Mandalorianin ubije Google Stadia - czy da radę Wiedźminowi?
Filmy / seriale / VOD

Mandalorianin ubije Google Stadia - czy da radę Wiedźminowi?

z dnia
Artur Cnotalski | Redaktor serwisu benchmark.pl
19 komentarzy Dyskutuj z nami

Żyjemy w abonamentowym piekle – Netflix, Amazon Prime, HBO Go, Disney+, Uplay+, Origin Access Premier i masa innych. Na subskrypcje usług związanych z grami, wideo czy audiobookami możemy przepuszczać już setki złotych. Ile więcej usług potrzeba na rynku, by ta bańka pękła?

Jeżeli kiedykolwiek narzekaliście na drogi popcorn w kinie, wiedzcie, że zawdzięczacie go Disneyowi. Najpotężniejszy obecnie konglomerat rozrywkowy tak bardzo dokręca wyświetlającym jego filmy obiektom śrubę, że na pokazywaniu filmów z uniwersum Marvela czy Gwiezdnych Wojen zarabiają mniej niż połowę ceny biletu. Prawdziwy zysk kina czerpią właśnie z słodkich i słonych źródeł otyłości, jakie sprzedają za kosmiczne ceny, a żeby pozostać na wodzie, prażona kukurydza musi kosztować tyle, co sztabki złota. 

Disney - Marvel

Oczywiście, Disney nie jest jedyną wytwórnią pobierającą olbrzymi procent zysków ze sprzedaży biletów, ale to właśnie ta firma trzyma największe obecnie atuty: Avengersów, rycerzy Jedi ze świata Star Wars i zastępy bajkowych księżniczek.

Disney+ testuje wytrzymałość i elastyczność rynku. Jeżeli chcecie oglądać produkcje z jednej, olbrzymiej stajni, w tym dużo zabawy laserowymi patykami i jeszcze więcej pelerynek, masek i superbohaterstwa, nikt nie jest w stanie rzucić Wam lepszej oferty. 

Nowe podboje Disneya

Koncern próbuje teraz wykonać podobny manewr na rynku streamingu, który był ciasny na długo przed tym, jak ogłoszono wprowadzenie Disney+. Usługa streamingowa zawierająca Avengersów, entuzjastów świecących patyków i dziewczyny w rozmaitych opałach (a także całą masę młodzieżowych i dziecięcych seriali i filmów) nie dotarła jeszcze (oficjalnie) do Polski, ale tam, gdzie się pojawiła, zaczęła się szarpać z największymi – Netflixem i HBO Go, o uwagę.

Ciężko wyobrazić sobie coś, co może ją zatrzymać – nawet wyciek danych pierwszego dnia działania serwisu nie powstrzymał zapaleńców przed pożeraniem kolejnych odcinków serialu Mandalorian. Jasne, Netfliksowy Wiedźmin wzbudził w grudniu jeszcze większy szał, co sugeruje, że wielkie N ma swój własny plan na wojnę z Myszką Miki, niemniej jednak jeden sukces raczej nie powstrzyma firmy trzęsącej nie tylko kinami, ale też krajami (poczytajcie, jak Disney walczy z domeną publiczną – naciskając na zmiany prawa w USA w latach 70-tych i pod koniec 90-tych).

Disney - Mandalorianin

Nie da się nie zauważyć, że Disney+ testuje wytrzymałość i elastyczność rynku. Jeżeli chcecie oglądać produkcje z jednej, olbrzymiej stajni, w tym dużo zabawy laserowymi patykami i jeszcze więcej pelerynek, masek i superbohaterstwa, nikt nie jest w stanie rzucić Wam lepszej oferty. 

Owszem, zarówno HBO Go jak i Netflix raz za razem podrzucają nam serialowe hity i całkiem solidne filmy, ale czy któryś z nich zarobił tyle, co Avengersi? W świecie po Grze o Tron pozycja HBO nie jest przesadnie mocna, a kasowanie oryginalnych i ciekawych produkcji, takich jak serialowi Watchmeni, tylko wzmacnia to poczucie. Jak myślicie - ilu Wiedźminów i Jedenastek potrzebujemy, by powstrzymać Iron Mana i Kylo Rena? 

Disney vs Netflix i Wiedźmin

Disney+ to najlepszy kandydat do ubicia Google Stadia

Rok temu po raz pierwszy usłyszeliśmy, że gry komputerowe konkurują o uwagę z Netfliksem. Na prezentacji dla inwestorów spółki pojawiła się informacja, że największą dla niej konkurencją nie jest HBO… tylko Fortnite. Przychody z abonamentów uzależnione są od naszej uwagi, a jeżeli ludzie wolą poświęcać ją na granie (lub oglądanie) kolorowej gry, to nie zapłacą za kolejny miesiąc swojego ulubionego dostawcy filmów i seriali.

