Na co komu dziurawa mysz? HyperX Pulsefire Haste Ci na to odpowie
Peryferia

Na co komu dziurawa mysz? HyperX Pulsefire Haste Ci na to odpowie

Maciej Piotrowski | Redaktor serwisu benchmark.pl
10 komentarzy Dyskutuj z nami

HyperX Pulsefire Haste to mysz, która staje w szranki z innymi, ale zamiast popisywać się liczbą przycisków czy masywną budową, stawia na ultralekką wagę i… kilka niecodziennych rozwiązań. W końcu czymś trzeba się wyróżniać. Oto nasza recenzja HyperX Pulsefire Haste!

marketplace
Ocena benchmark.pl
  • 4,4/5
Plusy

- ultralekka waga,; - przyjemna dla oka estetyka,; - bardzo dobry sensor Pixart 3335,; - delikatne podświetlenie RGB rolki,; - pyłoodporne przełączniki o trwałości sięgającej nawet 60 mln kliknięć,; - świetny elastyczny przewód HyperFlex,; - niezły stosunek jakości do ceny

Minusy

- oprogramowanie dostępne tylko na Microsoft Store potrafi czasami sprawiać kłopoty,; - tylko jeden przełącznik DPI wymuszający przeklikiwanie się przez kolejne ustawienia,; - antypoślizgowa powierzchnia na zasadzie naklejek nie każdemu przypadnie do gustu,; - ryzyko szybkiego zabrudzenia i nieco problematyczne czyszczenie

HyperX Pulsefire Haste - test

W ostatnim czasie nastąpił prawdziwy wysyp myszy, które na pierwszy rzut oka można określić jednym zdaniem – są dziurawe. A konkretnie chodzi o gryzonie, które charakteryzują się ażurową budową, ultralekkim ciężarem, a niekiedy nawet… możliwością przemycia ich pod bieżącą wodą. Opisywaliśmy więc już na łamach naszego portalu takie modele jak Steelseries Aerox 3, Mountain Makalu 67, czy DM6 Holey. A że z modą i trendami się nie dyskutuje teraz przyszła kolej na następnego przedstawiciela wagi muszej, czyli HyperX Pulsefire Haste.

To, oczywiście, myszka dedykowana graczom i, jak sama nazwa może delikatnie sugerować, z założenia powinna to być idealna dla fanów gier akcji, strzelanek, a może też i pasjonatów RPG czy RTS-ów. Podkreślamy – z założenia. Bo czy tak jest na pewno? Postanowiliśmy to sprawdzić. Zapraszamy więc do lektury naszego testu HyperX Pulsefire Haste, gryzonia o nietuzinkowym wyglądzie i sporych ambicjach.

Plastry miodu i przewód jak sznurówka

Oczywiście, opis HyperX Pulsefire Haste trzeba zacząć od wyglądu, bo ten przyciągnął mój wzrok już od pierwszych chwil, kiedy wyciągnąłem urządzenie z pudełka. Stylistyka robi naprawdę niezłe wrażenie – mamy bowiem do czynienia z ażurową konstrukcją, o znanej już fanom takich ultralekkich gryzoni strukturze „plastra miodu”. Przez otwory w obudowie można więc zajrzeć swobodnie do środka i zobaczyć, jak niewiele miejsca zajmują „serce” tejże myszki.

Dzięki takiej budowie HyperX Pulsefire Haste osiąga wagę jedynie 59 gramów, co od razu daje się poczuć… A raczej nie daje się poczuć, bo ten gryzoń faktycznie jest lekki jak piórko. Krótko mówiąc, to opcja w sam raz dla tych, którzy lubią „śmigać” myszą po biurku na przekór grawitacji i oporowi powietrza.

HyperX Pulsefire Haste - struktura plastra miodui

Co ciekawe, w takim śmiganiu po podkładce wspomaga nas też elastyczny przewód HyperFlex. Brzmi to trochę jak bezużyteczny gadżet o chwytliwej marketingowo nazwie, ale w rzeczywistości jest całkiem przydatny. Okazuje się bowiem, że kabel jest tu tak wiotki jak, nie przymierzając sznurówka i praktycznie nie krępuje naszych ruchów. Mogłem więc idealnie ułożyć go na blacie i w zasadzie ani razu nie czułem potrzeby, żeby machać myszą w powietrzu w celu poprawienia ułożenia przewodu łączącego ją z moim komputerem.

