Ciekawostki

Stało się - Boeing Starliner nie poleciał, bo komputer startowy zgłupiał

przeczytasz w 3 min.

Tego chyba się nie spodziewaliśmy. A może właśnie to był jedyny możliwy wynik "rozpaczliwej" próby wyniesienia dwójki ludzi na orbitę przez Boeing Starliner. Po raz kolejny, znowu na kilka minut przed zapłonem silników, załogowa misja na ISS została odwołana.

Na ten start wiele osób czekało z niecierpliwością. Najwięcej emocji udzielało się zapewne samej załodze - Barry’emu Willmore i Sunicie Williams - bo przecież to oni stawiają na szali swoje życie decydując się na lot jako eksperymentalni oblatywacze (Sunita jako pierwsza kobieta w takiej roli). Boeing Starliner był co prawda już w kosmosie i to nie raz, ale jeszcze nigdy z załogą.

Boeing przed startem
Boeing Starliner 30 maja 2024 r. na stanowisku startowym. (fot: NASA/KSC)

Misja załogowa Boeing Starliner w dniu 1 czerwca zaplanowana na 18:25 została odwołana na 3 minuty i 50 sekund przed startem. Komputer sterujący startem nie załadował właściwej konfiguracji przedstartowej i przełączył się w tryb bezpieczny. To poskutkowało zawieszeniem procedury odliczania. Kolejna szansa na start w niedzielę 2 czerwca o godzinie 18:03.

I na tę chwilę musimy jeszcze poczekać, bo lot ponownie odwołano na 3 minuty i 50 sekund przed startem. Wcześniej pojawiały się różne problemy, w tym kłopoty z wentylacją kombinezonów załogi, aż w końcu komputer startowy „zgłupiał” i wstrzymał odliczanie. Kolejne okno startowe już jutro, ale nadzieje na powodzenie misji coraz mniejsze. Poza tym Boeing, ale i NASA, muszą teraz szybko odpowiedzieć sobie na pytanie, co spowodowało takie zachowanie komputera kierującego startem. Sceptycy i internetowi hejterzy powiedzieliby, że pewnie „weszła aktualizacja Windows”, ale nikomu nie jest w tej chwili do śmiechu.

Boeing nie może pozwolić sobie na dalsze opóźnienia. Te wiele kosztują

Do dzisiejszego próby Boeing zbierał się latami. W końcu pomimo przeciwności, jaka stanowi drobny wyciek w instalacji modułu technicznego pojazdu Starliner, podjęto decyzję, by nie zwlekać. Boeing nie może sobie pozwolić na przeciąganie rozpoczęcia załogowego programu kosmicznego, w obliczu kłopotów sektora lotniczego potrzebuje jakiegokolwiek sukcesu jak tlenu.

Oczekiwanie na start
Zniecierpliwiona załoga Boeing Starliner oczekuje na start. (fot: YouTube/NASA)

Stałe przekładanie lotu Starlinera mogą skutkować utratą ważnego klienta jakim jest NASA, a być może także zmniejszonym zainteresowaniem potencjalnych prywatnych pasażerów. Konkurencyjne SpaceX ze względu na opóźnienia rozwoju rakiety Starship (to inna klasa pojazdów niż Boeing), stracił właśnie ważnego wizerunkowo klienta - Yusaku Maezawę. Chciał on zabrać grupę ludzi w lot wokół Księżyca. Teraz projekt dearMoon został zawieszony bezterminowo. Boeing nie ma jeszcze takich planów jak lot na Księżyc, ale widać, że ludzka cierpliwość ma swoje granice.

Starliner to teoretycznie trzeci obecnie pojazd zdolny dotrzeć z ludźmi do ISS

Połączenie Starlinera Boeinga i rakiety United Launch Alliance (spółka, której udziałowcem jest Boeing) Atlas V N22 wygląda inaczej niż w przypadku Dragona SpaceX i rakiety Falcon 9. Podczas gdy ten drugi wygląda jak dopasowany do rakiety (co w istocie ma miejsce), Starliner sprawia wrażenie nasadzonego na czubek rakiety. To dobre skojarzenie, bo Starliner jest o 50 cm szerszy od Dragona, a także szerszy niż drugi człon rakiety Atlas V, choć kapsuła ma mniejszą trochę przestrzeń dla załogi (9,3 metra sześciennego zamiast 11 metrów sześciennych w Dragonie). W obu przypadkach załoga może liczyć nawet siedem osób, choć NASA nie akceptuje załogi większej niż czteroosobowa. Rosyjski Sojuz, może z kolei przewozić maksymalnie trzy osoby, a przestrzeń według kapsuły (7,2 metra sześciennego) jest jeszcze mniejsza niż w Starlinerze. Soyuz jako jedyny z tych trzech pojazdów nie jest przeznaczony do ponownego wykorzystania.

Starliner Dragon porównanie
Po lewej Boeing Starliner, po prawej SpaceX Dragon, który poleciał w misji Crew-8. (fot: NASA/KSC)

Pewną ciekawostką jest tu główny silnik rakiety Atlas V, czyli RD-180, który wyprodukowano w Rosji. Duża partia tych silników została zakupiona w przeszłości przez ULA i stanowi zapas dla kolejnych startów rakiety Atlas V. Ta jednak będzie niedługo zastąpiona przez całkowicie amerykańską konstrukcję Vulcan Centaur, której pierwszy lot miał miejsce w trakcie misji Peregrine One. Rakieta zadziałała wtedy bezbłędnie, zawiódł pojazd. W przypadku Starlinera usterki były już chyba wszędzie gdzie się dało, a limit pecha miejmy nadzieję w końcu został wyczerpany z nawiązką.

Źródło: NASA, Boeing, inf. własna

Komentarze

6
Zaloguj się, aby skomentować
avatar
Komentowanie dostępne jest tylko dla zarejestrowanych użytkowników serwisu.
  • avatar
    piomiq
    4
    "Do dzisiejszego próby Boeing zbierał się latami."
    dzisiejszej
    • avatar
      xxx.514
      1
      Ten tekst na pewno pisał człowiek? Jak się czyta to aż zgrzyta w zębach. A co do startu - Boeing dostał tylko to na co zasłużył, karma wraca.
      • avatar
        J.B FIN
        0
        Kretynski tytuly: komputer zglupial ..
        • avatar
          vacotivus
          0
          Falliczny kształt Starlinera zgodny z tym, jak bardzo Boeing ssie.
          • avatar
            xmexme
            0
            "komputer zgłupiał" - jakieś strasznie głupie te komputery, nie dziwię się ze nie polecieli też bym z głupkiem nie chciał lecieć.