• benchmark.pl
  • Gry
  • Recenzja Ghost of Tsushima - gdyby Kurosawa dorwał się do tej gry niczego by już nie nakręcił
Recenzja Ghost of Tsushima - gdyby Kurosawa dorwał się do tej gry niczego by już nie nakręcił
Gry

Recenzja Ghost of Tsushima - gdyby Kurosawa dorwał się do tej gry niczego by już nie nakręcił

z dnia
Maciej Piotrowski | Redaktor serwisu benchmark.pl
38 komentarzy Dyskutuj z nami

Ghost of Tsushima to chyba ostatni duży tytuł na PlayStation 4, przed nadejściem PS5. A jako że opowiada o samurajach i krwawej zemście, w klimatach ninja, oczekiwania były kolosalne. A co z tego wyszło? Cóż, lepszego pożegnania z tą generacją chyba nie można było sobie wymarzyć.

marketplace
Ocena benchmark.pl
  • 4,7/5
Plusy

- fenomenalnie wykreowany świat, z zapierającymi dech w piersiach krajobrazami,; - ciekawie prowadzony wątek główny i świetne historie poboczne,; - rewelacyjny system walki oparty na refleksie i właściwym doborze postaw,; - rozbudowane drzewko rozwoju bohatera, z całą masą różnych umiejętności,; - znakomicie zrealizowany dubbing w kilku językach, w tym japońskim,; - czarno-biały tryb Kurosawa,; - fantastyczny klimat dawnych filmów o samurajach,; - i drobne szczegóły i szczególiki potrafią zrobić piorunujące wrażenie.

Minusy

- niektóre aktywności poboczne z czasem stają się zbyt powtarzalne,; - nienaturalne przejścia zamiast animacji psują nieco wrażenie ciągłości,; - średnio udany system zasobów niezbędnych do ulepszania oręża,; - drobne błędy techniczne.

Jak dobrze mieć PlayStation 4

Chyba każdy zgodzi się, że ostatnie miesiące były dla PlayStation 4 wyjątkowo łaskawe. Do graczy trafiło w końcu niezwykle wyczekiwane Final Fantasy VII Remake i całkiem oryginalne Dreams, któremu mimo specyficznej tematyki udało się zebrać całą masę pochwał. Pojawił się też wreszcie przekładany kilkukrotnie Marvel’s Iron Man VR, podbijając serca pasjonatów wirtualnej rzeczywistości i gogli PlayStation VR.

Nie sposób nie wspomnieć również o The Last of Us Part II, niedawnym hicie chyba największego kalibru, który jednak mocno podzielił graczy. Jedni go kochają, inni nienawidzą prosząc wręcz o przygotowanie remake’u całej historii. Tak czy siak – na brak tytułów do grania posiadacze PlayStation 4 narzekać nie powinni. A już na pewno nie teraz, w przededniu premiery Ghost of Tsushima, nowej gry ojców świetnej serii inFamous.

I choć tytuł ten nie ma aż tak szumnej kampanii promocyjnej, dla wielu wciąż jawiąc się jako przygodowa gra akcji z otwartym światem jakich wiele, to jednak moja rada – lepiej wziąć go sobie na celownik. I nie chodzi tylko, że to naprawdę dobra gra. Ja nazwałbym ją teraz, po kilkudziesięciu spędzonych w niej godzinach, cudowną wisienką na playstationowym torcie.

Ghost of Tsushima to nie tylko dobra. To wręcz cudowna wisienka na playstationowym torcie, idealna na pożegnanie z odchodzącą generacją.

Kurosawa w końcu może spać spokojnie

Moją opowieść o Ghost of Tsushima zacznę nietypowo – nie od fabuły, a od wrażeń i emocji jakie towarzyszyły mi podczas pierwszych minut zabawy. Bo choć sam początek gry nie wydał mi się jakoś szczególnie wciągający, ot starcie z przeważającymi siłami mongolskimi i wciśnięty w to samouczek, to jednak klimat robi tu absolutnie fantastyczną robotę. To już nie wiadra, a dosłownie cysterny niesamowitego, japońskiego klimatu, które wylewają się z ekranu telewizora. 

