Myszki

Logitech G7

Logitech G7 to kolejna mysz marki Logitech, której przeznaczeniem jest internetowe pole bitwy. Jednak akurat w jej przypadku mamy styczność z pewnym novum. Otóż została ona pozbawiona kabla, a na dodatek jej wnętrze wypełnia sensor laserowy - dwie ciekawostki w jednej myszy. 

Rozdzielczość: 2000cpi
Sensor: Gaming Grade Laser (laserowy)
Próbkowanie: 6.4 Mpix/sek
Reakcja: 2ms (500Hz)
Prędkość maksymalna: 114cm/s
Akceleracja: 20g
Przyciski: 7+1
Profilowanie: dla praworęcznych
Sterownik: SetPoint
Inne: Dwa akumulatorki w zestawie

Srebrno-zielony Logitech G5 na zewnątrz

Nie ma wątpliwości, że Logitech G7 to nieznacznie zmieniona, bezprzewodowa wersja Logitech G5, myszy - rzec by można - równie świeżej. Mimo to, jak już wspominałam, od dawna Logitech nie wyprodukował czegoś zupełnie nowego dla graczy. Nie dziwi więc podobieństwo Logitech G7 i MX518. Oba modele różni praktycznie jeden przycisk, no i oczywiście sposób komunikowania się z komputerem.

Bezprzewodowość nie pozwoliła myszy odchudzić do wagi choćby Logitech MX518, ale nie jest to powód do obaw, bo nie jest ona na tyle ciężka, by przeszkadzać w większości gier. Właściwie jest lżejsza  niż wszystkie bezprzewodowe gryzonie, jakie miałam przyjemność użytkować. Kształt jest przyjemny, ale mała ręka na Logitech G7 czuje się raczej nieswojo, bo mysz należy do gatunku lakierowanych i nie posiada żadnego materiału antypoślizgowego. I cóż z tego, że wygląda całkiem apetycznie skoro przy obfitym poceniu się, ślizga się w dłoni. Z tego co mi wiadomo, niedopatrzenie to zostało wyeliminowane dopiero w Logitech G7 Special Edition.

POL-Cyru.w3 (reprezentacja Polski w Warcraft III):
Logitech G7 był dla mnie średnio trafionym zakupem, bo wielkość myszy uprzykrza mi kontrolowanie jednostek w grze.
Nadaje się raczej do mniej poważnych rozgrywek, ot Quake II dla zabawy.

Przycisków nikomu nie powinno zabraknąć - jest ich 8. Są dobrze rozmieszczone, a te trzy w rolce pracują bez zarzutu. Dobry klik okazuje się nie tylko domeną Logitech MX518. Na G7 przyciski śmigają porównywalnie szybko, co potwierdza poniższy test.

Problemem jest za to rolka. Podczas przewijania w górę hałasuje. Powodem przykrych dźwięków jest prawdopodobnie mnogość jej "umiejętności" - możliwe jest wygięcie jej w prawo lub lewo, stąd zaznaczyłam, że przycisków w rolce jest trzy. Przeskok rolki jest zbyt krótki, troszkę bardziej wyczuwalny niż w MX518, ale nie zmienia to wiele. Przewijanie nadal mi do końca nie odpowiada.
Ślizgacze Logitech G7 to nie są zwykłe punktowe stopki. Mysz ma do swojego spodu przylepione teflonowe prostokąty, które na myśl przywodzą mi płyty, z których budowano bloki za czasów PRL-u. Zapewne domyślacie się, że coś takiego stawia większy opór podłożu, niż tradycyjne ślizgacze w kształcie małych okręgów.

Testy wnętrzności

Ponarzekałam na wykończenie Logitech G7, czas by pomarudzić troszkę na sensor laserowy, gdyż pierwsze spotkanie z nim na podkładce Icemat Original okazało się fatalne. Nie współpracuje on ze szkłem, dosłownie ani drgnie. Dobrze, że na Steelpadzie sytuacja się unormowała, bo po raz pierwszy miałam ochotę dodać do skali ocen "crush test". Zejdźmy jednak na podkładkę testową, Everglide Titan Mat. Mysz działa na niej poprawnie. Niewyczuwalne są opóźnienia znane z konkurencyjnych produktów bezprzewodowych, co jest niewątpliwym plusem G7. Kwiatki pojawiają się dopiero przy niższych prędkościach kursora, a najlepiej uwidacznia to test na obecność akceleracji wstecznej. Przy gwałtownych ruchach dostrzegłam ją nawet na średnio-niskiej prędkości kursora - około 4, a sporadycznie nawet przy średnio-wysokiej - około 6.

