Samochody elektryczne

Samochody elektryczne nie są takie złe, ale...

przeczytasz w 5 min.

Mity dotyczące samochodów elektrycznych. O pięciu najpopularniejszych z nich zdecydował się opowiedzieć doświadczony użytkownik elektryka - Adam Dutkowski pełniący funkcję Product Managera w Mercedes-Benz Vans. Czy zatem naprawdę już nie musimy obawiać się samochodów na prąd?

  • Doświadczony właściciel elektrycznego samochodu, Adam Dutkowski przygotował publikację, w której obala 5 najpopularniejszych mitów dotyczących elektryków. Postanowiliśmy się im przyjrzeć - i skomentować.
  • Elektryków w Polsce stale przybywa. Rośnie też liczba publicznych stacji ładowania, a zatem - w naszym kraju rozwój elektromobilności widać gołym okiem.
  • Czy samochody elektryczne są już świetną alternatywą spalinówek, czy jednak potrzeba dodatkowych lat rozwoju?

Samochody elektryczne nie są takie straszne, jak jeszcze kilka lat temu

Tak przynajmniej twierdzi Adam Dutkowski z Mercedes-Benz, który na podstawie przejechanych samochodem elektrycznym 25 tysięcy kilometrów postanowił rozprawić się z pięcioma najpopularniejszymi mitami, które dotyczą tej (już nie takiej nowej) technologii w motoryzacji.

Choć w Polsce samochody napędzane prądem są ciągle marginesem w kontekście wszystkich pojazdów ogółem, to ich użytkowników systematycznie przybywa. Prawdą jest, że koszt zakupu elektryka jest zwykle wyższy, niż spalinowego odpowiednika - i najczęściej właśnie ten argument jest przytaczany w dyskusji dotyczącej słuszności „ekologicznej” motoryzacji. A jakimi argumentami elektryków broni Adam Dutkowski?

Przede wszystkim: elektrykami nie trzeba jeździć „wokół komina”, bo ich zasięg jest wystarczająco duży

Przyznajcie, że słowo „zasięg” w dyskusjach dotyczących elektryków pojawia się nad wyraz często. No i nie ma w tym nic zadziwiającego. Dutkowski słusznie przyjął, że typowy realny zasięg samochodu elektrycznego oscyluje w granicach 200 - 400 km. Ja to kupuję i w pełni się z tym zgadzam.

Stacje ładowania elektryków w Polsce to nadal temat, który wymaga poprawy. Stosunek ilości ładowarek do klasycznych stacji paliw jest niewyobrażalny, a planowanie trasy w kontekście zapisywania miejsc postoju, aby dotrzeć do celu jest według mnie niedorzeczne w XXI wieku.

Oczywiście, to czy realny zasięg wyniesie 200 km zamiast wspomnianych 400 zależy od mnóstwa czynników, ale podobnie wygląda to w przypadku „spalinówek”. Agresywne przyspieszanie, praca silnika na wysokich obrotach (w spalinówkach) i generalnie tzw. „żyłowanie” samochodu do granic możliwości zawsze kończy się tak samo - paliwa lub energii zabraknie dużo szybciej.

Ładowanie samochodu elektrycznegoPublicznych stacji ładowania samochodów elektrycznych ciągle przybywa, ale nadal jest ich niewiele

Natomiast przy zrównoważonej i przepisowej jeździe można przyjąć, że pokonanie elektrykiem (nie najmniejszymi, miejskimi modelami) 300 km bez ładowania jest do wykonania. I w tym miejscu mogą zacząć się dyskusje, czy ta wartość jest wystarczająca. Dla mnie - nie. Od samochodu oczekuję, że będzie w stanie przejechać bez postoju na stacji minimum 600 km. Wiem, że w międzyczasie warto zatrzymać się na krótki postój i odświeżyć umysł, ale dopóki jednorazowe pokonanie minimum 500 km elektrykiem, bez pilnowania użycia pedału przyspieszenia, klimatyzacji etc. nie będzie rzeczywistością, to uważam, że technologia wymaga dodatkowego rozwoju.

Samochody elektryczne to nie tylko maluchy do wożenia zakupów

W tym miejscu w pełni zgadzam się z Adamem Dutkowskim. Faktycznie - sporo na rynku elektryków, które gabarytami wskazują na to, że do środka ledwo zmieści się jedna osoba, a gdzie tam jeszcze upchać ewentualną rodzinę i bagaże.

