Grand Theft Auto IV – diament z niewielką skazą

Grand Theft Auto IV to produkcja, o której słyszał niemalże każdy gracz. Produkcja, która jeszcze przed swoją premierą została okrzyknięta najlepszą częścią serii i pogromcą innych gier akcji. Prasa branżowa i liczne serwisy internetowe dosłownie prześcigały się kto szybciej opublikuje recenzje tegoż tytułu, a wystawione mu oceny sięgały niespotykanych dotąd maksymalnych wartości. Nie dziwi tym samym ogromna ilość sprzedanych egzemplarzy, o czym donosiliśmy na łamach Benchmarka w kilkanaście dni po premierze GTA IV. Teraz gdy opadła gorączka i ogólny zachwyt najnowszym GTA możemy przyjrzeć się jej z większym dystansem.

Diamentowe GTA

Grand Theft Auto IV to produkcja, o której słyszał niemalże każdy gracz. Produkcja, która jeszcze przed swoją premierą została okrzyknięta najlepszą częścią serii i pogromcą innych gier akcji. Prasa branżowa i liczne serwisy internetowe dosłownie prześcigały się kto szybciej opublikuje recenzje tegoż tytułu, a wystawione mu oceny sięgały niespotykanych dotąd maksymalnych wartości. Nie dziwi tym samym ogromna ilość sprzedanych egzemplarzy, o czym donosiliśmy na łamach Benchmarka w kilkanaście dni po premierze GTA IV.

Image

Teraz gdy opadła gorączka i ogólny zachwyt najnowszym GTA możemy przyjrzeć się jej z większym dystansem. Gracze, którzy wyczekiwali pojawienia się tej produkcji już dawno ją kupili i zapewne wyrobili sobie własną opinie na jej temat, ale co z osobami, które dopiero się nad tym zastanawiają bądź z zagorzałymi graczami pecetowymi, którzy z niecierpliwością wyglądają edycji na swoją platformę sprzętową? Tym właśnie użytkownikom naszego serwisu dedykuje niniejszą recenzje, w której postaram skupić się na skonfrontowaniu wielkich oczekiwań fanów serii co do kolejnej jej części z tym co faktycznie otrzymaliśmy. Dzięki temu, być może niniejszy tekst stanie się pomocny w podjęciu decyzji o ewentualnym zakupie już teraz wersji konsolowej czy też dalszym oczekiwaniu na już potwierdzoną edycje pecetową.

Image

Grand Theft Auto to seria kultowa. Każda kolejna jej odsłona przynosiła coś nowego, coś czego do tej pory gracze nie widzieli. Jednakże dopiero trzecia jej część, którą zdecydowano się przenieść w pełen trójwymiar, okazała się prawdziwą iskrą dla rozwoju serii. Rockstar pokazał wszystkim jak powinna wyglądać dobra gra, w której równie ważne co trzymająca w napięciu akcja jest niemalże namacalna swoboda działania i poruszania się po olbrzymim mieście. Odzew graczy na całkowicie zmieniony sposób rozgrywki przerósł oczekiwania twórców. Jednocześnie jednak przyczynił się do dalszych prac nad wzbogaceniem serii o nowe, niestosowane wcześniej rozwiązania. Ich efektem był niewątpliwie Grand Theft Auto San Andreas. Skok jakościowy jaki miał miejsce pomiędzy tą właśnie częścią, a wspomnianą wcześniej GTA III był miażdżący i to nie tylko w kwestii wielkości metropolii, w której tym razem dano nam „żyć”. Ilość nowości przyprawiał o zawrót głowy. Od tego czasu jednak minęły 3 lata, a nic jak wiadomo nie stoi w miejscu. San Andreas dość mocno już się zestarzał i choć nadal jego popularność nie spadała to jednak trzeba było myśleć o godnym serii następcy. Wiadomo było, że Rockstar nie próżnował i cały czas przygotowywał czwartą część swojej flagowej gry. Przewidywano, że będzie ona tym dla San Andreas czym wcześniej ta właśnie produkcja dla GTA III. Gracze oczekiwali nadejścia zupełnie nowej jakości, oczekiwali rewolucji. Czy faktycznie się jej doczekali?

Niko gangster

Grand Theft Auto IV to opowiedziana w iście hollywoodzki sposób historia jednego człowieka. Niko Bellic, bo takie imię nosi kierowana przez nas postać, pochodzi z byłej Jugosławii. Tam też, jako młody człowiek walczył po jednej ze stron podczas trwającej wojny domowej. Wydarzenia jakich wówczas był świadkiem i w jakich uczestniczył pozostawiły piętno na jego osobowości. Po zakończeniu wojny nie było mu łatwo. Aby związać koniec z końcem podjął się pracy dla niewłaściwych ludzi. Skończyło się to tym, że musiał przed nimi uciekać gdy jedno z powierzonych mu zadań nie powiodło się. Tak też znalazł się w Ameryce, w Liberty City, gdzie nie przez przypadek mieszka jego kuzyn – Roman. To jego listy, w których opisywał on swoje dostanie życie i spełnienie się amerykańskiego snu, są dla Nika impulsem do podróży do Nowego Świata. Niestety to co zastaje na miejscu dalekie jest od sielanki przez co po raz kolejny Niko zmuszony zostaje do walki o przetrwanie.

