Gry komputerowe

Dizzy: Prince of the Yolkfolk

Jajogłowy bez tytułu magistra?


Dizzy, czyli śmieszny jajogłowy stworek, choć bez tytułu magistra. W zasadzie nawet nie tyle jajogłowy, co po prostu jajo z kończynami. Był kultowym bohaterem wielu gier przełomu lat 80. i 90., w związku z czym mieliśmy spory dylemat, na którą część jego przygód postawić –wszystkie były przynajmniej „dobre”. Ostatecznie padło na Dizzy: Prince of the Yolkfolk z 1990 roku, za którego produkcją stali słynni mistrzowie z Codemasters.

W przeciwieństwie do niektórych produkcji o losach Dizzy’ego (np. unoszeniu się na bąbelkach w celu wypłynięcia na powierzchnię oceanu – jedna z najbardziej frustrujących gier w historii!) tym razem dość silnie zaakcentowano aspekt przygodowy. Połączenie gry fabularnej z licznymi elementami platformowymi wyszło Codemasters naprawdę nieźle, bowiem oprócz refleksu, trzeba było ruszyć także głową. Powszechne były sytuacje, w których zbieraliśmy jakieś przedmioty – a następnie transportowaliśmy je na drugi koniec mapy, żeby użyć ich w zgodny z przeznaczeniem sposób.

Dizzy: Prince of the Yolkfolk to – obok Magicland Dizzy – chyba najciekawsze pod względem fabularnym przygody sympatycznego stworka. Za sprawą złego czarnoksiężnika piękna Daisy zapadła w stuletni sen, a obudzić może ją tylko pocałunek prawdziwego księcia. Bez zbędnych namysłów nasz bohater wyrusza na poszukiwania. Tradycyjnie zadanie to nie okazało się zbyt łatwe, bowiem na graczy czekała masa wrednych potworów, śmiercionośnej wody, stromych gór czy zdradzieckich chmurek. Masa skakania, jeszcze więcej upadków, no i połamany joystick były cechami charakterystycznymi gier z serii Dizzy.

Nie da się jednak ukryć, że te przygody bawiły naprawdę nieźle, i to w dużej mierze dzięki wzbogacaniu gry chwilami frustrującymi elementami zręcznościowymi i pomysłową, zabawną fabułą. W sumie na przestrzeni lat 1986-1993 powstało kilkanaście gier o przygodach Dizzy’ego, który dominował głównie na kultowym Pegasusie, ale oczywiście nie zabrakło go też na Amidze, ATARI czy PC. Co ciekawe – pamięć o stworku pozostała wśród graczy wiecznie żywa, bo od lat powstają liczne fanowskie przygody wesołego jaja. Także nad Wisłą!