Przeciwwagą do precyzji myszy jest jej szybka reakcja. Wynik 550Hz (2ms) należy uznać za bardzo dobry, w pełni odzwierciedlający potrzeby zawodowych graczy. Pośród myszy "bez ogonków" żadna inna nie jest w stanie pochwalić się takim wynikiem. Punkt dla Logitecha.

Na koniec kwestia problematyczna. Powszechnie wiadomo, że myszy bezprzewodowe korzystają z baterii, które dość szybko się wyczerpują. Dlatego by zaoszczędzić zużywaną energię, takowe gryzonie wyposaża się w tryb uśpienia. W przypadku Logitech G7 mysz nie ma tendencji do zasypiania "na amen". Budzi się dość szybko, ale raz na 40-50 powrotów do życia zdarzają się nawet centymetrowe przekłamania. Taka, niestety, jest cena bezprzewodowości.

Co do samego czasu pracy na jednej baterii, wynosi on około osiem godzin. Podobną ilość czasu zabiera też jej naładowanie, dlatego korzystając z faktu, iż w nabywając Logitech G7 otrzymujemy dwie baterie, warto jedną z nich ładować, kiedy druga jest w użyciu. W ten sposób unikniemy uziemienia.

Gra bez kabla

Odmienny względem Logitech MX518 sposób komunikowania się z komputerem Logitech G7 ma swoje odbicie w dodatkowej opcji w sterownikach. Mysz i SetPoint ostrzegają o poziomie niskiego naładowania baterii. Nie muszę chyba mówić, jaki byłby efekt pominięcia tej opcji dla gracza toczącego boje o najwyższe cele.

Drugą zmianą w stosunku do MX518 jest programowalne wygięcie rolki o podwójnym charakterze globalnym, tj. dla środowiska Windows, oraz lokalnym, np. dla programu Outlook, elementu środowiska Windows. Nadmieniłam już, że odchyla się ona na lewo i prawo. Nie ma z tym problemów, wystarczy się przyzwyczaić, iż rolka potrafi nieco więcej niż o konkurencji.

Od teorii warto przejść do praktyki - gier komputerowych. W Warcraft III The Frozen Throne grało mi się przeciętnie. Lakierowaną obudowę Logitech przebaczę, ale gabaryty i waga myszy powinny mi zastąpić karnet na siłownie. Podczas godzinnego pojedynku w ramach testu nie krępował mnie kabel, lecz brak lekkości myszy i średnio rozwiązane ślizgacze po pewnym czasie dały o sobie znać. Wniosek jest prosty - jeśli ktoś chce używać Logitech G7 do strategii czasu rzeczywistego, musi mieć trochę siły i większą od kobiecej dłoń. Dlatego szybko odłożyłam Warcrafta III na półkę i do napędu CD trafił Quake III. Ta gra akurat nie wymaga praktycznie stałego ruchu myszą, więc RTSowe problemy odeszły w zapomnienie. Natomiast na ich miejscu pojawiły się inne. Grając w FPP wolę zmniejszyć szybkość kursora, a takie zagranie w połączeniu z gwałtownym ruchem może ogłupić sensor laserowy Logitech G7. Zdarza się to rzadko, głównie w sytuacjach ekstremalnych, ale to głównie te trudne dla gryzonia momenty decydują o wyniku ważnych internetowych bojów. Nie zrozumcie mnie źle, Logitech G7 pod względem jakości precyzji zostawia konkurencyjne modele bezprzewodowe daleko w polu, ale w porównaniu z "okablowanymi" cudami techniki nie ma szans. Sprawa jest więc jasna. Jeśli potrzeba Ci myszy bezprzewodowej, wybór jest wiadomy. Z kolei, gdy poszukujesz bezkresnej precyzji, warto sięgnąć po myszy przewodowe.