Image

Niko Bellic wygląda jak typ spod „ciemnej gwiazdy” w pełnym tego słowa znaczeniu. Nieogolony, ostrzyżony na jeża, niezwykle nonszalancko poruszający się gość, od którego cynizm czuć na kilometr, od razu przyciąga naszą uwagę. Początkowo, ze względu na sposób ubierania się („trzy paskowe dresy”) przypomina on jednego z handlarzy zza naszej wschodniej granicy jakich do niedawna można było spotkać praktycznie w każdym polskim mieście. Jeśli do tego dodamy specyficzny akcent naszej postaci nie dziwi fakt, iż w grze jest on odbierany jako Rosjanin. Nie ma jednak co ukrywać - Niko to facet, na którego widok w ciemnym zaułku można by popuścić w spodnie. Pomimo jednak tego wszystkiego odczuwamy do niego prawdziwą sympatie. Znamy przyczynę przemian jakie zaszły w jego charakterze i wiemy, że bagaż przeżytych doświadczeń spowodował, iż stał się twardy i bezwzględny, gotowy walczyć za wszelką cenę o życie swoje i jemu bliskich. A jeśli przy tym dodatkowo da się zarobić….:)

Image

Nasz bohater pozostałby dla nas jednowymiarowy, gdyby nie liczne kontakty z innymi występującymi w grze postaciami. Podczas rozmów z nimi, na które nie mamy co prawda wpływu, lepiej pojmujemy złożoną osobność Niko Bellica. Poznawanie nowych ludzi i zacieśnianie z nimi znajomości jest zresztą jednym z celów gry przynoszącym w późniejszych etapach tak wymierne korzyści jak np. darmowa taksówką wysyłana przez Romana na nasze żądanie. U każdego nowego zleceniodawcy pojawiającego się podczas rozgrywki, w miarę wykonywania dla niego kolejnych zadań zyskujemy szacunek. Dodatkowo, jeśli tylko będziemy chcieli możemy zawiązać nić przyjaźni umawiając się z nimi to na kręgle, rzutki, picie, panienki czy też przejażdżki motorówką. Nic tak nie umacnia znajomości jak wspólne wypady na miasto . Warto jednak pamiętać, że w grze jak w życiu - o każdą przyjaźń należy dbać. Jeśli nie będziemy mieli czasu na spotkania z naszymi znajomymi przyjaźń może ulec zatarciu, a my utracimy nie tylko dodatkowy bonus, o którym wspominałem, ale również intratne zlecenia. Podobne zasady rządzą zresztą kontaktami z kobietami, przy czym w tym przypadku umawiając się na randki trzeba pamiętać, że płeć piękna jest wybredna i zwraca uwagę nie tylko na nasze czyny, ale również na ubiór czy nawet samochód w jakim po nie przyjeżdżamy.

Image

Liberty City w świetle neonów

Tak naprawdę jednak bohaterem najnowszej części serii Grad Theft Auto nie jest człowiek, ale miasto – odświeżone Liberty City. Nie zrozumcie mnie źle – nie oznacza to wcale, że rola naszego „ludzkiego” bohatera się nie liczy. Bynajmniej. Niko jest jedną z najlepiej zarysowanych postaci z jaką kiedykolwiek miałem do czynienia w „grze video”. No może za wyjątkiem Solid Snake’a.

Liberty City jest jednak czymś co poraża i to zarówno wielkością jak i wykonaniem. To miasto naprawdę żyje! Oczywiście, da się przyczepić do tego, że to wszystko to jednak gra pozorów, ale na BOGA – JAKA to GRA!!

Image

Ulice każdej z dzielnic metropolii tętnią życiem. Przechodnie rozmawiają ze sobą o najróżniejszych rzeczach – można przystanąć i posłuchać, aby przekonać się, że te rozmowy mają sens. Co ciekawe tu i ówdzie da się słyszeć głosy w innym języku niż angielski. Ba, mamy tu nawet Polaków (a Ci nie stronią od swojskiego „k…..”). W ciemnych zaułkach spotkać można dilerów narkotyków, a na ulicach niektórych dzielnic po zmroku pojawiają się panienki lekkich obyczajów (które podobnie jak we wcześniejszych odsłonach serii mogą pomóc nam rozładować „napięcie”). Czasami jesteśmy świadkami pogoni pieszego policjanta za jakimś drobnym przestępcą czy wręcz akcji zatrzymania i przeszukiwania kogoś przez przejeżdżający patrol. Tu zawsze się coś dzieje.

