Heroes of the Storm – zamieć hula po arenie
Gry komputerowe

Heroes of the Storm – zamieć hula po arenie

Bohaterowie Blizzarda stają do boju nie tylko ze sobą nawzajem, ale też z konkurencyjnymi tytułami MOBA. W przerośniętych gigantów celują przystępną rozgrywką.

Ocena benchmark.pl
  • 4,7/5
Plusy

- stylowa oprawa graficzna,; - unikalne zdolności poszczególnych bohaterów,; - zadania przypisane do map,; - dynamiczne i nieprzewidywalne mecze,; - klimatyczna muzyka z gier Blizzarda,; - polski dubbing postaci,; - rozsądne nagradzanie wirtualnymi pieniędzmi,; - możliwość swobodnego testowania bohaterów

Minusy

- uproszczona rozgrywka, która może nie zadowolić bardziej wymagających graczy,; - małe zróżnicowanie zadań związanych z mapami

Korzenie MOBA (Multiplayer Online Battle Arena) nierozerwalnie wiążą się z produkcjami Blizzarda. Mody do klasycznego Starcrafta oraz Warcrafta III kładły podwaliny pod ten gatunek, który niedługo później miał zyskać pełną autonomię i swoją popularnością dorównać gigantom przemysłu gier. Z ziarenka, jakim była znaczona charakterystycznymi trzema ścieżkami mapa Defense of the Ancients, wykiełkowały takie hity internetowej rozgrywki jak League of Legends czy DOTA 2.

Nic więc dziwnego, że po spektakularnych sukcesach tych ostatnich, twórcy Diablo oraz World of Warcraft postanowili skorzystać z konwencji, która wyrosła na ich sztandarowych tytułach i wejść na rynek z autorską wariacją na jej temat. Pierwsze wzmianki o tym przedsięwzięciu sięgają BlizzConu z 2010 roku. W kolejnych latach ewoluowała zarówno nazwa projektu (od Blizzard DOTA, przez Blizzard All-Stars, aż po finalną wersję Heroes of the Storm), jak również sama jego koncepcja.

Koniec końców gotowy produkt ujrzał światło dzienne w 2015 roku. Choć wielu mogło się zastanawiać, czy blizzardowa MOBA nie będzie jedynie ubogim krewnym rozrastającego się jak cyfrowy nowotwór League of Legends, Heroes of the Storm okazało się być intrygującym unikatem, a nie jedynie nudnym klonem.

Heroes of the Storm – tryby

Panda w piekle, zerg w kopalni

Pierwsza rzecz, jaką trzeba zaakceptować, przy kontakcie z Heroes of the Storm, to fakt, że w żadnym razie nie jest to gra w stu procentach poważna. Trudno się dziwić temu podejściu, bo przecież nie sposób traktować serio Jamesa Raynora galopującego na tygrysie.

Tak więc dla wszystkich zatwardziałych fanów, którzy wciąż jeszcze ronią łzy na myśl o zrujnowanym Tristram, a Xel'Naga wynoszą do rangi religii, sposób przedstawienia świata w nowym tytule Blizzarda może być trudny do przełknięcia. Krótko mówiąc, humoru tu nie brakuje. I słusznie, bo w końcu nie jest to żadna heroiczna opowieść, ale dowcipnie pomyślana zabawa ulubionymi bohaterami kultowych serii.

Heroes of the Storm – rozmieszczenie na planszy

A skoro o zabawie mowa, to musiało jej być sporo już w samej fazie koncepcyjnej tej produkcji. Twórcy porzucili sztywność logicznego myślenia, żeby stworzyć fantasmagoryczny świat, w którym matka szczepu zergów umyka przed świetlistym mieczem Tyraela, a Diablo wylatuje w powietrze trafiony granatem Tychusa. Nie jest to w żadnym razie zarzut względem tego dziwacznego kolażu, bo przecież jak można mieć pretensję o zamysł dostarczający tak wiele beztroskiej frajdy. Jest w tym coś z klimatu marvelowskich Avengersów, choć sama realizacja jest nieporównanie ciekawsza.

Heroes of the Storm – postacie

Oto więc do dyspozycji gracza oddany zostaje cały wachlarz tytułowych bohaterów. Znajdziemy tu postaci ze Starcrafta, Warcrafta, Diablo, a nawet... pociesznych wikingów z leciwej platformówki The Lost Vikings. Rzecz jasna, pula ta wciąż rośnie i możemy się spodziewać, że w kolejnych miesiącach znacząco powiększy się banda dobrze nam znanych herosów. Wyobraźnia sama podsuwa fantazje o tym, jak do Nexusa, świata Heroes of the Storm, przybędzie Pan Zniszczenia Baal czy też samozwańczy imperator Arcturus Mengsk.