Spora w tym zasługa Patricka Gallaghera, który wprost idealnie wpasował się w rolę Khotun Khana, bezlitosnego mongolskiego generała i głównego architekta inwazji na Cuszimę. Ale dopiero gdy doszedłem do ekranu tytułowego Ghost of Tsushima (a musicie wiedzieć, że dojście tam trochę trwa) zakochałem się w tym tytule bez reszty. 

Scena, w której nasz bohater, Jin Sakai, pędzi na koniu przez pole wysokich traw przechylając się w siodle by poczuć je na swojej dłoni, a w tle towarzyszy temu fenomenalna muzyka, była dla mnie niczym piorun z jasnego nieba. Od tej chwili przepadłem dla realnego świata. Cuszima i przygody Jina Sakaia wciągnęły mnie bez reszty.

Ghost of Tsushima - jazda przez pole
Ghost of Tsushima - krajobraz Cuszimy

Co tu dużo gadać, Cuszima w wykonaniu Sucker Punch Productions wygląda obłędnie. Szczególnie, gdy dorzucimy do tego HDR. Może nie jest to poziom Horizon Zero Dawn, ale co chwila traficie tu na lokacje, które aż proszą się o włączenie trybu foto i poeksperymentowanie z kadrem. Niektóre miejscówki emanują spokojem, inne wywołują dreszcze na plecach. Są mgły, burze z piorunami, opadające kwiaty wiśni, świetliki rozświetlające mroki nocy i ogromne stada ptaków fruwające nad polami jak jeden żywy organizm. Cuszima żyje i to naprawdę czuć.

No dobrze, ale zapytacie pewnie co ma do tego Kurosawa. Ano to, że twórcy nigdy nie ukrywali swojej fascynacji jego filmami. Wszak to one stanowiły dla nich inspirację co zresztą widać czy to w ekranach inicjujących misje, kadrach towarzyszących pojedynkom czy specyficznym efektom audiowizualnym. Co więcej, w grze znalazł się nawet specjalny czarno-biały filtr z filmowym ziarnem i podbitymi efektami wiatru nazwany specjalne na część mistrza kina samurajskiego – Kurosawa Mode.

Ghost of Tsushima - Kurosawa Mode

Detale, które zapewne zrobią na Tobie wrażenie podczas grania w Ghost of Tsushima:

  • po wygranym pojedynku nasz bohater energicznie uderza pięścią w katanę, by strzepnąć zeń krew pokonanych, przed schowaniem miecza do pochwy (sai)
  • na ubraniu naszego samuraja coraz mocniej widać plamy zaschniętej krwi, szczególnie dotyczy to jaśniejszych kimon
  • w niektórych lokacjach ilość efektów cząsteczkowych np. w postaci unoszącym się nad polem kwiatów świetlików, po prostu poraża 
  • przeciwników da się przerazić na tyle, że jedni upadają i czołgając się na plecach próbują ujść z pola walki, a inni rzucają się do ucieczki i faktycznie widać, że biegną aż do linii horyzontu
  • podczas spokojnej jazdy konnej nasz bohater zmienia ułożenie ręki na mieczu na bardziej wygodne
  • warto zwracać uwagę na „szyldy” – tam gdzie sugerują by się ukłonić warto to zrobić – efekt może być zaskakujący
  • pozostawiony przy wodzie koń czasami sam pójdzie się napić
  • podczas rozmów po walkach spod opaski naszego bohatera spływają kropelki potu

Ostatni samuraj

Opowiadanie o fabule takich gier jak Ghost of Tsushima jest niezwykle trudne. Raz, że mamy tu otwarty świat po brzegi wypchany różnymi zadaniami, a dwa – że wyjawienie zbyt dużej części historii potrafi skutecznie popsuć zabawę. Dlatego wzorem poprzednich recenzji ograniczę się jedynie do zarysowania scenariusza, w którym najważniejszą postacią jest oczywiście nasz bohater – lord Jin Sakai, jeden z ostatnich ocalałych samurajów po pogromie, jaki zgotowali im najeżdżający wyspę Mongołowie. Jego cel – uratować mieszkańców i odeprzeć wrogie siły.