Image
Image

Po jezdniach powolnie suną samochody osobowe, ciężarowe, taksówki i motocykle. W powietrzu widzimy startujące z pobliskiego lotniska samoloty, a nad niektórymi jezdniami poruszającą kolej miejską. Czasami jesteśmy świadkami drobnych stłuczek (no chyba, że to my sami je powodujemy – wówczas mogą być znacznie większe niż „drobne”), po których kierowcy wysiadają ze swoich aut słownie wyrażając swoje niezadowolenie. Czasami, co bardziej zapalczywi, próbują własnoręcznie ukarać sprawcę, czyli w 99,99% przypadków Niko Bellica.

Image

Liberty City - żyjące miasto

Liberty City jest naprawdę olbrzymie. Składa się z 4 wysp posiadających całkowicie inny klimat i napakowanych do granic możliwości wyróżniającymi je detalami. Co prawda na początku gry mamy dostęp jedynie do niewielkiej części miasta, ale w miarę rozwoju fabuły coraz bardziej otwiera ono przed nami swoje podwoje. Niestety, nie możemy tego przeskoczyć próbując dostać się wcześniej do zamkniętej strefy Liberty City. Takie próby kończą się zawsze 5 gwiazdkowym pościgiem, którego tym razem zgubić praktycznie nie ma szans. Można jednak próbować jak najdłużej przeżyć, co w przypadku Xbox’a 360 nagradzane jest nawet specjalnym osiągnięciem (o ile wytrzymamy „na tym świecie” wystarczająco długo).

Image

Miasto, które powoli odkrywamy podczas gry obfituje w rewelacyjnie wręcz przygotowane miejscówki, którym uroku dodaje jeszcze dynamicznie zmieniająca się pogoda i cykl zmian pór dnia i nocy. Twórcom należą się naprawdę wielkie brawa za tak doskonale odwzorowane efekty pogodowe, z których największe wrażenie zrobiły na mnie burza z piorunami, gęsty, rzęsisty deszcz i mgła unoszącą się nad jezdnią. Co ciekawe zmieniające się warunki pogodowe wpływają nie tylko wygląd ulic, na których przechodnie wyciągają parasole gdy zaczyna padać deszcz czy też uciekają z ulic w momencie pojawienia się pierwszych błyskawic, ale wyraźnie odbijają się także na innych elementach gry. Widać to choćby w dużo gorszym komforcie jazdy po drogach pokrytych cienką warstwą wody.

Image
Image

Liberty City posiada tyle różnych urokliwych smaczków, że starając się je Wam wszystkie opisać w ramach niniejszej recenzji stworzyłbym tekst trudny do przełknięcia. Lepiej samemu spróbować je odkryć co nie jest proste, gdy do przodu pcha nas tak ciekawie skonstruowana fabuła. Warto jednak o nich pamiętać podczas wykonywania poszczególnych zadań i czasami zrobić sobie przerwę, aby w spokoju podziwiać wytwór geniuszu twórców z Rockstara.

Usprawnienia i nowości

Nie ma sensu wymieniać również wszystkich usprawnień i nowości w stosunku do poprzednich części serii, bo jest ich po prostu za dużo. Poprzestanę więc na zasygnalizowaniu Wam kierunku w jaki poszli twórcy nowego GTA.

Jak już wyżej wspominałem, Liberty City nareszcie żyje (albo inaczej – świetnie to symuluje). Aby móc odnaleźć się w tym mieście gracze potrzebowali czegoś co ułatwiłoby im poruszanie się po ulicach metropolii. Możemy więc korzystać z publicznych środków transportu takich jak kolej nadziemna czy taksówki. Szczególnie te ostatnie są pomocne, gdyż dzięki nim możemy szybko i bezboleśnie przemieszczać się po mieście podróżując nie tylko do ściśle określonych na ogólnej mapie punktów, ale także do tych wyznaczonych przez nas samodzielnie.

Taksówki możemy wzywać zarówno przy pomocy telefonu komórkowego, łapać „z marszu” wsiadając do pierwszej napotkanej, wyrzucając z niej dotychczasowego pasażera, a nawet zatrzymywać gwizdaniemJ. Sama podróż taksówką została doskonale przemyślana przez twórców i za dodatkową kasę jesteśmy w stanie przyspieszyć kierowcę, jak też „ominąć” całą sekwencje podróży. Jedyne co razi to głupota sterowanych przez komputer taksówek, bowiem w przypadku przyspieszenia ich zaczynają zachowywać się irracjonalnie – wpadają na inne pojazdy, hydranty czy drzewa. To samo dotyczy karetek pogotowia i policji.

A skoro już mowa o pojazdach – dość ciekawie przygotowano model jazdy wszelkiej maści samochodów i motocykli, za który odpowiada teraz silnik fizyczny Euphoria (będzie jeszcze o nim mowa). Dzięki temu udało się odtworzyć zachowanie się pojazdów na zakrętach, choć nie zawsze wygląda to realistyczne. Przyczyny takiego stanu rzeczy upatrywać należy w ograniczonej różnorodności przygotowanych modeli jazdy pod konkretne kategorię aut oraz zbyt miękkiego zawieszenia większości z dostępnych w grze pojazdów.Nie jest jednak tak źle, jak mogłoby się wydawać, bowiem do wszystkiego da się przyzwyczaić. I chociaż niektóre samochody, wbrew logice wykazują niepokojącą tendencje do nadsterowności to jednak i to da się „przeskoczyć” ucząc się od podstaw ich kontroli albo po prostu zmieniając auto. Skoro pod bokiem mamy tyle różnych samochodów to aż żal z tego nie skorzystać

Niestety, nadal najciężej opanować motocykle, tym bardziej, że promień skrętu niektórych z nich jest iście koszmarny. Niełatwo również posiąść umiejętność kierowania śmigłowcami, chociaż w tym przypadku problem leży w zupełnie innym systemie jego kontroli.