Heroes of the Storm – upgrade postaci

Jednak każda bitwa potrzebuje nie tylko ochotników, którzy wezmą w niej udział, ale także miejsca, gdzie może się odbyć. Na tę chwilę Blizzard oddaje do naszej dyspozycji osiem zróżnicowanych map, które nie tylko zachwycają pomysłowością i urokliwą oprawą graficzną, ale też bawią swoją groteskowością. Bo trzeba zaznaczyć, że i w tym aspekcie nie brakuje humoru. Starczy wspomnieć, że na jednym z pól bitewnych przyjdzie nam szukać w obłożonym klątwą ogrodzie roślin zombie, a to znowuż w pirackim porcie przywita nas zachrypnięty głos podpitego korsarza o ksywie „Czarnosercy”.

Niektóre z miejsc, gdzie przychodzi nam toczyć starcia z oponentami, są szczególnie nastrojowe, jak chociażby wzorowane na egipskich ruinach podniebne świątynie czy też porośnięte pajęczyną kazamaty. Pod względem wizualnym lokacje są nie tylko dopracowane w najdrobniejszych szczegółach, ale też doskonale osadzone w charakterystycznej dla Blizzarda estetyce.

Już same ekrany ładowania plansz to małe dzieła sztuki, a następujący po nich moment, kiedy fortyfikacje same „zbroją się” w oczekiwaniu na rozpoczęcie meczu, potrafi zahipnotyzować animacją najmniejszych drobiazgów. W tak pięknych okolicznościach przyrody zadyma daje podwójną rozkosz!

Heroes of the Storm – plansza

Uther z Kerrigan idą w krzaki

Jak przystało na dobrą „MOBĘ”, również i w Heroes of the Storm każdy z dostępnych bohaterów wymaga od gracza opanowania odmiennego stylu gry. Rzecz jasna, są elementy wspólne dla wszystkich, jak znane chociażby z League of Legends chowanie się po krzakach czy też działania związane z przydzielonymi do map zadaniami. Jednak poza tymi elementami pozostaje również wypracowanie indywidualnej taktyki, która jak najlepiej wykorzysta unikalne umiejętności danej postaci.

Heroes of the Storm – mało zycia

Dostępni bohaterowie zostali podzieleni na cztery klasy. Wojownicy to przeważnie chodzące góry mięśni i ścięgien, które przyjmują na siebie grad ciosów przeciwnej drużyny, żeby ich sojusznicy mieli swobodę w prowadzeniu natarcia. Zabójcy specjalizują się w mokrej robocie. Ich zadaniem jest przeprowadzenie szybkiego i precyzyjnego uderzenia. Są w stanie jednym strzałem lub ciosem upuścić przeciwnikowi sporo krwi, choć nie są najlepiej przygotowani na odpieranie ataków. Trzecia z kategorii to pomocnicy, czyli postaci odpowiedzialne za leczenie czy otaczanie magiczną tarczą pozostałych bohaterów.

Ostatnia z klas wydaje się najciekawsza – to specjaliści. Zasadniczo można tę grupę nazwać zbieraniną indywidualistów i dziwaków. Każdy z nich posiada bardzo osobliwe talenty, których wykorzystanie nie jest zdeterminowane przez twórców gry, ale zależne od pomysłowości samego gracza. Dla przykładu porównajmy dwóch specjalistów – starcraftowego Abatura oraz Nazebo ze świata Sanktuarium.

Mistrz zergowego roju praktycznie nie bierze bezpośredniego udziału w walce, a jedynie wysyła na pierwszą linię szarańczę lub otorbiony półprzezroczystą osłoną z dystansu wspomaga sojuszników. Co innego heretycki szaman z Diablo! Zawsze pełno go na polu walki. To rzuci wazą z pająkami, to poszczuje oponenta żabami, to znowuż zawoła zaprzyjaźnione zombie, żeby otoczyły zwartym kręgiem wybraną postać.

