Gry

Baśniowy świat oczami Petera Molyneux . Filmik

Wszystko co dotąd napisałem o Fable 2 to tak naprawdę czysta mechanika gry. Jej prawdziwa dusza tkwi zupełnie gdzie indziej. Jak bowiem inaczej stworzyć baśniowy klimat jak nie przez właściwe, wizualne ubarwienie całego świata gry i umiejętne połączenie tego co widzimy na ekranie telewizora/monitora z warstwą fabularną. Peterowi Molyneux wraz z jego uzdolnionym zespołem udało się tego dokonać i powołać tym samym do życia tak sugestywny świat jakim jest Albion. Wydaje się wręcz, że możemy usłyszeć tu powiewy wiatru prześlizgującego się pomiędzy liśćmi otaczających drzew czy też poczuć pierwsze promienie wschodzącego słońca na naszych twarzach. Muszę to powiedzieć - niektóre momenty po prostu mnie poraziły. Coś niesamowitego.

Oprawa graficzna Fable 2 pokazuje tak naprawdę jaka moc drzemie jeszcze w Xbox’ie 360. Owszem, można przyczepić się do uproszczeń w niektórych teksturach widocznych z maksymalnych zbliżeniach kamer czy występujących sporadycznie zwolnień jednak w pełni rekompensują to pozostałe efekty graficzne, w których na pierwsze miejsce wysuwa się doskonała, dynamiczna gra świateł i cieni w zależności od pory dnia oraz świetny HDR. Rewelacyjnie wykonano również wszystkie czary. Przyjrzyjcie się zresztą prezentowanym zdjęciom i filmom. Czy nie tak właśnie powinny wyglądać gry na PC?

Niestety, w tym całym zachwycie jest jednak jeden mały zgrzyt. Jakość oprawy graficznej drugiej odsłony Fable i ograniczenie Xbox’a 360 polegające na doczytywaniu danych z płyty DVD pociąga za sobą znacznie zmniejszenie obszarów dostępnych do eksploracji w określonym momencie. Przechodzenie pomiędzy takimi strefami wiąże się z częstym oglądaniem ekranów ładowania. Na domiar złego takie przerwy nie należą do najkrótszych. Cóż, cała nadzieja w New Xbox Experience i zapowiadanej tam nowej funkcjonalności ładowania gier z HDD.

Niespełnione obietnice i denerwujące niedociągnięcia

Ile tak naprawdę obietnic Petera Molyneux pozostało bez pokrycia odkrywamy już w pierwszych momentach obcowania z Fable 2. Nie jest ich na szczęście tak dużo jak w przypadku pierwszej odsłony tejże gry. Podstawowym zarzutem jaki można postawić recenzowanej produkcji jest to, że świat miał zmieniać się w miarę upływu czasu i w zależności od naszych działań. Owszem, w niektórych momentach widać te zmiany, ale zależą one najczęściej od jakiegoś jednego konkretnego zdarzenia np. jeśli pożyczymy dużą sumę pieniędzy na realizacje pewnego projektu mieszkańcowi jednej z osad to w kolejnej odsłonie fabuły gry w miejscu tejże osady zobaczymy w pełni prosperujące miasto. Ów tajemniczy projekt okazał się bowiem mieć ogromny wpływ na rozwój tejże osady. Muszę przyznać, że liczyłem na nieco więcej.

Niestety, ale najsłabszym ogniwem tej produkcji jest jej dość oklepana fabuła. Opowieść o zapomnianych bohaterach i szalonym władcy jakoś w moim odczuciu niezbyt się klei. Nie ma tu jakiś nagłych zwrotów akcji, a całość, poza kilkoma momentami decyzyjnymi jest raczej liniowa.  Jednej rzeczy nie można jednak jej odmówić. Warstwa fabularna gry została zaprezentowana z iście baśniowych rozmachem. Twórcy tegoż tytułu postarali się, aby historia opowiadana przez grę jak najbardziej przypominała nam bajki znane z dzieciństwa czytane nam przez rodziców czy dziadków.  Chodzi tu o swoiste przerysowanie głównych postaci występujących w grze. Są albo złe albo dobre (pomijam naszego bohatera za którego kreacje odpowiadamy my sami). Nie ma tu miejsca na jakieś bardziej skomplikowane osobowości.

