elementy lotu, w tym uwolnienie ładunku. Ariane 6 to nowe otwarcie w branży, niezależność dla europejskiego sektora kosmicznego. Dlaczego nawiązuję do tego wydarzenia? Bowiem zdaniem części ekspertów jest to konstrukcja nie przyszłościowa, bo bez odzyskiwalnych komponentów, znacznie droższa niż Starship. ESA odpiera te zarzuty, wytaczając argument nie zbieżnych interesów Ariane i Starshipa, i cieszy się z planowanych kilkunastu lotów rocznie Ariane 6.

SpaceX chciałoby, by Starship w przyszłości startował 44 razy rocznie z terenu Florydy. Oznacza to jeden lot co 8-9 dni.

Plany te wyglądają mizernie nie tylko przy obecnym tempie startów SpaceX, które tyle startów Falcona 9 ma praktycznie co miesiąc, ale też planowanym tempie wykorzystania Starshipa. Rakieta, którą porównać można tylko do największych w historii, a przede wszystkim do Saturna V, i to bardziej rozmiarem niż możliwościami, miałaby startować nawet 44 razy rocznie z kosmodromu na Florydzie. To mniej więcej jeden lot co 8-9 dni. Biorąc pod uwagę pojemność przestrzeni ładunkowej Starshipa względem możliwości rakiety Falcon 9, odpowiadałoby to prawie 300 lotom tej ostatniej.

W tym roku Falcon 9 wystartował już 68 razy, a do końca roku. SpaceX wynosi na orbitę nie tylko Starlinki, ale też inne satelity, również europejskie - 21 tegorocznych misji miało właśnie taki charakter. Obecne tempo startów to jeden co 2,75 dnia. Gdyby Falcon 9 miał dorównać masą wyniesionego ładunku Starshipowi latającemu 44 razy rocznie, musiałby latać ponad dwa razy częściej.

LC39A
Platforma LC-39A w Centrum Kosmicznym Kennedy'ego eksploatowana przez SpaceX. Obecnie startują z niej rakiety Falcon 9, w przyszłości miałby to być Starship. (fot: NASA)

Na razie czekamy na piąty testowy lot Starshipa z udanym lądowaniem Boostera, który przechwyci wieża startowa. Jednakże SpaceX już złożyło swoje zapotrzebowanie do FAA, a to powoli zajmuje się kwestią oceny środowiskowej w związku ze startami z Florydy. Elon Musk z kolei już w kwietniu zapowiedział, że SpaceX wybuduje cztery dodatkowe stanowiska startowe. Dwa w Teksasie, gdzie w Boca Chica są testowane Starshipy, a dwa na terenie Centrum Kosmicznego Kennedy’ego.

Te 44 loty Starshipa to i tak ostrożne plany biorąc pod uwagę megalomanię jaką czasem może wykazać się Elon Musk. Marzy mu się bowiem nawet 1000 budowanych Starshipów rocznie. Z obecnej perspektywy to nawet więcej niż mrzonka, ale to czego obawia się konkurencja SpaceX jest już możliwe.

Czego obawia się Blue Origin i ULA oraz organizacje przyrodnicze?

Na pierwszy rzut oka można odnieść wrażenie, że pretensje Blue Origin i ULA są podyktowane jedynie obawami o zbytnią monopolizację lotów z terenu Centrum Kosmicznego Kennedy’ego przez SpaceX. Jednakże przekazane do FAA dokumenty, w których pojawia się prośba o znaczące zmniejszenie liczby planowanych startów, poruszają istotne kwestie.

Blue Origin jak i ULA, choć każda w swoim stylu, zauważają, że tak częste starty, które poprzedzone są przygotowaniami, utrudnią funkcjonowanie innym instytucjom w okolicy. Każdy start wiąże się bowiem z koniecznością zatankowania tysięcy ton łatwopalnego metanu, a to oznacza konieczność ewakuacji okolicy. I to jest punkt zapalny, bo wiązałoby się to także z przerwaniem pracy w hangarach Blue Origin i ULA, które znajdują się stosunkowo blisko platformy startowej 39A przewidywanej do startów Starshipa. SpaceX funkcjonowałoby zatem w najlepsze, a Blue Origin i ULA musiałyby brać „wolne”.