Heroes of the Storm – kolejna plansza

Nie bez znaczenia jest również stopień złożoności, jakim oznaczono każdego z bohaterów. Zamiast prowadzić puste rozważania z poziomu teorii, korzystniej po raz kolejny zejść do konkretu, a więc do porównania dwóch postaci. Z jednej strony mamy prostego „kosmicznego kowboja” Raynora, a z drugiej - mrocznego mistyka Zeratula. Obaj są zabójcami, jednak gra szeryfem z Mar Sara jest nieporównanie banalniejsza, niż kierowanie templariuszem protossów. W przypadku tego pierwszego starczy w zasadzie wezwać do pomocy Hyperion lub Rekieterów, wybrać cel, który ma się znaleźć pod ostrzałem Raynora, a następnie wyjść do kuchni, żeby zaparzyć kawę.

Co innego rozgrywka Zeratulem. Trzeba nie lada koncentracji na bitwie, żeby przy pomocy maskowania oraz teleportacji zadać rozstrzygający cios w kluczowym momencie potyczki. Jak łatwo zgadnąć, zarówno sterowanie postaciami o niskim poziomie złożoności, jak również tymi bardziej skomplikowanymi może być źródłem dobrej zabawy. Wybór jednych czy drugich jest raczej kwestią gustu, a nie odzwierciedleniem umiejętności gracza.

Heroes of the Storm – rozgrywka

Gdzie dwóch się bije, tam trzeci zbiera czaszki

Religia i filozofia od wieków zadają sobie pytanie o sens życia. Jednak dopiero gry z gatunku MOBA odnalazły na nie odpowiedź. Według twórców tych produkcji w życiu chodzi o to, żeby przebić się przez fortyfikacje wroga i zniszczyć bliżej nieokreśloną konstrukcję w centrum jego bazy. Wszystko inne w obliczu tego nadrzędnego celu schodzi na dalszy plan.

Zdarzają się wprawdzie poboczne zadania, jak te oferowane nam podczas meczu w League of Legends, ale w gruncie rzeczy chodzi o to, żeby nieprzerwanie nacierać na zastępy przeciwników. Nieco inaczej sprawy się mają w Heroes of the Storm, gdzie wprawdzie punktem kluczowym wciąż jest roztrzaskanie w drobny mak centralnej budowli oponentów, ale cała rozgrywka orbituje wokół misji przypisanych do poszczególnych map.

Heroes of the Storm – czary

Taki sposób prowadzenia rozgrywki znacznie urozmaica przebieg potyczki i otwiera pole do bardziej złożonych interakcji w obrębie drużyny. Każda z lokacji niejako narzuca graczom swój własny scenariusz. I tak oto na mapie zatytułowanej „Grobowiec Pajęczej Królowej” obie drużyny przepychają się pod ołtarzami szlachetnie urodzonej pajęczycy, żeby ożywić jej podopiecznych, którzy dają znaczną przewagę nad drużyną przeciwnika.

Lokacja „Nawiedzone Kopalnie” wymaga zbierania ukrytych w podziemiach czaszek, które wzmacniają naszego golema, „Przeklęta Kotlina” to wyścig po daninę dla Władcy Kruków, natomiast „Pole Bitewne Wieczności” stawia nas po jednej ze stron w pojedynku między nieśmiertelnymi gigantami.

Korzyści związane z wykonywaniem zadań są tak duże, że nierzadko klęska przeciwników wynika z ich małego zainteresowania główną misją, a nie z niskiego poziomu umiejętności. Zresztą, przynosi to ogromną satysfakcję, kiedy, dajmy na to, pirat Czarnosercy wykonuje za nas całą brudną robotę, a my jedynie podrzucamy mu znalezione na mapie dublony.

Heroes of the Storm

Złoto dla cierpliwych

W recenzji każdej gry free-to-play przychodzi ten przykry moment, kiedy trzeba zejść z idyllicznych rozważań nad perypetiami legendarnych bohaterów i zanurzyć się w mało przyjemne kwestie finansowe. Mówiąc krótko i dosyć banalnie, Blizzard liczy na konkretne przychody, natomiast gracze mają nadzieję, że uda im się uniknąć płatności.

Heroes of the Storm – walka

Jak to wygląda w praktyce? Heroes of the Storm daje możliwość satysfakcjonującej gry, nawet jeśli zdecydujemy się nie zasilać kasy Blizzarda. Jedynie niektóre skórki i inne gadżety wymagają opłat w realnej walucie, natomiast wszyscy bohaterowie mogą zostać odblokowani za wirtualne złoto. Zarobienie tego ostatniego nie jest rzeczą trudną, ale wymaga sporej cierpliwości. Koszt jednej postaci waha się od 2 000 do 15 000 sztuk złota (w zależności od stopnia złożoności bohatera, a także daty wprowadzenia go do gry), tymczasem za udział w meczu otrzymujemy ich zaledwie 20 bądź 30.