Wielkim rozczarowaniem jest również kompletnie nieczytelna mapa, z której tak naprawdę nic nie wynika. Co prawda Peter Molyneux zapowiadał wcześniej, że Fable 2 będzie pozbawiona mapy jednak sugerował, że w orientacji pomoże nam pies oraz „świetlisty szlak” pokazujący drogę do wybranego zadania. Czy tak jest w rzeczywistości? Po części tak, bowiem pies sprawdza się jako poszukiwacz skarbów, a „złoty ślad” ułatwia nawigacje wśród posiadanych w danej chwili zadań czy odkrytych regionów.. Jednak co w przypadku gdy chcemy zejść ze szlaku i bez skrępowania samemu eksplorować Albion? Niby zgubić się nie da, bo zawsze możemy spod menu wybrać opcje szybkiej podróży do wcześniej odkrytego celu, jednak przydałoby się mieć możliwość podglądu mapy choćby celem sprawdzenia jak duże postępy poczyniliśmy w odkrywaniu świata gry.

Jakby tego było mało nie wszystkie wprowadzone do gry rozwiązania wydają się właściwie przemyślane i potrzebne. Jednym z takich pomysłów jest dodanie do rozgrywki, być może celem jej urozmaicenia, możliwości podjęcia prostych prac za początkowo niewielkie wynagrodzenie np. rąbanie drewna, nalewanie i podawanie piwa czy też wykuwanie mieczy. Cała zabawa podczas wykonywania takich prac sprowadza się do naciśnięcia przycisku w odpowiednim momencie i powtarzanie tej czynności aż do osiągnięcia następnego poziomu „wtajemniczenia” (lub, co bardziej prawdopodobne, całkowitego znudzenia). Tak naprawdę niewiadomo po co wprowadzono te mini gry skoro zarobić możemy również za wykonując konkretne zadania lub co ciekawsze, po nabyciu kilku nieruchomości kasa sama spływa do naszej kieszeni równo co 5 minut. W tym momencie wystarczy odłożyć grę na kilka dni (pieniądze otrzymujemy niezależnie od tego czy gra jest uruchomiona czy nie), aby zyskać dużo większy kapitał niż przez żmudne naciskanie klawisza.

Innym aspektami rozgrywki, które wydają się być niezbyt dopracowane są dość dziwne podziały cech opisujących naszą osobę. O ile jasnym wydaje się wybór ścieżki dobra czy zła (swoją drogą ciekawe czemu tak łatwo jest zejść „na złą drogę”, a tak niesamowicie trudno odzyskać dobre imię)o tyle nasze oddziaływanie na pozostałe cechy (np. zabawny – przerażający, atrakcyjny – niechlujny)  nie są już tak klarowne. Wrażenie zbytniego przekombinowania pogłębia tu również wychwalany system gestów, który pomimo dużej złożoności, za wyjątkiem kilku przypadków pełni rolę raczej ciekawego urozmaicenia niż kluczowego elementu rozgrywki. Co więcej tak naprawdę niewiadomo, które gesty mogą nam zaszkodzić a które dopomóc, gdyż ludzie reagują na nie zupełnie nieprzewidywalnie. Naprawdę szkoda niewykorzystanego potencjału.

Na koniec nie wypada nie wspomnieć o szumnie zapowiadanej rozgrywce wieloosobowej w postaci trybu kooperacji za pośrednictwem serwisu Xbox Live. Tryb ten potrafi być naprawdę niezły, o ile uda nam się zaprosić kogokolwiek do gry. Niestety, jeśli nie dysponujemy sprawdzonym gronem przyjaciół, którzy również kupią Fable 2 nie będzie nam raczej dane pobawić się w tym trybie. Użytkownicy nie chcą bowiem przyjmować zaproszeń (próbowałem wielokrotnie, ale bez skutku). Niezbyt fortunny wydaje się natomiast sam pomysł na połączenie światów rozgrywki jednoosobowej i wieloosobowej. Latające wszędzie kule użytkowników z ich niejednokrotnie dziwnymi avatarami w środku (jeśli oczywiście włączymy tą opcje) nie dość że wyglądają śmiesznie to jeszcze potrafią całkowicie zniszczyć atmosferę gry.