Gry

Test OnLive - wrażenia

Micro Konsola

O OnLive jest głośno już od jakiegoś czasu. Nie bez powodu. Możliwość grania w najnowsze gry bez posiadania kosztownego sprzętu jest bardzo kusząca. Na Eurogamer Expo 2011 swoją premierę miała wersja przeznaczona na rynek brytyjski.

Sprzęt

Z OnLive korzystać można na dwa sposoby: za pomocą specjalnej przystawki podłączanej do telewizora, bądź za pośrednictwem komputera z zainstalowanym systemem Windows lub Mac OS. Przystawka, a bardziej pasowałoby słowo konsolka, wygląda trochę jak zewnętrzny dysk 2,5 cala. Ma dwa złącza USB 2.0, S/PDIF, analogowe AV typu czincz i HDMI. Obsługuje Bluetooth, lecz nie ma modułu Wi-Fi.

Micro Konsola

W komplecie znajduje się pad przypominający kontroler do Xboksa 360. Jest od niego nieco większy, cięższy i mniej wygodny w użytkowaniu. Jakość wykonania stoi na wysokim poziomie, choć delikatnie odbiega od padów od Sony i Microsoftu.

Konsolka sprzedawana jest za 69,99 funtów sztyrlingów, jednak zamawiając jedną z gier przed premierą urządzenie można dostać „za darmo”. Aby uniknąć niepotrzebnych opóźnień, mini konsolę trzeba połączyć do internetu przewodowo i najlepiej prosto do routera.

Micro Konsola

Sprzętowo układ zdolny jest wyświetlać obraz w rozdzielczości 720p z szbkością 60 kl/s. Istnieje możliwość wyświetlania stereoskopowego obrazu 3D. Aby uzyskać rozdzielczość Full HD, należy wybrać interpolację. Jak wieść niesie, w następnej aktualizacji ma pojawić się domyślna obsługa 1080p, kosztem podwojenia wymagań względem przepustowości łącza, co może być ryzykownym rozwiązaniem, ale o tym w dalszej części artykułu. Jak zatem sprzęt sprawdza się w praniu?

Pierwsze wrażenia

Po zajęciu miejsca i obadaniu pada przyszła pora na gry. Na pierwszy ogień poszedł najnowszy Deus Ex. Po kilku sekundach wczytywania ukazało sie menu główne. Po wybraniu nowej gry czeka nas krótkie ładowanie i możemy rozpocząć zabawę. Pierwsze wrażenie jest zaskakujące. Obraz jest dobrej jakości, animacja jest płynna, a czas reakcji kontrolera krótki. Ustawienia jakości grafiki nie rzucały na glebę – do wersji PC na maksymalnych detalach sporo brakowało.

Po kilku minutach postanowiłem zmienić grę. Tutaj muszę nadmienić, że czas wyjścia z gry do menu i załadowania kolejnej bardzo miło zaskakuje – wszystko dzieje się bardzo szybko. System działał szybko po stronie serwerów, konsola też nie zostawała w tyle. Dashboard jest atrakcyjny wizualnie i sprawia dobre wrażenie. Jest to zasługa zastosowanego w konsolce dwurdzeniowego układu SoC Marvell Armada 1000.

Micro Konsola

Następnie mój wybór padł na DiRT 3. Tutaj nie było już tak różowo. Przy szybkiej jeździe na światło dzienne wychodziły niedoskonałości zastosowanego kodeka wideo H.264. Obraz był rozmyty, przy gwałtownych zakrętach mozna było zobaczyć pikselozę. Także kolory sprawiały wrażenie wyblakłych. Na samochodach na próżno było szukać odbić. Jakość reszty też została obniżona, co sugerowałoby użycie średnio-niskich ustawień graficznych. Muszę przyznać, że opóźnienia kontrolera były dużo większe niż w Deus Ex i przyzwyczajony do wersji z Xboksa, w którą gram dość często, z całą stanowczościa stwierdzam, że lag utrudnia zabawę w porównaniu z tradycyjną konsolą.

Micro Dashboard

Po przejechaniu trzech oesów, wyszedłem z gry i zacząłem szukać następnego kandydata, którym okazał się Assassin’s Creed Brotherhood. Duża kompresja mocno rzucała się w oczy, widoczne również były artefakty w generowanym obrazie, a jakość cieni i poziomy LOD przywodziły na myśl wersję na X360. Płynność animacji nie była stała i zmieniała się na minus wraz ze wzrostem intensywnosci akcji na ekranie. W przypadku większych starć nie wyglądało to dobrze, bo wszystkie niedoskonałości obrazu kumulowały się. Trzeba wziąć poprawkę na to, że na targach odległość siedziska pufy od ekranu wynosiła jakieś 70 cm. W przypadku gry w domowym zaciszu, w odległości kilku metrów od ekranu część wad grafiki może się „zgubić”.

