
Konkurencja nie śpi. Sony LinkBuds Clip - test otwartych słuchawek dousznych
LinkBuds Clip to pierwsza generacja otwartych słuchawek dousznych Sony w formie klipsów. Ich największą wadą jest liczna i często tańsza konkurencja.
Sony wprowadza swoje słuchawki na rynek niemal równolegle z modelem Huawei FreeClip 2, dla którego stanowią bezpośrednią konkurencję. Lista potencjalnych rywali obejmuje także słuchawki Bose Ultra Open, JBL Soundgear Clips, Motorola Moto Buds Loop czy realme Buds Clip, więc mowa o rynku, na którym zrobiło się ostatnio tłoczno. Czy LinkBuds Clip mają czym się bronić?
Sony LinkBuds Clip są bardzo wygodne w noszeniu i użytkowaniu, ale jest pole do poprawy
Idea tego typu słuchawek jest taka, by użytkownik mógł je założyć na uszy i zapomnieć o nich na długie godziny. Na tym polu LinkBuds Clip zdają egzamin.
Podczas testów byłem w stanie bez problemu nosić je przez 8 godzin ciągiem, a raczej spokojnie wytrzymałbym drugie tyle. LinkBuds Clip są na tyle duże, że je cały czas czuć, ale na tyle lekkie, że nie powodują większego dyskomfortu.
I nie, nie trzeba słuchać muzyki codziennie przez długie godziny, by te słuchawki docenić. Ja lubię je za ciągłą gotowość do odsłuchu. Gdy ktoś dzwoni, mogę przeprowadzić rozmowę bez konieczności sięgania po telefon. Gdy chcę zapytać o coś asystenta AI, po prostu stukam palcem w lewą słuchawkę. Gdy włączam jakiś filmik czy podcast, dźwięk podąża za mną po mieszkaniu. Słuchawki po prostu czekają gotowe w uszach i nie przeszkadzają, co naprawdę potrafi zmienić sposób codziennego funkcjonowania.
Jedna słuchawka LinkBuds Clip waży 6,4 g. Z jednej strony to niedużo, ale z drugiej Huawei FreeClip 2 są lżejsze (5,1 g), mniejsze i mają węższy pałąk. Dla mnie słuchawki Sony są wystarczająco wygodne, ale nie da się ukryć, że dało się to zrobić jeszcze lepiej.
Warto również odnotować, że słuchawki Huaweia są symetryczne, więc można je umieszczać w uszach i etui w dowolnej konfiguracji, a oprogramowanie samo przypisuje lewy i prawy kanał. W przypadku Sony trzeba pilnować, która słuchawka ląduje w którym uchu, co nie jest jakimś gigantycznym problemem, ale - znów - dało się to zrobić lepiej.
Forma klipsów sprawia, że słuchawki nie kolidują z okularami i pewnie leżą w uszach nawet podczas chodzenia, biegania, skakania i innych ćwiczeń. W trakcie noszenia lubią się przekrzywiać, ale jeśli komuś to przeszkadza, to może użyć dołączonych do zestawu poduszek stabilizujących.
LinkBuds Clip wykrywają podwójne, potrójne i wielokrotne stuknięcia. Gesty rozpoznawane są precyzyjnie, a przy tym nie trzeba celować palcem w słuchawkę, bo można uderzyć choćby w pałąk czy tylną część z akumulatorem.
Gesty można przypisać niezależnie do lewej i prawej słuchawki, by bez sięgania po telefon wstrzymywać i wznawiać odtwarzanie, wybudzać asystenta głosowego czy zmieniać tryb dźwięku. Dodatkowo stukając wielokrotnie w lewą słuchawkę można zmniejszać, a w prawą zwiększać głośność. Wygoda obsługi stoi więc na wysokim poziomie.
Etui ma 3,26 cm grubości, więc na tle słuchawek Huaweia (2,5 cm) jest dość grube. Dolną część wykonano z tworzywa matowego, a górną z połyskującego, co niespecjalnie mi się podoba, bo podejrzewam, że wystarczy kilka miesięcy, by jedna z połówek pokryła się rysami. Na plus wyprofilowanie w miejscu styku, co ułatwia otwieranie.
Do konfiguracji słuchawek służy aplikacja Sony Sound Connect, która dostępna jest na Androida oraz iOS. Apka ma wbudowany 10-stopniowy korektor i wyjątkowo rozbudowaną automatyzację, bo da się choćby zaprogramować automatyczne uruchamianie Spotify po dotarciu do wskazanej lokalizacji (np. na siłownię). Szkoda tylko, że apka wciąż nie doczekała się polskiego interfejsu. To spore niedociągnięcie jak na markę premium.
Sony LinkBuds Clip obsługują Multipoint. Można je połączyć z dwoma urządzeniami jednocześnie, a słuchawki inteligentnie wybierają źródło dźwięku.
Sony LinkBuds Clip grają nieźle jak na słuchawki otwarte, a jakość rozmów jest ponadprzeciętnie dobra
Jeśli dla kogoś jakość dźwięku jest absolutnym priorytetem, to nie ma co ukrywać, że pierwsze lepsze dokanałówki sprawdzą się lepiej. W otwartych słuchawkach dousznych chodzi przede wszystkim o wygodę i nieblokowanie dźwięków otoczenia. O tym, że brzmienie zostało potraktowane po macoszemu, świadczy choćby brak obsługi LDAC, czyli autorskiego kodeka Sony.
