Lustrzanki

Krzemowa dusza

Światło po przejściu przez obiektyw trafia na matrycę, gdzie zostaje przekształcone na impulsy elektryczne. O budowie matrycy już wkrótce będziemy mogli poczytać w naszym artykule Budowa aparatu cz.II. Tutaj chcielibyśmy jedynie podkreślić, że wszystkie obecnie produkowane lustrzanki mają naprawdę dobre matryce, które w niewielkim stopniu różnią się od siebie. Najmniejsze, 6-megapikselowe matryce są w zupełności wystarczające do uzyskania świetnej jakości odbitki o formacie A4 oraz większym, matryce 8-megapikselowe dają jeszcze pewien margines na wykadrowanie niechcianych fragmentów zdjęcia. Większe (megapikselowo) sensory stosowane są w lustrzankach profesjonalnych - za drogich dla amatora.

W sumie to może zabrzmieć dziwnie, ale podczas wyboru lustrzanki matryca jest mało ważna. Nie ma się czym podniecać, a drobne różnice można właściwie pominąć, bo są raczej dyskusyjne i zależą od preferencji fotografa oceniającego zdjęcie. Nikony nieco bardziej szumią przy wyższych czułościach ISO niż Canony - czy to wada? Niektórzy twierdzą, że wada - innym podoba się nikonowe ziarenko, traktują je jako środek artystycznego wyrazu, natomiast odrzucają canonowskie "cukierkowe" kolory jako nienaturalne.

Chcielibyśmy uzyskać z matryc nieco większą rozpiętość tonalną - tymczasem wszystkie są na zbliżonym poziomie. To właśnie zbyt mała rozpiętość tonalna jest jak na razie największą bolączką cyfraków i stanowi o przewadze tradycyjnej kliszy fotograficznej. Zdolność do poprawnego zarejestrowania sceny o wysokich kontrastach, bez utraty szczegółów w cieniach i światłach jest w lustrzankach większa, niż w kompaktach, ale mniejsza, niż w aparatach analogowych. Świadomy fotograf powinien wiedzieć o tym, poza tym lustrzanką można szybko zmierzyć (używając punktowego pomiaru światła) rozpiętość sceny, można więc sobie z tym radzić - ale pewnych ograniczeń jak na razie nie można przeskoczyć i niekiedy klisza pokazuje wyraźnie swoją przewagę jakościową nad matrycą.

Amatorskie lustrzanki używają matryc około 1.5 raza mniejszych niż klatka filmu małoobrazkowego - czyli w przybliżeniu 23 x 15 mm (wyjątkiem jest Olympus, który ma matryce 2 razy mniejsze niż klatka filmu). To dość duża matryca, pozwala na uzyskanie niewielkiej głębi ostrości i jest cechą nadzwyczaj pożądaną w fotografii, ponieważ odseparowanie ostrego obiektu głównego od rozmytego tła pozwala właściwie skierować uwagę oglądającego zdjęcie. Oczywiście po dużym przymknięciu przysłony uzyskujemy sporą głębię ostrości - o ile tego chcemy, nasz wybór, a matryca nam ten wybór umożliwia.

Fizyczna wielkość matrycy jest ważna również dlatego, że ogniskowe obiektywów podawane są dla klatki filmu małoobrazkowego. Obiektyw o zakresie 24 - 70 mm podpięty do dSLR-a będzie miał ogniskowe 36 - 105 mm, czyli przemnożone o wielkość 1.5 - tak zwany crop factor. Pamiętajmy, że obiektyw szerokokątny 28mm jest szerokim kątem tylko dla lustrzanki analogowej, bo cyfrówkowy crop factor czyni z niego już mało szerokie 42 mm, co w ciasnych wnętrzach lub fotografii krajobrazowej może się okazać stanowczo niewystarczające. Pewną rekompensatą może być to, że crop factor przekształca zwykły, 300-milimetrowy teleobiektyw w całkiem miłe dla podglądaczy (przyrody) 450 mm.

Dajmy już spokój krzemowej płytce - wiemy, że jest dużo lepsza niż w kompaktach i umożliwia o wiele bardziej kreatywne fotografowanie, poznaliśmy crop factor. Przejdźmy do ważniejszych spraw, jak na przykład podgląd obrazu TTL.

Wizjer - okno na świat

Podczas fotografowania kompaktami spoglądamy na niewielki ekranik LCD, którego jakość bywa różna, oczywiście coraz to lepsza. W zaawansowanych kompaktach hybrydowych mamy dodatkowo wizjer EVF, czyli drugi, wbudowany ekranik LCD, który daje lepszy obraz niż LCD na tylnej ściance. Technika idzie do przodu i obydwa sposoby są udoskonalane, nie należą już do rzadkości duże, 3-calowe LCD-ki oraz EVF-y o wysokiej rozdzielczości 235 tysięcy pikseli.

Lustrzanki umożliwiają spoglądanie na fotografowany obiekt poprzez obiektyw aparatu. Widzimy scenę dokładnie taką, jaka jest, bez przekłamań jasności, kolorystyki, bez opóźnień spowodowanych bezwładnością pikseli... widzimy to, co będziemy mieć na zdjęciu.
I o to chodzi.

Ale wizjer wizjerowi nierówny, niestety. Konstrukcja lustrzanek pozostawia wiele miejsca dla inwencji konstruktorów, i jednym wychodzi to lepiej, innym gorzej. Obraz oglądany przez wizjer lustrzanki powinien być duży, jasny, wyraźny... tymczasem posiadacze niektórych analogów określają wizjer dSLR-ów jako "małe światełko na końcu tunelu". Przesada, ale jak zawsze w każdej bajce jest troszkę prawdy. Wizjery zbudowane są w oparciu o pryzmat oraz układ luster. Dobre, jasne wizjery mają konstrukcje Pentaxa, jeszcze lepsze są wizjery Minolty (szczególnie D7D). Amatorskie Canony i Nikony mają podobne wizjery, o akceptowalnej jasności i dobrym kontraście, ale widzielibyśmy tutaj duże możliwości ulepszenia i unowocześnienia.

Generalnie sposób patrzenia na scenę to wielka przewaga lustrzanek, ponadto kadrując z aparatem przyłożonym do oka robimy zdjęcie z właściwej perspektywy i mamy większe możliwości stabilnego trzymania aparatu, niż w przypadku małych i lekkich kompaktów, trzymanych metr od oka, na wyciągniętych rękach.