
Czy Huawei MatePad 11.5 S z 2026 roku to więcej, lepiej, szybciej? Czy to udana kontynuacja linii tabletów z matowymi ekranami? Cóż, sprawdziłem co potrafi ten sprzęt i muszę przyznać, że pewne wrażenie rzecz na mnie zrobiła.
Huawei MatePad 11.5 S (2026) to kolejna iteracja popularnego tabletu, która stawia na matowy ekran, który ma być w domyśle doskonałym rozwiązaniem do pracy wszelakiej. Do tego ekranu, stworzonego do pracy i konsumpcji statycznych treści, dochodzą jeszcze dodatki, jak klawiatura czy rysik, które uczynić mają z Huawei MatePad 11.5 S wzorowe mobilne urządzenie do pracy i rozrywki. No i pytanko, udało się, czy się nie udało? Czy to faktycznie dobry, multizadaniowy tablet?
Czym jest i co potrafi Huawei MatePad 11.5 S (2026)?
Wspomniałem już, że Huawei MatePad 11.5 S z 2026 roku ma matowy panel, autorski PaperMatte, który bardzo dobrze eliminuje odblaski. To ważne, bo to główny wyróżnik tego urządzenia. Dodajmy tu jeszcze, by coś o specyfikacji napisać, że rozdzielczość 2800 na 1840 pikseli i proporcje 3:2 to nie tylko piękna szczegółowość, ale i uśmiech w stronę osób myślących o tym urządzeniu, jak o małym laptopie. A, no i mamy adaptacyjne odświeżanie na poziomie 144 Hz. Kolorki są ładne, bo urządzenie ogarnia pełną paletę P3, a matowy panel mniej męczy oczy niż panele błyszczące, no cud, miód.
Co jeszcze warto wiedzieć o nowym Huawei MatePad 11.5 S? Cóż, ma 12 GB RAM-u i 256 GB pamięci na dane. Ma autorski NearLink, czyli łączność z akcesoriami bez opóźnień. Współpracuje z M-Pencil i M-Pencil Pro. Bateria ma pojemność 8800 mAh i można ją ładować z mocą 66 Watów. Sprzęt waży 515 gramów i ma jedynie 6,1 mm grubości. Dobra, starczy tego wymieniania technicznych szczegółów - czas na mięso.
Estetyka, jak to u Huawei, miód - malina
Huawei MatePad 11.5 S (2026) to piękny tablet. Jest smukły, świetnie wykonany, ma cienkie ramki wokół ekranu i przyjemnie klikające przyciski. Tylko oczko obiektywu aparatu jest jakoś tak bez polotu zaprojektowane, ale nie psuje ogólnego wrażenia i nie odbiera punktów za styl.
Bez Google, ale z Google
Największą bez wątpienia bolączką urządzeń mobilnych od Huawei jest brak usług Google. Tak, wiem, rządzą nami korporacje i wszyscy jesteśmy na garnuszku Google. No i co? Wszystkim to przeszkadza, a każdy na tym pracuje (w mniejszym lub większym wymiarze), co sprawia, że brak aplikacji i usług amerykańskiego molocha jest wadą. Szczęśliwie Huawei przekuł przez lata swój HarmonyOS, będący stylistycznie zlepkiem wszystkiego, co najładniejsze w systemach Apple i wszystkiego, co najpraktyczniejsze ze świata Androida, w całkiem sensownie funkcjonujący ekosystem.
Tak, praca i rozrywka na HarmonyOS jest możliwa i przyjemna, jeśli odrzuci się standardowe rozwiązania i przemodeluje własny workflow. Jeśli jednak ktoś tego robić nie chce, to na Huawei MatePad 11.5 S (2026) odpali sobie usługi Google, posiłkując się np. microG, czyli pewnym hubem, który pozwala na instalowanie i korzystanie z amerykańskich zabawek. Działa to dobrze, od wielkiego dzwonu się jedynie wykrzaczając, co w gruncie rzeczy sprawia, że usługi Google w jakiejś formie są na tablecie Huawei dostępne. W jakiejś formie, bo czasem coś się wywali, czasem coś się nie uruchomi (Zwift, to do ciebie), a założenie kilku kont Google nie jest prostą zabawą. Niemniej, da się, a jak się już wszystko ogarnie, to i idzie z tym żyć. Tu dodam jednak, że pewne kompetencje cyfrowe trzeba posiąść, by sobie tablet pokonfigurować odpowiednio i pożenić go z Google, więc nie jest to sprzęt, który byłby dobrym prezentem na dzień dziadka.
No dobra, ale czy microG faktycznie rozwiązuje problem z usługami Google? Cóż, i tak, i nie. Dla kogoś, kto musi sobie podpiąć Gmailową skrzynkę lub czasem odpalić coś na YouTube - tak. Dla kogoś, kto pracuje z usługami Google, trzyma w chmurze zdjęcia i dokumenty, dzieli się plikami i ogólnie traktuje ekosystem Google jako bazę dla swojego, szeroko rozumianego, workflow - zdecydowanie nie. Cieszy, że Huawei takie patenty jak microG ogarnia, ale nie oszukujmy się, decydując się na tablet tej marki, trzeba mieć z tyłu głowy, że wszystkie popularne rozwiązania potentata z Mountain View będą jeno protezami w świecie Huawei.