Jak już wyżej wspominałem, grę testowałem w obu dostępnych wersjach tzn. na konsoli Xbox 360 i Playstation 3. O dziwo, sposób kontroli gry na Xbox’ie był dla mnie dużo bardziej intuicyjny niż edycji PS3. Jest to rzecz wręcz dla mnie niepojęta, bowiem od zawsze uznawałem wyższość konstrukcji Dual Shock’a nad gamepadem Microsoftu. Rockstar dodał co prawda do wersji Playstation 3 możliwość prowadzenia pojazdów przy pomocy funkcji wychyłu pada Sixaxix, jednak to rozwiązanie wymaga od użytkownika niesamowitej wręcz precyzji i ogromnych pokładów cierpliwości. Widać to wyraźnie próbując kierować w ten sposób wspomnianym wyżej helikopterem.

Z jazdą pojazdami związana jest również inna nowość w serii GTA - minimapka w lewym, dolnym rogu ekranu z wbudowanym mechanizmem GPS. Pokazuje ona cały czas otaczającą nas okolice z dokładnym rozkładem ulic, zaś w momencie otrzymania jakiegokolwiek zadania na mapce pojawia się odpowiedni znacznik wraz najkrótszą wyznaczoną trasą. Co ciekawe, w przypadku pomylenia drogi nawigacja GPS dość szybko ją koryguję, nie ma więc obawy o totalnie zagubienie się w gąszczu ulic Liberty City. Dzięki systemowi wyznaczania na mapie własnych punktów orientacyjnych możemy dojechać praktycznie do każdego, nawet najbardziej ukrytego zakątka.

Miłym akcentem jest wyposażenie niektórych aut w aktywny system głosowy wspomagający nawigacje. I choć głos „lektora” potrafi zagubić się wśród tumultu innych odgłosów, sam fakt jego istnienia godny jest odnotowania.

Policja czyli nowy, wymagający przeciwnik

Kolejny temat – policja. Tym razem jest naprawdę nieźle. Stróże prawa stali się prawdziwie wymagającym przeciwnikiem. Nie dość, że wszędzie ich pełno (radiowozy i liczne patrole piesze), to jeszcze „łatwo się denerwują” i po rozpoczęciu pościgu trudno jest ich zgubić. Szkoda tylko, że ich czujność jest taka wybiórcza przez co nie zwracają uwagi na pewne wydarzenia, które dzieją się wokół nich. Można więc obok nich spowodować wypadek czy wręcz przejechać kogoś na chodniku i zostać przez nich zupełnie zignorowany. Jeśli jednak tylko lekko zarysujemy któryś z radiowozów natychmiast zaczyna się pościg. Oczywiście są też rzeczy, które zawsze ściągają uwagę policji jak choćby włam do samochodu czy próba jego kradzieży. Nie można również strzelać przy policji, choćby w powietrze ani tym bardziej usiłować kogoś pobić bądź zabić.

Image

Sam pościg wygląda teraz trochę inaczej. Co prawda nadal mamy tutaj do czynienia z systemem gwiazdek, który określa stopień naszego poszukiwania przez policje, jednak tym razem ścigający nas stróże prawa działają tylko w określonym obszarze, co zaznaczone jest na minimapce pulsującym kołem. Jeśli więc uda nam się zgubić „ogon” i będziemy unikać spotkania z kolejnymi radiowozami, aż do czasu wyjechania poza obręb wspomnianego koła mamy duże szanse wtopić się w tumult miasta. Gliniarze o nas „zapomną”, a my ze spokojem będziemy mogli wrócić do gangsterki. Wydaje się proste prawda? I takie jest, ale tylko do pewnego momentu tj. do czasu gdy poziom wkurzenia policji osiągnie 3 gwiazdki. Dlaczego? Bo za każdą gwiazdką zakres poszukiwań stróżów prawa powiększa się, aż do momentu gdy wypełnia praktycznie cały obszar mapy i tak naprawdę nie ma się gdzie schować. Jeśli do tego dodamy helikoptery policyjne, z których walą do nas prawdziwi snajperzy sytuacja robi się naprawdę nieciekawa.

