Technologie i Firma

52 minuty pracy, 17 minut odpoczynku - idealne proporcje (tylko dla kogo?)

z dnia
Wojciech Kulik | Redaktor serwisu benchmark.pl
10 komentarzy Dyskutuj z nami

Jeśli chcemy osiągnąć maksymalną efektywność w pracy, po 52 minutach wykonywania obowiązków, powinniśmy sobie zrobić 17-minutową przerwę.

Autor książki Inteligencja Emocjonalna 2.0 dr Travis Bradberry podzielił się ostatnio ze światem swoim tekstem na temat najbardziej efektywnego trybu pracy. Jak powinniśmy pracować, by wszyscy byli zadowoleni?

Ośmiogodzinny tryb pracy to przeżytek

Obecnie najpopularniejszy (przynajmniej teoretycznie) dzień pracy to ośmiogodzinny tryb (z dwiema lub trzema przerwami). Rozwiązanie to zostało wprowadzone w czasach industrialnych, aby ludziom w fabrykach pracowało się lżej. Według dra Bradberry’ego dziś jesteśmy już gotowi zmienić ten schemat i zacząć pracować efektywniej.

Idealne proporcje: 52-17

Dr Bradberry, powołując się na badanie firmy Draugiem Group, twierdzi, że optymalne proporcje to 52 minuty pracy, a po nich 17 minut odpoczynku. Trzymając się takiego trybu można ponoć osiągnąć maksymalny poziom skupienia, a więc też doskonałe efekty, a równocześnie zapewnić mózgowi odpowiedni odpoczynek. Wspomniane badanie wykazało też, że tak pracujące osoby są mniej podatne na rozpraszanie (między innymi powiadomieniami z serwisów społecznościowych).

Najważniejsze jednak, by system 52-17 odpowiednio wykorzystać. Co to znaczy? Ano to, że czas na pracę należy poświęcić wyłącznie zaplanowanym obowiązkom (żadnych maili, telefonów czy rozmów), a w czasie odpoczynku – cóż… odpoczywać – na przykład poczytać książkę, przejść się lub napić się kawy.

Odstępstwa dozwolone

System 52-17 jest zdaniem autora doskonały, ale dozwolone są też nieduże odstępstwa. Niewiele gorzej sprawdzi się na przykład tryb godzina pracy-kwadrans przerwy. Granicy 60 minut nie powinno się jednak przekraczać, ponieważ po tym czasie skupienie zdecydowanie słabnie.

Jak tłumaczy dr Bradberry – nie należy czekać, aż będziemy czuć się bardzo zmęczeni. Taki stan jest bowiem oznaką przemęczenia, a używając języka związanego z tematem: oznaką przegapienia energetycznego okienka na przerwę. Mózg mający mało energii to zaś pewna recepta na wzmożone rozpraszanie swojego skupienia.

...a teraz zejdźmy na ziemię

Praca w systemie 52-17 (a nawet 60-15) brzmi naprawdę nieźle, ale ile osób faktycznie może sobie na nią pozwolić? Po pierwsze – niewielu pracodawców (na przykład w fabrykach) zgodziłoby się pewnie na 15 minut przerwy po każdej przepracowanej godzinie. Po drugie – spora część z nas (przede wszystkim w sektorze usług) nie jest w stanie zajmować się wyłącznie zaplanowanymi z góry zadaniami. Poza tym wyobraźmy sobie sytuację, w której przy terminie „na wczoraj”, odchodzimy od biurka na kwadransik przerwy. 

Z drugiej strony dziś wydaje nam się to niepojęte głównie dlatego, że klasyczny system ośmiogodzinny jest już u nas mocno zakorzeniony. Ale być może przyjdą zmiany…?

Źródło: Business Insider

Komentarze

10
Zaloguj się, żeby skomentować
avatar
Dodaj
Komentowanie dostępne jest tylko dla zarejestrowanych użytkowników serwisu.
  • avatar
    życie ze stoperem w dłoni - bo tak to wygląda z tego artykułu ;) tylko kto chce liczyć te sekundy i żyć jak robot ...
  • avatar
    pracowałem w biurze przy kompie, co godzinę prawie z zegarkiem wychodziłem na papierosa, zarabiałem dla firmy więcej niż pozostałe 5 osób które robiło to samo, wychodząc z pracy po 8 godzinach nie miałem żadnych zaległości
    także coś w tym jest ;)
  • avatar
    Nie wiedzą co mówią bo w Polsce najefektywniej pracuje się 10 godzin dziennie z 10 minutową przerwą na śniadanie przerywaną telefonami ze świadomością że za żadną nadgodzinę nie dostanie się ani grosza.
  • avatar
    To chyba dobre dla urzędników. Jak zadanie wymaga dużej koncentracji i skupienia, to czasem po 2-3 godzinach zaczyna się wydajnie pracować. Jak by mi co godzine przerywali to by mnie szlag z nerwów trafił...