Efekt ten działa jednak w dwóch kierunkach. Przy odpowiednim nasyceniu rynku możemy się spodziewać, że popularne serwisy streamingowe zaczną też szkodzić usługom związanym z grami. A o ile ciężko sobie wyobrazić, by seriale o Lokim czy Hawkeye zniechęciły ludzi do płacenia 4 złotych za ofertę Xbox Game Pass czy Humble Choice, jedna usługa jest obecnie bardzo podatna na bycie wdeptaną w ziemię. Jest nią Google Stadia.

Disney pokona Google Stadia?

Najnowszy genialny projekt od Google podłożył sam sobie nogę, gdy do publicznej wiadomości trafiła informacja, że za Stadię będziemy płacić zarówno w ramach abonamentu, jak i normalnie kupować gry (których nigdy nie będziemy posiadać na własność, bo nie będziemy ich w stanie nawet pobrać). Szefostwo projektu było nawet zdziwione, gdy w jednym z wywiadów zapytano, czy gry na Stadii będą chociaż tańsze, zważywszy na fakt, że da się w nie zagrać tylko przy dobrym połączeniu z siecią.

Jak myślicie - ilu Wiedźminów i Jedenastek potrzebujemy, by powstrzymać Iron Mana i Kylo Rena?

Rozmiar katastrofy, jaką jest najnowsze dziecko Google dało się jednak ocenić dopiero w okolicach premiery produktu. Stadia, która ograniczona jest obecnie geograficznie do kilku krajów, okazała się nie tylko nie oferować jakości doświadczenia, jakie obiecywano, ale też nie miała biblioteki gier (ani oferty w abonamencie), która zachęciłaby do korzystania z usługi. 

Nie da się jej odpalić na znacznej części telewizorów bez urządzenia Chromecast, a większość telefonów nie będzie w stanie nawet uruchomić tego technologicznego cuda, bo Google nie było w stanie dostarczyć kompatybilności z wszystkimi urządzeniami z systemem Android.

To bardzo złe wieści w momencie, gdy Disney pręży mięśnie i szuka najsłabszych ogniw, które da się wdeptać w ziemię, optymalizując przy tym linię produkcyjną własnych produktów. Już za parę miesięcy zobaczymy cały szereg seriali wyprodukowanych specjalnie pod Disney+, a nie tylko jednego Mandalorianina, który rozpoczął dla koncernu wyścig. 

Do tego do dyspozycji widzów ma tu być cała biblioteka filmów, zarówno już wydanych, jak i nadchodzących. Dlaczego mielibyśmy płacić za abonament na gry, których nie posiadamy, jeżeli mamy taką ofertę?

Google Stadia - gamepad

Google Stadia to dopiero początek. Kolejny cel – Netflix i Wiedźmin?

Oczywiście, Stadia jest łatwym celem, tym bardziej, że wedle wszelkich wskazań, ekspansja na nowe kraje przez Disneya będzie przebiegać znacznie szybciej, niż w przypadku produktu od Google. Ubicie takiej słabej ofiary to dopiero początek testowania rynku, jakie nas czeka.

Nie jesteśmy w stanie płacić nieograniczonej liczby abonamentów. Jasne, czasem zdarzy nam się zapomnieć skasować jakąś usługę i zapłacimy więcej, niż byśmy chcieli, ale problem ten raczej nie zdarzy się, gdy będziemy musieli pamiętać o anulowaniu pięciu czy dziesięciu subskrypcji, a koszt zapominalstwa pójdzie w setki złotych.

Można się spodziewać, że mając do wyboru Netflixa, HBO Go, Disney+, Xbox Game Pass, Spotify, Crunchyroll, Amazon Prime, Origin Prime, Uplay+ i wiele innych usług, odbiorcy zaczną wybierać. Mem, pokazujący anulowanie Disney+ „bo Mandalorian się skończył” stanie się prawdziwy dla wszystkich platform, które mogą spodziewać się poważnych spadków popularności. 

Co stanie się potem? Cóż, Amazon już testuje puszczanie reklam w przerwach między odcinkami seriali, a Netflix romansował z tą myślą. Ciągłe rozciąganie bąbla z abonamentami przez nowych graczy prędzej czy później doprowadzi nas do jakiegoś nowego, dziwnego medium. Takiego jak… telewizja?