A jako że został sam musi koniecznie znaleźć wcześniej sojuszników, który mogliby go wspomóc w walce z wojskami bezwzględnego Khotun Khana. I tu pojawia się pierwszy naprawdę nieźle zrealizowany element gry – misje główne i poboczne tworzą całe linie fabularne. Coś jak w przypadku naszego Wieśka, choć tam poszczególne powiązania okazywały się czasami dużo bardziej zaskakujące. W Ghost of Tsushima są one najczęściej związane z konkretnymi postaciami i każda z misji ma swój identyfikacyjny numerek.

Ghost of Tsushima - mapa
Ghost of Tsushima - misje legendarne

Każda misja to część jakiejś większej historii. I dotyczy to także specjalnych opowieści o legendarnych broniach czy technikach. Idę o zakład, że niektóre z nich przejdą do historii elektronicznej rozrywki. Dlaczego? Bo ich zakończenie rozgrywa się w absolutnie niesamowitej scenerii nierzadko też łącząc się z fenomenalnie przedstawionym pojedynkiem. Co powicie na walkę w nocy na polu białych kwiatów nad którym unosi się wprost ogromna ilość świetlików? 

Rzeźnik z Blaviken Cuszimy

A skoro już o pojedynkach mowa wielkie brawa należą się twórcom za przygotowany system walki. Przyznam szczerze, że początkowo byłem nim mocno poirytowany. Ba, czasami wręcz bliski rzucania padem po ścianach. Po godzinie czy dwóch zacząłem dostrzegać sens zmiany postawy w czasie walki, a po odblokowaniu ich wszystkich (na co kilkanaście godzin Wam pewnie zejdzie) nie wyobrażam sobie lepiej przygotowanej mechaniki prowadzenia potyczek z większą liczbą wrogów. Każda postawa odpowiada bowiem konkretnemu rodzajowi przeciwników

I tak jedna najlepiej sprawdza się przeciwko szermierzom, inna przeciw „tarczownikom”, a jeszcze inna sprawi, że mocarni wrogowie nie będą już tak mocarni. Wydaje się to proste, ale zmiana postawy będąc otoczonym wrogami wymaga trochę wprawy. Do tego dochodzą jeszcze dwa łuki (krótki i długi) oraz dodatkowe umiejętności, bo jak zapewne wiecie nasz samuraj potrafi też walczyć nieczysto.

Ghost of Tsushima - cztery postawy
Ghost of Tsushima - walka

Oglądają pierwsze zwiastuny Ghost of Tsushima wielu z Was marzyło pewnie, by tytuł ten miał w sobie coś z kultowego już Tenchu. I trochę ma, bo mamy tu i ciche przekradanie się, i rzucanie bombami dymnymi, i odciąganie przeciwników dzwonkami powietrznymi. Mamy też pełen pakiet skrytobójstw – od zwykłego podrzynania gardeł, poprzez przebijanie wrogów przez cienkie drzwi domostw, aż po eliminacje rodem z Assasin’s Creed ze wskakiwaniem na przeciwnika z dachu.

Podobieństw do Asasyna jest tu zresztą nieco więcej, bo pośród odblokowywanych umiejętności znalazły się też seryjne eliminacje, gdy tylko trzech wrogów znajdzie się w odpowiedniej odległości. Mnie osobiście najbardziej spodobały się jednak prowokacje, w których podchodzimy do grup wrogów (a takich w Cuszimie jest pełno), zajmujemy pozycje, naciskamy przycisk i trzymamy go dopóty, aż wróg zaatakuje. Wydaje się proste, prawda? Ale wrogowie potrafią symulować ataki. Gdy jednak uda nam się puścić przycisk w odpowiednim momencie nasz bohater wykonuje w zwolnionym tempie jedno, czyste cięcie, któremu towarzyszy spektakularny rozprysk krwi. Chyba nie można było zrobić tego lepiej.

A gdy odblokujemy już umiejętność rozprawienia się w ten sposób z aż trzech przeciwnikami prowokacje staną się wręcz uzależniające. Satysfakcja z prawidłowo wykonanego takiego ataku jest bowiem naprawdę niesamowita. Podobnie zresztą jak z zakończonego zwycięstwem pojedynku, bo te w świecie Cuszimy są czymś w rodzaju walk z bossami. Dodajmy jeszcze, że tutaj szczególnie przydają się legendarne umiejętności i skutecznie przeprowadzone parowanie.