Co zaś tyczy się reszty HyperX Pulsefire Haste prezentuje się raczej standardowo, jak na mysz dla graczy. Mamy tu więc sześć przycisków - o dwa główne, jeden ukryty w rolce, dwa klawisze pod kciukiem i jeden w centralnym punkcie do zmiany DPI „w locie”. Jest też oczywiście podświetlenie RGB, choć na szczęście, jest ono bardzo subtelne, bo obejmuje jedynie rolkę.

Natomiast rozwiązaniem rzadziej spotykanym są naklejane taśmy (okładziny) antypoślizgowe dołączone do zestawu, które możemy umieścić na bokach myszy i dwóch głównych przyciskach. Osobiście nie jestem wielbicielem wszelkiego rodzaju elementów naklejanych (wiadomo, co z czasem się z nimi przeważnie dzieje – odklejają się!), ale wierzę, że dla wielu graczy będzie to naprawdę przydatny dodatek, szczególnie, że mają one chropowatą fakturę, dla lepszego uchwytu i pewniejszych ruchów podczas dynamicznej gry.

HyperX Pulsefire Haste - zawartość pudełka

I tyle, jeśli chodzi o wygląd HyperX Pulsefire Haste. Podsumowując – to bardzo ciekawy projekt, który znakomicie mieści się w dłoni. A co z resztą? Cóż, czas sprawdzić, jak ta myszka sprawdza się w akcji.

Specyfikacja techniczna HyperX Pulsefire Haste

Rodzaj sensora: optyczny, PMW3335
Rozdzielczość: 200 - 16000 DPI
(4 dowolnie konfigurowane ustawienia + możliwość dodania piątego)
Maksymalna szybkość: 450 cali/s
Maksymalne przyspieszenie: 40 G
Szybkość raportowania: do 1000 Hz

Przyciski główne:

złote, pyłoodporne mikroprzełączniki TTC
Liczba programowalnych przycisków: 6
Długość kabla:  180 cm
Funkcje dodatkowe:

podświetlenie RGB,
elastyczny przewód HyperFlex,
naklejana taśma antypoślizgowa + dodatkowe ślizgacze,
możliwość zmiany rozdzielczości "w locie",
wbudowana pamięć

Wymiary: 124,2 x 66,8 x 38,2 mm (dł. x szer. x wys.)
Waga: 59 gramów
Cena w dniu testu: 219 - 269 zł

HyperX Pulsefire Haste - pudełko

Serce nieduże, ale mocne i zdrowe

Patrząc na HyperX Pulsefire Haste aż się wierzyć nie chce, że widoczny przez ażurową obudowę sześcianik we wnętrzu myszy to jej całe serducho. A jednak! Do tego skrywa ono całkiem udany sensor optyczny Pixart 3335 o maksymalnej rozdzielczości 16,000 DPI. No i faktycznie, przy pracy i zabawie jak najbardziej daje on radę zapewniając odpowiednią precyzję i szybkość. Nie bylibyśmy jednak portalem technologicznym, gdybyśmy nie sprawdzili częstotliwości raportowania i nie pobazgrali trochę, żeby wyłapać ewentualne zjawisko predykcji (sztuczne wygładzanie wykonywanych przez nas ruchów) bądź efekt jitter (drganie kursora przy wyższych rozdzielczościach). Oto, jak wypadły nasze testy.

HyperX Pulsefire Haste - test częstotliwości odświeżania

Test wykonany programem Mouse Rate Checker pokazał, że mysz osiąga zakładaną maksymalną częstotliwość próbkowania 1000 Hz

HyperX Pulsefire Haste - test przy 400 DPI
HyperX Pulsefire Haste - test przy 800 dpi
HyperX Pulsefire Haste - test przy 1600 dpi
HyperX Pulsefire Haste - test przy 3200 dpi
HyperX Pulsefire Haste - test przy 5000 dpi
HyperX Pulsefire Haste - test przy 16000 dpi

Jak widać sensor HyperX Pulsefire Haste radzi sobie nadzwyczaj dobrze, i to nawet przy maksymalnej rozdzielczości.