Coś dla kreatywnych, czyli piórko daje radę
Rysiki w tabletach to dla mnie problematyczna kwestia. Firmy reklamują się czasem hasłami, w których stoi, że można dzięki nim tworzyć odręczne notatki. No można, ale pisanie po śliskim ekranie jest diabelnie niewygodne. Tak, Huawei MatePad 11.5 S (2026) mimo swojej “matowości” ma śliski ekran i jeśli ktoś liczy, że będzie sobie mógł na studiach, podczas wykładów notować na tym tak wygodnie, jak np. na takim reMarkable 2 czy innym “einkowym” urządzeniu, to się przeliczy.
Notować można, ale nie jest to wygodne, a efekty są dalekie od satysfakcjonujących. Gdy jednak odpuścimy sobie pisanie i tworzenie odręcznych notatek, a rysik wykorzystamy do rysowania, malowania, retuszowania, tworzenia diagramów, wykresów czy innych prezentacyjnych bajerów, to okaże się, że działa to genialnie.
Tandem tabletu i rysika rozpoznaje wszystkie poziomy nacisku, soft pozwala na wybranie mnóstwa różnych typów pędzli, na obsługę skrótów, odpalanie wybranych aplikacji - no opcji jest tu nieskończenie dużo. Ważniejsze niż mnogość patentów na wykorzystanie rysika jest jednak to, że nie są to implementacje od czapy. Tu wszystko działa i aż się chce tym rysikiem pracować.
Rysowanie jest bardzo satysfakcjonujące, przyjemne zwyczajnie - gdy nabierze się nieco wprawy i oswoi ze śliskim ekranem. Retuszowanie zdjęć podobnie, bo pozwala na wykonywanie bardzo precyzyjnych czynności - każdy zaawansowany wiekiem fotografik przypomni sobie czasy graficznych tabletów i tego, jakim były one przed laty gamechangerem. Praca kreatywna z rysikiem przebiega szybko, a praca kreatywno-biznesowa, czyli tworzenie diagramów, chmurek, artystycznych wykresów wszelakich, po odrobinie wprawy, jest nader przyjemna.
M-Pencil (tak podstawowy, jak i wersja Pro - dla tych bardziej artystycznie utalentowanych) to przemyślane i świetnie sparowane z tabletem urządzenie. Nie jest zbędnym dodatkiem, a akcesorium, które faktycznie podnosi możliwości samego tabletu, co z perspektywy osoby bez krztyny rysowniczego talentu, nabiera znaczenia. M-Pencil można potraktować jak bonus dla artystów, ale można też wykorzystywać go do pracy z urządzeniem, którą ten usprawnia znacznie, co doceni każdy “mediaworker” czy marketer po licencjacie, wspinający się po korporacyjnych szczeblach.
A co z tymi wspomnianymi artystami? O ho ho, możliwości tu jest od groma! Rysowanie, malowanie, tworzenie animacji na bazie poszczególnych klatek… Ten tablet w parze z rysikiem to naprawdę potężne narzędzie to pracy nie tyle nawet kreatywnej (bo to bardzo szerokie pojęcie), co wprost artystycznej. I tak, ciągle jest w mojej ocenie jedna firma, która pod tym względem sprzęt z softem integruje lepiej, ale Huawei mocno, bardzo mocno i wyraźnie skraca dystans do lidera. Tu dodam jeszcze, że dałem się koledze serdecznemu, przyjacielowi, który tatuaże robi i artystą jest, pobawić tym tabletem. Był zadowolony i powiedział, że mógłby spokojnie na nim pracować - to musi coś oznaczać, prawda?
No dobra, a jak się to sprawdza w praktyce?
Ujmę to tak. Nie lubię tabletów, ale te od Huawei jakoś mi siedzą. No dobra, iPady też mi siedzą, więc może lubię wszystko, co drogie i wszystko, na co mnie nie stać? Trudno powiedzieć… Do rzeczy! Polubiłem nowiutkiego MatePada 11.5 S. To urządzenie bardzo ładne, niewielkie i funkcjonalne. Długo trzyma na baterii - spokojnie 8 godzin znormalizowanej pracy (popisanie, porysowanie, poczytanie z normalnymi przerwami) mi ogarniał, a i pod względem wydajności złego słowa nie powiem, bo podczas testów urządzenie nie chrupało, nie wieszało się, nie lagowało, a miast tego ładowało wszystko szybko i działało bardzo przewidywalnie.