Image

Na szczęście nie zawsze jest tak poważnie.:) Czasami zachowanie policji potrafi naprawdę rozśmieszyć. Okazuje się bowiem, że stróże prawa są niezwykle uczuleni na jazdę na przysłowiowym „podwójnym gazie”. I nie chodzi tu bynajmniej o to, że faktycznie jazda w tym stanie jest prawie niemożliwa (rewelacyjny efekt trzęsącej się kamery, rozmytego obrazu i wyrywającego się spod naszej kontroli samochodu bądź motocykla) i że taki delikwent od razu rzuca się w oczy. Mam tu raczej na myśli sprawdzony przeze mnie parokrotnie fakt, iż gliniarze z Liberty City mają niesamowicie wyczulony węch. Nawet jeśli alkohol już z nas wyparowuje (co objawia się zmniejszeniem efektów falowania obrazu), a my siedzimy tylko w aucie stojącym na poboczu to oni i tak wszczynają alarm i rozpoczynają pościg jak tylko znajdą się w naszym pobliżu.

Image

W najnowszym GTA przemodelowano system walki wręcz dodając do niego sporo nowych ruchów. Nowością jest również system chowania się za zasłony podczas starć przy użyciu broni palnej. Przypomina on mechanizm znany z Gears of War przy czym tutaj Nico może wykorzystać praktycznie każdy rodzaj zasłony począwszy od zwykłej ściany a skończywszy na samochodzie, za którym nasz bohater automatycznie kuca. Dzięki zmienionemu systemowi celowania ułatwiono znacznie prowadzenie efektywnego ognia, a jednocześnie umożliwiono zadawanie obrażeń strefowych przy dokładniejszym przymierzeniu do celu.

Image

Jednym z najciekawszych elementów Grand Theft Auto IV jest niewątpliwie telefon komórkowy, który Niko nosi zawsze przy sobie. Dzięki niemu mamy stały kontakt ze zleceniodawcami, którzy w miarę ich pojawiania się „lądują” w naszej książce telefonicznej. Możemy więc w każdej chwili sprawdzić czy nie mają oni dla nas jakiejś pracy bądź też spróbować umówić się z nimi w celach czysto towarzyskich. Dodatkowo, przy pomocy naszego telefonu mamy możliwość odbierania SMS’ów (później i MMS’ów), ustawiania ewentualnych spotkań w organizerze, dokonywania zmian w opcjach gry, a także uruchomienia trybu multiplayer (wchodzimy do niego bezpośrednio z gry).

Image

późniejszych etapie gry otrzymujemy również możliwość pewnej personalizacji posiadanego telefonu dzięki opcjom zakupu do niego nowych dzwonków czy tapet. I tu kolejna nowość – dokonujemy tego za pośrednictwem Internetu, do którego dostęp uzyskujemy w momencie odwiedzin którejś z rozrzuconych po mieście kafejek internetowych. Co ciekawe, Internet nie służy tylko i wyłącznie do zabawy i za jego pośrednictwem możemy otrzymywać także kolejne, ciekawe zlecenia, dzięki którym wspomniane już znajomości mocniej się zacieśniają.

Image

Strona techniczna i różnice między dostępnymi wersjami

Grand Theft Auto IV wykorzystuje autorski silnik Rockstar’a o nazwie R.A.G.E. (Rockstar Advanced Game Engine), który wcześniej użyty został przy produkcji Rockstar Table Tennis. Tym razem jednak zmodyfikowano go na tyle, że doskonale radzi sobie z każdym detalem olbrzymiego miasta. Niesamowite efekty światła i cienia, zmienne efekty pogodowe, rozmycia, falowanie i refleksy wody czy zachowanie się postaci w różnych warunkach to tylko mały wycinek tego co oferuje nam nowy silnik. Trzeba to powiedzieć wprost – Rockstar odwalił kawał dobrej roboty, bo całość robi naprawdę kolosalne wrażenie.

Jakby tego było mało twórcy postanowili wykorzystać osobny silnik fizyczny do odpowiedniej animacji postaci. Wybór padł na “Euphorię" firmy NaturalMotion, która zdaniem wielu ludzi z branży najlepiej obecnie potrafi oddać masę i bezwładność ciała. W grze jej działanie widoczne jest na każdym niemal kroku – czy to podczas spaceru po ulicach gdy zderzamy się z innymi przechodniami czy też w momentach stłuczek i wypadków.

Dodatkowo warto przypatrzyć się jak wygląda model zniszczeń pojazdów w nowym GTA, bo choć nie jest to Burnout Paradise to jednak ma on sporo, doskonałych elementów, które odróżniają produkcje Rockstara od innych gier. Odpadające części aut po wypadku, wybuchające po przegrzaniu opony, plamy krwi na masce samochodu po zderzeniu z człowiekiem czy też dziury po kulach w szybach pojazdów, ze specyficzną pajęczyną pęknięć wokół nich to tylko malutka część możliwości, które dostarcza nam wspomniany, nowy model zniszczeń.

Image

Chociaż wspomniane efekty fizyczne podnoszą atrakcyjność gry, to jednak czasami działanie Euphorii wygląda trochę śmiesznie. Za przykład może posłużyć nam animacja ciągniętego za samochodem właściciela zagrabionego samochodu, który rozpaczliwie próbując go odzyskać uchwycił się klamki i jak terminator kurczowo trzyma się jej nawet kilkadziesiąt metrów. Cholerny upartusJ Ale na tą przypadłość cierpi co drugi obywatel Liberty City.

