• benchmark.pl
  • Gry
  • Solidny RTS z mocnym polskim akcentem – recenzja Iron Harvest
Solidny RTS z mocnym polskim akcentem – recenzja Iron Harvest
Gry

Solidny RTS z mocnym polskim akcentem – recenzja Iron Harvest

z dnia
Jakub Jakubowicz | Redaktor serwisu benchmark.pl
15 komentarzy Dyskutuj z nami

Iron Harvest, niemiecka produkcja inspirowana pracami graficznymi Polaka o wojnie Roswiecji, Saksonii i Polanii… a do tego mechy w tle? Zaskoczeni? A właśnie taką niezwykłą koncepcję serwują nam twórcy RTS-a, jakiego dawno nie było. Oto nasza recenzja Iron Harvest!

marketplace
Ocena benchmark.pl
  • 4,2/5
Plusy

- rzetelnie zaprojektowana RTS-owa rozgrywka,; - niesamowite uniwersum 1920+,; - wciągające misje i kampanie,; - ciekawie wykonane przerywniki filmowe,; - całkiem wymagający poziom trudności,; - efektowny system zniszczeń otoczenia,; - bardzo klimatyczna ścieżka dźwiękowa,; - dubbing w trzech językach.

Minusy

- zabrakło choć szczypty oryginalności w tej klasycznej do bólu formule,; - niewielkie różnice między typami budynków i wojsk trzech frakcji,; - niewielka liczba map dostępnych poza kampanią,; - grafika gdzieniegdzie kuleje,; - system korzystania z osłon i SI żołnierzy niekiedy potrafi zirytować.

Iron Harvest, czyli mechy na polach… Co to ma być?

Wiele osób czekało na Iron Harvest, zwłaszcza w kraju nad Wisłą. W końcu to u nas narodziła się koncepcja tak zwanego uniwersum 1920+, czyli dieselpunkowego świata, w którym polscy chłopi orzą pola w cieniu gigantycznych machin kroczących. Na początku chodziło tylko o prace graficzne Jakuba Różalskiego, które jednak prędko zainspirowały innych twórców. Była już niezła gra planszowa Scythe (która znalazła się zresztą w naszym zestawieniu najlepszych gier planszowych), antologia opowiadań Inne Światy, a teraz przyszła pora na strategię  RTS stworzonego przez niemieckie studio KING Art Games.

No właśnie, RTS-a – to trzeba podkreślić grubą krechą, bo deweloperzy odpowiedzialni za Iron Harvest nie idą w żadne półśrodki ani nie silą się na hybrydowe konstrukcje. Mamy do czynienia z klasyką gatunku, w stylu serii Company of Heroes czy – chociaż to już nieco dalsze konotacje – cyklu Command and Conquer bądź  legendarnego Starcrafta. I chociaż zasady rządzące rozgrywką nie zaskakują tu ani trochę, to już poziom wykonania – i owszem. 

Jeżeli spodziewacie się RTS-a, jakiego NIGDY jeszcze nie było, to Iron Harvest nim nie jest. Ale jeśli macie ochotę na taką strategię, jakiej DAWNO nie było, tytuł KING Art Games może okazać się strzałem w dziesiątkę. 

O bohaterach i ich żelaznych kumplach

Zacznijmy od tego dziwacznego świata, w którym osadzono Iron Harvest. Wielka Wojna zakończyła się rozejmem, który trzyma w ryzach trzy potężne armie Europy. Państwa Saksonii, Polanii i Roswiecji (oczywiste chyba, na jakich realnych narodach były wzorowane) zbroją się na potęgę w futurystyczne machiny wojenne, ale na razie jeszcze panuje pokój… Na razie, bo przecież, żeby zabawa w Iron Harvest się zaczęła, coś musi pójść nie tak.

