
Droga pamięć operacyjna to jeden z ponurych skutków obecnego kryzysu na rynku, ale co, gdyby uruchomić komputer bez jakiegokolwiek RAM-u? Z jednej strony jest to możliwe, a z drugiej – raczej na pewno nie będziecie chcieli tego robić.
Trwający niedobór pamięci operacyjnej to jeden z powodów frustracji związanej z rozwojem generatywnej AI, a ceny pamięci są dotkliwe dla osób planujących rozbudowę komputera. Nie zapowiada się też na rychły koniec kryzysu. Można próbować przenieść pamięć SO-DIMM z laptopa do komputera, ale to rozwiązanie problematyczne.
W obliczu tak nieciekawej sytuacji Youtuber PortalRunner zadał pytanie, które wcześniej byłoby jedynie częścią niewinnego eksperymentu: czy da się w ogóle uruchomić komputer przy braku RAM-u?
Swap zamiast RAM-u, VRAM i cache - czy to ma sens?
W pierwszej próbie PortalRunner zszedł do możliwie minimalnej ilości pamięci operacyjnej, zmuszając system do pracy na bardzo dużym pliku odczytywanym z dysku. Poprzez przeniesienie danych, które normalnie są częścią pracy operacyjnej pamięci ulotnej na dysk i z powrotem. Komputer robi to także wtedy, gdy RAM-u zaczyna brakować, ale zwykle stara się ograniczać taki mechanizm, bo jest wyjątkowo powolny. Częściej ma on miejsce w smartfonach, gdzie dysproporcje między pamięciami potrafią być mniejsze.
Kolejny pomysł również nie był przełomowy: twórca próbował zastąpić RAM pamięcią VRAM pozyskaną ze starych kart graficznych. W obu przypadkach przeszkoda była podobna - nośniki, po które sięgał komputer, są o rzędy wielkości wolniejsze od pamięci systemowej. Efekt ponownie okazał się rozczarowujący i sprzęt działał o wiele wolniej niż z pamięcią operacyjną, a do tego czas zabierało konwertowanie instrukcji.
Dopiero potem pojawiła się ścieżka, która w teorii pozwala obejść problem: współczesne procesory mają bardzo szybkie fragmenty pamięci, czyli pamięć podręczną CPU (cache), szybszą nawet od RAM. To jednak oznacza, że użytkownik zyskuje bardzo małą ilość pamięci. W nowym układzie Intel Core Ultra 7 270K Plus jest to 36 MB pamięci L3.
Youtuberowi PortalRunner udało się doprowadzić do sytuacji, w której komputer korzystał wyłącznie z cache, ale okupione to było cofnięciem się do realiów znanych z dawnych dekad. Musiał on ręcznie optymalizować kod w asemblerze, a rezultatem był wygląd systemu niczym z ery ASCII z ograniczoną paletą barw.
Aby komputer "zapomniał", że ma zainstalowany RAM, PortalRunner zmieniał ustawienia firmware płyty głównej. To było łatwiejsze do zrobienia na starszych konstrukcjach z BIOS, ale nowe modele korzystają z UEFI, które ma być trudniejsze do podobnych modyfikacji. Po nieudanym flashowaniu, które skończyło się brakiem odpowiedzi ze strony sprzętu, twórca wybrał komputer z 2009 r. i ostatecznie uruchomił program działający w cache. Był to stary, poczciwy “Snake”. Da się to zrobić, ale czy warto?








Komentarze
0Nie dodano jeszcze komentarzy. Bądź pierwszy!