Niemniej, większość producentów samochodów posiada też w ofercie modele, którymi bez najmniejszego problemu komfortowo mogą podróżować całe rodziny z pełnym bagażem. Dutkowski naturalnie podaje tutaj jako przykład vana - Mercedesa EQV, jednak to według mnie skrajność. Wystarczy, że są na rynku auta, jak choćby Kia EV6, która nie będzie za duża do miasta i za mała na wakacje. No, Tesla Model X oczywiście też się nada.

Przy stacji ładowania nie trzeba spędzać długich godzin

Dobra, przyznaję Dutkowskiemu rację. Nie zawsze musimy ładować samochód do pełna na postoju. Szczególnie na trasie, kiedy wiadomo, że kolejna stacja pojawi się za 100 km - wystarczy spędzić na pierwszej choćby 30 minut, aby bezpiecznie dojechać do kolejnej.

Ale… czy w samochodzie spalinowym podróż wygląda tak samo? „Świeci mi rezerwa, zatankuję teraz 7 litrów paliwa, bo za 100 km jest kolejna stacja, na której dotankuję”. Na tym polega podróż samochodem - zatrzymujesz się na tankowanie tylko wtedy, kiedy pojawia się taka potrzeba i w kilka minut tankujesz do pełna na kolejne kilkaset kilometrów.

Jasne, że elektryka można doładowywać przez kilkanaście minut, aby przejechać kilkadziesiąt kilometrów. Ale czy tak samo zachowujemy się w autach spalinowych? Tankujemy do pełna i z tego korzystamy, po co w ten sposób bronić elektryków?

Rozumiem, że jakoś tych elektryków trzeba bronić i w niektórych sytuacjach to ładowanie baterii nie jest takie uciążliwe. Jeśli jednak chce się korzystać z samochodu tak, jak nakazuje intuicja i nie robić z podróży zadania niczym z arkusza maturalnego, co ile kilometrów robić postój - no to „tankowanie” prądu trwa znacznie dłużej, niż benzyny lub oleju napędowego. Trzeba się z tym pogodzić i przyjąć do wiadomości.

Ford Mustang Mach EZa produkcję elektryków wziął się nawet Ford, który zelektryfikował klasycznego Mustanga. Oto Mustang Mach E

Zabrakło mi baterii w drodze - co teraz?!

Dutkowski przytacza w swoim materiale mit, jakoby kierowca rozładowanego w trasie elektryka był nagle uziemiony. Obala go twierdzeniem, z którego wynika, że w Polsce stacji ładowania jest na tyle dużo, że „zawsze jesteśmy w stanie znaleźć ogólnodostępny punkt ładowania”, a poza tym samochody mają wielopoziomowe systemy zabezpieczające przed nagłym rozładowaniem w drodze (m.in. ostrzeganie kierowcy lub redukcja mocy silnika).

To po części prawda - stacji ładowania jest coraz więcej, a więc ich znalezienie na trasie nie jest wielkim wyczynem. Niemniej jednak - stacji paliw jest oczywiście dużo więcej.

Uznajmy zatem, że do tak krytycznych sytuacji polegających na rozładowaniu auta na szczerym polu nie powinno dochodzić zbyt często, bo elektryki jest gdzie ładować. No ale jeśli jednak kierowca będzie mieć ogromnego pecha i w samochodzie zabraknie baterii, a w okolicy nie znajduje się nic, co mogłoby wskazywać na obecność stacji ładowania elektryków. Co w takiej sytuacji?

Ano… rozładowany elektryk to taki sam problem, jak rozładowana spalinówka. Zarówno w jednym, jak i drugim przypadku najrozsądniejszym rozwiązaniem jest wezwanie lawety. Samochód spalinowy ma jednak tę zaletę, że poza lawetą - można poprosić kogoś o przywiezienie kilku litrów paliwa w kanistrze. Prądu niestety w ten sposób nie przetransportujemy.

Elektryki mogą więcej i dają więcej swobody

Z tym, że samochody elektryczne mogą więcej trudno się nie zgodzić. Mowa tutaj przede wszystkim o przywilejach dotyczących parkowania za darmo w strefach płatnego parkowania, poruszania się bus-pasem, czy nawet wjazdu w określone miejsca w mieście.

Skoda EnyaqJeśli za elektryki bierze się gigantyczny koncert Volkswagen, to oznacza tylko jedno - elektryków będzie już tylko przybywać

To fakt, że starym dieslem nie wjedziemy w wiele miejsc w Europie. Czy jednak dla Polaków ma to aż tak duże znaczenie? To, czy kupią nowy samochód napędzany benzyną, czy elektryka - niewiele zmieni w kontekście tego, do jakiego miasta będą mogli wjechać. Właściwie… nie zmieni nic.