Lekkim krokiem na pole bitwy i nie tylko

Jak najlepiej sprawdzić myszkę dla graczy? Oczywiście wymęczając ją w różnych grach. W pierwszej kolejności sięgnąłem więc po strzelaniny, bo przecież to z myślą o nich ultralekkie myszki przede wszystkim powstały. Na testowy plac boju wezwałem więc Call of Duty: Black Ops Cold War, czyli najnowszą część kultowej serii strzelanin oraz Destiny 2, może nieco już leciwego, ale wciąż cieszącego się niesłabnącą popularnością „loot shootera”. 

Co było do przewidzenia, w obu tych przypadkach mysz sprawdziła się naprawdę nieźle – lekka konstrukcja i precyzyjny sensor pozwalały mi nie tylko celować z odpowiednią prędkością, by nie zostać podziurawionym przez wrogów, ale też bawić się przez bite 5 godzin bez narastającego bólu nadgarstka. A i jeszcze ten superelastyczny kabel… O nim już wspominałem i zdania nie zmieniam – wyjątkowo przyjemny i naprawdę ułatwiający życie gadżet

HyperX Pulsefire Haste - kabel HyperFlex

No ale świat na strzelankach się nie kończy, a ja mam do nadrobienia całkiem sporą kupkę wstydu. Podczas kolejnych wieczorów oddałem się strategicznym przyjemnościom pod postacią Age of Empires III: Devinitive Edition i Iron Harvest, by na koniec doprawić to wszystko jeszcze szczyptą porządnego RPG pod postacią Disco Elysium i Cyberpunk 2077 (w końcu trzeba się przemóc i go skończyć, no nie?). I tu znów wielkiego zaskoczenia nie było - HyperX Pulsefire Haste w każdym z tych tytułów spisywało się naprawdę nieźle, i to niezależnie czy korzystałem z podkładki czy „latałem” myszką bezpośrednio po stole.

Muszę jednak w tym miejscu zaznaczyć, że jedna rzecz niekiedy mocno mnie irytowała. O czym mowa? O przycisku zmiany rozdzielczości „w locie”. Niestety, jest tu tylko jeden więc jeśli chcemy szybko przełączyć się na niższe ustawienie to musimy przeklikać się przez wszystkie pozostałe, wcześniej zdefiniowane uistawienia. Niby szczegół, ale podczas dynamicznej gry owa niedogodność bywała odczuwalna.

HyperX Pulsefire Haste - widok z przodu

I chociaż HyperX Pulsfire Haste to myszka projektowana dla graczy, to przecież nie samymi grami człowiek żyje. Korzystałem więc też z tego nietypowego gryzonia podczas codziennej pracy i tu znów delikatnie dawała o sobie znać specyficzna konstrukcja ultralekkich myszy. W czasie zabawy człowiek nawet nie zauważa „dziurawej” obudowy skupiając się na tym co dzieje się na ekranie. 

W czasie normalnej pracy, gdy ręka raz jest na klawiaturze, a raz na myszce ażurową konstrukcje czuć, i to bardzo wyraźnie. Szczególnie, gdy „wyuczonym” uchwytem jest Palm Grip. Chyba każdy wie, jak trzymać myszkę gamingową, prawda? No to z czasem łapałem się na tym, wracając do myszki moja dłoń chwytała ją w Fingertip gripie, byle mieć jak najmniejszy kontakt z ażurową powierzchnią.

HyperX Pulsefire Haste - sensor Pixart 3335
HyperX Pulsefire Haste - prawy bok myszki

Delikatne problemy miałem też z oprogramowaniem sterującym zaawansowanymi funkcjami myszki. HyperX Pulsfire Haste korzysta bowiem ze znanej już aplikacji HyperX NGenuity dostępnej wyłącznie poprzez Microsoft Store. Nie wiedzieć czemu, początkowo apka ta w ogóle „nie widziała” myszki. Po kilkukrotnych restartach komputera i zaktualizowaniu systemu w końcu NGenity rozpoznało HyperX Pulsefire Haste pozwalając najpierw na jej aktualizację, a potem własnoręczne ustawienie jej parametrów. 

A jeśli już o konfiguracji myszki mowa mamy tu wszystko co niezbędne by spersonalizować gryzonia pod własne potrzeby. Prócz dość standardowych opcji dotyczących ustawienia poszczególnych progów rozdzielczości oraz podświetlenia (i towarzyszących temu efektów) znalazła się tu też możliwość przypisywania innych funkcji przyciskom myszki i tworzenia makr. I choć nie jest to najbardziej rozbudowany pakiet opcji nie sposób nie docenić przejrzystości tejże aplikacji. No może z małym wyjątkiem – polskie tłumaczenie wymaga lekkich poprawek by całość stała się bardziej intuicyjna. I pewnie takowe się pojawią, wszak HyperX NGenuity jest wciąż w wersji beta.