Image

Podsumowując – oprawa graficzna GTAIV jest doskonała, o ile oczywiście weźmiemy pod uwagę rozmach całej gry. Patrząc jednak bardziej obiektywnie na to co przygotował nam zespół Rockstar, nie jest już tak różowo. O ile bowiem niektóre elementy gry po prostu zachwycają ich wykonaniem np. miasto o wschodzie słońca, czy przejażdżki szybką motorówką, o tyle inne potrafią skutecznie zepsuć ogólną estetykę gry. Z czymś takim mamy do czynienia w znacznej większości pomieszczeń, do których możemy wejść. Koszmarnie, moim zdaniem wykonano wszelkie bary szybkiej obsługi, które wyglądają jak „mordownie”. I nie chodzi tu o brud, ale kiepskiej jakości tekstury we wnętrzach oraz niezwykle słabe AI postaci znajdujących się w takich pomieszczeniach (wałęsają się bez celu co wygląda po prostu sztucznie). Na pewno jednak nie sposób odmówić im sugestywności - nigdy w życiu nie spróbowałbym jeść w takim lokalu, bo bałbym się, że wyrośnie mi trzecie oko.

Image

Porównanie grafiki z Xbox'a i PS3

Od czasu premiery uzbierało się wiele nieprawdziwych informacji co do różnic w oprawie graficznej pomiędzy dostępnymi na rynku wersjami. Część graczy twierdzi, że obie edycje gry – na Xbox’a 360 i Playstation 3 wyglądają i działają niemalże identycznie. Inni natomiast wskazują to na wyższość jednej bądź drugiej wersji. Pogodzenie ich jest raczej niemożliwe. Warto jednak przyjrzeć się dokładniej o co tak naprawdę toczy się spór.

Nie da się ukryć, że obie wersje różnią się jeśli chodzi o jakość wyświetlanej grafiki. Nie jest to może jakaś kolosalna różnica, ale istnieje. Może dziwić lekko fakt, iż to wersja na Xbox’a 360 działa w wyższej rozdzielczości (1280x720 pikseli) niż wersja na potencjalnie silniejszą konsole Playstation 3 (natywne 1152x640), która to ma sztucznie podwyższaną rozdzielczość. Gorzej, że to edycja xboxowa została wyposażona w pełnoekranowy anti-aliasing (2xAA), którego wersja PS3 wydaje się wogóle nie posiadać. Na pierwszy rzut oka wydaje się więc, że wersja xboxowa jest lepsza, a obraz przez nią wyświetlany – ostrzejszy i bardziej wyrazisty. I co ciekawe, tak jest w rzeczywistości, ale tylko co do obiektów znajdujących się na pierwszym planie. Mało kto zwrócił bowiem uwagę na fakt, iż to co znajduje się w tle jest dużo bardziej nieostre na Xbox’ie 360 niż w przypadku edycji PS3.

Image

Świetnie wykonane zostały za to wszelkie efekty postprocessingu, przy czym w przypadku wersji na Playstation 3 dzięki upskalowanej rozdzielczości efekty te nabrały bardziej realistycznego wyglądu. Warto zwrócić uwagę jak ciekawie rozwiązano zjawisko rozpraszania obrazu na granicy jego widoczności, który przypomina możliwości ludzkiego oka.

Wersja PS3 najnowszego GTA jest więc co prawda, przynajmniej w moim odczuciu, mniej wyraźna, niż xboxowa, ale zyskuje znacznie więcej dzięki ciekawemu użyciu efektów rozmycia sceny. W ten sposób bowiem uzyskujemy bardziej realistyczny, wręcz filmowy wygląd.

Scena z helikopterem filmowana była  o tej samej porze dnia i w tej samej pogodzie na obu konsolach; scena wybuchu - wskazuje na zmieniające się pory nocy.

Niezwykle efektownie prezentujące się przejścia dzień-noc plus dynamiczne zmiany pogody na obu konsolach wyglądają bardzo podobnie. Jeśli faktycznie istnieją tu jakieś różnice to są one minimalne. Podobnie rzecz wygląda w przypadku wszelkich rodzajów wybuchów, które w zasadzie także się nie różnią. Obie wersje cierpią jednak równo na jedną przypadłość, która objawia się na całe szczęście dość rzadko (no chyba, że nie zwracałem na to takiej uwagi). Jest nią dorysowujące się otoczenie, znacznie bliżej niż na granicy naszej widoczności. Widać to szczególnie podczas lotów helikopterem (pojawiające się budynki), bądź też w czasie szybkich rajdów samochodem po mieście.

Pierwsza scena "kręcona" była o podobnej porze ale w innych warunkach pogodowych; scena druga - porównywala pora dnia i pogoda.