A czy dodatkowe udogodnienia, o których wspomniałem wcześniej są warte wybrania „ekologicznej” motoryzacji? To oczywiście kwestia indywidualna i nie mi to oceniać. Trzeba jednak przyznać Dutkowskiemu rację, że auta napędzane prądem dają więcej swobody poruszania i trudno obalić ten argument.

No to w końcu elektryki są super, czy nie do końca?

Rozwój elektromobilności przez ostatnie lata znacznie przyspieszył. Samochody elektryczne są większe, dojadą dalej na jednym ładowaniu - i ogólnie rzecz biorąc - są dobrą alternatywą dla spalinówek.

Ale czy to już ten moment, w którym można powiedzieć, że auta napędzane prądem są na równi z tymi, które napędza benzyna/olej napędowy? Osobiście uważam, że nie. Myślę też, że kilka z mitów obalanych przez Dutkowskiego z Mercedes-Benz wcale nie można nazwać mitami, a rzeczywistością, którą można naginać, ale ta nadal pozostanie rzeczywistością. A jak jest Waszym zdaniem? Elektryki są w tym momencie najlepszym możliwym wyborem, czy jeszcze nie? Dajcie znać w komentarzu.

Źródło: Daimler

Komentarze

81
Zaloguj się, aby skomentować
avatar
Komentowanie dostępne jest tylko dla zarejestrowanych użytkowników serwisu.
  • avatar
    michal_mat
    15
    Polecam szybki rzut okiem na strony o elektrykach i komentarze tam pod artykułami... Lepsze niż u fanów Apple, każde ograniczenie to zdecydowanie nie problem tylko wielki feature.
    W czasie jazdy muszę się zatrzymywać co 200 - 250 km I czekać 40 na naładowanie? To super, mam czas na odpoczynek, a ci zli co jeżdżą spalinowymi więcej niż 300 km to z pampersem jeżdżą..... Ale żaden się nie zastanowi że może do urologa powinien pójść jak 2,5 h nie wytrzymuje bez pampersa....
    • avatar
      Fa_sol
      14
      Do miast jak najbardziej, fajna opcja. Jechać w dłuższą trasę na wycieczkę? No nie do końca, tylko majętni mogą sobie pozwolić na elektryka z jakimś "sensownym" dystansem. Reszta szaraczków musi wozić się autami które może mają do 400 km przebiegu przy najlepszych wiatrach. Takim samochodem nie wybrałbym się w dłuższą trasę (powyżej 1000 km), wolałbym wsiąść do samolotu i zaoszczędzić sobie czas. Jakbym miał jechać w odwiedziny do rodziny z Holandii do Polski to musiałbym podróż rozkładać na dwa dni, więc ja jeszcze długo pozostanę przy spalinowych samochodach.
      • avatar
        Rangeros
        11
        tak, elektryki są tak wspaniałe że trzeba wszystkich zmuszać do ich użytkowania i zabraniania dotychczasowych, sprawdzonych rozwiązań. Nie ma lepszego dowodu na gówniany charakter całego interesu. Ci których stać i mają już to elektroówno zaczynają sobie uzasadniać, że jeżdżenie jak głupi od stacji do stacji to najlepsze co może być. A prądzik z ładowareczki to ze słoneczka. I wiaterku. I bateryjki to wieczne są i można je oddać w Media Markcie do recyklingu.
        Przy testach normalnych spalinówek redaktorzy psioczyli na elementy karoserii, wnętrza i innych bzdetów na siłę, ale przy elektrykach wszystko jest już zajefajne, co prawda najlepiej jeździć bez klimy (ogrzewania), muzyki i w ogóle max 90 ale za to jak ekologicznie... Ludzie są w stanie łyknąć każde gówno jeśli poczują się przez to lepsi od innych.
        • avatar
          Gnom_Z_Piany2
          7
          Elektryk, dwie niepodważalne wady:
          1. Ekologiczne ładowanie elektryka prądem z ...... węgla. jednocześnie pokazywanie przez rząd środkowego palca wszystkim tym, którzy fotowoltaniką dostarczają prąd do sieci
          2. Ograniczony (w sensie wieloletni) czas eksploatacji elektryka. Po paru latach okazuje się, że akumulatory są zjechane i najlepiej je byłoby je wymienić. Efekt? Wymiana akumulatorów kosztuje niewiele mniej, od nowego elektryka na pełnej gwarancji. A bywa że wymiana jest wręcz droższa.