I faktycznie pierwsza z trzech kampanii, a więc historia mężnych Polan, zaczyna się z początkiem nowej wojny i najazdu Roswiecji na ich ziemie. Niektórzy pragną za wszelką cenę dogadać się z najeźdźcą, innym nie w głowie porozumienia i są gotowi wyzionąć ducha za ojczyznę, jeśli będzie trzeba. My zaś kierujemy poczynaniami szlachetnej Anny, prostej dziewczyny z chłopskiej rodziny, która wraz ze swoim niedźwiedziem Wojtkiem (tak, chodzi o prawdziwego niedźwiedzia, udomowionego i obwieszonego wojskowym rynsztunkiem) zaciąga się do pół-partyzanckich wojsk, by bronić ludności cywilnej przed oprawcami spod znaku czerwonej gwiazdy.

Tak to się zaczyna, i trzeba przyznać, że z każdym kolejnym rozdziałem historii robi się coraz ciekawiej. Zwłaszcza, że całość podzielono na trzy kampanie, a więc i trzy punkty widzenia. Oprócz Polanii możemy bowiem kierować później też siłami Roswiecji i wreszcie Saksonii.

Iron Harvest - pułkownik Lew Zubow
Iron Harvest - atak na polski obóz

Misje może nie zwalają z nóg oryginalnością (co, niestety, jest grzechem całego Iron Harvest), ale trzymają w napięciu i są dostatecznie różnorodne. Tu mamy jakąś obronę, tam przeprowadzenie pociągu przez wrogi most, jakiś szturm, ewakuację cywilów… Krótko mówiąc, jest ciekawie!

Co więcej, dieselpunkowy świat, w którym u boku żołnierzy walczą olbrzymie mechy i cała ta opowieść o wojnie, będąca baśniową wariacją na temat realnej historii XX wieku, potrafi wciągnąć na dobre. Takie podejście do tematu budzi trochę skojarzenia z Valkyria Chronicles, choć pewnie fani uniwersum 1920+ z niechęcią przyjmą to porównanie.

Tak czy inaczej, fabuła, jakkolwiek ciut infantylna, rozbudza wyobraźnię i zachęca do przedzierania się przez kolejne misje. Zwłaszcza, że okraszono ją zaskakująco kunsztownie wykonanymi przerywnikami filmowymi (przy tej okazji mrugamy okiem do ekipy odpowiedzialnej za Warcraft III: Reforged ;)). 

I chociaż gdzieniegdzie widać niedostatki graficzne i ograniczenia budżetowe produkcji, to kiedy dołożyć do tego ścieżkę dźwiękową, całość staje na wysokości zadania. Przy czym trzeba zaznaczyć, że nie mówimy tylko o bardzo klimatycznej, inspirowanej słowiańskimi motywami, muzyce, ale też o dubbingu, który został nagrany po niemiecku, rosyjsku i – a jakże! - po polsku.  

Iron Harvest - przerywnik filmowy

Jest wojna, ale nie ma rewolucji

Fabuła fabułą, ale przecież nie za nią pokochaliśmy gatunek RTS. Jak więc jest z mechaniką Iron Harvest? Tak jak obiecywali twórcy jeszcze przed premierą, mamy tu do czynienia z bardzo klasycznym RTS-em. 

Rozbudowujemy bazę, stawiamy umocnienia, werbujemy jednostki… i tak dalej, i tak dalej. Jednak w przeciwieństwie do wielu produkcji tego gatunku, tutaj duży nacisk położono na zbieranie surowców po mapie i walkę o miejsca wydobycia złóż. Co to oznacza w praktyce? Tyle, że nie mamy całego złoża materiałów ułożonego komfortowo na zapleczu naszej bazy, tylko musimy walczyć o kopalnie i rafinerie rozrzucone między liniami naszymi i wroga.

