Gry

Prototype: intrygujący początek

Kiedy pierwszy raz usłyszałem o Prototype byłem wniebowzięty. Olbrzymi, otwarty świat gry, tętniące życiem miasto z mnóstwem szczegółów, a w środku tego wszystkiego nasz bohater obdarzony nadludzkimi umiejętnościami, w tym zdolnością zmiany własnego kształtu i podszywania się pod innych ludzi. Nie było szans, żeby nie wzbudziło to we mnie podobnego entuzjazmu jak wcześniej w przypadku Assassin’s Creed.  I chociaż studio Radical Entertainment, które było odpowiedzialne za produkcje tego tytułu, nie miało na swoim koncie jakichś potężnych hitów (najbardziej znane ich gry to prawdopodobnie dwie odsłony serii Crash Bandicoot oraz Scarface), mimo to mocno wierzyłem, że zbliżające się przygody okrytego tajemnicą Alexa Mercera okażą się prawdziwym hitem.

Kolejne napływające informacje i udostępniane zwiastuny filmowe coraz bardziej utwierdzały mnie w przekonaniu, że zbliża się pozycja obowiązkowa dla każdego fana gier akcji. Sądząc zaś po licznych komentarzach graczy, którzy żywo reagowali na każdą ukazującą się w sieci wzmiankę o Prototype, nie tylko mnie ogarnął taki entuzjazm. Czy był uzasadniony? Czy finalny produkt faktycznie spełnił nasze wybujałe oczekiwania? Teraz gdy gra jest już dostępna na rynku, możemy na spokojnie odpowiedzieć na te pytania.

Zdjęcia koncepcyjne z 2007 roku

Dobry i zły

Bohaterem Prototype jest Alex Mercer, człowiek bez przeszłości, o którym początkowo nic nie wiadomo. No może nie tak zupełnie nic, bo już z samych zapowiedzi jasno wynikało, że wskutek niewyjaśnionych eksperymentów wojskowych Alex posiadał ponadnaturalne zdolności opierające się na niezwykłej możliwości zmiany kształtu swojego ciała. Już w trakcie samej gry, w ciągu jej kilku pierwszych minut dowiadujemy się, że tak naprawdę Alex został świadomie zarażony wirusem zmieniającym ludzkie DNA. Co więcej, stojąca za tym firma Gentek jest również odpowiedzialna za niekontrolowane rozprzestrzenienie się owej zarazy po całym Manhattanie. Niestety, w przypadku innych ludzi wirus mutuje ich w bezrozumne, atakujące wszystko potwory.

W tym też momencie poznajemy naszego bohatera, który dysponując pełną już pulą super hiper mocy, walczy z całą armią żołnierzy, czołgami, helikopterami i niezliczoną ilością mutantów. W mgnieniu oka odkrywamy niesamowity „power” jaki nosi w sobie Alex Mercer. Możemy więc zmieniać swoje ciało w potężną broń, morfując ręce w wielkie pazury czy ogromne „kamienne” pięści, a nawet tworząc dwustronny miecz, którym nasz bohater sieje spustoszenie wśród przeciwników. Możemy też zaserwować wrogom seans akupunktury, nadziewając ich na kolce, czy też po skonsumowaniu ciała któregoś z nich odpalić super atak niszcząc wszystko dookoła przy pomocy niezliczonej ilości macek, które wychodzą z ciała naszego bohatera. Niesamowity widok.

Niestety, wszystkimi super mocami nie nacieszymy się zbyt długo, bo kilka minut później fabuła przerzuca nas do początków całej historii, tj. do momentu obudzenia się Alexa w prosektorium, tuż przed zabiegiem jego sekcji. Od tej chwili celem życia naszego bohatera staje się odkrycie, kto jest odpowiedzialny za jego przemianę i, rzecz jasna, zemsta za wyrządzone krzywdy.

Takie przebudzenie nie należy na pewno do miłych

Co ciekawe, istnieje duże prawdopodobieństwo, że gdyby nie zastosowano tego dość niecodziennego rozwiązania, oddając nam na samym początku gry do dyspozycji wszystkie super moce (na chwile, ale zawsze coś) i zmuszając do powolnego dochodzenia do nich, Prototype byłby dużo mniej zajmujący niż obecnie. Produkcja ta zawiera bowiem zbyt wiele takich elementów, które powodują zniechęcenie do dalszej gry, a owe super moce stanowią swoistą marchewkę dla graczy tworzą dodatkowy cel zabawy. Bez poznania, co nasz bohater tak naprawdę potrafi, dalsza rozgrywka mogłaby być po prostu nudna.