Po chwili zapuściłem Warhammera: Space Marine. Niestety nie miałem punktu odniesienia do wymaksowanej wersji PC w kwestii grafiki, jednak znów kłuły w oczy artefakty i mocna kompresja. Z drugiej strony reakcja gry na naciskane klawisze nie sprawiała wrażenia ociężałej, jak w przypadku DiRT 3.

Dashboard

Co przychodzi do głowy po krótkiej zabawie z zestawem: średnio nadaje się on do bardziej dynamicznych gier, takich jak strzelaniny z pierwszej osoby lub wyścigi. Dodatkowo gry o wysokim kontraście ujawniają niedostatki użytej kompresji. Wolniejsze gry o bardziej stonowanej kolorystyce na pierwszy rzut oka nie różnią sie zbytnio od konsolowych odpowiedników, choć do pecetowych wersji w pełnych detalach nie mają podejścia. Mocno rozczarowuje fakt, że gry nie działają w wysokich ustawieniach grafiki.

Problemy i... problemy

Jak wyjawił mi pracownik obsługi, serwery znajdują się w Luksemburgu, a w niedalekiej przyszłości pojawią się też w Wielkiej Brytanii. Do poprawnego działania w rozdzielczości 720p wymagane jest łącze o przepustowości około 5 Mb. Jeśli zdecydujemy się grać na kompie, nie potrzebujemy mocnej maszyny z szybkim procesorem. Według przedstawicieli do zabawy wystarczy nawet netbook, choć prawdopodobnie chodziło o nowe netbooki. Na pierwszej generacji Atomów sprawy miałyby się zapewne gorzej.

Gry działające na serwerach to specjalnie dostosowane wersje pecetowe. Na czym owe dostosowanie miałoby polegać? - Na odpowiedniej konfiguracji kodu - tak brzmiała odpowiedź osoby obsługującej stanowiska.

W tydzień po EG Expo postanowiłem sprawdzić jakość usługi na moim budżetowym laptopie Acer Aspire 5742Z, korzystając z dwóch różnych ISP. W pierwszym przypadku (Orange ADSL 8Mb) praktycznie nie dało się grać. System non-stop wyświetlał komunikaty o problemach z połączeniem. W najgorszych przypadkach dochodziło do zatrzymywania rozgrywki na dobrych kilka do kilkunastu (!) sekund. Zgodnie z zaleceniami komputer podłączony był kablem i w czasie testów nikt inny nie korzystał z Sieci. Wystarczyło tylko kilka minut poszukiwań, aby przekonać się, że internet aż roi się od podobnych przypadków.

Kilka dni później testowałem system po raz drugi, tym razem korzystając z reklamowanego jako ultra szybkie łącza BT Infinity (światłowód). Jakość zabawy wzrosła drastycznie i można było bez przeszkód oddać się rozrywce. Możliwe było także jednoczesne przeglądanie internetu i korzystanie z OnLive. Niestety, gdy na drugim komputerze włączyłem BBC iPlayer, OnLive zaczął bombardować mnie ostrzeżeniami o kłopotach z połączeniem.

Po przeprowadzeniu dochodzenia okazało się, że niektórych przypadkach uzyskanie płynnej rozgrywki korzystając z ADSL graniczyło z cudem. Nieco lepiej usługa działa klientom BT, czyli oficjalnego partnera OnLive. Szczęśliwcy, korzystający ze światłowodu mogą się skusić na OnLive, choć i w tym przypadku obsługa systemu nie jest bezkompromisowa i do ideału daleka droga. Jakość połączenia zależy nie tylko od rodzaju linii, ale też od pory dnia, a nawet dnia tygodnia, co osobiście uważam za absurd. Moje testy przeprowadzałem późnym wieczorem, co jak widać odbiło się negatywnie na doznaniach z gry.

Gry

Dostępne gry nie zaskakują świeżością. Najnowsze tytuły to Deus Ex: Human Revolution, Warhammer 40k Space Marine, Dirt 3, Homefront i Assassin’s Creed Brotherhood. Zamówić można Saints Row 3 i Batman: Arkham City. Reszta to gry mniej lub bardziej wiekowe. Dużą część w ofercie firmy stanowią też produkcje każualowe. Szkoda, że nie ma dostępu do gier konsolowych. To z pewnością przyciągnęłoby nowych klientów, ale Microsoft i Sony nigdy by się na taki krok nie zgodziły.