Nie ma zbytnio sensu rozpisywać się na temat ilości klatek osiąganych przez grę w poszczególnych jej edycjach platformowych. Nie mamy tu bowiem do czynienia z komputerem lecz konsolami, w których nasz wpływ na jakość oprawy graficznej jest ograniczony, a tym samym jesteśmy „skazani” na to co zaserwują nam twórcy gry. I jeśli nawet nie ma zbyt dużych powodów do narzekań jeśli chodzi o ogólny wygląd nowej odsłony GTA na opisywanych platformach to jednak trzeba zasygnalizować występowanie w obu przypadkach pewnych problemów z płynnością wyświetlanej grafiki. Na pewno większość z Was słyszała o kłopotach jakie miały niektóre wersje Playstation 3 z GTAIV (zwolnienia i zwiechy), aczkolwiek podobne, choć oczywiście mniej skrajne zjawiska potrafiły pojawić się również na Xbox’ie 360. Na tą chwilę wydaje się, że kryzys edycji PS3 został zażegnany. Nadal jednak, i to w obu konsolach zdarzają się momenty, w których widać ewidentnie spadek płynności. Na szczęście jest ich niewiele i przeważnie po prostu nie zwracamy na nie uwagi podczas niezwykle wciągających misji.

Warto zwrócić uwagę na jeszcze jedną kwestię. Otóż, w przeciwieństwie do wersji xboxowej, edycja Playstation 3 instaluje się na twardym dysku konsoli, co jednak znacząco nie przełożyło się na jakość działania gry. Co prawda widać niewielkie różnice w szybkości doczytywania poszczególnych zadań, ale są one na tyle niewielkie, żeby móc z czystym sumieniem twierdzić, że wersja PS3 działa lepiej.

Na koniec nie wypada mi nie napisać kilku słów o doskonale, jak zwykle zresztą, przygotowanej oprawie muzycznej gry (bez różnic na obu platformach). Ponownie oddano nam do dyspozycji kilkanaście stacji radiowych (tym razem jest ich 19), w których możemy usłyszeć zarówno ciekawe audycje radiowe jak i cały szereg utworów bardzo znanych wykonawców np. Busta Rhymes czy Jean Michel Jarre. Cieszy mnie bardzo, że Rockstar i w tej kwestii nie zawiódł, a biorąc pod uwagę wszystkie dotychczas wymienione przeze mnie atrakcje przestaje dziwić niewiarygodna wręcz kwota 100 mln dolarów, która została wydana na stworzenie Grand Theft Auto IV.

Potyczki wieloosobowe

Oto po raz pierwszy w historii serii GTA pojawia tryb multiplayer. Z tego też względu postanowiłem wyodrębnić ten aspekt rozgrywki z wcześniejszego rozdziału dotyczącego nowości po to, aby dokładniej przeanalizować jego faktyczną przydatność zarówno dla czwartej części gry jak i całego cyklu GTA. Rockstar wprowadzając bowiem do recenzowanego tytułu sieciowy tryb zabawy tak naprawdę postawił mocno poeksperymentować na graczach i sprawdzając przy okazji ich reakcje na całkowicie nowe sposoby rozgrywki. Czy to się udało? Trudno stwierdzić. Nie sposób jednak odmówić twórcom wyobraźni w tworzeniu różnorodnych trybów zabawy. Mamy tu ich naprawdę dużo, a według mnie , nawet trochę za dużo. Tak, wiem – „od przybytku głowa nie boli”J, ale nie w tym rzecz. Wydaje się jednak, że Rockstar poszedł bardziej na ilość, a nie jakość zabawy. Widać to niestety zarówno w samych niedociągnięciach poszczególnych trybów gry jak i znacznie mniejszym zainteresowaniem nimi wśród graczy. Innymi słowy, ciężko znaleźć partnerów do niektórych rodzajów gry. Ale po kolei. GTAIV oferuje nam następujące tryby wielosobowe: Deathmatch, Mafiya Work, Car Jack City, Turf War, Cops ‘n’ Crooks, Race, GTA Race, Deal Breaker, Bomb da Base II i Hangman’s NOOSE. Do tego dochodzą jeszcze drużynowe odmiany Deathmatch, Mafiya Work i Car Jack City. Większość z tych nazw nic Wam zapewne nie mówi, stąd pokrótce je opisze. Trybu Deathmatch czy Race nie trzeba chyba nikomu tłumaczyć. GTA Race pozwala na ściganie się wszelkimi rodzajami pojazdów przy pełnym wykorzystaniu dostępnego nam arsenału broni. W Mafiya Work i Car Jack City wykonujemy zlecone nam zadania, przy czym w tym drugim przypadku chodzi o kradzież konkretnych modeli samochodów i dostarczenie je w odpowiednie miejsca na mapie. Oczywiście główne zasady to „zdążyć przed innymi” i „wszystkie chwyty dozwolone”.

