Oprogramowanie

GPU Test 1: Jane Nash

 

Pierwszym z testów GPU jest scena "Jane Nash". Mamy tu do czynienia ze złożonymi obiektami statycznymi jak i dynamicznymi, mapami cieni, dla których używa się filtrowania PCF, czy renderowaniem refrakcji i refleksów na wirtualnej wodzie. Cała scena wykorzystuje symulacje fizyki w oparciu o GPU (kolizje map), oraz efektowne, choć nie powalające dynamiczne wielopunktowe oświetlenie.

Sama "fabuła" to męczony wielokrotnie motyw ucieczki dzielnej agentki, z którym mieliśmy już do czynienia między innymi przy demach technologicznych "Ruby" ATI Technologies. Porównując jednak urodę obu pań, Jane wypada tu znacznie bardziej pozytywnie, choć o gustach i wirtualnych kobietach rozmawiać się nie powinno.
Model głównej postaci jest także dosyć przyzwoity, lecz do jego szczegółowości można mieć większe lub mniejsze zastrzeżenia. Przeciwnicy prezentują natomiast, przeciętny, żeby nie powiedzieć fatalny model ruchu, stąd cała scena wypada dosyć średnio. Ratuje ją jedynie postać samej Jane Nash, co przy założeniu że "jest na czym oko zawiesić" można developerom od biedy wybaczyć ...

Reasumując, grafika nie powala, fizyka przynajmniej w tym demie jakoś nieodczuwalna, nie mówiąc zresztą o dzisiejszych grach, które potrafią "wyglądać" znacznie lepiej (Crysis, Assasin Creed), mając jednocześnie dużo mniejszy apetyt na moc GPU. Tym niemniej w 3dmarku o sam wygląd, generowanych w czasie rzeczywistym, "cut-scenek" nie chodzi. Liczy się przede wszystkim efektywność algorytmów wchodzących w skład tego narzędzia i tego na dobrą sprawę się trzymajmy.

pilnie strzeżony "jaskiniowy" kompleks ...

"elegancja" podczas akcji to podstawa "dobrego" wirtualnego kina ...


ładna cera, i śnieżno - biały kołnierzyk Jane to najjaśniejsze punkty w całej scenie ...



i pomyśleć, że cała afera o ten mały czarny palmtop...


"straż ochrony nabrzeża" standardowo pozostawia kluczyki do swojej motorówki ... na efekty długo czekać nie trzeba ...

Co ciekawe producent benchmarka wykorzystał miejsce na wirtualnej "motorówce" sprzedając je marce związanej z produkcją kart graficznych. To także niecodzienny obrazek.