HyperX Pulsefire Haste - ustawienia sensora myszki
HyperX Pulsefire Haste - przypisywanie innych funkcji przyciskom
HyperX Pulsefire Haste - opcje podświetlenia i odświeżania

HyperX Pulsefire Haste – czy warto kupić?

Tak, warto. Trzeba jednak zdawać sobie sprawę, że nie jest to propozycja dla każdego. Ultralekkie myszki to dość osobliwy rodzaj sprzętów, który trafi w gusta przede wszystkich tych, którzy sporo czasu spędzają w bardzo dynamicznych strzelaninach, grach akcji czy tytułach sieciowych z gatunku MOBA bądź MMO. Słowem – wszędzie tam, gdzie kilka godzin „machania” myszką potrafi odbić się na naszej efektywności. Z HyperX Pulsefire Haste nie poczujemy nawet jak stuknie nam szósta godzina gry. Zresztą co tu dużo pisać, pod tym względem ten ażurowy gryzoń wymiata

Oczywiście, ultralekkie myszki to zazwyczaj też pewien kompromis. W tym przypadku niewielki, bo przecież mamy tu i bardzo przyzwoity sensor optyczny, i wysokiej klasy mikroprzełączniki, które klikają jak należy i dobrze się je „czuje” pod palcami. Mamy też superelastyczny przewód i niezłe, subtelne podświetlenie. Gdzie jest więc ten kompromis? A choćby w naklejanych antypoślizgowych okładzinach. Choć nie da się zaprzeczyć, że to pomysłowe rozwiązanie nie każdemu przypadnie ono do gustu. Jeśli jednak na takie drobiazgi machacie ręką, bo liczy przede wszystkim trwałość i waga piórkowa, to HyperX Pulsefire Haste powinien przyciągnąć Waszą uwagę. Kto wie, może właśnie czegoś takiego szukaliście?

HyperX Pulsefire Haste - widok z boku

Ocena końcowa HyperX Pulsefire Haste

  • ultralekka waga
  • przyjemna dla oka estetyka
  • bardzo dobry sensor optyczny Pixart 3335
  • delikatne podświetlenie RGB rolki
  • pyłoodporne mikroprzełączniki o trwałości sięgającej nawet 60 mln kliknięć
  • świetny elastyczny przewód HyperFlex
  • niezły stosunek jakości do ceny
     
  • oprogramowanie dostępne tylko na Microsoft Store potrafi czasami sprawiać kłopoty
  • tylko jeden przełącznik DPI wymuszający przeklikiwanie się przez kolejne ustawienia
  • antypoślizgowa powierzchnia na zasadzie naklejek nie każdemu przypadnie do gustu
  • ryzyko szybkiego zabrudzenia i nieco problematyczne czyszczenie

Podsumowanie

  • Ergonomia/kształt:
     dobry
  • Jakość pracy przycisków:
     dobry plus
  • Jakość wykonania:
     dobry plus
  • Precyzja sensora:
     bardzo dobry
  • Design/stylistyka:
    dobry
  • Oprogramowanie:
    dobry
  • Możliwość personalizacji:
     dobry plus

88% 4,4/5

Dobry Produkt

Oto co jeszcze może Cię zainteresować:

Komentarze

10
Zaloguj się, aby skomentować
avatar
Dodaj
Komentowanie dostępne jest tylko dla zarejestrowanych użytkowników serwisu.
  • avatar
    Nefae
    Jak na nią patrzę, to więcej czyszczenia niż grania.
    9
  • avatar
    Preston2009
    Symetryczna konstrukcja dla mnie wyklucza tę mysz do długotrwałego grania. I tak męczę się z Logitechem G305. Gdyby była mysz Sharkoon Draconia w kształcie Rapoo Mt750 lub ergo logitecha i wentylacją tego hyperx to byłoby super.
    1
  • avatar
    musslik
    Ja wole ciężkie a takich jak na lekarstwo :/
  • avatar
    Gnom_Z_Piany
    żeby mysz w takiej cenie nie miała odpinanego kabla i opcjonalnej łączności radiowej? żenada.
    a dzury w myszy to sam sobie mogę porobić. mam wiertarkę!
    -2