
Mniej-więcej w połowie stycznia 2026 r. branżowe media poinformowały, że Battlefield 6 wygrał z Call of Duty: Black Ops 7. A przynajmniej wygrał w wynikach sprzedażowych.
Postanowiłem więc po kilku miesiącach od premiery zmotywować się do tego, aby na własnej skórze przekonać się, która z tych produkcji jest lepsza.
To nie będzie pełnoprawna recenzja “nowego” Call of Duty, bo przecież jego premiera miała miejsce w listopadzie 2025 r. - a w przypadku tej gry trudno mówić o tym, aby tak długi okres był potrzebny do wyrobienia sobie opinii na temat Black Ops 7. Szczególnie, że kampanię można ukończyć w ok. 5 godzin. Będzie to więc raczej zbiór luźnych przemyśleń na temat tego, kto moim zdaniem rzeczywiście przejął rynek shooterów w 2026 r.
Konkurencja nie śpi
Przekopując się przez listę bestsellerów na Steam, w kategorii strzelanek bezustannie najpopularniejszym tytułem pozostaje Counter Strike. Nieco niżej na liście, ale wciąż wysoko - widzę ARC Raiders i Battlefield 6. Zerkając na tę listę, trochę nie wierzę własnym oczom - szczególnie z perspektywy osoby, która generalnie za strzelankami nie przepada i sięga po skrajnie inne tytuły.
Wszak odkąd pamiętam, obok słowa “strzelanka”, tuż za znakiem równości śmiało można było postawić Battlefielda i Call of Duty. Dziś okazuje się jednak, że Activision z CoD zaspało na pociąg i wciąż czeka na peronie. W tym samym czasie EA z Battlefieldem rozsiadło się już wygodnie w wagonie pierwszej klasy.
Zanim wreszcie uruchomiłem nowego CoD’a, sprawdziłem, czy mniejsza popularność względem BF6 tego tytułu ma swoje odzwierciedlenie w opiniach ekspertów. I nie zdziwiłem się. Według portalu Metacritic ogólna ocena Battlefield 6 sięga 83 punktów (na 100) przy 94 proc. pozytywnych recenzjach krytyków. Call of Duty: Black Ops 7 z kolei uzyskało 65 punktów przy 43 proc. pozytywnych recenzji. Różnica jest znacząca. Z czego to wynika? Z zaciekawieniem uruchomiłem nowy tytuł Activision i przekonałem się na własnej skórze.
Co jest nie tak z Call of Duty: Black Ops 7?
Nie będę ukrywać, że do Black Ops 7 nie podchodziłem z pewną dozą ostrożności. Od premiery tej gry upłynęło już kilka ładnych tygodni, a w tym czasie - w zasadzie dzień w dzień przesiadując w internecie i wertując kolejne strony branżowe - trudno nie napotkać na mniej lub bardziej przychylne Call of Duty recenzje.
Spodziewałem się więc, że kampania nie będzie najbardziej rozbudowana. Wiedziałem, że producent postanowił pójść nieco w świat science fiction. Spodziewałem się też, że w trybach dla wielu graczy gra może wyglądać w ten sposób, że od momentu respawnu do mojej eliminacji upłynie 10 sekund. No i co najważniejsze - miałem świadomość, że nie uruchamiam jakkolwiek symulacyjnej gry, a zwyczajnie prostą strzelankę, w której na pierwszym miejscu postawiono na to, że coś ma się po prostu dziać.
Jak moje oczekiwania i obawy wypadły w starciu z rzeczywistością? Podkreślany w mediach recykling assetów graficznych widać na pierwszy rzut oka. Nie jestem gamingowym dinozaurem i specem, który analizuje piksel po pikselu w dwóch różnych grach, aby wydać werdykt, którzy deweloperzy zadbali o lepszą grafikę, ale subiektywnie - Battlefield 6 moim zdaniem wygląda o wiele lepiej w porównaniu do Call of Duty: Black Ops 7. Odniosłem też wrażenie, że nawet na niskich ustawieniach grafiki, w tytule od EA obraz wygląda lepiej.
Kwestię fabuły w CoD pomijam, bo zostało o niej opowiedziane na przestrzeni ostatnich tygodni już wystarczająco dużo. Jeśli jednak jest tutaj ktoś, kto jeszcze w BO7 nie grał i rozważa zakup tylko dla fabuły, to moim zdaniem nie jest to najlepszy pomysł. Szczególnie, że gra do tanich nie należy, a na przejście fabuły wystarczy jeden wieczór.
Nie ukrywajmy jednak, strzelanek jak CoD czy BF nie kupuje się dla fabuły. To tylko dodatek, więc mogę wybaczyć, że producent nie postawił wszystkich kart na ten aspekt. No bo i po co, skoro dodatkowy zysk z gry spływa z trybów wieloosobowych.
Jak więc grało mi się w Call of Duty: Black Ops 7 w rozgrywkach sieciowych? Bardzo (naprawdę bardzo!) dynamicznie. O ile Battlefield 6 jest tytułem mimo wszystko dość szybkim w rozgrywce, tak CoD:BO7 mknie z prędkością światła. I nie twierdzę, że to źle. CoD jest jednak wybitnie dynamiczną grą, w której należy być cały czas skupionym i ten styl gry trzeba zwyczajnie polubić.
