Ciekawostki

Wyszukiwarki internetowe zmieniają nasze mózgi

Aby dostosować się do cyfrowego świata, w którym prawie każda informacja dostępna jest w sieci, nasze umysły musiały przejść pewnego rodzaju ewolucję. Pamiętamy coraz mniej konkretnych rzeczy, a polegamy na tym, co da się znaleźć w Internecie.

„Wujek Google prawdę powie” czy „Na Wikipedii to jest dobrze wytłumaczone” to tylko niektóre ze sformułowań jakie udaje nam się usłyszeć, gdy prosimy kogoś o wyjaśnienie danego zagadnienia. I, abstrahując od tego, czy cała wiedza zgromadzona w sieci jest przekazana prawidłowo, jak twierdzi Betsy Sparrow, współautorka badań przeprowadzonych przez uniwersytety Columbia, Harvard oraz Wisconsin, polegamy na wyszukiwarkach internetowych w tym samym stopniu co na pamięci znajomych, członków rodziny lub współpracowników.
 

Google wiedza matematykaGoogle wiedza fizyka
 

Badania wskazują na to, że nasza pamięć staje się obecnie coraz bardziej zbiorem odnośników do informacji, a nie bazą wiedzy, po którą możemy natychmiast sięgnąć. Takie kształtowanie sposobu myślenia i zapamiętywania zauważalne jest zwłaszcza u młodszego pokolenia, które świata bez komputerów już nie pamięta. Mózg, zwłaszcza osób, dla których internet to codzienność, specjalizuje się w klasyfikowaniu wiedzy jako tej, do której można łatwo dotrzeć on-line oraz tej, którą niestety trzeba zapamiętać, bo jej odnalezienie w sieci jest prawdopodobnie bardzo trudne.

Oczywiście można zarzucić autorom raportu, że kiedyś wiedzy też trzeba było szukać - w książkach. To prawda, ale ten proces był znacznie mniej zautomatyzowany, trudno także sobie wyobrazić, aby przeglądanie indeksu książki było tak samo natychmiastowe jak wpisanie hasła do wyszukiwarki i wciśnięcie klawisza ENTER.
 


 

Czy wyniki badań psychologów powinny nas przerażać? Betsy Sparrow twierdzi, że fakt, iż nasze umiejętności wyszukiwania wiedzy są coraz lepsze, jest na swój sposób czymś niesamowitym. Wiedzę z Internetu czerpiemy dziś w taki sam sposób w jaki kiedyś czerpaliśmy ją od innych osób. Wyniki przeprowadzonych badań sugerują jakie zmiany zajdą w systemach edukacyjnych w świecie zdominowanym przez wyszukiwarki internetowe. Większy nacisk będzie kładziony na poznawanie technik zdobywania wiedzy i jej rozumienia, a nie na samo zapamiętywanie wszystkiego.
 

Więcej o ludzkim umyśle i komputerach:

Źródło: Columbia University

Komentarze

27
Zaloguj się, aby skomentować
avatar
Komentowanie dostępne jest tylko dla zarejestrowanych użytkowników serwisu.
  • avatar
    Promilus
    0
    Jeszcze sto lat i nie będą potrzebne szkoły. Ot przychodzi koleś na stanowisko, ładuje bazę danych i dziękuję. Dziś polityk, jutro psycholog. Pojutrze chirurg, a przed emeryturką pracownik administracyjny. Bez zbędnego zawalania sobie neuronów rzeczami mniej istotnymi aktualnie.
    • avatar
      Konto usunięte
      0
      Czyli te wszystkie lata edukacji polegajace na przepisywaniu tekstu podrecznika do zeszytu o kant rozbic... omg to teraz polowa ticzerow w polsce nie bedzie wiedziala jak ludzi naumiewac.
      • avatar
        Konto usunięte
        0
        Szkoda tylko, że w "wujku google" i "cioci wikipedii" duża część informacji jest nie prawdą czy pół prawdą. Co mi po takiej wiedzy ?
        • avatar
          sedarpl
          0
          Edukacja nie nadąża za zmianami technologicznymi, informatycznymi - o tym pisał swego czasu Stanisław Lem. Musi e coś się zmienić globalnie, inaczej dysproporcje (pomiędzy tymi którzy wiedza i maja dostęp do wiedzy a innymi, Chiny, Białoruś) będą narastać. Zobaczcie, smutne jest to, iż nasz rząd nie potrafił wprowadzić do szkół tabletów, netbooków - a co dopiero zmienić system nauczania - biedne dzieci ciągle chodzą do szkoły z tornistrami z kupą ciężkiej makulatury. Ponadto, dzieci nie uczą się tego co powinny, tylko tego co uwazaja za słuszne nauczyciele.
          • avatar
            Konto usunięte
            0
            o ku*wa
            • avatar
              Konto usunięte
              0
              No to teraz potrzeba implantów z internetem.
              • avatar
                Konto usunięte
                0
                W googlach nie trzeba nawet enter wciskać.
                • avatar
                  Szymon331
                  0
                  Ale nie zapominajmy o jednym fakcie. Ilość wiedzy jaką zgromadziła ludzkość podwaja się co kilka/kilkanaście lat. Ludzie muszą dowiadywać się coraz więcej.

                  Od zawsze były szkoły, ludzie uczyli się (np w starożytnej Grecji) tego samego, zasób wiedzy był niewielki. Etyka, matematyka, filozofia) Dużo później już nie było możliwości wkuć wszystkiego. Ktoś zostawał biologiem, ktoś chemikiem, ktoś geografem. A teraz?

                  Sama chemia na studiach ma całą masę wydziałów. Tak samo jak i biologia etc. Za dużo wiedzy by to wszystko zapamiętać, mamy coraz więcej ekspertów ale w coraz węższym zakresie (co jednak nie znaczy że ludzie mają coraz mniejszą wiedzę)

                  To naturalne że nie możemy mieć wszystkiego w pamięci jak to było powiedzmy 100 lat temu. Teraz codziennie dane zalewają nas z każdej strony. Gazeta, wiadomości, internet, telefon. Gdyby ktoś potrafił to wszystko zapamiętać to musiałby być ograniczony w jakimś innym miejscu.

                  Mamy tylko jakieś pojęcie o wiedzy niż samą wiedzę. Ale to i tak dużo bo codziennie wchłaniamy tysiące informacji a nie jak wspomniane 100 lat temu: Do sklepu na Świętokrzyskiej trafiły krówki z Warszawy. Austria grozi Rosji, odkryto kolejny pierwiastek promieniotwórczy... kolejna porcja informacji ze świata za tydzień.
                  • avatar
                    Irrlicht
                    0
                    Nad tym, że dotrzeć do informacji można w kilka sekund (google, wiki), zamiast kilkudziesięciu minut (tradycyjna biblioteka) to bym nie ubolewał. Niebezpieczne jest to, że komuś może się pomylić wyszukanie informacji z jej rozumieniem. I tu szkoła i inne instytucje edukacyjne zawsze będą miały swoją rolę.

                    Stara szkoła nauczania pamięciowego jeszcze będzie pokutować, bo materiał pamięciowy łatwo ocenić siakimiś szybkimi testami bez angażowania się w wymyślanie skomplikowanych zadań i roztrząsanie w którym momencie uczeń się pogubił. Jak byłem na studiach to większość egzaminatorów dopuszczała posiadanie własnych notatek a czasem nawet książek, bo liczyła się umiejętność rozwiązania zadań, a nie to czy ktoś poprawnie zapamięta wzór na cośtam.