Dużo radości dała mi ogólna funkcjonalność testowanego urządzenia. Sprzęt doskonale nadaje się do czytania komiksów czy książek - z założeniem, że to nie jest ekran nawet zbliżony do tych z “epapierowego” świata. To ciągle świecący panel, który męczy oczy, ale męczy je mniej niż podobne panele bez matowej powłoki. Fajna sprawa, ale nie dajmy sobie wmówić, że jest to rozwiązanie tak przyjemnie neutralne dla oczu, jak cokolwiek “epapierowego”. Nie jest.
Ten, jak już ustaliliśmy, przyjemny ekran wybitnie dobrze nadaje się do kreatywnej pracy i niezobowiązującej rozrywki. Filmy ogląda się na nim nieźle, choć nie wybitnie, bo moim zdaniem do tej formy zabijania czasu lepiej nadają się klasyczne, błyszczące panele (no, chyba, że oglądamy coś na YouTube na dworze, w pełnym słońcu). Do czytania jednak czy pisania krótkich form, ekran jest super. A dlaczego krótkich form? Dlatego, że akcesoryjna klawiatura, świetnie wykonana i dobrze przemyślana, ciągle jest mała i ciągle jest dość giętka, czy tam elastyczna, co sprawia, że napisanie dłuższego tekstu byłoby dla mnie męczarnią. Ale, ale! Ja jestem wybredny i marudny, i nie lubię protez pełnoprawnych urządzeń. Jeśli ktoś będzie mniej marudny, to spokojnie i pracę licencjacką na tym urządzeniu wyklepie, bo trzeba przyznać, że wśród klawiatur mobilnych/tabletowych, te od Huawei są naprawdę dobre.
Co jeszcze? O rysowaniu pisałem wcześniej, więc… Nie ma co przedłużać. Do codziennej pracy, takiej doraźnej, takiej na szybko, takiej mobilnej i “mediaworkerskiej” oraz konsumpcji statycznych multimediów Huawei MatePad 11.5 S (2026) nadaje się doskonale. Wyśmienicie. cudownie wręcz. Do kreatywnych zabaw z piórkiem, czy tam rysikiem, czyli rysowania i retuszowania - również, ale tu trzeba pamiętać, że jest pewna firma z wielkiej i bogatej Ameryki, której sprzęt ciągle pozostaje w tej materii nieco lepszym, choć i wyraźnie droższym wyborem. Reasumując, Huawei MatePad 11.5 S (2026) robi dokładnie to, czego oczekiwałbym od sprzętu tej klasy i jeśli ktoś zapyta mnie kiedyś przy kawie, w autobusie, w pociągu, na ślubie kolegi o to, czy warto ten tablet kupić, to powiem - warto, jeszcze jak.
Dobry ten Huawei MatePad 11.5 S?
Dobry, nawet bardzo. Mamy tu świetny ekran, doskonałe wykonanie, software’owe rozwiązania, które usprawniają pracę i garść patentów, które docenią ci pracujący i bawiący się zdalnie, bez względu na to, czy są osiągającymi sukces za sukcesem mediaworkerami czy seniorami na zasłużonym wypoczynku w Egipcie.
Warto kupić, jeżeli
Szukasz urządzenia, które potrafi wszystko. Trochę chcesz sobie poczytać książki i komiksy, a trochę popisać do pracy, kiedy akurat działasz mobilnie. Masz sporo okienek między zajęciami i pracujesz wtedy dorywczo albo wrzucasz własne memuary na bloga, które faktycznie kogoś interesują. W pracy to wrzucisz post na sociale, to coś nagrasz, to zdjęcie z kawiarni wyretuszujesz. Lubisz rysować, ale wolisz kupić używany samochód zamiast iPada. Niektóre przykłady są abstrakcyjne, inne całkiem życiowe, a wszystkie mają sugerować, że Huawei MatePad 11.5 S to tablet, który jest urządzeniem nieco pomiędzy różnymi rynkowymi standardami, więc jeśli też jesteś nieco pomiędzy i kreatywność ci w duszy gra, ten tablet dobrze się z tobą dogada.
Nie warto kupować, jeżeli
Jeśli potrzebujesz tabletu dla zasady, ot, żeby oglądać sobie Netfliksa po godzinach - nie kupuj Huawei MatePad 11.5 S, tylko poszukaj czegoś tańszego, skrojonego pod użytkownika, który ma, hm, "mniejsze potrzeby". Jeśli uważasz, że tablet zastąpi Ci laptopa i zaoferuje pełny komfort laptopowej pracy - jesteś w błędzie i w tej sytuacji również nie kupuj Huawei MatePad 11.5 S. A, no i jeśli jesteś osobą uzależnioną od usług Google, która całe swoje życie powierzyła tej firmie, to też nie kupuj sprzętu Huawei.
Produkt do przeprowadzenia testu został użyczony przez firmę Huawei. Firma użyczająca nie miała wpływu na treść ani wyglądu w nią przed publikacją. Jest to niezależna recenzja dziennikarska.













Komentarze
0Nie dodano jeszcze komentarzy. Bądź pierwszy!