Dynamika na pierwszym miejscu. I nic poza tym
Tempo jest tutaj podkręcone do granic możliwości. Nie ma miejsca na taktyki, chwilę zatrzymania się i analizy sytuacji na polu walki. Tutaj gra polega na tym, że gracz się respi i prze do przodu. Postawię nawet śmiałą tezę, że nie ma szczególnie dużego znaczenia, z czym w dłoni realizuje to zadanie - a to dlatego, że bronie wydają się zachowywać bardzo podobnie. Nie uświadczyłem w BO7 wrażenia, że zmieniając wyposażenie, znacznie wpływam na rozgrywkę reszty graczy. Nie odczułem też, aby wyekwipowana przeze mnie różna broń sprawiła, że pomyślałem “o, ale to fajnie chodzi”.
Nie chcę jednak, aby zabrzmiało to tak, że model strzelania w CoD:BO7 jest zły. Absolutnie. W tej grze strzela się naprawdę całkiem przyjemnie, ale trzeba ten model polubić i się z nim oswoić. Dla niektórych (jak ja) będzie on minusem, bo preferuję jednak to, co oferuje BF6, natomiast w sieci wciąż nie brakuje graczy, którzy doceniają tę dynamikę w CoD. I mnie to absolutnie nie dziwi, bo przecież "papierowe" bronie w Fortnite wciąż potrafią dać mnóstwo frajdy i nikt od nich nie oczekuje, żeby zachowywały się jak w symulatorze.
Mam jednak z CoD:BO7 taki problem, że choć samo strzelanie nie jest najgorsze, tak nie potrafię przekonać się do ogólnej dynamiki rozgrywki. Tzw. wall-jumpy, wślizgi, skoki, bieganie - to coś, co potrafi naprawdę wymęczyć. Nie do końca tego oczekuję od gry osadzonej w realnym świecie, która mimo wszystko stawia na eliminacje z broni palnej. Do innych wrażeń - bardziej arcade'owych - odpalam Fortnite, gdzie dynamiki jest całe mnóstwo, a poza strzelaniem - jest tam szereg innych mechanik do walki.
Mimo wszystko jednak podoba mi się świat w Call of Duty: Black Ops 7. Choć studio korzystało z assetów wykorzystywanych już wcześniej, to osobiście doceniam, że do wyboru jest dużo różnych lokalizacji. Na plus również ich szczegółowość, bo nawet w ciasnych wnętrzach widać, że graficy mieli dużo roboty.
Tytuł, który mógł być aktualizacją, a nie nową częścią serii
Największym problemem nowego Call of Duty jest według mnie to, że ta gra pojawiła się za wcześnie. Dlaczego? Ano przede wszystkim dlatego, że “siódemka” zadebiutowała niewiele ponad rok po przemierze poprzednika, Black Ops 6. I o ile “szóstka” zapadła mi pozytywnie w pamięci, tak kolejna odsłona serii sprawia wrażenie tytułu, który równie dobrze mógł być aktualizacją do “szóstki”. Plan wydawniczy Activision jest przemyślany, bo przecież zakłada, aby dostarczać graczom jak najcześciej nowych wrażeń w kolejnych odsłonach. Uważam jednak, że te plany w konfrontacji z rzeczywistością bardzo się rozjeżdżają i trudno sypać kolejnymi grami jak z rękawa i za każdym razem oddawać w ręce fanów coś zupełnie nowego, rewolucyjnego - i mogącego konkurować o podium.
W nowym CoD oczywiście są nowe mapy, są ulepszone mechaniki, ale generalnie rzecz biorąc - nie ma tutaj rewolucji, nie ma szaleństwa, które powinno towarzyszyć wydaniu tytułu z nowym numerkiem. Jest za to dość specyficzna i krótka fabuła, recykling zestawów grafik i to samo ultra-dynamiczne strzelanie w wydaniu mało symulacyjnym.
I chyba właśnie brak tego symulacyjnego charakteru sprawia, że dziś w biurach producenta Call of Duty zapewne rozważane są różne pomysły, jak wejść na podium i podebrać graczy EA. Problem jednak w tym, że statystyki na Steam pokazują, że dobrym sposobem na zyskanie zainteresowania jest właśnie dostarczenie tytułu, który nie będzie szybką strzelanką bez odrobiny symulacji.
W tej konkurencji - Battlefield kontra Call of Duty - w tym roku mój wybór pada na propozycję EA. W Call of Duty bawiłem się nieźle, ale zwyczajnie zostałem przez tę grę zmęczony, a nie z takim nastawieniem klikałem “Uruchom”.
.png/330x0x1.png)
.png/330x0x1.png)
.png/330x0x1.png)
.png/330x0x1.png)
.png/330x0x1.png)
.png/330x0x1.png)




Komentarze
0Nie dodano jeszcze komentarzy. Bądź pierwszy!