          szczególnie punkt 2 powoduje, że nie mamy co liczyć na jakiekolwiek rozwinięcie się rynku wtórnego elektryków, tak jak to ma miejsce ze spalinówkami. oznacza to tyle, że elektryki przez wiele lat będą bardzo drogie, wobec braku konkurencji ze strony rynku wtórnego.

          zresztą dokładnie to samo widać w grach. kiedyś były sprzedawane gry na płytach CD, można je było odsprzedawać bez dziwacznych ograniczeń. Był rynek wtórny. Gry dosyć szybko taniały po premierze.
          Obecnie mamy bezterminowe wypożyczenie w ramach dystrybucji cyfrowej. Rynek wtórny nie istnieje. Gry są coraz droższe.
          • avatar
            pawluto
            4
            WODÓR - to jest przyszłość a nie elektryki.
            • avatar
              Janisz
              3
              Miał bym dużo do napisania, ale mi się nie chce, a i tak nikt by tego nie przeczytał więc w skrócie - droga fanaberia dla dobrze usytuowanych ludzi którym się nudzi... Nie należę ani do jednych, ani do drugich, ale eurobiurwy chcą mi odebrać to, na co mnie stać na siłę wsadzić w środek komunikacji publicznej. Reszta świata ma w...e na elektryki - trzeba będzie wyemigrować z tego p...o kontynentu - zwykłych ludzi nie będzie stać na mieszkanie tutaj...
              • avatar
                obcypl
                3
                problemem nie jest idea auta na prąd... problemy są w sumie 3 inne:
                1) skąd brać prąd (w PL elektryk NIGDY nie będzie bardziej ekologiczny niż diesel skoro palimy węglem),
                2) jak ten prąd dostarczyć (matka fizyka to suka i nie nagina swoich praw. trochę liczenia natężenia w czasie i już wiemy że ładowanie stu elektryków równocześnie, np. przez noc pod blokiem jest nierealne ze względu na np. przekrój wymaganych przewodów zasilania doprowadzonych do bloku)
                3) Jak ten prąd zmagazynować (Tu widać kilka światełek w tunelu ale póki co mamy średnie pojemności okupione totalną degradacją środowiska w ramach wydobycia składników)

                Obstawiam wodorowe silniki liniowe jako te, które mogą coś zmienić. Jest czyste spalanie i elektryczny napęd.

                A zmuszanie ustawowo do przesiadki na elektryki nosi wszelkie znamiona lobbingu, korupcji i zmów producenckich.
                • avatar
                  nevermind
                  3
                  Udogodnienia dla elektryków są chwilowe, jak tylko przybędzie elektryków to udogodnienia znikną.
                  • avatar
                    owatanka
                    3
                    Producenci elektrykow nie wspominaja o tym bo to zle wyglada ze baterie nalezy ladowac od 30% do 70% aby dzialala optymalnie rozladowujac ja do 10% i ladujac do 100% powoduje sie dwukrotnie szybsza degradacje.
                    Szybkie ladowanie tez przyczynia sie do szybszej degradacji bateri identycznie jak w smartfonach.
                    Najwiekszym wrogiem silnikow elektrycznych jest temperatura w bardzo upalne dni silniki maja duzy problem z chlodzeniem wiec ich moc jest ograniczana jednak to w zime "ponizej 10 stopni" zuzycie energi wzrasta o 20% "zrodlo tesla model 3" wzgledem lata 20 stopni na dodatek wiekszosc testow zagrnicznych jest robionoa za granica no ba a tam swiatla wlacza sie w nocy a nie jak unas w dzien choc to na ilosc zuzytej energi nie wplynelo za mocno.
                    • avatar
                      albertkizo
                      2
                      Elektryki się zmieniły na lesze. Ale zasięg 200-400 km to nadal za mało do komfortowej jazdy. Znaczenie lepeij wypadają auta wodorowe jak Mirai, które ma zasięg 650 km i szybki czas tankowania. Czekam aż u nas poawią się ogólnodostępne stacje wodorowe, bo elektryki z ogniwami paliwowymi są po prostu lepsze
                      • avatar
                        traper
                        1
                        Elektryki mają swoje wady jak również zalety. Tym niemniej obecnie wciąż są za drogie. To się po prostu nie opłaca. Z kolei patrząc długofalowo: cena benzyny tylko rośnie (ktoś może jeszcze pamięta czasy jak była za 3 zł), zaś ceny akumulatorów spadają. Tak więc może za 10 lat jak benzyna będzie po 20 zł/l a samochody elektryczne o połowę tańsze niż teraz większość z nas będzie się przesiadała na elektryki. Ale obecnie - technologia ta się dopiero rozwija, Tak więc po co przepłacać - lepiej kupić jak się już rozwinie.
                        • avatar
                          vacotivus
                          1
                          Źródło: Daimler