Kolejnym zarzutem są nieprzewidziane konsekwencje startu Starshipa. ULA nawiązuje do rozrzuconych szczątków rakiety w trakcie pierwszego lotu testowego, które znajdowano nawet 6 km od wieży startowej. To trochę niefortunny zarzut, bo SpaceX raczej nie planuje eksplozji każdej z rakiet podczas startu, ale jest przysłowiowym kijem wsadzonym w mrowisko. Sensowniejszym argumentem wydaje się konieczność stałej pracy platformy, w tym ciągłego oświetlania okolicy, co odbiłoby się negatywnie na życiu zwierząt, w tym ptaków licznie zamieszkujących półwysep. Tak dzieje się podczas testów w Boca Chica, na co zwraca uwagę organizacja Defenders of Wildlife z Florydy, a przecież to co tam się dzieje, to dopiero początek.

Jakiej decyzji by nie podjęło FAA, będzie ona bezprecedensowa

Krytycy planów SpaceX również sami nie są do końca zgodni w swoich oczekiwaniach. Blue Origin chciałoby, by platformy startowe Starshipa na Florydzie znalazły się znacznie dalej od obecnych, z kolei organizacje przyrodnicze nie zapatrują się na taką perspektywę z zachwytem, bo oznaczałoby to zajęcie przez SpaceX nowych przestrzeni.

Jak by się nie patrzeć na zarzuty Blue Origin, ULA jak i organizacji prozwierzęcych, plany SpaceX na pewno są bezprecedensowe. Choć z roku na rok mamy coraz więcej startów rakiet, to nawet w czasach zimnej wojny, tempo nie było tak wysokie jak obecne, nie mówiąc już o planowanym. I to z wykorzystaniem jednego obszaru na Florydzie, a nie kosmodromów na całym świecie.

Przed FAA stoi bardzo poważne zadanie. Nie chodzi tu bowiem tylko o spełnienie oczekiwań SpaceX, a jednocześnie zadowolenie Blue Origin i ULA oraz organizacji przyrodniczych. A także o decyzję, która może ukształtować branże lotów kosmicznych w nadchodzących dekadach.

Źródło: Space.com, inf. własna

Komentarze

8
Zaloguj się, aby skomentować
avatar
Komentowanie dostępne jest tylko dla zarejestrowanych użytkowników serwisu.
  • avatar
    Batyra
    4
    @Karol Żebruń - czy jest wiadomo ile CO2 uwalnia się do atmosfery podczas jednego takiego lotu rakiety? Czy to nie jest czasem jak z gigantycznymi wycieczkowcami spalającymi tony mazutu na milę, że one same (podobno) produkują więcej CO2 niz niejeden europejski kraj? Ciekawe dlaczego ekolodzy nie blokują tych rakiet?
    • avatar
      youkai20
      2
      Desperacki płacz nieudaczników, którym nie wychodzi. Przespali rewolucję, to teraz nadają na Elona Muska i jego biznes, bo nic im nie pozostało. Bo po jakie licho NASA czy jakakolwiek firma miałaby korzystać z drogich, "nie odzyskiwanych" rakiet, gdy w SpaceX startują dosłownie co kilka dni, za ułamek ceny od konkurencji?
      • avatar
        xxx.514
        1
        Przegyrywają i zaczynają płakać, typowe.
        • avatar
          uzekamanzi
          1
          Mieli ponad 2 dekady żeby zabrać się do roboty. Ale lepiej najpierw drwić a później płakać że monopol zabije konkurencję.

          Witaj!

          Niedługo wyłaczymy stare logowanie.
          Logowanie będzie możliwe tylko przez 1Login.

          Połącz konto już teraz.

          Zaloguj przez 1Login