Disney rozpala wyobraźnie

Oto co jeszcze może Cię zainteresować:

Komentarze

19
Zaloguj się, aby skomentować
avatar
Dodaj
Komentowanie dostępne jest tylko dla zarejestrowanych użytkowników serwisu.
  • avatar
    Adelar
    Brakuje chyba odpowiedzi do wyboru: "nie zamierzam wchodzić Disney+" albo "Będe korzystał tylko z jednej/wybranej platformy".
    Mój czas jak i wielu chyba osób nie jest z gumy i nie da się śledzić wszystkich produkcji na kilku różnych platformach. Dopóki z abonamentu można w miarę prosto zrezygnować, pewnie wielu ludzi wybierze np. Disney-a, obejrzy przez dwa miesiące interesujące pozycje, zrezygnuje weźmie HBO Go, coś tam znowu popatrzy przez kwartał i przejdzie na Netflix-a, a później kolejną platformę.
    14
  • avatar
    rlego
    ale autor ma swiadomosc, ze istnieje spora grupa ludzi, ktorej nie obchodzi ta superbohaterska papka?
    12
  • avatar
    Dexterr
    Brakuje mi odpowiedzi: Z niczego nie zrezygnuje bo nie kupię usługi Disney+.
  • avatar
    Dekard
    Największym przegranym w tym wyścigu jest klasyczna TV, oni to dopiero mają przechlapane
  • avatar
    Satanski
    Co miesiąc można korzystać z innej usługi, także taka opcja również by się w ankiecie przydała
  • avatar
    Emisariusz_
    nie mam zamiaru dla jednego czy dwóch seriali kupować nowej usługi - w takich przypadkach mam zawsze stare sprawdzone sposoby :) (Mandalorian obejrzany w dniu premiery). Obecnie dzielę konta HBO i Netflix. Jeżeli Disney będzie oferował coś więcej niż odgrzewane kotlety to się rozważy zamianę. The Man in High Castle również oglądałem sposobem opisanym w 1 punkcie :)
  • avatar
    Kuciem
    Mam cicha nadzieje, ze firmy zaczna laczyc sowje oferty. Pytanie tylko czy lepiej laczyc w stylu operatorow komorkowych, czy beda sie laczyc razem z tej samej branzy. Tzn, czy bedzie np: seriale+gry czy seriale+seriale / gry+gry. Nie wiem aktualnie na co bym sie zdecydowal.
    Co do samych abonamentow... jak przegna to nie bede nic ogladal i juz. Czlowiek ekranem nie zyje. Pojde pojezdzic na rowerze zamiast marnowac czas na ubogie rozrywki.
  • avatar
    michal_mat
    Dla mnie fascynujące jest jak przy takiej konkurencji i mając tyle kasy np. Amazon Prime Video może mieć tak do dupy interface. Jak sprzed 15 lat i zero chęci do zmiany. Przynajmniej w wersji na telewizory.
  • avatar
    _SnR_
    Dosyc fajny artykul mini ze troche traci reklama. Szkoda ze sie nikt nie podpisal. A co do abonamentow to nikt nie ma nieskonczonej ilosvi wolnego czasu wiekszosc ludzi bedzie urzywala po kolei raz Netflix potem co innego gdy obejzy to co chciales.
  • avatar
    Prezes Internetu
    Nie rozumiem tej ankiety. Nie ma obowiązku kontynuowania abonamentu dłużej niż miesiąc w żadnej z tych platform zatem nie ma żadnego powodu z czegoś rezygnować. Czas serwerowego życia konkretnych serii jest wystarczająco długi, żeby przeskakiwać swobodnie między abonamentami. Aktualnie korzystam z Netflixa, ale planuję zakończyć wspieranie jego finansów. Raz, że jestem trochę zasmucony po tym jak zepsuli mi święta swoją wersją Wiedźmina a dwa, że co ciekawsze już obejrzałem. Teraz można na powrót przeskoczyć na HBO Go, potem Amazon Prime czy na Disney +. Zależy kto z nich będzie miał ciekawszy (na dany moment) repertuar.
  • avatar
    newhousik
    Disney+ to chyba może tylko omamić amerykanów. Produkcje na amerykańskich komiksach nie wzbudzają moich zainteresowań. Kiedyś może się oglądało Batmana bo nie było nic innego, wolę japońskie Anime. Moje dzieci 5-9 lat wolą nickelodeon niż papkę Disneya. Star warsy w dzieciństwie oglądałem z zachwytem, ale teraz to już ostatnie Star Treki wyglądają lepiej.
    Googlem bym się nie przejmował, nie jeden ich projekt już padł i nic im się nie stało