                          Fajny artykuł sponsorowany ;)
                          • avatar
                            Teodor
                            1
                            Pod domem mam dwa samochody. Jeden duży, drugi mały. :)
                            Nie ma idealnych samochodów. Spalinowce też mają swoje mankamenty. W sumie wolę elektryka.
                            • avatar
                              piomiq
                              0
                              Sonda. Najwięcej głosów padło na:
                              "Absolutnie nie. Ani w 2022, ani w 2032 i 2042. Elektryki to ślepa droga w rozwoju motoryzacji! "

                              Zastanawiam się dlaczego?
                              Czyżby czytelnicy nie wierzyli w rozwój elektrycznej motoryzacji? Nie wierzyli w postęp? To mocno zadziwiające :/. Ewentualnie głosujący są odporni na nowinki i dla nich samochód spalinowy to coś co nie może być zastąpione niczym innym. Zapominają przy tym, że paliwa kopalne się kiedyś wyczerpią.....
                              • avatar
                                szydas
                                0
                                JUż kiedyś o tym pisałem, więc tylko w skrócie: cofnijcie się 120 lat wstecz i wszystko, co dziś piszemy o elektrykach pasuje jak ulał do pojazdów spalinowych. Że wymysł, że paliwo w wiaderku z miasteczka trzeba nosić, że kury jajek nie znoszą.... A konia to wypuści się na łąkę, trawy się nażre i można jechać dalej. To kwestia czasu, technologia dojrzeje. Znajdą się dobre akumulatory, dobre technologie ładowania, może faktycznie wygrają ogniwa paliwowe. Prąd dzięki OZE może być ekologiczny - paliwa kopalne nigdy takie nie będą. Jak nie przepisy to zmiany klimatu zmuszą nas do zmian.
                                • avatar
                                  madmax0000
                                  0
                                  W Polsce obecnie mamy około 19 000 000 aktywnych rejestrów samochodów osobowych w CEPIK. Każdy niech przejedzie 1 km dziennie. To jest 19000000 km dzielimy na 100 daje 190 000. Samochód elektryczny zużywa około 18 KW/h energii elektrycznej na 100km daje to 3420000 KW/h czyli 3.4 Gw/h. Obecnie mamy wszystkich elektrowni 60Gw z czego 20 nie pracowało. Jeżeli statystyczny samochód zrobi 5000km rocznie mamy 13km . Czyli 13x 3.42= 44.46 Gw/h. Wielkie G.. Jak nie wybudujemy 3 razy tyle elektrowni nie mamy prądu. A gdzie dostawczaki i autobusy o ciężarowych nie wspomnę. Policzcie .
                                  • avatar
                                    paankracyki
                                    -1
                                    Jeżdżę benzyniakiem, ale i tak rozumiem, że elektryki to przyszłość (wliczając w to samochody na wodór - to też samochody elektryczne). Przeciwnicy elektryków mogą robić groźne hur dur i pewnie takie auto elektryczne nigdy nie będzie lepsze niż ich BMW e36, ale prawda jest taka, że ropa się w końcu SKOŃCZY. A zanim to nastąpi będzie nieustannie drożeć. A technologia dojrzeje. Produkcja, dystrybucja i tankowanie paliwa (we w miarę bezpieczny sposób) to ogromny problem logistyczny, rozwiązany tylko dlatego, że mieliśmy jakieś 100 lat i miliardy wydanych dolarów, żeby to wszystko dopracować.
                                    • avatar
                                      piwo1
                                      -1
                                      Moim zdaniem elektryki sa swietnymi autami na dojazdy krotkie ( do 150km w jedna strone) do pracy. Cicho szybko bezproblemowo nie dymiac w miescie. Ideal. Do tego jak ktos ma fotowoltanike to sie wszystko spina. Taka kia ev6 77kwh 230 koni za 220tys zl i mozna z tym jakos zyc. Ladowanko w nocy z gniazdka zewnetrznego pod domem i da sie z tym jakos zyc choc na pewno rozwijanie kabla zima czy w deszcz nie jest przyjemnoscia.
                                      No i trzeba elektryka traktowac jako ktores auto w domu a nie jedyne. Musi w domciu stac jeszcze jakas toyota camry czy mazda cx60 na dluzsze podroze ponad 400 kilometrowe coby sie z dzieviakami w podrozy nie meczyc. Oczywiscie elektrykiem tez sie da ale kazda godzina z dzieciakami w podrozy to koszmar i taki dluzszy wyjazd majowy np warszawa swinoujscie gdzie mamy trzy dni na wypoczynek i podroz 650km w ta i z powrotem moze okazac sie elektrykiem sporym wyzwaniem.
                                      • avatar
                                        marcadir
                                        -1
                                        Jeżeli ktoś chce czuć się trochę bardziej ekologicznie to zamiast elektryka niech kupi hybrydę pokroju Priusa III lub nowszą Corollę, które są pozbawione wad pełnych elektryków.
                                        • avatar
                                          Wojtas1PL
                                          -1
                                          Współczesne elektryki potrzebują kilkunastu minut żeby naładować się praktycznie do pełna, na 250-300 km. Jak dla mnie więcej nie trzeba - z Poznania do Warszawy przejdzie się na raz, z Krakowa do Gdańska z dwoma 15-minutowymi przerwami... To nie jest już żadne ograniczenie.
                                          • avatar
                                            meceo
                                            -1
                                            Mamy w domu elektryka (tesla model 3) od 1,5 roku. Drugie auto to Skoda Kodiaq 7os. Od czasu zakupu elektryka praktycznie tylko nim jeżdżę, wszędzie. Wakacje rodzinne (2 + 3 małe dzieci) w Chorwacji, we Włoszech, Wycieczka do Austrii, praca, krótsze odcinki po Polsce. Wszędzie. Jedyny problem jaki miałem, to gdy musiałem jechać z południa polski do Warszawy na kilkudniową konferencję. W naszej stolicy były wtedy 2 stanowiska supercharger gdzieś na zadupiu w hotelu na -5 poziomie.
                                            Od czasu wyższych cen za paliwo żona również jeździ teslą. Skoda jest w użyciu tylko wtedy gdy oboje potrzebujemy auta w tym samym czasie.
                                            Wcześniej miałem audi a5, to dokładnie ta sama klasa auta cenowo. Audi wyglądało lepiej i ciut lepiej jest wykończone. Tesla jest, moim zdaniem, o niebo lepsza we wszystkich innych aspektach.
                                            • avatar
                                              piomiq
                                              -2
                                              Pragnę przypomnieć, że problem zasięgu został w pewien sposób już rozwiązany, nie przez wkładanie jeszcze większych akumulatorów, nie przez Tesle z nieusuwalnymi akumulatorami sprawiających, że samochód staje się tzw. jednorazówką (dotyczy najnowszego modelu., ale przez WYMIANĘ AKUMULATORÓW. Od jakiegoś czasu w Norwegii budowana jest sieć takich stacji ładowania (było o tym na benchmark.pl).