Mimo wszystko jednak Sony sporo wycisnęło z tej konstrukcji, bo dźwięk jest bogaty i zaskakująco głęboki, a dodatkowo można dopasować brzmienie pod siebie dzięki EQ. Nie są to jednak najgłośniejsze słuchawki na rynku, więc bardziej sprawdzą się w domu czy biurze niż przy ruchliwej ulicy.
Pomysłową i przydatną funkcją są wbudowane w Sony LinkBuds Clip trzy profile dźwiękowe.
- Domyślny - zapewnia ogólnie najbardziej optymalną jakość dźwięku. Najlepszy do słuchania muzyki czy oglądania filmów.
- Wzmocnienie głosu - ten tryb obniża niskie tony i wzmacnia częstotliwości ludzkiej mowy. Podcasty i rozmowy telefoniczne faktycznie brzmią zauważalnie lepiej.
- Redukcja wycieku dźwięku - w tym trybie oprogramowanie agresywnie obcina wysokie tony, dzięki czemu dźwięk jest mniej słyszalny na zewnątrz, co w przypadku słuchawek otwartych ma duże znaczenie. Dźwięk staje się wówczas spłaszczony i nieatrakcyjny, więc raczej nie nadaje się do wielogodzinnych odsłuchów, ale warto włączyć ten tryb na chwilę np. po wejściu do sklepu czy autobusu.
Tryby można przełączać w aplikacji lub za pomocą gestów. Jeśli ktoś planuje używać słuchawek w różnych miejscach i scenariuszach, to może to być przydatny bajer.
LinkBuds Clip błyszczą także w kwestii jakości rozmów. Sony chwali się wykorzystaniem przewodnictwa kostnego i algorytmów odszumiających AI, co faktycznie działa. Podczas testów używałem tych słuchawek do komunikacji głosowej podczas grania, gdy miałem na sobie okulary AR. Mimo że umieszczone w oprawkach głośniki kierowały muzykę i efekty dźwiękowe bezpośrednio w stronę uszu, w których miałem słuchawki, moi rozmówcy deklarowali, że nie słyszeli niczego oprócz mojego głosu.
Szkoda tylko, że Sony LinkBuds Clip obsługują nienajnowszy już standard łączności Bluetooth 5.3. Wersja 6.0 potencjalnie zapewniłaby mniejsze opóźnienia i nieco większą energooszczędność.
Sony LinkBuds Clip mają niezłą baterię z dwoma minusami
Na jednym ładowaniu udało mi się wyciągnąć ponad 8 godzin ciągłego odtwarzania muzyki na wysokim poziomie głośności, co jest solidnym wynikiem. Etui pozwala napełnić akumulator słuchawek trzykrotnie, zapewniając łącznie niemal 1,5 doby działania.
Gorzej wypada czas rozmów, bo w moim przypadku LinkBuds Clip rozładowały się w 3,5 godziny. Jak na słuchawki TWS szału nie ma, bo konkurencyjne modele są w stanie wyciągnąć 5-6 godzin. Cóż, najwidoczniej taka jest cena technologii poprawiających samą jakość rozmów.

Jeśli chodzi o baterię, największym minusem jest dla mnie brak ładowania bezprzewodowego. Sony LinkBuds Clip nie są słuchawkami tanimi, a etui nie należy do najmniejszych i najlżejszych, więc nie potrafię znaleźć żadnego usprawiedliwienia.
Czy warto kupić Sony LinkBuds Clip?
Sony LinkBuds Clip startują z niemałego poziomu 799 zł. Huawei FreeClip 2 są o 100 zł tańsze, a przy tym mają mniejszą, lżejszą i symetryczną konstrukcję, dłuższy deklarowany czas rozmów, nowszy standard Bluetooth i ładowanie indukcyjne. Niestety nie miałem okazji porównać tych modeli 1:1, by zestawić ze sobą jakość dźwięku, ale ta w przypadku słuchawek otwartych i tak ma raczej znaczenie drugorzędne.
Z czystym sumieniem mogę polecić LinkBuds Clip raczej tylko fanom Sony, którzy mają już nauszne lub/i dokanałowe słuchawki tej marki. Wariant otwarty może zdać egzamin jako dopełnienie ekosystemu, bo na dłuższą metę wygodniej jest zarządzać wszystkimi akcesoriami z poziomu jednej aplikacji.
Warto kupić, jeśli:
- zależy ci na wygodzie noszenia i użytkowania;
- jakość rozmów jest dla ciebie ważna;
- masz już inne słuchawki Sony.
Nie warto, jeśli:
- chcesz rozmawiać przez słuchawki dłużej niż 3 godziny dziennie;
- cenisz sobie ładowanie bezprzewodowe;
- oczekujesz najlepszego stosunku jakości do ceny.
Produkt do przeprowadzenia testu został użyczony przez firmę Sony. Firma użyczająca nie miała wpływu na treść ani wyglądu w nią przed publikacją. Jest to niezależna recenzja dziennikarska.















Komentarze
0Nie dodano jeszcze komentarzy. Bądź pierwszy!