
To, że centra danych potrzebują sporej ilości zasobów, nie jest dla nikogo zaskoczeniem. To, że zabierają je zwykłym obywatelom, stało się właśnie jeszcze bardziej namacalne.
W rejonie Lake Tahoe w USA ok. 49 tys. odbiorców usłyszało, że 75 proc. dostaw prądu zostanie przekierowana do centrów danych, a po maju 2027 r. trzeba będzie znaleźć inne źródło zasilania.
Za tą decyzją stoi spółka NV Energy, która od lat dostarczała znaczną część energii do regionu obsługiwanego przez Liberty Utilities. Firma poinformowała, że po maju 2027 r. przestanie zasilać ten obszar, ponieważ potrzebuje mocy dla nowych centrów danych budowanych przez Google, Apple i Microsoft w pobliżu Tahoe-Reno Industrial Center na wschód od Reno w stanie Nevada.
Skala zmian w samej Nevadzie jest już wyraźna. W 2024 r. centra danych zużyły tam 22 proc. energii elektrycznej, a do 2030 r. ich udział może wzrosnąć do 35 proc. Z analizy Desert Research Institute, opartej na planie zasobów NV Energy, wynika też, że 12 projektów w północnej Nevadzie może do 2033 r. wygenerować dodatkowy popyt na poziomie 5,9 tys. MW. Sama NV Energy w dokumentach z 2024 r. wskazała, że ok. 75 proc. wzrostu obciążenia w dużych projektach wiąże się właśnie z centrami danych.
Centra danych są głodne prądu
Przekierowanie zapotrzebowania na prąd dla centów danych nie jest wyłącznie problemem Nevady. Udział centrów danych obsługujących rozwój AI w zużyciu energii w USA ma wzrosnąć z 4,4 proc. w 2023 r. do 12 proc. w 2028 r. W ubiegłym roku ten sektor odpowiadał za połowę wzrostu zapotrzebowania na energię elektryczną w kraju. W stanie Wirginia centra danych zużywają już ponad jedną czwartą energii wytwarzanej na miejscu.

Presja przenosi się na odbiorców indywidualnych. Dominion Energy w Wirginii zaproponował pierwszą od 1992 r. podwyżkę taryfy bazowej, która w 2026 r. ma dodać do rachunku przeciętnego gospodarstwa domowego ok. 8,51 dol. miesięcznie. Z kolei średnia krajowa cena energii dla klientów indywidualnych w USA sięgnęła w styczniu 2026 r. 17,45 centa za kWh, co oznacza wzrost o 9,5 proc. rok do roku.
Duże firmy technologiczne konkurują więc z mieszkańcami o tę samą przepustowość sieci; sam Google wydał w ubiegłym roku 4,75 mld dol. na zabezpieczenie energii dla swoich centrów danych AI.
Obywatele biorą sprawy w swoje ręce. Pomagają też niektóre państwa
W obliczu takich decyzji obywatele USA i nie tylko stawiają na własne źródła pozyskiwania energii. Coraz częściej nie chodzi już o dopłaty, lecz o stabilność dostaw i przewidywalność rachunków. Większe zainteresowanie systemami łączącymi panele słoneczne z magazynem energii widać m.in. w Teksasie, Arizonie i części południowo-wschodnich stanów USA. W tych regionach ważną rolę odgrywają obawy o niezawodność sieci i skutki ekstremalnej pogody, a nie tylko wysoka cena prądu.

Coraz ważniejszym elementem takiego systemu staje się bateria domowa. Wraz ze zmianami zasad net meteringu i bardziej złożonymi taryfami zależnymi od pory dnia możliwość gromadzenia tańszej energii słonecznej i wykorzystania jej w godzinach szczytu nabiera większego znaczenia. W samej Kalifornii klienci operatorów energetycznych montują ok. 8 tys. nowych baterii domowych miesięcznie, co przekłada się na mniej więcej 100 MW nowej pojemności magazynowej.
Centra danych na potrzeby AI nie wszędzie otwierają się gładko i cieszą się popularnością wśród rządzących. W Kenii trwają negocjacje między Microsoftem, G42 i tamtejszym rządem w sprawie budowy centrum danych zasilanego energią geotermalną o zużyciu mocy nawet 1 GW. Z kolei w Danii zrezygnowano z przyłączeń do sieci energetycznej dla dużych odbiorców.




Komentarze
1