Gry

Do sztabu marsz!

przeczytasz w 2 min.

 

Fabuła R.U.S.E. może i nie zapisze się na kartach historii jako najbardziej błyskotliwa i intrygująca. Jednak historyjka o młodym majorze Joe Sheridanie i jego starciu z niemieckim super szpiegiem – Prometeuszem pozwala całkiem nieźle powiązać ze sobą wszystkie bitwy, w których przyjdzie nam brać udział.
A jest tego trochę – począwszy od Afryki Północnej, poprzez Holandię (operacja Market Garden), Normandię (operacja Overlord) i Włochy (Monte Casino), na   ternach hitlerowskich Niemiec skończywszy.

Niestety, maniacy wojskowości i historycznych realiów mogą czuć się nieco zawiedzeni. Gra oferuje naprawdę dużą ilość różnorodnych i realistycznie oddanych jednostek (około 200), jednak poszczególne bitwy potraktowano raczej „z przymrużeniem oka”.

Prawdziwa siła gry to jej proste zasady rozgrywki, oparte na systemie papier-nożyce-kamień. Każda jednostka ma swojego „zabójcę”. Pozwoliły twórcom skupić na najbardziej intuicyjnym systemie zarządzania i pasującej do niego prezentacji pola walki.

Każda z bitew w R.U.S.E. pokazana jest z perspektywy pokoju sztabowego i umieszczonej tam trójwymiarowej mapy. W maksymalnym oddaleniu od pola bitwy wszystkie jednostki znajdujące się na planszy przedstawione zostały w formie umownych żetonów. Im bliżej przesuniemy kamerę tym więcej dostrzegamy szczegółów, a jednostki zyskują konkretny kształt. Możliwe jest nawet takie zbliżenie, które pozwala nam obserwować walkę z poziomu terenu i danego oddziału.

Wszystko dzięki możliwością silnika graficznego Eugen Systems nazwanego IRISZOOM. Pozwala on płynnie oddalać i przybliżać pole bitwy, oferując jednocześnie ogromny, jak na strategię czasu rzeczywistego, teatr działań. Oczywiście, nie jest to Company of Heroes więc trudno oczekiwać szczegółowego odwzorowania ruchów poszczególnych jednostek w największym zbliżeniu, ale i bez tego gra prezentuje się naprawdę świetnie.
 

Nasze rozkazy wydawane są z poziomu mapy, niezależnie od stopnia jej oddalenia. To tutaj budujemy bazy, zarządzamy liniami zaopatrzenia i przesuwamy nasze wojska (charakterystyczne kolorowe strzałki symbolizują wówczas wydane przez nas polecenia).
Oczywiście dużo łatwiej ogarnąć większe zgrupowania żołnierzy na danym terenie oddalając nieco kamerę od pola bitwy. Wówczas jednostki, a właściwie imitujące je żetony, same ustawiają się w odpowiednie „stosiki”, które wystarczy zaznaczyć jednym kliknięciem myszy.
Muszę przyznać, że rozwiązanie to nie raz uratowało mi skórę, bo komputer w trybie kampanii potrafi być naprawdę wymagającym przeciwnikiem.

Gra szybko oswaja nas z interfejsem, dzięki czemu jesteśmy świadomi jego ograniczeń wynikających choćby z zaznaczania wielokrotnie tych samych jednostek, czy problemów z automatycznym namierzaniem oddziałów wroga. Cały system działa jednak sprawnie, co pozwala przymknąć oko na tak drobne niedoskonałości.

Sprawdza się on nawet na konsolach. W przypadku wersji przeznaczonej na Playstation 3, mamy możliwość skorzystania z dobrodziejstw „różdżki” PS Move, o której pisaliśmy parę dni temu. Twórcom udało się zrobić z niej pożytek, oddając nam do dyspozycji  świetnie przygotowany model sterowania przypominający ten z komputerów PC. Może to początek tryumfalnego powrotu RTS’ów na PS3?