Tryb myltiplayer: Deathmatch, Race, GTA Race, Mafiya Work i Car Jack City

Dużo ciekawiej przedstawiają się Turf War i Cops ‘n’ Crooks, oba ściśle powiązane z rozgrywką kooperacyjną. Turf War jest walką o wpływy, gdzie każda z drużyn stara się przejąć i jak najdłużej utrzymać w swoim posiadaniu konkretne punkty w mieście. Cops ‘n’ Crooks to zabawa w policjantów i bandytów, w której Ci ostatni muszą bezpiecznie przetransportować swojego bossa (jednego z graczy) do oczekującego na niego samochodu. W tym czasie druga grupa graczy – policjanci starają się za wszelką cenę do tego nie dopuścić.

Tryb multiplayer: Turf War i Cops ‘n’ Crooks

Ostatnie 3 tryby – Deal Breaker, Bomb da Base II i Hangman’s NOOSE, pozwalają na odgrywanie całkiem ciekawie skonstruowanych misji wspólnie z innymi graczami. No może, za wyjątkiem Hangman’s NOOSE, gdzie próbujemy zapewnić bezpieczeństwo bossowi Kennemu Petrovic’owi na lotnisku pełnym agentów federalnych i policji.

Tryb multiplayer: Deal Breaker, Bomb da Base II i Hangman’s NOOSE

Jak widzicie, jest w czym wybierać. Niestety, nie wszystko bawi z tak samo dobrze i część z wspomnianych wyżej trybów zabawy wieloosobowej wydaje się być wręcz wrzucona na siłę. GTAIV jest grą bardzo złożoną, ale nie widzę zbytnio sensu rozbijania poszczególnych elementów jej rozgrywki takich jak jazda pojazdami, strzelanie, kradzież samochodów czy wykonywanie innych zleceń, na osobne tryby gry wieloosobowej. W moim odczuciu bardzo słabo wypadły np. opcje Race i GTA Race. Cóż, Burnout z tego nigdy nie będzie. Dużą grywalnością odznaczają się natomiast tryby drużynowe, o ile oczywiście trafimy na ludzi, którzy chcą współpracować. Rewelacyjnie gra się w Turf War, Cops ‘n” Crooks czy Team Deathmatch. W pozostałych rodzajach zabawy wszystko zależy od ilości graczy, bowiem na tak wielkim obszarze miasta można się po prostu stale mijać, a to powoduje jedynie frustracje. Dla mnie osobiście absolutnym numerem 1 jest napakowana adrenaliną akcja w Hangman’s NOOSE. Trzeba mieć stale oczy wokół głowy, ale za to frajda z każdej dodatkowej minuty w której jeszcze żyjemy jest po prostu przeogromna.

Na koniec warto wspomnieć o jeszcze jednym dodatkowym elemencie trybu wieloosobowego – podczas każdej z rozegranych potyczek zdobywamy pieniądze, które później możemy wydać na zakup dodatkowych części garderoby. Pieniądze stanowią również coś na kształt punktów doświadczenia, bowiem po zdobyciu pewnej ich ilości pniemy się w górę po szczeblach kolejnych level’i. Całkiem miły dodatek, choć nie jestem pewny czy w tego typu grze konieczny.

Podsumowanie

Grand Theft Auto IV to gra, która przy pierwszym kontakcie zachwyca, powala, powoduje opad szczęki i utratę kilkunastu godzin z życiorysu. Niestety, gdy mija pierwszy zachwyt zaczynamy dostrzegać pewne niedoróbki, które twórcy za wszelką cenę starali się ukryć. Nie są one poważne, ale..…..No właśnie, istnieją.

Część graczy zapewne nie pogodzi się z niektórymi uproszczeniami w stosunku do ich ulubionego San Andreas i błędami czy w samej rozgrywce czy jedynie oprawie graficznej. Pozostali jednak, do których i ja się zaliczam mogą spokojnie uznać je za nieistotne, w pełni zrekompensowane przez olbrzymią grywalność najnowszego dzieła Rockstara. Twórcy udowodnili bowiem tak naprawdę, że „diabeł tkwi w szczegółach”, a o prawdziwej sile najnowszej części GTA nie stanowi ani zarys fabuły ani ogromne miasto, w którym rozgrywa się akcja gry, ale te wszystkie drobne elementy niesamowicie zbliżające ten tytuł do rzeczywistości.

Można więc uznać, że twórcy gry poszli w kierunku dalszej ewolucji serii i tym samym chcąc uprawdopodobnić wszystko co możemy zobaczyć na ekranie stworzyli iście hollywoodzką produkcje, w której każdy, nawet najmniejszy detal ma znaczenie. Stworzyli grę, która otarła się o doskonałość i perfekcje. I chociaż aktualna ocena wystawiona przeze mnie temuż tytułowi nie jest maksymalna to bardzo możliwe, że wersja pecetowa, która prędzej czy później pojawi się na rynku na taką notę zasłuży. Grand Theft Auto IV to niewątpliwie gra wielka, obok której nie sposób przejść obojętnie. Trzeba w nią po prostu zagrać, żeby się o tym przekonać. 

Wybrane dla Ciebie
ZACZEKAJ! ZOBACZ, CO TERAZ JEST NA TOPIE