Sytuacja nie jest jednak tak tragiczna, jak mogłoby się wydawać na pierwszy rzut oka! Każdego dnia są dostępne misje, które nagradzają nas setkami sztuk złota za rozegrane partie, a dodatkowe bonusy są nam fundowane również za osiąganie kolejnych poziomów doświadczenia. Wszystko to sprawia, że nowy tytuł Blizzarda może być nazwany free-to-play w pełnym znaczeniu tego terminu, a gracz, który decyduje się na całkowicie darmową rozgrywkę, wcale nie czuje się gorszy od osób inwestujących w swoich bohaterów realne pieniądze.

Heroes of the Storm – menu

Człowiek człowiekowi noobem

Wielu fanów League of Legends cierpi z powodu, delikatnie mówiąc, nieco grubiańskich manier innych graczy. Lawiny obelg, jakie przewalają się przez LoLowy czat, stały się obiektem tak żartów, jak i zupełnie poważnych ubolewań. Nic więc dziwnego, że Blizzard za wszelką cenę chce uniknąć tego stanu rzeczy w swojej autorskiej „MOBIE”. Jednak nie jest to zadanie proste, bo przecież trzeba uzyskać jakiś kompromis między zachowaniem niezbędnej komunikacji, a ograniczeniem pola do wymiany inwektyw.

Heroes of the Storm – po walce

W tym celu wykonano jeden radykalny krok. Wprowadzono jedynie czat umożliwiający rozmowy w obrębie drużyny. Co za tym idzie, nie sposób obrażać przeciwników. Prostota tego rozwiązania zadziwia równie silnie, jak jego skuteczność. Oczywiście, wciąż jeszcze zdarzają się awanturnicy, którzy nawet swoich sojuszników zwyzywają od „noobów”, ale są to sporadyczne przypadki. W końcu nie sposób wymagać od twórców Heroes of the Storm, żeby ingerowali w podłą naturę niektórych ludzi. Jak na zastosowane środki, efekt jest naprawdę pozytywny, a społeczność graczy – ku mojemu szczeremu zaskoczeniu! - nierzadko wykazuje się wysokiej klasy kulturą.

Heroes of the Storm – walka

Czerwony sztandar nad Nexusem

Minęły już dwa lata od premiery gry DOTA 2, czyli tytułu, który miał usatysfakcjonować najbardziej wymagających wielbicieli gatunku MOBA. Co ciekawe, Heroes of the Storm wcale nie poszło w ślady tamtej produkcji, ale ten sam temat potraktowało w sposób radykalnie odmienny. Celem nie jest stworzenie obłędnie rozbudowanej rozgrywki, która znajdzie poklask jedynie wśród zawodowców i fanatyków. Rewolucyjność najnowszego dzieła Blizzarda polega na jego przystępnym charakterze. Nie jest to zabawa jedynie dla wybranych, ale dla wszystkich. Brak pieniędzy, talentu lub czasu nikogo nie wyklucza.

Heroes of the Storm – bitwa

Właśnie dlatego już na poziomie projektu rozgrywki wprowadzono pewne uproszczenia. Przede wszystkim mecze są średnio o połowę krótsze, niż te rozgrywane chociażby w League of Legends,. Można też zauważyć ich większą dynamiczność oraz nieprzewidywalność. Rozwój bohatera w trakcie pojedynczej partii jest warunkowany jedynie bardzo prostym wyborem zdolności. Nie ma tutaj ani złota, ani sklepu, w którym można wykupować ekwipunek podczas zażartego boju. Sam rozmiar map i ich niewielka złożoność sprawia, że są dosyć łatwe do opanowania. Natomiast w planowaniu strategii pomaga intuicyjny system komunikacji z sojusznikami.

Heroes of the Storm – rozwałka

Wszystkie te zabiegi z pewnością zyskają sobie popularność wśród osób, które lubią okazjonalnie rozerwać się przy partyjce MOBA. Pytanie jednak, czy na dłuższą metę równie przychylnie będą do nich nastawieni zawodowcy? W końcu Heroes of the Storm, podobnie jak inne gry tego samego gatunku, w założeniu powinno stać się szalenie popularnym tytułem e-sportowym. Czy nie przekreślono tej szansy na rzecz dotarcia do szerszego grona odbiorców?

