Nauka

Roboty mogą przejąć 50 proc. naszych posad

Wojciech Kulik | Redaktor serwisu benchmark.pl
15 komentarzy Dyskutuj z nami

Z każdym dniem jest coraz mniej pól, na których człowiek może jeszcze rywalizować z maszyną.

robot NAO

Istnieje wiele teorii zakładających, że w przyszłości sztuczna inteligencja rozwinie się do tego stopnia, że roboty przejmą kontrolę nad naszą planetą, stając się po drodze realnym zagrożeniem dla człowieka. Coś jak uczeń przerastający swojego mistrza. Według Andy’ego Haldane’a, głównego ekonomisty Banku Anglii, nie powinniśmy się raczej spodziewać wojny. Roboty zastąpią człowieka w inny sposób – przejmując po prostu ich etaty.

„Technologia coraz szybciej, szerzej i głębiej przenika ludzkie życie” – powiedział Haldane. Wraz z jej rozwojem rodzi się jednak ogromny problem. Jako że maszyny potrafią dzisiaj nie tylko zastępować człowieka w typowych, monotonnych zajęciach, ale i w pewnym stopniu są zdolne do kreatywnego myślenia, ludzie w przyszłości będą mieli coraz mniej pól, na których będą mogli z nimi rywalizować. – „W przeciwieństwie do maszyn z przeszłości, te nowe mogą zastąpić nie tylko ludzkie ręce, ale też mózg”.

Jacy pracownicy powinni zatem czuć się szczególnie zagrożeni? Według analizy Uniwersytetu Oksfordzkiego – pracownicy bankowi, recepcjoniści, sprzedawcy, radcy prawni, kierowcy, strażnicy, kucharze, barmani i doradcy finansowi. Co najmniej połowa spośród wszystkich tych pracowników może w przyszłości zostać zastąpiona „automatami”. Podczas niedawno zakończonej Milken Global Conference założycielka Webbmedia Group, Amy Webb, dodała do tego jeszcze: marketingowców, dziennikarzy i prawników.

Choć początkowo ten scenariusz może przerażać, Haldane twierdzi, że ludzie naprawdę nie powinni się zbytnio obawiać. To, że roboty przejmą nasze miejsca pracy nie oznacza przecież, że nie znajdziemy dla siebie nowych stanowisk. – „Ludzie będą dostosowywać swoje umiejętności i szkolić się w dziedzinach, w których wciąż będą mieli przewagę nad robotami”. Tylko czy z każdym dniem nie będzie ich coraz mniej?

Źródło: Digital Trends. Foto: Stephen Chin/Flickr

Komentarze

15
Zaloguj się, aby skomentować
avatar
Dodaj
Komentowanie dostępne jest tylko dla zarejestrowanych użytkowników serwisu.
  • avatar
    kitamo
    Oczywiscie ze tak.

    Dawniej budowali za pomocą siły ludzkich miesni, dzis uzyli by do tego maszyn.
    Dawniej zbierano zboże ręcznie sierpami, dziś mamy kombajny.

    NIe ma się co dziwic, tak gdzie mozna trzeba sobie ułatwiac.

    Setki dziesiątek maszyn jest już od lat w fabrykach gdzie powtarzalnosc i wydajnosc jest wymagana.

    Sam chetnie zatrudnie maszyny jesli bedzie taka mozliwosc - maszyna przynajmniej nie marudzi w pracy, nie przyjdzie pijana na budowe, nie wezmie "kacowego" i wiele innych.
    2
  • avatar
    Dudzio993
    Dobrze, że u mnie na szlifierni jest stabilnie :)
    2
  • avatar
    Lister
    Mi tego nie wytłumaczysz, po potencjał pozarobolskiej pracy nie jest tak duży, żeby wchłonąć tych wszystkich rolników i robotników fizycznych. Nawet serwisem robotów zajmą się roboty. Wiele rzeczy przenosi się do internetu, likwidując tradycyjne miejsca pracy, tak więc za te 20-30 lat wiele nierobotniczych miejsc pracy nie będzie potrzebnych.
    Kiedy robotyzacja rozpleni się szerokim wachlarzem, człowiekowi zostanie jedynie praca koncepcyjna, a to naprawdę nie jest duży tort do obsadzenia.
    Nie obawiam się jednak o to, że nikt nie "kupi" wyprodukowanych rzeczy, bo nie zarabia pieniędzy - człowiek to jednak elastyczna bestia i po prostu zmieni prawa ekonomi. W sumie już dawno pewni dwaj Niemcy wymyślili pasującą do zrobotyzowanego świata zasadę "każdemu według potrzeb, każdemu według zasług" - co bym tłumaczył tak, że każdy dostaje pulę podstawowych dóbr na przykład w ramach żółtych punktów :) , a ci, którzy coś tam robią, dostają punkty czerwone lub zielone (kłania się pan Janusz Zajdel i jego powieść sf) i za nie kupują rzeczy wedle swoich zasług. Proste i wymyślone dawno temu przez różne osoby, o czym przypomną sobie politycy, kiedy rzeczywistość przyprze ich do muru.
    Osobiście tylko żałuję, że to niestety jeszcze trochę potrwa...