Ghost of Tsushima - starcie w obozie Mongołów

System walki w Ghost of Tsushima jest tak dobry, że wręcz szukałem kolejnych grup wrogów, by tylko móc sprawdzić swoje umiejętności. I tylko trochę żałuje, że twórcom nie udało się jakoś bardziej rozgraniczyć skrytobójstw i walki jako duch z tą typowo samurajską, zgodną z kodeksem Bushido. Niby w grze przewija się temat honorowej drogi samuraja, któremu nie przystoi atakować z ukrycia, ale ma to niewielki wpływ na sposób w jaki rozprawiamy się z wrogami. Czasami wręcz stawałem naprzeciwko całemu obozowi wyzywając ich wpierw prowokacją, a potem rozprawiając się z każdym kolejnym na ubitej ziemi. Trudno nawet zliczyć ilu Mogołów, roninów i bandytów odesłałem w ten sposób do piachu. Geralt z Rivii może się schować. W Ghost of Tsushima naprawdę czuć, że z każdą godziną nasza postać staje się potężniejsza.

Ghost of Tsushima - pojedynek

Nieco wyboista droga samuraja 

Misje misjami, a walka walką, ale przecież otwarty świat musi oferować coś więcej, by nie zanudzić. I oferuje. Pomijam już słynne lisie nory, które najpierw odblokowują nam miejsce na talizmany (które zapewniają konkretne wzmocnienia), a potem podnoszą wyżej ich poziom. W Ghost of Tsushima natkniemy się też na gorące źródła, które podczas „rozmyślania” podnoszą delikatnie nasz pasek zdrowia, a także maty, na których będziemy układać haiku, czyli krótkie wierszyki. Co najważniejsze jednak każda z tych rzeczy w jakiś sposób rozwija naszego bohatera.

Nieco gorzej wygląda sprawa z ulepszaniem oręża, bo choć sam schemat jest znany – trzeba posiadać określone zasoby, to już ich szukanie jest nieco chaotyczne. Niby dzieje się przy okazji, ale szybko staje się to tak machinalną i nudną czynnością, że nie zwracamy uwagi na to co zebraliśmy i czego jeszcze nam brakuje.  

Przyczepić się też można do niektórych animacji, a w zasadzie ich braku. Skoro opowieść sugeruje, że musimy udać się na statek by odbić przetrzymywaną tam osobę to czemu po wejściu do łódki widzimy czarny ekran, by po chwili pojawić się już przy burcie okrętu. Jeszcze bardziej dosadny przykład to podobnie przeprowadzony zabieg podczas dorzucania prochu do kadzielnic w jednej z misji. Nawet krótka animacja byłaby tu lepsza niż 1 sekundowy czarny ekran. 

Ghost of Tsushima - szukanie skarbu
Ghost of Tsushima - cięcie bambusów

Ghost of Tsushima to cudo, cudo i jeszcze raz cudo. To pozycja absolutnie obowiązkowa dla każdego posiadacza PlayStation 4.

Ghost of Tsushima – czy warto kupić?

Trochę ponarzekałem, czas na podsumowanie. Chyba domyślacie się jaki może być werdykt, prawda? Ghost of Tsushima to cudo, cudo i jeszcze raz cudo. To prawdopodobnie ostatni z wielkich tytułów na PlayStation 4, który jednak z pewnością zostanie zapamiętany. Za fenomenalny klimat, fantastycznie wykreowany świat, rewelacyjny system walki i zapierające dech w piersiach miejscówki.  

Jeśli więc kochasz japońskie klimaty, a Sekiro było dla Ciebie za trudne to Ghost of Tsushima wynagrodzi Ci wszystkie tamte cierpienia dostarczając świetną historię, satysfakcjonującą rozgrywkę i całą masę niesamowitych emocji. Moja odpowiedź na zadane powyżej pytanie to brać i grać, bo na kolejny tak świetny tytuł z samurajami w roli głównej przyjdzie nam pewnie długo poczekać.