Na tę chwilę trudno dokładnie określić, jak dalej potoczy się e-sportowa kariera najnowszego tytułu Blizzarda. Pomijając jednak tę wątpliwość można z absolutną pewnością stwierdzić, że jest to gra doskonale przemyślana, jak również świetnie wykonana. Już teraz wyśmienicie bawi się przy niej cała rzesza graczy, a świat Nexusa rośnie z tygodnia na tydzień. Nic, tylko z zapartym tchem i obgryzionymi paznokciami wypatrywać nowych bohaterów, map oraz innych udoskonaleń, jakie zamieć przywieje na nasze monitory.

Ocena końcowa:

  • stylowa oprawa graficzna;
  • unikalne zdolności poszczególnych bohaterów;
  • zadania przypisane do map;
  • dynamiczne i nieprzewidywalne mecze;
  • klimatyczna muzyka z gier Blizzarda;
  • polski dubbing postaci;
  • rozsądne nagradzanie wirtualnymi pieniędzmi;
  • możliwość swobodnego testowania bohaterów
     
  • wątpliwy potencjał e-sportowy;
  • uproszczona rozgrywka, która nie zadowoli bardziej wymagających graczy;
  • małe zróżnicowanie zadań związanych z mapami
Grafika: dobry plus
Dźwięk: super
Grywalność: super

Ocena ogólna:

94%

Komentarze

17
Zaloguj się, aby skomentować
avatar
Komentowanie dostępne jest tylko dla zarejestrowanych użytkowników serwisu.
  • avatar
    Omega93
    5
    Czemu podajecie cene około 70 zł skoro to jest za free ? :O
    • avatar
      adam6056
      3
      -uproszczona rozgrywka, która nie zadowoli bardziej wymagających graczy?
      Coś mi się wydaje, że autor za dużo nie pograł.
      To że nie można kupować itemów jak w DOTA czy LOL to nie znaczy że rozgrywka została uproszczona.
      Wręcz przeciwnie moim zdaniem a gram w tą grę całkiem sporo.
      Zdecydowany powiem świeżości moim zdaniem
      • avatar
        Shunex
        -1
        Mały potencjał e-sportowy ? A to że są juz zespoły typu Fnatic C9 czy Team Liquid to raczej znaczy że potencja jest ;)
        • avatar
          Wujek Ze
          -1
          Mały potencja e-sportowy??? No tak, bo WC3 i SC2 nie istnieją w świecie e-sportu. hahahaha Ten tekst to jakaś bzdura. HotS ma ogromne szanse wywalić lola z rynku. Blizzard stworzył HotS, żeby odzyskać kasę, którą lol zgarnął zamiast Doty2.
          • avatar
            BILI82
            -2
            "uproszczona rozgrywka, która nie zadowoli bardziej wymagających graczy,"

            Poniekad nie rozumeim jak mozna uznac to za minus gry, ciekawe czy wiecej jest casualowych graczy czy wymagajacych?
            • avatar
              Konto usunięte
              0
              Widzę, że kolega "stalkerpl" służy niezbędną pomocą to odpowiem Tobie na to pytanie.

              Możesz zakupić edycję pudełkową, która o ile dobrze pamiętam zawiera na start parę bonusów w postaci kilku bohaterów, skórek, dodatkowego złota oraz Stim Pack (boost do expa i golda na kilka dni)
              • avatar
                Konto usunięte
                0
                Po pierwsze cieszę się że recenzja w miarę długa i w zasadzie wszystkie aspekty gry zostały opisane. W wielu punktach zgadzam się z autorem, ale niestety nie mogę się zgodzić co do paru rzeczy:

                - potencjał e-sportowy jest niski? - proponuję sobie pooglądać trochę turniejów (na razie głównie w USA) i sprawdzić jakie są tam nagrody. Oraz posłuchać komentarza, który pokaże, że ta gra naprawdę ma głębię.
                - uproszczona rozgrywka - nie uproszczona, tylko INNA niż w Dota 2 czy LoL'u (grałem w obie gry po kilkaset godzin zaznaczam). rozgrywka jest nastawiona na ciągłą walkę, co może być oczywiście dla niektórych minusem (nie ma farmienia, last hitowania, kupowania itemów itd.), ale ogólnie sprawia że dosłownie cały czas coś się dzieje.