W każdą z gier można za darmo pograć przez pół godziny. Po jej upływie można grę „kupić” bądź „wypożyczyć” na 3 lub 5 dni. Dobrym pomysłem jest zapisywanie naszego postępu w chmurze. Dzięki temu po skończeniu 30 darmowych minut można kontynuować rozgrywkę dokładnie od miejsca, w którym ją zostawiliśmy. Z niewiadomych mi przyczyn części tytułów nie da się jednak „wypożyczyć” i aby móc grać dalej, trzeba grę „kupić”. Dziwnym zbiegiem okoliczności to właśnie najnowsze produkcje są tymi, których nie da się „wypożyczyć”.

W tym momencie robi się jeszcze ciekawej, bo ceny narzucone przez firmę są delikatnie mówiąc odstraszające i kształtują się na poziomie od £29.99 do £39.99. Za grę, której de facto nie posiadamy, a więc nie możemy jej odsprzedać lub wymienić, to bardzo dużo. W dodatku w regulaminie jest zapis, że tytuły gwarantowane są przez okres trzech lat. Co jeśli po tym czasie firma zdecyduje się wyjąć wtyczkę z gniazdka i zaprzestać wspierania gry?

 

 

Na koniec warto wspomnieć też o ofercie specjalnej. Za równowartość £6.99 miesięcznie można wykupić specjalny pakiet, w skład którego wchodzi ponad 100 gier. Można w nie pykać bez ograniczeń. Niestety nie wszystkie tytuły, nawet te „drugiej świeżości” załapały się do pakietu i aby pograć np. w AC II, Darksiders, Dirt 2, Metro 2033 czy PoP The Forgotten Sands, należy zapłacić za „wypożyczenie” lub „kupno”. W pakiecie nazwanym „Playback Bundle” znajduje sie na szczęście także sporo dobrych, choć nieco wiekowych gierek. Abonament można anulować w dowolnym momencie.

Podsumowanie

Inwestycja w OnLive jest raczej kiepskim pomysłem, przynajmniej na razie. Taka sobie biblioteka tytułów, miejscami słaba jakość obrazu, kontrowersyjny system przypisywania gier do poszczególnych kategorii w systemie, bardzo wysoka cena gier, niewiadoma przyszłość zakupionych tytułów czy wreszcie problemy z połączeniem i bardzo wysokie wymagania w stosunku do łącza nie są argumentami skłaniającymi do wyboru OnLive.

Intrygująco, wrażenia po Eurogamer Expo były zdecydowanie bardziej pozytywne. Wszystko działało tam sprawnie i płynnie. Zapewniono mnie nawet, że serwery nie są poukrywane gdzieś za węgłem. ;-) Doświadczenia z obcowania z systemem w domowym zaciszu nie były nawet w połowie tak przyjemne.

Kolejnym czynnikiem stawiającym sensowność inwestycji pod ogromnym znakiem zapytania są zbyt wysokie ceny gier. Realistycznie, aby przełknąć całą gorycz związaną z niedoskonałościami systemu, a także (co nieuniknione) z problemami z infrastrukturą sieci, ceny pełnych wersji powinny być niższe o 50%. Perspektywa placenia jak za pełnoprawny produkt, (o którego dalszym losie możemy sami decydować) za grę, w którą nie możemy pograć kiedy mamy na to ochotę, blokując przy okazji cały internet w domu... brzmi mało zachęcająco, prawda?

Na dzien dzisiejszy OnLive to ciekawostka, dobra sprawa, aby za darmo przetestować tytuł przed zakupem. Naturalnie pod warunkiem mieszkania w UK i posiadania odpowiednio szybkiego łącza. Ewentualnie, jeśli łączycie się światłowodem i macie naprawdę duże zaległości w grach, możecie skusić się na pakiet „Playback Bundle” bądź „wypożyczyć” którąś z ciut nowszych gier. Skoro o wypożyczaniu mowa, to jednak lepiej podejść do lokalnego Blockbuster, wziąć płytkę i siąść przed konsolą.

Micro Konsola

Ciekawe, co stanie sie w momencie premiery nowej generacji konsol, gdy wymagania pecetowych portów poszybują w górę jak rakieta. Coś mi mówi, że wymiana co najmniej połowy sprzętu w siedzibach OnLive będzie nieunikniona. Póki co, możemy nie zaprzątać sobie tym głowy. Tym bardziej, jeśli weźmiemy pod uwagę czynnik polski, a więc „jakość” łącz oferowanych przez krajowych dostawców internetu. Należy mieć nadzieję, że OnLive przetrwa choroby wieku dziecięcego i albo urośnie w siłę, stając sie kolejnym ważnym graczem na rynku, albo za kilka lat zostanie wchłonięty przez któregoś z gigantów elektronicznej rozrywki.