Ghost of Tsushima - samuraj w wiosce rybackiej

Ocena końcowa Ghost of Tsushima

  • fenomenalnie wykreowany świat, z zapierającymi dech w piersiach krajobrazami
  • ciekawie prowadzony wątek główny i świetne historie poboczne
  • rewelacyjny system walki oparty na refleksie i właściwym doborze postaw
  • rozbudowane drzewko rozwoju bohatera, z całą masą różnych umiejętności
  • znakomicie zrealizowany dubbing w kilku językach, w tym japońskim
  • czarno-biały tryb Kurosawa
  • fantastyczny klimat dawnych filmów o samurajach
  • idrobne szczegóły i szczególiki potrafią zrobić piorunujące wrażenie
     
  • niektóre aktywności poboczne z czasem stają się zbyt powtarzalne
  • nienaturalne przejścia zamiast animacji psują nieco wrażenie ciągłości
  • średnio udany system zasobów niezbędnych do ulepszania oręża
  • drobne błędy techniczne
     
  • Grafika:
     dobry plus
  • Dźwięk:
     bardzo dobry
  • Grywalność:
     dobry plus 

Ocena ogólna:

94% 4,7/5

Super Produkt

Grę Ghost of Tsushima na potrzeby niniejszej recenzji otrzymaliśmy bezpłatnie od firmy Sony Interactive Entertainment Polska

Oto co jeszcze może Cię zainteresować:

marketplace

Komentarze

38
Zaloguj się, żeby skomentować
avatar
Dodaj
Komentowanie dostępne jest tylko dla zarejestrowanych użytkowników serwisu.
  • avatar
    To będzie wspaniała gra o nierozerwalnej więzi człowieka z koniem i lubującej w mongołach katanie a piękne niemal że jak wyjęte z obrazów Leonardo da Vinci krajobrazy pokażą nam lokacje wyspy których tak naprawdę nie ma i nigdy nie było i wtedy przekonamy się że jedynie napad Mongołów i nazwa tsushima jest prawdziwa historycznie do tego dochodzi tryb Kurosawy i cofamy się w czasie żeby obejrzeć grę jak w czarno-białych rubinach!
  • avatar
    Dawać to na blaszaka!!!!
  • avatar
    Masakra jaki gaussian blur.
  • avatar
    @Maciej Piotrowski

    A gdybys mial od strony technicznej jesli idzie o animacje postaci porownac TLOU2 i GOT to ja kto wyglada?
    Mam wrażenie ze GOT ma nieco mniej naturalne ruchy postaci, są troche takie mało realistyczne.
    Rzecz jasna jest to gra troche mniej realistyczna niz TLOU2 ale jednak takie wrażenie odnoszę ze mozna by było zrobić to lepiej.
  • avatar
    "To prawdopodobnie ostatni z wielkich tytułów na PlayStation 5, "

    Szkoda :( trza czekac na PS6

    :D
  • avatar
    Jak to z recezjami gier dzisiaj, szkoda ze 19.8/5 gra nie dostala, bo 4.7 mnie nie przekonalo :D

    Ja jednak sobie obiecalem ze nic juz nie kupie wczesniej niz tydzien po premierze, jak nieoplaceni gracze napisza swoje recenzje
    -1
  • avatar
    Mniej więcej coś takiego jak gry Ubisoftu czyli średniak ale EX Sony to trzeba posmarować.
    -2
  • avatar
    Kolejny ostatni miażdżący ex od Sony. Graficzny i dizajnerski szlif ;) Tak się kończy generację :)

    Pod względem artystycznym i graficznym pcmr nie ma wstępu :) 7 letnia generacja a z pcmr zostaje siwy dym ech....
    -6
  • avatar
    Niech wychodzi to PS5 bo aż mnie krew zalewa jak się marnuje taki graficzny potencjał gry.
  • avatar
    "To prawdopodobnie ostatni z wielkich tytułów na PlayStation 5, który jednak z pewnością zostanie zapamiętany." Chyba na PlayStation 4 :)
  • avatar
    Sekiro przy tym to gniot, nic tylko brać i grać!
  • avatar
    Dla mnie:
    Nie ma gry na PC = gra nie istnieje