Aparaty cyfrowe

Ergonomia i obsługa

Ergonomia korzystania z aparatu jest bardzo ważną cechą - w końcu stanowi o wygodzie fotografowania. Jeśli jakiś istotny przycisk zostanie umieszczony w miejscu mało dostępnym, to może się to przełożyć na gorsze ujęcie, bo użytkownik nie zdąży przełączyć funkcji lub nawet nie będzie próbował, obawiając się, że ciekawy moment przeminie.

Małe kompakty mają to do siebie, że niewiele jest na nich miejsca na wygodne rozmieszczenie przycisków. Dlatego firma Sony postanowiła ograniczyć się do zaledwie kilku, natomiast większość opcji znajdziemy w dotykowym menu.

Na obudowie DSC-N2 znajdziemy, oprócz oczywistego włącznika aparatu i spustu migawki, podwójny przycisk zmiany ogniskowej (W/T), suwakowy przełącznik trybu pracy (fotografowanie, odtwarzanie, nagrywanie sekwencji video), włącznik dotykowego menu oraz przycisk służący do wyłączania lub włączania części oznaczeń na ekranie. To wszystko. Reszty ustawień dokonujemy bezpośrednio na ekranie LCD, korzystając z dołączonego do aparatu rysika lub własnych palców.



Z kolei na większej obudowie aparatu Canon A640 widzimy: na górnej ściance włącznik urządzenia, okrągły spust migawki (bardzo wygodnie ułożony pod palcem), dookoła którego umieszczona jest dzwignia zmiany ogniskowej (dostęp dużo lepszy niż w Sony), oraz pokrętło zmiany trybu fotografowania. Na tylnej ściance umieszczone zostały przyciski:

  • suwakowy przełącznik trybu pracy (fotografowanie lub odtwarzanie zdjęć)
  • przycisk włączania/wyłączania informacji na ekranie LCD oraz samego ekranu (w momencie, gdy chcemy oszczędzić energię)
  • przycisk korekty ekspozycji/aktywacji przesuwu ramki AF/ w trybie playback służący do kasowania zdjęć
  • przycisk drukowania fotek
  • przycisk włączania menu
  • przycisk ustawień funkcji, który wyświetla funkcje aparatu i umożliwia zmianę na przykład ISO lub balansu bieli, trybu migawki czy modyfikację mocy błysku flesza
  • dookoła przycisku ustawień funkcji znajduje się okrągły poczwórny przycisk (wybierak), który służy do wybierania wyświetlonych funkcji, przesuwania ramki AF, kadru wyświetlonego na podglądzie zdjęcia czy zmiany wartości parametrów. Oprócz tego włączymy lub wyłączymy nim (wciskając górną część) lampę błyskową, a także (wciskając z kolei dolną część wybieraka) włączymy tryb makro lub ręczne ustawianie ostrości.

Sporo tych przycisków i ich wielofunkcyjność może czasem denerwować, a także czasem wprowadzać w błąd (zwłaszcza przycisk korekty ekspozycji, który swoją funkcję współdzieli z funkcją aktywacji ramki AF - trzeba aż dwa razy kliknąć, aby zaakceptować korektę). Jednak łatwo można się do ich funkcji przyzwyczaić, zapamiętać i wygodnie fotografować.

Na obudowie Canona znajdziemy jeszcze jeden element, którego nie uświadczymy w Sony - to wizjer optyczny, który, jak wspomnieliśmy wcześniej, jest tylko tunelem optycznym albo inaczej wizjerem lunetowym. Nie pokazuje dokładnie tego samego obrazu, który widzi matryca, tylko z lekkim przesunięciem (błąd paralaksy daje się we znaki, głownie podczas fotografowania na bliskie odległości), ale bywa przydatny, gdy chcemy oszczędzić baterie. W Sony N2 mamy do dyspozycji wyłącznie duży i prądożerny ekran LCD.
No właśnie - ekran w Sony jest imponujących rozmiarów, a dzięki ciemnej i błyszczącej tylnej ściance aparatu wydaje się być jeszcze większy. Obraz wyświetlany na nim jest bardzo wyraźny.

Canon ma dużo mniejszy ekran LCD, który za to ma jedną przeogromną zaletę - jest obrotowy! Można go dowolnie wykręcić, odwrócić, ustawić tak, aby wygodnie robić zdjęcia z aparatem umieszczonym blisko ziemi (na przykład przyrodnicze ujęcia makro), ponad głowami ludzi (na koncercie) lub autoportret - podczas fotografowania w niewygodnej pozycji wszystko widzimy na bieżąco. W Sony niestety nie ma takiego udogodnienia - na pewno trudniej nam będzie uchwycić żuczka na trawce.

Pozostając w temacie wygody fotografowania można powiedzieć, że oba aparaty są dość wygodne, jednak każdy na swój sposób. Canon A640 z czterema paluszkami waży dużo więcej niż Sony, lecz ta waga może być dla jednych użytkowników wadą, dla innych zaletą. Na pewno odpowiednia masa aparatu pomaga utrzymać go stabilniej w dłoni, można precyzyjniej przesunąć rękę z aparatem w linii prostej - ciążenie aparatu powoduje pewne wyważenie. Ruch wykonany z aparatem Sony w dłoni czasami jest niewyczuwalny, a to raczej wada. Rozmiar i kształt Canona powodują również, że lepiej leży on w dłoni - wygodny uchwyt gripu sprawia, że aparat trzyma się bardzo pewnie.

 Sony jest mały i płaski, niewymodelowany do dłoni, a uchwyt jest mniej pewny. Ale za to zmieści się do kieszeni czy małej damskiej torebki, a nawet łatwo schowa w dłoni, przez co staje się niesamowicie użyteczny, gdy nie chcemy obnosić się z posiadaniem aparatu, albo mamy niewiele miejsca w bagażu.