Podobnie jest ze sprzętem. Możemy oczywiście zwerbować jednostkę cekaemistów czy zbudować sobie działo polowe, ale dużo łatwiej zdobywać sprzęt w czasie eksploracji i walki. Zwłaszcza, że każda posłana do piachu jednostka wroga zostawi po sobie zdobyczne miotacze ognia czy inne rakietnice, które z chęcią przygarną nasi piechurzy.

Iron Harvest - walka na stacji kolejowej

Szkoda, że na podobnej zasadzie nie można przejmować mechów przeciwnika, ale to pewnie wymagałoby zbyt wiele pracy przy balansie rozgrywki. Nie znaczy to jednak, że ich wraki są bezużyteczne – to kolejne źródło żelaza i ropy, czyli dwóch podstawowych zasobów w Iron Harvest.

A kiedy już za wszystkie te pozyskane materiały zbudujemy sobie zasieki, pola minowe, bunkry, koszary, warsztaty, a przede wszystkim siły uderzeniowe, możemy ruszać do boju. I po raz kolejny, żadnej rewolucji tu nie uświadczymy. Znajdziemy za to klasyczny system „papier-nożyce-kamień”, do którego dołożono mechanikę ukrywania się w budynkach lub za osłonami. 

Niestety, ta ostatnia napsuła mi  trochę nerwów, bo żołnierze nie zawsze rozstawiali się tak jak chciałem i trochę szkoda, że nawet na metr nie ruszali swoich wirtualnych tyłków, kiedy przeciwnik zachodził ich z flanki. To się nazywa szacunek dla rozkazów! (Szkoda, że podobnego rygoru nie przyswoił sobie niedźwiedź Wojtek, który rzucał się na Roswietów jak Tom Cruise na most w Pilchowicach, kiedy tylko znaleźli się w zasięgu wzroku).

Iron Harvest - rotmistrz Sikorski i niedźwiedź Wojtek
Iron Harvest - pokonany bohater

Oprócz szeregowych oddziałów, na polu walki znajdziemy też bohaterów – to także klasyka gatunku. Chodzi o pojedynczych wojów, którzy mają dużo wyższe statystyki, niż reszta naszych wojsk, ale też dysponują specjalnymi umiejętnościami. Moim faworytem został zdecydowanie niejaki Lech Kos, polański awanturnik, który walczy w „gorylowatym” mechu. Stalowymi ramionami tłucze na miazgę carskich wojaków, a kiedy trzeba odpali salwę z działek w pancerzu. Ach, ta ułańska fantazja!

Trzeba też oddać Iron Harvest, że kiedy na polu walki zacznie się prawdziwa wybuchowa jatka, kolorytu dodaje jej system zniszczeń otoczenia. Owocuje to naprawdę spektakularnymi scenami, kiedy to wielki jak stóg siana mech równa z ziemią budynek, który stanął na jego drodze. (Tylko czemu potrafi zamienić w kupę gruzu solidny gmach, a nie może w podobny sposób przejść przez wątle wyglądający sztab wroga? - no dobrze, nie czepiajmy się, wiadomo, że gra musi się rządzić swoimi prawami. ;))

W ogólnym rozrachunku bitwy w Iron Harvest i wyglądają dobrze, i technicznie są przygotowane z należytą starannością. Trzeba też dodać, że bywają naprawdę wymagające, a to tylko dodatkowy atut, bo przecież pamiętamy, jak na przykład Starcraft II narobił sobie krytyków tylko tym, że trochę zaniżył poziom trudności kampanii. Tutaj nawet weterani gatunku powinni znaleźć dla siebie godne wyzwania.

Iron Harvest - Lech Kos
Iron Harvest - zajmowanie pozycji

Iron Harvest – czy warto kupić?

Jeżeli spodziewacie się RTS-a, jakiego NIGDY jeszcze nie było, to Iron Harvest nim nie jest. Ale jeśli macie ochotę na taką strategię, jakiej DAWNO nie było, tytuł KING Art Games może okazać się strzałem w dziesiątkę. 

