Gry

inFamous: nasz bohater był kurierem

inFamous opowiada historię Cole’a McGratha. Cole był kurierem. Był, bo w czasie doręczenia kolejnej przesyłki paczka eksplodowała niszcząc dużą część miasta. Jedynym ocalałym jest właśnie nasz bohater, który w wyniku wybuchu obdarzony zostaje nadludzkimi zdolnościami. Szybko odkrywa, że potrafi przewodzić prądgenerować pioruny, energetyczne pociski i tym podobne cuda. Oczywiście całą winą za zaistniałą sytuację zostaje obarczony Cole. Sęk w tym, że społeczność podejrzewa go o to, że jest terrorystą oraz że "skumał się" z członkami gangów, którzy zmutowali na skutek wybuchu i nazwali się „Żniwiarzami”.

Miasto zostaje poddane kwarantannie, a kontrolę nad sytuacją przejmuje wojsko. Poczynania Cole'a mają bezpośredni wpływ na to, jak mieszkańcy metropolii nas postrzegają. To od nas bowiem zależy, czy zostaniemy nazwani bohaterem ("Hero"), czy banitą, i którą ścieżką będziemy kroczyć. Każda z nich opisana jest szeregiem tytułów, które kończą się w przypadku drogi zła na tytułowym „inFamous”.

Historia opowiedziana w grze jest dobra. Intryguje, ma liczne zwroty akcji i początkowo nieźle wciąga. Niestety brakuje jej końcowych szlifów, które sprawiałyby, że nie możemy zasnąć lub opowiadamy o niej naszej drugiej połowie. Ważne role odgrywają w niej najlepszy przyjaciel Cole’a oraz jego dziewczyna. Osobiście wątek fabularny mnie nie porwał, ale z pewnością jest to kawał dobrej, rzemieślniczej roboty. Do ideału jednak jeszcze sporo brakuje.

Z inFamous jest jak z Quentinem Tarantino. Czerpie ze wszystkiego z czego tylko się da. Ta gra jest tak naprawdę zlepkiem pomysłów podpatrzonych w innych produkcjach. I tak, mamy tu otwarty świat niczym w GTA, Mafii czy Saints Row, i bohatera z nadludzkimi zdolnościami kinetycznymi - coś na kształt tego, co widzieliśmy w Psi-Ops i Second Sight. Dodatkowo potrafi on doskonale wspinać się po budynkach (Prince of Persia: Sands of Time, Assassin's Creed), w razie zagrożenia kryć się za obiektami, które później sprawnie przeskakuje (Gears of War). Mamy tu też do czynienia z moralnymi dylematami głównego bohatera (Silent Hill, The Suffering, Fahrenheit), który ma możliwość wyboru między dobrym a złym postępowaniem. Jak widzicie jest tego sporo. Wszystkie powyższe elementy zostały zgrabnie ze sobą połączone, co w finale daje bardzo dobrą i przemyślaną produkcję.

Naszą postacią steruje się zazwyczaj miło i intuicyjnie. Zazwyczaj, ponieważ niektóre skoki i kombinacje potrafią przyprawić o ból głowy. Na szczęście zdarza się to rzadko i w większości przypadków Cole robi dokładnie to, co zamierzaliśmy zrobić.

Do wyboru mamy dwa tryby celowania: wolny oraz „lock-on”, gdzie celownik podąża cały czas za wcześniej obranym celem, zupełnie jak w GTA IV. Moce, którymi dysponuje McGrath umożliwiają kilka rodzajów ataków, różniących się nieco w zależności od tego, czy wybierzemy ścieżkę dobra czy zła. Naturalnie nasz bohater nie bierze energii z powietrza, a używanie mocy wiąże się z jej spadkiem, co symbolizuje odpowiedni pasek na ekranie. Trzeba przyznać, że autorzy całkiem sprytnie poradzili sobie z tym patentem. Aby „naładować” Cole’a wystarczy znaleźć źródło energii elektrycznej. Można na przykład sunąć po liniach wysokiego napięcia, torach kolejowych lub dla odmiany podkraść nieco energii z akumulatora autobusu. Choć z tym także bywa różnie, gdyż może się zdarzyć, że w ferworze walki nagle znajdziemy się w miejscu, gdzie „doładowanie” nie będzie możliwe.

W przeciwieństwie do mega produkcji Rockstara, w inFamous nie można korzystać ze samochodów, więc szybka ucieczka lśniącą furką z pola walki nie będzie możliwa. W zamian za to możemy wykonać kilka szybkich skoków, by tuż za rogiem dostać się na dach wieżowca i tam w spokoju obmyślać dalszą strategię. Aby rozpocząć misję wystarczy podążać do miejsc oznaczonych na mapie niebieskimi bądź żółtymi ikonkami. Typów zadań jest kilka i niestety po jakimś czasie zaczynają się one powtarzać. Aby uniknąć „spoilerów” nie będę ich tutaj wymieniał, ale muszę zaznaczyć, że część z nich jest nieco przydługa i nużąca.

Na świat gry składają się trzy wyspy połączone mostami oraz tunelem. Wyspy, rzecz jasna, otoczone są wodą. Szkoda, że nie można sobie popływać, jednak ma to racjonalne uzasadnienie (jak wiemy woda przewodzi prąd!).