                                              Zastanawiam się czemu autor ani pan Adam Dutkowski o tym nie wspomina :/. Może dlatego, że firma Mercedes nie wspiera tej technologii w swoich nowoczesnych samochodach elektrycznych.
                                              • avatar
                                                Marek1981
                                                -5
                                                autor tych wypocin bredzi, po takim portalu oczekuje się odrobinę prawdy. np Elektryki mogą więcej i dają więcej swobody - no tak elekrykiem jak spalinówką wejdę do auta i zrobię szybki wypad nad jezioro/morze do znajomych itd... nie muszę zobaczyć trasę, obliczyć czy prądu starczy jak nie zmienić trasę, zapewnić dzieciom dodatkowe zajęcie itd. A czy mogą więcej na razie tak ale za 2-3 lata mogą dojść min zakazy parkowania w garażach podziemnych i minimalna odległość od innego auta.
                                                • avatar
                                                  niepokorny666
                                                  0
                                                  Bardzo dobry artykuł wreszcie ktoś napisał jak jest, bo obecnie kupowanie elektryka to dokładanie sobie wielu problemów.
                                                  • avatar
                                                    Gnom_Z_Piany2
                                                    0
                                                    koronny argument. prąd do elektryka jest w PL robiony z ..... węgla. fotowoltanika? tylko wtedy kiedy ktoś pracuje w domu. rząd i zakłady energetyczne robią wszystko, aby fotowoltanika była nieopłacalna, i faktycznie przestała być opłacalna.