Kampania przedstawia spójną i ciekawą opowieść, RTS-owa formuła została tu naprawdę rzetelnie zaprojektowana, no, a do tego dochodzi jeszcze tryb wieloosobowy, który z pewnością trafi w gusta fanów klasycznych strategii czasu rzeczywistego (zwłaszcza, że twórcy szykują sezony z unikalnymi nagrodami).

Mnie Iron Harvest naprawdę się spodobało, choć czasem stanowiło dla mnie też niełatwy orzech do zgryzienia. Ale cóż, o to przecież chodzi w RTS-ach, żeby trochę pokombinować i samemu sobie napsuć krwi, zanim się ją napsuje wrogom. A fenomenalny klimat tej produkcji, całe uniwersum 1920+, zachęca, żeby kombinować w nim jak najdłużej i koniec końców z dumą na twarzy patrzeć, jak wrogowie padają po ciosami naszych mechów z białymi orłami wymalowanymi na pancerzu.

Iron Harvest - ciężka artyleria

Ocena końcowa Iron Harvest:

  • rzetelnie zaprojektowana RTS-owa rozgrywka
  • niesamowite uniwersum 1920+
  • wciągające misje i kampanie
  • ciekawie wykonane przerywniki filmowe
  • całkiem wymagający poziom trudności
  • efektowny system zniszczeń otoczenia
  • bardzo klimatyczna ścieżka dźwiękowa
  • dubbing w trzech językach
     
  • zabrakło choć szczypty oryginalności w klasycznej do bólu formule
  • niewielkie różnice między typami budynków i wojsk trzech frakcji
  • niewielka liczba map dostępnych poza kampanią
  • grafika gdzieniegdzie kuleje
  • system korzystania z osłon i SI żołnierzy potrafi niekiedy zirytować

 

  • Grafika:
     dobry
  • Dźwięk:
     dobry plus
  • Grywalność:
     dobry

Ocena ogólna:

84% 4,2/5

Dobry Produkt

Iron Harvest na potrzeby niniejszej recenzji otrzymaliśmy bezpłatnie od wydawcy gry - firmy Koch Media Poland

Oto co jeszcze może Cię zainteresować:

marketplace

Komentarze

15
Zaloguj się, aby skomentować
avatar
Dodaj
Komentowanie dostępne jest tylko dla zarejestrowanych użytkowników serwisu.
  • avatar
    alien666
    Może być ciekawie.Tylko ta muza w trailerze woła o pomstę do nieba.Jakaś ckliwa goowno piosenka,rodem z MTV i Justina Biebera.
  • avatar
    michal_mat
    Niedźwiedź Wojtek rządzi i w realu, i grze. Polecam historie prawdziwego Wojtka - naprawdę rozwala :)
  • avatar
    bratmat
    Grałem kilka minut i uważam tą gre za kichę - przedpotopowa grafika i nudna akcja - przynajmniej na początku - może z czasem się rozwija ale ja nie mam tyle czasu - ogólnie pomysł ciekawy ale wykonanie liche :-( No i ta cena z d... wzięta - maksymalnie za to coś dałbym 20zł
    -1
  • avatar
    myszka91
    Gra mniej więcej wygląd jak Company Of Heroes sprzed 14 lat którego ogrywałem chyba na 6600 lub 7800, Iron Harvest też by pewnie śmigał na sprzęcie z tamtego okresu co te karty gdy nie tacy producenci jak Nvidia którzy zawyżają wymagania gier.
    -3
  • avatar
    Warmonger
    Typowy polski produkt:
    Dzieło wtórne, fantazje nt. alternatywnej historii i militarnej potęgi Polski 100 lat temu ¯\_(ツ)_/¯
    -4
  • avatar
    Elomin
    tylko C&C a toto to jakaś popierdółka jest :/
    -5
  • avatar
    Erikson83
    Bardzo fajna gierka. Jednak najbardziej brakuje nowej odsłony Red Alert lub C&C